34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Odpalam filmik, który pracownica kaplicy wysłała mi na maila za dziesięć dolarów. Za kolejne dziesięć wysłała też Madoxowi, tylko nie wiem czy on miał takie zapędy, żeby potem każdemu to pokazywać. Mnie już bardziej bawi niż złości ta sytuacja, więc ostatnio pochwaliłem się nawet pani z warzywniaka na dole. Z początku była trochę zniesmaczona bo jak to tak chłop ze chłopem, ale potem sama doszła do wniosku, że miłość to miłość, a my przecież zawsze byliśmy dla niej mili i uśmiechnięci. Nie było więc żadnych sensownych powodów by nie życzyć nam szczęścia na nowej drodze życia. Oglądamy to video, ja już chyba po raz setny, ale wciąż bawi tak samo. Pierwsze co rzuca się w oczy to nasz nadzwyczajny stan - wystarczy krótkie spojrzenie by zauważyć, że jesteśmy porobieni jak sto pięćdziesiąt. Ten rozbiegany wzrok, włosy klejące się do czoła, rozchwiany krok, niemniej nie my pierwsi i nie ostatni - Myślisz, że wasza rodzinka zaakceptowałaby nasz związek? - śmieję się, bo wyobraziłem sobie sytuację, o której teoretyzuje - Zapytaj o to samo Madoxa, to będziesz sobie musiała szukać nowej kanapy - kiwam głową, ciekawe, że mnie każdy pytał o to kto kogo zapinał, ile razy i jak było, ale żeby o to samo zagadać Madoxa to już nie było chętnych. Prawda zaś była taka, że nasze małżeństwo nie zostało skonsumowane. Chyba. Chyba wszyscy woleli tak myśleć. Potem wywracam oczami i kręcę głową, niby to się krzywiąc, ale gdzieś na ustach błąka mi się uśmiech, bo nie sposób się nie roześmiać mając w głowie tamtą historię - Nie odpowiem na żadne z tych pytań bez mojego adwokata - unoszę obie dłonie w geście poddania, ale pochylam się lekko w kierunku Gabi - Guru pobłogosławił nasz związek, łącząc nas razem na poziomie karmicznym - czyli przez kolejne sto wcieleń będziemy trafiać na siebie gdzieś w innym świecie. Może powinniśmy wziąć też rozwód astralny? Tylko takich uprawnień chyba jeszcze nie miałem - Mój mąż chyba nadal o tym nie wie - zamyślam się na moment. Chociaż nie jestem taki pewien, być może wysprzęgliłem mu się o naszym związku jak już nie wiedziałem gdzie się podziać żeby dowiedzieć się czegokolwiek po jej zniknięciu. Nie do końca to pamiętam - No ale wszystko przynajmniej zostało w rodzinie - wzruszam ramionami, jakby to było coś najnormalniejszego na świecie - Podwójne - chociaż akurat Madox to już chyba się pozbył części po kreseczce, mnie się nie chciało z tym latać, ogarnę od razu jak nam będą klepać rozwód. Poza tym moja niezawodna asystentka zdążyła mi już zamówić nowy napis na drzwi do biura - Za bardzo mnie rozprasza - rzucam, zwlekając się z krzesła. Ona wbija pierwsza ja za nią i rozglądam się po pokoju, trochę niepewnie, jakbym się bał, że Madox zaraz wyskoczy z szafy i nam wpierdoli za naruszanie jego prywatności. Ale Gaba to od razu przechodzi do penetrowania szafek, więc staję za nią i zaglądam do wnętrza - No a co ci się w nich nie podoba? Ta jest całkiem fajna, pasowałaby ci - wyjmuję taką najbardziej przypałową, w świnie ze skrzydłami, w okularach o różnych kształtach na ich różowych ryjkach. Wyciągam ją z szafy i zaraz w kierunku Gabi - Musisz przymierzyć - kiwam głową. W moich przecież też czasem chodziła jak zostawała na noc, chociaż może to faktycznie nie był do końca jej styl. Odrzucam koszulę na łóżko i otwieram jakąś górną szafkę, a tam... Coś na mnie wypada ciężkiego i w ostatniej chwili się uchylam. Może Noriega pułapki pozakładał na takich jak my. Odwracam się żeby zobaczyć co to było, ale tylko mi miga, wtaczając się pod łóżko - A to co, kurwa? - marszczę brwi, po czym rzucam się na podłogę żeby zajrzeć pod mebel, a tam syf jak ja pierdole - No kurwa nie - i o ile z ogromnym trudem powstrzymałem się żeby jednak nie zmywać naczyń, tak teraz jakoś tak machinalnie sięgam ręką po zwinięty kłąb szmat przeróżnych. Zaciskam palce na materiale i się prostuję, żeby go strzepnąć, a potem złożyć, ale jak tylko próbuje to zrobić i strzepuję to nagle z tych szmat wystrzeliwuje w powietrze w opór dolarów, cały pierdolony deszcz pieniędzy wypełnia madoxową sypialnie. Ja stoję jak wryty, bo spodziewałem się tabunów kurzu, może jakiś zaginionych śmieci, albo sterty mniej lub bardziej istotnych papierów, ale na pewno nie hajsu. Kto normalny trzyma swój majątek schowany pod łóżkiem? - O kurwa

