-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Galaktyka galaktyką, ale nie samym kosmosem człowiek żyje. Właściwie nie żyje, bo w przestrzeni kosmicznej panuje próżnia, która bez odpowiedniej ochrony prowadzi do śmierci w ciągu kilkudziesięciu sekund i... no nieważne! W każdym razie jej decyzja w pierwszej kolejności padła na Kolorado, bo mieli tam piękne szczyty, w tym Maroon Bells i Trail Ridge Road. Nie zamierzała tam przecież siedzieć w Denver i łazić po klubach!
— To może być trochę niewygodne, jak zaczniemy przemierzać Hanging Lake, ale da się zrobić — odparła, chociaż zwykle stawiała na komfort. Lubiła wyglądać dobrze, ale jeszcze bardziej lubiła móc swobodnie się poruszać i nie zastanawiać się co chwilę, czy coś ją uwiera albo ogranicza. Zresztą April doskonale znała jej podejście do sukienek - były całkiem w porządku, o ile tylko zasłaniały jej szerokie ramiona.
Uśmiechnęła się jednak, kiedy zauważyła, że Japonia pojawiła się na ich obu listach. Zawsze to jakiś wspólny punkt zaczepienia. Dzięki temu kiedyś, gdy naprawdę przyjdzie moment wyboru, będzie im odrobinę łatwiej zdecydować, gdzie ruszyć najpierw.
— Zawsze chciałam zobaczyć Hobbiton — podekscytowała się na wzmiankę o Nowej Zelandii. Czemu sama wcześniej na to nie wpadła? Zdecydowanie za dużo tych miejsc, które chciała odwiedzić. Na bank zabraknie jej na to życia.
Wybór Polski jednak trochę ją zaskoczył. Nie uważała, żeby ten europejski kraj był nieciekawy, ale po prostu zupełnie nie spodziewała się, że akurat on znajdzie się na ich liście. Przez chwilę próbowała sobie wyobrazić, co właściwie mogłyby tam zobaczyć i czy w ogóle jest tam coś, co szczególnie zainteresowałoby April. Szybko okazało się jednak, że nie chodziło o krajobrazy ani typowe zwiedzanie. Chodziło o poetów. Teddy od razu pokiwała głową z entuzjazmem. Jeśli wyjazd do Polski miał pomóc Finch lepiej zrozumieć twórczość jej ulubionych wieszczów, to strażaczka była gotowa pojechać za nią jak w dym. Nie musiała przecież znać się na poezji, żeby wiedzieć, że dla April takie rzeczy miały znaczenie. A skoro coś było ważne dla niej, automatycznie stawało się ważne dla Darling.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oho i nie powiedziałaś, że boisz się tam ze mną jechać, bo jeszcze wezmą mnie za swojaka i tam zostanę? — Spojrzała na nią z rozbawieniem, zszokowana, że narzeczona powstrzymała się od tak oczywistego żartu. Czyżby poczucie humoru wyczerpało jej się po tych kaczych nóżkach? Na to wychodzi. Dobrze, że April była tez niesamowicie zabawna, bo mogła nadrabiać poziom humorków w okolicy. Co świat by począł bez jej niesamowitego poczucia humoru? Na pewno byłby smutniejszym miejscem. Może nieco mądrzejszym, ale na pewno też smutniejszym. Rozumu i tak wszystkim brakowało i tego już nie naprawimy, wiec chociaż miejmy szansę pośmiania się z tego. Podobno śmiech to zdrowie, a z lekarzami to nigdy nie wiadomo. Zdecydowanie lepiej pożartować niż musieć szlajać się po szpitalach i specjalistach.
— Polecimy gdzieś jeszcze w tym roku, dobrze? Choćby i na Sylwestra. — Ujęła jej twarz w dłonie i znów pozwoliła sobie na dłuższe zatracenie się w pocałunkach. Trudno było jej się nie rozmarzyć na samą myśl o wspólnym wyjeździe, a co dopiero takim związanym ze świętem, które pewnie stanie się teraz jej ulubionym. Zrobienie tradycji ze wspólnych wyjazdów, brzmiało super. Zdawała sobie sprawę, że pewnie nie będzie to dotyczyło każdego roku, bo nikt nie będzie na tyle dobroduszny, by nie dawać Teddy dyżurów za każdym razem, ale to nic. Nie musiało się to odbywać cyklicznie. Wystarczy, jak będą o tym myśleć zawsze, gdy tylko nadarzy się okazja.
