Galen Wyatt i jego podboje to by była pewnie długa książka, ale nudna, bo on szedł jakimiś utartymi schematami, wyrywał laski bo były ładne. Gadał o uczuciach, że szuka prawdziwej miłości, a tak naprawdę spotykał się z gwiazdami porno, albo jakimiś innymi lafiryndami. Ciężki przypadek z tego Galena.
Ale faktem jest to, że on akurat nie bał się zaryzykować i czegoś sprawdzić, czy wyjdzie, czy nie wyjdzie. Raz jeden się bał, ale wtedy był w związku, bo to też tak, że Galen nie zdradzał... Ale jak miał zdradzać, jak większość jego relacji trwała tydzień? Jedynie z Cherry była dłuższa. Cherry był wierny, mimo wszystko. Potem żałował, bo wyszło jak wyszło. Więc może tym razem by zaryzykował?
Galen to miał w sobie tyle sprzecznych myśli, emocji, że czasem ciężko było z nim dojść, często nawet. Sam nie wiedział czego chce. Miotał się w tym wszystkim. Raz mówił Peach, że szuka prawdziwej miłości, która nie będzie go na siłę zmieniać, a potem się zastanawiał czy nie wchodzić z nią w jakieś ustawki. A na koniec jeszcze co?
Stwierdził, że muszą się dać ponieść i zobaczyć, gdzie ich to wszystko zaprowadzi.
A na razie ich prowadziło do bycia tajną parą przyjęcia Blythów, a potem to nawet już jawną, kiedy powiedzieli to Queenie, bardzo szybko się to rozwinęło.
Galen to też tak trochę zerkał na Petera, bo się zastanawiał gdzie jest jego siostra, przecież oni w końcu się spotykali, a on z jakąś inną laską całą imprezę się bawi. No niby Galen i Kristin nie mieli najlepszych relacji, ale! to wciąż była młodsza siostrzyczka Wyatta, więc jakby Peter jej jakieś świństwo chciał zrobić, to może by nawet dostał fangę w nos? Ale Kristin nigdzie nie było, więc może to było jakieś ustawione?
Jeszcze Galen by się może nad tym zastanawiał i pogadali by sobie o tym, czy to jest przyjaciółka Petera, czy kochanka, czy może już jakiś związek, ale zaczęła się akcja porodowa.
Dlaczego oni nie zawołali w ogóle Petera, że jego siostra rodzi? No bo on sobie gdzieś zniknął z tą Wendy, w ogóle nagle wszyscy Blythowie gdzieś się porozchodzili i tylko została stara ciotka Hermenegilda, która była ślepa i głucha, i jak Galen próbował jej powiedzieć, że
Queenie rodzi, to ona się go zapytała czy do tańca ją prosi, a Galen tylko pokręcił głową, że nie.
-
Nie no, wiadomo, że nie Peach - od razu jej odpowiedział, jak mu zarzuciła, że
chce ją tu zostawić bez pomocy medycznej, bo wiadomo, że Galen to jest odpowiedzialny. Więc, chciał czy nie, a nie chciał właściwie, to w końcu zabierają Queenie do Lambo.
Galen od razu siada za kółko, ale jak Peach do niego mówi, czy może prowadzić, to się na moment zastanowił -
mogę, wypiłem tylko jedną lampkę szampana - dobrze, że nie wypił więcej, a chciał, miał dzisiaj pić dużo szampana i się tutaj bawić między tymi gośćmi poubieranymi na biało, a oni co? A oni jechali z Queenie do szpitala. Galen spojrzał na Peach, kiedy powiedziała o tym porodzie Mery Kwasniewsky, co trwał 15 godzin i aż zrobił jakieś wielkie oczy -
15 godzin Peach? Na pewno? - musiał się upewnić, bo pewnie Galen myślał, że to jest chwila i już. Że tak jak się dziecko robi, to później się wyjmuje i koniec... Chociaż z drugiej strony on to przecież lubił nawet jakieś weekendowe seksmaratony ze swoimi modelkami, to jeśli tyle miałby trwać poród. Wyatt nigdy też się nad tym nie zastanawiał, co prawda szykował się już raz do roli ojca, ale to był dopiero sam początek drogi i on wtedy to myślał tylko o tym, gdzie może kupić taki mały garnitur swojemu pierworodnemu, a nie o porodach. Ale tutaj już musieli pomyśleć o tym porodzie, bo Queenie tam pufa i chucha, i liczy coś na głos, a potem jeszcze mówi o tym sprawdzaniu jej rozwarcia, aż on Picz za rękę złapał, bo też się prze-ra-ził.
Jezu kurwa ja pierdole.
Tak mu przeszło przez głowę, a przecież Galen nie używa takich słów!
Jechał, ale trochę mu się robiło niedobrze, a jak Piczyz jeszcze powiedziała, że nie sprawdzi, bo ma nowe paznokcie, to już w ogóle Galenowi zrobiło się słabo, bo... jak to się sprawdza w ogóle, jak nie na oko? Palcem. Na ile palców, czy jak? Wyatt pobladł i też mu chyba po czole zaczyna płynąć jakas stróżka potu, aż musiał sobie guzik swojej nieskazitelnej koszuli pod szyją poluzować. A wtedy Picz mówi, że on sprawdzi, a on kręci głową, że nie nie nie.