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

- Nie ma nic bardziej męskiego niż miłość mężczyzny do mężczyzny. Masz szczęście, że jesteś prawnikiem, to będziesz chodzącym gorącym towarem u nas. Co najwyżej ktoś ci kiedyś przystawi lufę od tej mniej prestiżowej strony, ale to nadal forma zainteresowania. Jednak jak wujaszek zacznie ci polewać pierwszemu zamiast mnie, to możesz się spodziewać, że ta broń będzie naładowana. - niechętnie oddała mu telefon, bo co jak co, ale od tego filmiku nie szło oderwać wzroku. - Oglądałam CSI: Kryminalne zagadki Miami, więc mój wewnętrzny detektyw aż się prosi, żeby go o to też zapytać. Najwyżej dostanę w gratisie zdjęcie rentgenowskie kręgosłupa po tym jak wylecę z hukiem i sturlam się po schodach na sam dół. - to było dość prawdopodobne. Gorzej jak będą ją wynosić z klatki w worku, albo Madox sprzeda ją na czarnym rynku, do jakiegoś burdelu chuj wie gdzie. I może od zawsze brakowało jej instynktu samozachowawczego, ale ona nie trzęsła tak portkami przed kuzynem. Wręcz uważała, że czasami był rozkoszny, gdy robił tą swoją groźną minę. Nie z takimi samcami alfa już pracowała, a jako ta urocza część rodziny, musiała mieć przecież jakąś taryfę ulgową co nie? Rodziny się nie wybierało, ale skromnie można było rzec, że lepiej trafić nie mogli jej nowi współlokatorzy.
Przez chwilę wpatrywała się w niego jakby sama musiała połączyć styki i uświadomić sobie o czym pierdolił. - Nie wiedziałam, że lubisz taki masochizm. Jak to działa? - zgarnęła jeszcze raz jego telefon, wyszukała co to za gówno i parsknęła śmiechem dławiąc się prawie powietrzem. - Czyli co? Madox będzie cię wkurwiał w każdym wcieleniu? Raz jako mąż, raz jako landlord, raz pewnie jako jebany gołąb srający ci na auto. - pokiwała jedynie głową na informację, że Madox dalej o niczym nie wiedział. Tak było zdecydowanie prościej. - Ręcznik czy to co jest pod spodem? To bardzo fajny ręcznik. Taki mięciutki. - podpuszczała go dalej i nawet uniosła jedną brew do góry w niemym pytaniu, gdy widzi jego zawahanie przy drzwiach od pokoju. Przecież to sypialnia jego męża - połowa majątku była jego, a nawet gdyby podpisali intercyzę, to jako prawnik zostawiłby Madoxa z gołą dupą przed blokiem.
- W życiu! Wyglądałabym w tym jak uwodzicielska ciotka po trzech prosecco. - skrzywiła się z odrazą na tą koszulę i odsunęła dłoń chłopaka z tym dziadostwem jak najdalej od siebie. Myszkowała dalej w szafie Madoxa popełniając wewnętrzne samobójstwo za każdym razem, gdy widziała jakąś okropną koszulę. Może i prowadziła życie nadwornej menelicy, ale trzeba wyglądać przy tym chociaż jako tako. Sama uskakuje, gdy jakiś przedmiot próbował zabić Billego i z rozbawieniem spogląda na mimikę towarzysza, gdy wkłada swoją dłoń pod łóżko. - Co znalazłeś zużyte gumki z dzieciakami Madoxa? - śmieje się, ale po chwili ten uśmiech znika, gdy kupa szmalu fruwa po pokoju jak w jakimś tandetnym challengu, gdzie musisz złapać banknoty, które latają po kapsule przez kilka sekund. Kiedy kilka dolarów wylądowało na jej ramionach, rozłożyła ręce i obróciła się w miejscu jak na najtańszym teledysku rapowym, podtrzymując jedną dłonią ręcznik, który chciał uwolnić jej cycuszki na ten deszcz pieniędzy.
- Weszliśmy po ciuchy, a kończy się na napadzie stulecia. Pakujemy to do torby i spierdalamy na Madagaskar? - zapytała całkiem serio i wzięła kilka banknotów, żeby lepiej im się przyjrzeć. - Boże, myślisz, że Madox... - zrobiła dramatyczną pauzę i spojrzała na Billego ze zgrozą. - Inwestuje w krypto? Albo okrada striptizerki? - siada na podłodze obok mężczyzny i zerka pod łóżko czy przypadkiem jeszcze nie ma tam pierdolonej Narnii. - Kurwa, czy to cygaro? Kolumbijskie... - sugestywnie poruszyła brwiami, gdy wzięła jedno do ręki. - Możemy je odpalić tym hajsem. Wiesz jak przystało na obrzydliwie bogatych złodziei. Jebie też trochę ziołem. - wyciągnęła dłoń z cygarem pod jego nos, żeby sam poczuł tą woń. - Najwyżej ujaramy się. Zamówimy pizzę i umrzemy szczęśliwie. Dawaj Billy i tak połowa tego jest twoja.

William N. Patel-Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No faktycznie w takiej rodzince prawnik i to całkiem dobry, nie chwaląc się, mógłby być bardziej szanowany niż ksiądz, chociaż u Latynosów to w sumie chuj wie. Ale kręcę tylko głową, bo nie wydaje mi się, żeby mogła mierzyć do mnie z pistoletu, nawet jakbym to ja dostał pierwszego kielicha. Poza tym zawsze się jakoś umieliśmy podzielić resztkami wina znalezionymi pod śmietnikiem, na przykład, więc myślę, że tutaj też by się znalazło jakieś rozwiązanie - No może do tego doszłoby nawet jakieś odszkodowanie, jakby to odpowiednio rozegrać - wzruszam ramionami, a tylko przypomnę, że miała wśród znajomych (rodziny, hehe) prawnika. Prawnika, który na pewno umiałby to odpowiednio rozegrać. Już mam jej tłumaczyć jak to działa, ale nie muszę, bo pewnie sprawdza w czacie gpt, albo w Googlach i znowu tylko kiwam głową - No mniej więcej coś takiego - przyznaję, ale jak pyta o ten ręcznik to na moment marszczę brwi - Tak? To pokaż - wyciągam rękę żeby ją złapać za cycka. To znaczy żeby sprawdzić miękkość ręcznika, akurat w miejscu, gdzie pod spodem znajdowały się jej piersi, zaciskam krótko palce - Faktycznie mięciutki - to ona mnie prowokuje, a ja się tylko daję, więc wyciągam usta w szerokim uśmiechu. Już wchodzimy do środka i zaczynamy penetrację wszystkich szafek po kolei w poszukiwaniu odpowiedniej kreacji dla nadwornej menelicy, która zaś się okazuje bardziej wybredna niż mi się wydawało. Wywracam tylko oczami na jej słowa, jednak za moment jestem już na podłodze i sięgam pod łóżko - Weź, fuj - na szczęście nie były to zużyte gumki z nigdy nienarodzonymi dziećmi Madoxa, tylko kłąb zwiniętych szmat, który się okazał bardzo ekscentrycznym schowkiem na mamonę. Patrzę jak się okręca w niespodziewanym deszczu pieniędzy - Do torby? - powtarzam, ostatni raz jakąkolwiek torbę z hajsem widziałem właśnie podczas mojej z Madoxem wycieczki do USA, gdzie Noriega wykręcił sporą sumkę w ruletce, potem ja na automatach, a potem jeszcze on w konkursie mistera mokrego podkoszulka, ale akurat ta część została w Nevadzie na rozwój komuny. Może jak tam kiedyś wrócimy to się okaże, że zamiast namiotów mają już, no nie wiem, jakieś domki chociażby? - Na Madagaskar? - powtarzam znowu, mógłbym polecieć na Madagaskar nawet jutro, zabrać ją ze sobą i opłacić wycieczkę ze swoich, bo mnie stać, ale tutaj raczej chodziło o ten specyficzny rodzaj dumy, że robisz coś złego. Czuję zresztą jak adrenalina przepływa mi przez żyły, szczególnie kiedy wbijam spojrzenie w twarz Gabrieli, jakby próbując wyczytać z niej czy mówi poważnie czy żartuje. Najgorzej, że z nią nigdy nie wiadomo - W krypto? A czy to ci wygląda na bitcoina? - jak dla mnie to raczej na kanadyjskie dolary. Już bardziej prawdopodobne się wydaje, że okrada striptizerki, ale ja jednak wolę wierzyć, że to pieniądze z hazardu, nie z jego dziwnych, brudnych interesów. Zaciągam się aromatem cygaro, kiedy mi je podsuwa, faktycznie jebie zielskiem - Wiesz co jeszcze zawsze chciałem zrobić? Oprócz ucieczki na Madagaskar i podpalenia kolumbijskiego cygaro-blanta tym hajsem, jak przystało na obrzydliwie bogatych złodziei? Przelecieć kogoś na pierwszym, ukradzionym milionie - bo podobno pierwszy trzeba było ukraść. Do tej pory najcenniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek ukradliśmy wspólnie był chyba ten rower, zajebany spod sklepu, którym potem przez całą noc jeździliśmy od monopolowego do monopolowego w tak zwanym tour de Circle K. A tu proszę, spotkanie po latach i od razu taka okazja. Tylko czy naprawdę mógłbym okraść przyjaciela i uciec do Afryki z jego młodszą kuzynką? Sam - nie, ale z Gabą - tak. Jej obecność sprawiała, że mój wewnętrzny chaos rozkwitał jak najpiękniejszy kwiat, który potrafi zaskoczyć, ale potrzebuje odpowiednich warunków. I to ona była tymi odpowiednimi warunkami. Poza tym śmiem podejrzewać, że moja przyjaźń z Madoxem nie ucierpiałaby aż tak bardzo, bo kto inny jak nie on doskonale rozumiał absurdalne porywy serca? A siano zawsze mogłem mu oddać.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