-
Ja... - zaczął, a mózg to mu chyba paruje do tego, jak on teraz intensywnie myśli jak z tego wybrnąć, ale tak z klasą, żeby nie było chamsko -
ja mam... - lęk przed waginami? Obrzydzenie do porodów? Przysięgał, że innych kobiet nie będzie już oglądał? Nabrał więcej powietrza do płuc i już miał mówić, że on ma zaburzenia jakieś i nie umie ocenić na oko odległości, więc i tak się nie dowiedzą, co jest w ogóle nieprawdą bo Galen na oko liczy ile budynek ma pięter, metrów i ile do tego potrzebują stali, no ale nie chciał Queenie urazić, że jej nie chce tego sprawdzać. Na szczęście dzwoni Heath, a Peach piszczy mu do ucha. To chyba mu się upiekło. Tylko zaraz ten Heath zaczyna nawijać, że wciąż myśli o Peach, a Galen tak zerknął na Pepper kątem oka, a potem na Queenie, ale ona na szczęście zajęta jest rodzeniem. No to Heathowi też się chyba nawet upiekło.
Chociaż ciekawe czy potem Galen nie zapyta o to na przykład Peach, bo on to czasem lubi tak wyskoczyć nagle z czymś, ale na razie to już parkują przed szpitalem, a Galen zaraz wyskakuje z samochodu, to znaczy najpierw jeszcze się uśmiechnął do Peach -
daj spokój, jakbym przez to dostał jakiejś traumy? - bo przecież by mógł, i potem cyk kolejne tysiączki by wydawał na wizycie u terapeuty, aż Mara by sobie poleciała w końcu na Bali za to, czy Malediwy. No ale nie sprawdzał, to nie musiał, jeszcze nawet dostał buziaka od Picz, więc zaraz jej drzwi otwiera, a potem dopiero Queenie pomogli. Jakaś siostra z wózkiem ją zabiera, Galen to oczywiście się rozpędził, żeby z nimi iść, ale Peach się opiera o jego samochód złoto-czarny i w tej bieli to wygląda naprawdę gorąco, no ale spojrzał na nią z uniesioną brwią. W zasadzie... to on też nie chciał tam iść, i już stanął przy Piczyz rękę opierając na samochodzie, i się tak do niej pochylając romantycznie, tylko wtedy przyszła jakaś pielęgniarka i się go pyta czy on jest ojcem, czy to jest ich dziecko, bo pewnie w tej klinice to więcej surogatek rodziło dla bogoli dzieci, niż faktycznych matek, ale Galen kręci głową, że nie. A Heath z telefonu, już na kamerkę się włączył krzyczy, że on, że mają go zabrać do Queenie.
Wyatt też wolałby już stąd jechać, do niego na przykład, ale ta pielęgniarka łapie ich za ręce, że Queenie powiedziała, że mają przy niej być. Heath też krzyczy, że mają i żeby mu ją pokazali. Queenie już jest na sali, a Galen z Peach dostają jakieś czepki i fartuchy, a pielęgniarka każe im to zakładać.
-
Ja nie mogę... Mam ważne spotkanie, wideokonferencja z Tokio - zaczyna Wyatt, ale tamta krzyczy jak jakiś żandarm, że ciężarna chce ich mieć obok.
No i co mieli zrobić?
Stoją jak te dwie sieroty w czepkach i fartuchach na sali porodowej, a Quennie jedną rękę zaciska na dłoni Piczi, a drugą na koszuli Galena. Krzyczy przy tym i wygląda już jakby ją opętało. A doktorka, która przyjmuje poród wrzeszczy przyj Queenie! A jak ona zaczęła przeć, to to dziecko nagle wyskoczyło, ale to już było dla Galena za dużo. Krew, krew, krew, dużo krwi, a potem czarno przed oczami i bliskie spotkanie z podłogą.
Ale, że to była prywatna klinika, to Galenem też się odpowiednio zajęli i po piętnastu minutkach on już dostał swoją salę, za którą pewnie ładnie zapłaci i jakąś kroplówkę na wzmocnienie. Podpięli go też do jakiejś aparatury, co mu mierzy uderzenia serca, bo jednak z tym jego sercem to nigdy nie wiadomo! A jak otworzył niebieskie oczy, to już nikt nie rodzi, na całe szczęście, tylko Peach przy nim siedzi w fotelu, trochę potargana.
-
Co... co się stało? - pyta ją Galen, bo chyba z tego szoku to trochę był zdezorientowany. Albo może... stracił pamięć?
Nie no, nie stracił, bo zaraz rękę wyciągnął do Picz, żeby ją złapać za rączkę -
co z Queenie? - bo już mu zaczęły te obrazy niektóre wracać, aż głową pokręcił, bo przecież lepiej by było, jakby niektóre rzeczy zapomniał!
Peach 𐙚 ˚
₊˚⊹ ᡣ𐭩