- Na Madagaskar -ujęła jego policzki w swoje dłonie, wciąż trzymając pomiędzy palcami cygaro. Czuła coraz większe podekscytowanie na ten szalony plan, a w jej oczach pojawił się ten znajomy błysk, po którym zawsze wpakowywali się w kłopoty. Tak jak wtedy, gdy dołączyli do protestujących ludzi na ulicy i dostali gazem pieprzowym po oczach. - Kupimy jakiś rozpierdolony domek na plaży po taniości. Będziemy chodzić pół dnia nago po plaży i uprawiać seks, aż zbrzydnie nam posiadanie piasku w niektórych miejscach. Kłócilibyśmy się z lokalnymi handlarzami o cenę mango i po zielsku szukali Króla Juliana w okolicznej dżungli. Po tygodniu dostalibyśmy zakaz wstępu do połowy knajp, a ty orżnąłbyś miejscowych w pokera. Wyobrażasz to sobie? Siedzimy sobie na tarasie, jebie ziołem i oceanem, wokół latają jakieś dziwne owady wielkości chomika, a my udajemy, że nie jesteśmy poszukiwani za kradzież hajsu spod łóżka własnej rodziny. - zaśmiała się pod nosem i zgarnęła kilka banknotów z podłogi po czym rzuciła je do góry, żeby powoli ten hajs opadł na nich. Zachichotała na jego słowa i bez chwili namysłu usiadła okrakiem na jego kolanach, podtrzymując jedną dłonią ręcznik, który ledwo wisiał na jej cyckach. Z nadmiaru emocji kompletnie zapomniała o swoim kacu, ale może to była wina cygaro, które wsunęła pomiędzy wargi, żeby znów poratował ich ogniem, bo jako jedyny przykładny obywatel w tym mieszkaniu miał zapalniczkę.
- Przelecieć kogoś na ukradzionym milionie? - tym razem to ona powtórzyła za nim i parsknęła śmiechem tak nagle, że aż musiała złapać się za brzuch. Jego słowa były na tyle pojebane i romantyczne, że idealnie kwalifikowały się pod typowe akcje, na które zgodziłaby się bez mrugnięcia okiem. - Billy, ty romantyczny skurwysynu. Inni zabierają laski do Paryża, a ty chcesz się ruchać na gotówce, którą Madox może wyrwał spomiędzy nóg striptizerce? - skinęła głową sama do siebie, bo im dłużej o tym myślała, tym bardziej brzmiało to jak najlepszy plan jaki słyszała od miesięcy. - Wiesz tylko, że... - nachyliła się mocniej w jego kierunku, żeby ustami musnąć płatek jego ucha przy kolejnych wypowiedzianych słowach. - Że jeśli są tutaj dwa miliony, to musisz wtedy się postarać o dwa orgazmy. - zaczęła wodzić paznokciem po jego torsie, jakby próbowała tam rozrysować cały ich misterny plan i delikatnie przekręciła głowę, wpatrując się w jego twarz. Zaskoczyło ją to jak łatwo przyszło jej planowanie ich wielkiego skoku. Tak jakby te sześć lat rozłąki nigdy nie miało miejsca, a oni znowu żyli tu i teraz.
- Później zaliczymy Teksas. Wpadniemy do najgorszej speluny na browara i włamiemy się do niej, żeby zaliczyć seks na mechanicznym byku. Znajdziemy miejsce gdzie zakopałam hajs po włoskim mafiozo i zobaczymy co zrobimy dalej. - trąciła nosem jego szczękę i czekała na jego jakąkolwiek reakcję. Była w stanie to zrobić. To brzmiało jak Bonnie i Clyde po lobotomii, ale było na tyle absurdalne, że miało prawo się udać. A czym dłużej o tym pierdolili, tym mniej brzmiało to jak żart.
- Bierzesz to tygrysie? Czy jednak wymiękasz? - prowokowała go dalej, w głębi duszy licząc na to, że zaraz spełnią wszystkie swoje zachcianki i wypierdolą z kraju lepszym pierwszym samolotem.

William N. Patel-Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dosłownie czuję dreszcze kiedy ujmuje moją twarz w dłonie, a ten znajomy blask w oczach sprawia, że się uśmiecham. Brakowalo mi tego, kurewsko, to mi także przypomina dlaczego kochałem ją tak bardzo. Za ten błysk w ślepiach, za te wszystkie dziwaczne pomysły i szalone akcje, za niecofanie się przed niczym, za wszystkie nieprzespane noce i nierealne poranki, za wspólnie oglądane zachody słońca i te wschody, których nie mogliśmy zapamiętać, za każdy rozchwiany spacer przez centrum i slalom do kolejnego nocnego. Za tańce, hulanki, swawole oraz bycie zbyt frywolnym. Kiedy snuje swoją opowieść o tym jak cudownie mogłoby być to czuję się tak, jakby te sześć lat rozłąki nigdy się nie wydarzyło, dosłownie jakbyśmy ledwie wczoraj żegnali się w tamtym miejscu żeby nikt nie widział. Cały ten plan brzmiał tak bardzo nierealnie, że chyba naprawdę mógł się udać. Kusiło w chuj, nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy, jakiś bardzo cichy głosik próbował przypominać mi, że przecież nie można jej ufać. Czy mogłem to sobie wyobrazić? - Wyobrażam to sobie aż za dobrze - i ta wizja chyba przyćmiewa wszystkie resztki zdrowego rozsądku. Patrzę jak pojedyncze banknoty wirują chwilę w powietrzu po czym opadają nam na głowy i ramiona, ale jak tylko Gabi na mnie wskakuje to od razu ją obejmuję, układając dłonie gdzieś na dole pleców. Przesuwam spojrzeniem po jej twarzy - od oczu, w których kryła się zadziorna iskra, do ust, aktualnie zaciśniętych wokół grubej końcówki cygara, sięgam po zapalniczkę, żeby odpalić tego wielkiego skurwysyna i jeszcze przez moment obserwuję jak spomiędzy dziewczęcych warg ulatują pierwsze języki szarego dymu. Pachnie mocno - najpierw ciężkim tytoniem, a potem kwaśnym aromatem zioła - Zawsze byłem oryginalny - wzruszam delikatnie ramionami, to powinna doskonale pamiętać, chociaż z drugiej strony mieliśmy na wspólnym koncie tyle urwanych filmów, że najdziwniejsze akcje pewnie na zawsze pozostaną owiane tajemnicą - Poza tym podobno Paryż jest przereklamowany i śmierdzi - a pieniążki, nawet te wyrwane striptizerce, nigdy nie śmierdzą, te akurat pachną szansą na przygodę życia, tak po prawdzie. Kolejny dreszcz ekscytacji przebiega mi po plecach, kiedy czuję jej ciepły oddech gdzieś w okolicach ucha, potem delikatne muśnięcie i wreszcie wszystkie wypowiedziane słowa - Dużo się nauczyłem przez te sześć lat - co zresztą bardzo chętnie jej zaprezentuję. Całuję lekko kącik jej ust, policzek i zjeżdżam niżej na szyję, na której zostawiam kilka małych, czerwonych śladów, zahaczam o wystające ponad ręcznikiem obojczyki, natomiast jedną dłoń opieram na jej gładkim udzie, niespiesznie wsuwając palce pod krawędź krótkiego okrycia. Moje magiczne ręce nadające się nie tylko do karcianych oszustw i otwierania wszystkich zamków tego świata, to było błogosławieństwo ofiarowane mi w genach przez cygańskich przodków. Równie doskonale sprawdzały się w łóżku. A dodatkowe sześć lat praktyki z różnymi kobietami także zrobiło swoje. Wydaję z siebie krótkie mhm w odpowiedzi na dalej snute plany, bo brzmią równie interesująco jak skok na Madagaskar, ale kiedy wspomina o włoskiej mafii to odrywam się od jej dekoltu i wbijam spojrzenie w oczy - Co? Jakim włoskim mafiozo? Jaki hajs?... - może gdyby nie kolejne zaczepki z jej strony to bym się nawet i trzy razy zastanowił nad tą historią, ale tak, to w sumie wyjebane - Nigdy nie wymiękam - a tym bardziej jak ktoś próbował mnie prowokować w ten sposób, zawsze się dawałem, bo co? Ja nie dam rady? To trzymaj mi piwo i patrz. Tym razem ujmuję cygaro spomiędzy jej palców i ściągam dwa krótkie buchy, odkładam blanta na jakąś szafkę, tak by rozżarzona końcówka wystawała poza mebel, a Gabę rzucam na wyro, gdzie leżą już banknoty z twarzami wybitnych Kanadyjczyków, żeby na oczach tej jakże zacnej widowni, wyruchać ją tak, jak nikt dawno tego nie zrobił, nawet jeśli aktualna sytuacja pozwalała raczej na szybki numerek niż długie pieszczoty, poprzedzone jeszcze dłuższą grą wstępną. Było dziko i intensywnie, czyli tak jak kiedyś, kiedy pieprzyliśmy się ostro w różnych kontrowersyjnych miejscach, ale z dodatkami w postaci nowych umiejętności, bo nie sposób nie zauważyć, że i ona nie próżnowała. Dla mnie 10/10, niezapomniane przeżycie, polecam każdemu. Może nawet był to seks warty dwóch milionów - Ale jazda - rzucam, kiedy w końcu leżymy obok siebie. Oddech wciąż mam przyspieszony, a serce wali jakby zaraz miało wyrwać się z piersi. Sięgam po tamto cygaro, chociaż zdążyło się już w połowie wypalić i ściągam kilka kolejnych buchów zanim podam je Gabrieli. Sam z kolei łapię za jeden z banknotów o wysokim nominale - A ty co o tym myślisz sir Robercie Bordenie? - pytam, bo to jego morda znajduje się na stu dolarówce - Chyba odebrało mu mowę - śmieję się, po czym wyrzucam papier wysoko w górę, a sam pochylam się w kierunku Gabi, żeby jeszcze raz ją pocałować.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
+18, przekleństwa
Serce waliło jej jak szalone, ale chyba jeszcze bardziej niebezpieczne było uczucie, które rozlewało się gdzieś tuż pod jej skórą, kiedy na niego patrzyła. Bo najgorsze w tym wszystkim było to, że przy nim znowu czuła się dokładnie taka jak kiedyś.
Młoda.
Głupia.
Nieśmiertelna.
Była podatna na wszystkie jego spojrzenia, dotyk i ten chaos, w którym z rozkoszą się zatracała. Billy był jej kwintesencją trójkąta bermudzkiego, raz wpadła w jego ramiona i to uczucie połączenia dwóch szalonych dusz nigdy nie miało jej opuścić. - Znam o wiele lepsze miejsca. W Paryżu jedyną atrakcją jest powrót do domu na czworakach, gdy wlokąc swoje zwłoki musisz uważać na porozrzucane igły od lokalnych ćpunów. Jeden niewłaściwy ruch i kończysz na badaniach, a twoi kumple zakładają się czy zaraziłeś się syfem, czy jednak masz więcej szczęścia. - była kompletnie zawiedziona tym miastem. W tej romantycznej części swojej duszy, uważała Francję niegdyś za najpiękniejsze miasto. Która dziewczyna nie chciała oświadczyn na pieprzonej Wieży Eiffla? Po swoich osobistych doświadczeniach jedynie mogłaby tam jeszcze raz pojechać na zamieszki lub, żeby zaliczyć seks na tej słynnej wieży, pod czujnym okiem ochrony. Gdyby jednak zobaczyła jakiegoś klękającego faceta tam i to nie z zamiarem zrobienia minety, to wyrzuciłaby go przez barierkę. Romantyzm dwudziestego pierwszego wieku.
Przesunęła dłonią po jego karku, jeszcze trochę oszołomiona tą nagłą bliskością. Dwa pojebane żywioły, które bez żadnego zahamowania potrafiły wpaść we własny wir szaleństwa. Przymknęła oczy, czując ten dobrze znany dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Nienawidziła faktu, że jej ciało pamiętało go lepiej niż rozsądek. Jeszcze bardziej nienawidziła tego, że najwyraźniej on też pamiętał dokładnie wszystkie jej słabe punkty. Powinna wyjaśnić mu co miała na myśli wspominając o włoskim mafiozo, ale myślami była już przy jego zręcznych palcach, które wyprawiały cuda. To nie był nostalgiczny powrót po latach, a paląca potrzeba, która trawiła ich od środka. Pole widzenia skurczyło się tylko do jego osoby. Zatopiła swoje paznokcie w jego skórze, gdy badała każdą znajomą krzywiznę jego ciała, pozostawiając ślad po sobie. Spijała każdy jęk i szybki oddech z jego ust, gdy walczyli o dominację wśród rozsypanych banknotów na pościeli. Zazdrość zalewała jej ciało, gdy pokazywał jej te nowe ruchy, których nauczył się przy innych szmatach. Sama nie próżnowała i pokazała mu to i owo czego nauczyła się od striptizerek z Miami - cudowne kobiety. Kilka ruchów jednak zachowała na kiedyś. Możliwe kiedyś. Jeśli oboje przeżyją ten emocjonalny rozpierdol i wściekłego Madoxa, który odkryje zdradę męża w łóżku, które te dzieli ze swoją narzeczoną i brak hajsu.
Przyjęła cygaro, które jej podał i wzięła kilka buchów poruszając leniwie biodrami, jakby było jej jeszcze mało. To słodkie rozleniwienie, które ogarniało jej ciało było afrodyzjakiem, a zioło tylko potęgowało to uczucie. Wsunęła dłoń pomiędzy uda i spojrzała z rozbawieniem na banknot, a później te w brązowe tęczówki Billa, które pochłaniały bez reszty.
- To był najsłabszy trójkąt ever. Spadła ci kondycja. - cichy jęk opuścił jej rozchylone usta, gdy palcami natrafiła na czuły punkt. O tak... - Dziwisz mu się? Gdybyś wyglądał tak jak on, to sam zaniemówiłbyś przez kompleksy. Spójrz tylko na nas. Madox powinien zamontować lustro nad łóżkiem. Nudziarz z niego. - skwitowała ze śmiechem brak tak ważnego przedmiotu w sypialni i odwzajemniła pocałunek bez żadnego wahania, domagając się więcej. I to było chyba bardziej popierdolone niż cała włoska mafia, skradzione pieniądze i wszystkie ich durne pomysły razem wzięte. Bo nie tęskniła za wspomnieniem, za dawną wersją ich samych, ale właśnie za jego osobą. Pieprzony Billy i jego kutas.
- Jak to zrobimy? Zdradź mi plan naszej ucieczki kiedy będę drugi raz dochodzić. - przygryzła mocno jego dolną wargę. Przylepiła tą jebaną studolarówkę do jego mokrego czoła, żeby Sir Robert miał znacznie lepsze widoki niż przed chwilą. Niech chłop też coś z tego ma zanim wyląduję w torbie i zostanie wywieziony na Madagaskar.
O kurwa.

William N. Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Przekręcam się na bok, żeby mieć na nią lepszy widok i opieram na łokciu, skroń zaś układam na nadgarstku, a kiedy przykleja mi banknot do czoła to przez chwilę na niego zezuję. W jedną dłoń chwytam plik dolarów, żeby zrobić z nich wachlarz i zaczynam się nim chłodzić, bo w pokoju zrobiło się naprawdę gorąco. Chyba nie zostaje mi nic innego niż spełnić jej prośbę, więc zaczynam mówić - Uknułem plan idealny - kiwam delikatnie głową. To chyba ten nagły wyrzut hormonów sprawił, że mój mózg wszedł na wyższe obroty, skoro wyklarowala się w nim taka idea. Miękkim końcem wachlarza z banknotów przesuwam delikatnie, powoli po skórze Gabrieli, zaczynając gdzieś w okolicach mostka. I niespiesznie coraz niżej - Powodzenie gwarantowane, poza tym nie mogłoby być prościej - mój wzrok sunie za ręką, a z ruchem głowy śledzą go również papierowe oczy sir Roberta - Chciałem zaproponować żebyśmy do kompletu zajebali BMW Madoxa i porzucili je gdzieś przy lotnisku, ale to już by była lekka przesada i zbytnia bezczelność - niżej przez falujące z każdym oddechem piersi - Myślę że możemy sobie pozwolić na odrobinę luksusu i wynająć najdroższe taxi, może gdzieś mają w ofercie, no nie wiem, limuzyny? Potem na pewniaka rejestrujemy przewóz znacznej ilości gotówki, a jakby ktoś pytał to wygraliśmy to w Vegas i jesteśmy właśnie w trakcie naszej podróży życia. Tak się składa, że kilka pięter wyżej w moim mieszkaniu mam potwierdzenie wygranej z kasyna w Vegas - bo podczas mojej z Madoxem szalonej podróży po Nevadzie faktycznie udało nam się wykręcić niezłą sumkę w kasynie, być może właśnie bezcześciliśmy część Noriegi. Jednak jeśli wciąż byliśmy małżeństwem to technicznie rzecz biorąc to były też moje pieniądze. Końcówki banknotów łaskoczą ją dalej już gdzieś w okolicach pępka - Także sama widzisz, nie wiem co musiałoby się stać, żeby się nie udało. Potem kupimy bilety w klasie biznes i wykupimy pół strefy bezcłowej. Oczywiście to pół składające się z alkoholi. Nawalimy się z każdym chętnym pasażerem, a później doprawiamy szampanem na pokładzie samolotu. Potem zostaje nam już tylko mieć nadzieję, że w ferworze dobrej zabawy wybraliśmy odpowiedni kierunek - bo równie dobrze mogliśmy wylądować gdziekolwiek. Hajsem sunę już wzdłuż linii dziewczęcego biodra, zaś głowę nachylam do brzucha i muskając wargami jej skórę, kawałek po kawałku, ruszam w niespieszną podróż w drugą stronę, coraz wyżej i wyżej, dając jej jeszcze chwilę na zaspokojenie, ostatni pocałunek składam na rozchylonych zmysłowo ustach - Podoba ci się ten plan? - rzucam półszeptem, pozostając tak blisko, że z pewnością czuje ciepło każdego wypowiadanego słowa. Szukam wzrokiem jej oczu i kiedy je znajduję to dosłownie widzę jak między naszymi spojrzeniami przeskakuje iskra. Z wrażenia aż mi się banknot odkleja od czoła i opada jej na twarz - Intuicja mi podpowiada, że żeby poszło gładko musisz założyć tamtą koszulę - tą, która jej się tak bardzo nie podobała i leży pewnie teraz gdzieś koło łóżka.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Spoglądała na niego spod długich rzęs i cicho zamruczała, gdy przesuwał banknotami po jej ciele wywołując gęsią skórkę. Typ, który przyrównał kobiety do kotów powinien dostać co najmniej Nagrodę Nobla - to było tak bardzo true, że nie dało się bardziej. Spijała każde słowo ich szalonego planu z jego ust, bo Billy w takich chwilach wyglądał jak człowiek, który wynalazł ogień i opatentował to bez żadnego przypału. Ta jego prawnicza gadka działała jak afrodyzjak no i ratowała im dupę, więc całkiem spoko. I to było w nim jednocześnie najlepsze i najgorsze - bo czym bardziej on odpierdalał, to tym mocniej ona wchodziła w ten schemat i jej się to kurwa podobało. Słuchała jego planu idealnego nie odsuwając się nawet o milimetr od jego ciała, chłonąc każdy ruch jego ręką. Skurwiel dobrze wiedział co robi, a ona ulegle poddawała się tej chwili.
- A nie jesteśmy bezczelni? Pomyśl co moglibyśmy znaleźć u niego w schowku. - uniosła w zamyśleniu brwi do góry i była skora dalej przepchnąć ten pomysł byleby spróbować swoich sił czy uda jej się odpalić BMW samymi kablami. - Czekaj, czekaj… - uniosła rękę, próbując powstrzymać śmiech. Już dawno zapomniała o tym, że miała całkiem inne plany niż ta rozmowa. Równie dobrze mogła sobie zrobić dobrze za kilka godzin w samolocie, a może nawet i wtedy Billy się dołączy jak przeładuje swój magazynek. - Ty chcesz legalnie zgłosić przewóz ogromnej ilości hajsu, po czym najebać się na lotnisku i liczyć, że pijani przypadkiem wybierzemy dobry samolot? - zapytała powoli jakby próbowała go uświadomić jak absurdalnie ten plan brzmiał. Jakby jej osoba przez te sześć lat nabrała ogłady i myślała rozsądnie, a nie odpierdalała totalne gówno po którym ciężko było się pozbierać.
Dmuchnęła niecierpliwie w banknot, który opadł jej na twarz, ale Sir Robert bezczelnie przywarł do jej dolnej wargi. Więc można było uznać, ze tym razem to był ten gorszy trójkąt. Zaśmiała się cicho, ale urwała w połowie, kiedy poczuła jego oddech na swoich ustach. Przez moment pozwoliła sobie oddychać tym samym powietrzem co on i uśmiechnęła się jak zakochana nastolatka, która planuje ucieczkę ze swoim chłopakiem, bo rodzice go nie akceptują. - Zróbmy to. Po prostu to kurwa zróbmy. - co jak co, ale nie zamierzała tego zakończyć tylko na słowach.
- Nie. Kurwa, nie! - odwróciła głowę od jego hipnotyzujących oczu i spojrzała gdzieś na podłogę gdzie pewnie leżała ta cholerna koszula. - Dobra, ale ty zakładasz kieckę od Pilar. Taką co podkreśli twój tyłek. Deal? - dźwignęła się powoli do góry i odkleiła ze swojej twarzy banknot, zamierzając pozostawić go na łóżku Madoxa. Taki tam napiwek za to, że pozostawią po sobie syf i pościel, którą zapewne jej kuzyn szybciej wymieni niż pomyśli, żeby ich zamordować. O ile zaraz Billy nie wejdzie w tryb sprzątaczki i to jemu nie będzie musiała wrzucić banknotu za gumkę bokserek.
- Ta wygląda bosko! Ma nawet rozcięcie do biodra, więc będzie ci przewiewnie. - rzuciła kawałkiem materiału mu w twarz i czekała na jego decyzję. Oboje i tak wiedzieli, że ona założy tamtą koszulę dla funu. Sukienka też wyglądała dobrze i bardziej była w jej stylu, ale była gotowa się podzielić. - Mam torbę. Ty idź po papiery, a ja zacznę zbierać szmal. Potem dzwonimy po limuzynę, a jak Alfredo nie przyjedzie po nasze dupy, to bierzemy wóz twojego małża. - zaczęła zgarniać hajs z podłogi, starając się jako tako poukładać pliki w dłoniach, żeby nie pojebało do reszty jej towarzysza.
Po kilku minutach byli już na dole. Zwarci i gotowi do podróży swojego życia, przekazując sobie co chwilę kolejne cygaro, które podwędzili z zapasów Madoxa. Zdezorientowani spojrzeli po sobie, gdy faktycznie jakaś limuzyna podjechała. Problem wynikał z tego, że chyba nikt nie zdążył z nich zamówić usług Alfredo. W sumie jebać to. Wpakowała się do środka i spojrzała przelotnie na Billego, który był tuż za nią. Jak się bawić to na całego. Może właśnie w tej chwili podjebali jakiemuś ważniakowi transport?

William N. Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”