— Ale najpierw naucz mnie rozpalać ogień. No wiesz, jakby samolot miał wypadek i musiałybyśmy przeżyć w lesie — poprosiła, zsuwając się z jej kolan. Podała jej dłoń, chcąc pomóc jej wstać i gdy Teddy była już na nogach, obróciła się w stronę chrustu. Skrzyżowała ręce na piersi i zaczęła przyglądać się patykom w skupieniu, licząc, że odpowiedzi, co dalej, przyjdą do niej same.
I znowu noce są krótsze I co raz więcej dnia, A nasze ciała są chudsze, A w nich jest więcej nas
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chętnie powtórzyłaby randkę z muzeum. W sukience czy bez. Miała tylko nadzieję, że Finch się z nią nie zanudzi i wkrótce nie uzna, że życie u boku Darling jest zbyt spokojne i przewidywalne. Bo Teddy doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie należała do najbardziej ekscytujących osób na świecie. Nie miała miliona szalonych pomysłów na minutę i zdecydowanie częściej wybierała spokojny wieczór we dwoje niż wielką imprezę. Ale chciała wierzyć, że dla April to właśnie te małe rzeczy miały znaczenie. No i skoro Finch chciała z nią być po tylu latach znajomości, to chyba musiała jednak widzieć w niej coś więcej niż tylko obrzyganą sierotę, która potrafił przypalić kolację albo trzy razy wracać się do mieszkania, żeby sprawdzić, czy aby na pewnie zamknęła drzwi na klucz.
— Myślisz, że pozwoliłabym ci tam zostać? — uniosła wysoko brwi. Może i ukochana recytowała wiersze polskich poetów jak dzika i pewnie mogłaby godzinami spacerować po miejscach związanych z ulubionymi wieszczami, ale chyba nie sądziła, że strażaczka tak po prostu wypuści ją z rąk. — Już pogodziłam się z faktem, że najwyżej tam zamieszkamy — westchnęła z udawanym żalem. Oczywiście nie miała pojęcia, jak naprawdę wyglądało życie w Polsce, ale przecież nie mogło być tam aż tak źle. Oj, głupiutka, naiwna Teddy.
Nie musiały przecież nigdzie wyjeżdżać jeszcze w tym roku. Miały już na koncie Hawaje, a Nowy Rok przywitały w Mont Tremblant. Teraz siedziały nad jeziorem Simcoe i też było całkiem przyjemnie. To i tak było znacznie więcej, niż strażaczka mogła sobie wcześniej wyobrazić przy swoim napiętym grafiku. A zrobienie z wyjazdów noworocznych małej tradycji brzmiało akurat fantastycznie. Nie bez powodu wybrałam Darling odznakę dla postaci, która lubi świętować Nowy Rok, heh.
— Coś wymyślimy — odparła, odwzajemniając pocałunek. Nie było przecież sensu tak dokładnie planować czegoś, co miało wydarzyć się dopiero za prawie pół roku. Do Sylwestra było jeszcze mnóstwo czasu, a Teddy nie wiedziała, czy zdoła do niego dożyć. Z nią to nigdy nic nie wiadomo. Oczywiście nie powiedziała tego żeby nie popsuć atmosfery. Zamiast tego złapała narzeczoną za rękę i podniosła się z pieńka. Od razu ruszyła w stronę chrustu, który wcześniej zebrały, jakby temat katastrof lotniczych i hipotetycznej walki o przetrwanie był zupełnie normalnym elementem rozmowy.
— Szanse na przeżycie takiego wypadku lotniczego są wbrew pozorom całkiem wysokie, ale potem wszystko zależy od obrażeń wewnętrznych — zaczęła, jakby właśnie prowadziła szkolenie z pierwszej pomocy. — Nie wiem tylko, czy będziemy w stanie rozpalić ogień, jeśli zostaniemy przygniecione przez wrak i zeżrą nas wilki — w jej głosie pojawiła się nuta szczerego żalu, kiedy pomyślała o Lexie Grey. Nie tak miało wyglądać życie. Człowiek ogląda serial, przywiązuje się do postaci, a potem scenarzyści postanawiają złamać mu serce. Daring nadal uważała, że niektóre decyzje były zwyczajnie niesprawiedliwe!
Odłożyła naręcze chrustu obok miejsca na ognisko i przykucnęła przy ziemi. Przez chwilę układała gałązki z przesadną starannością, jakby nie rozpalała zwykłego ognia na biwaku, tylko budowała konstrukcję, od której zależało ich życie. Właściwie trochę tak było. Przynajmniej według wszystkich programów survivalowych, które kiedyś oglądała.
— Najważniejsze jest powietrze — wyjaśniła, zupełnie niepotrzebnie, bo April pewnie doskonale wiedziała, jak działa ognisko. Chyba. W końcu nie wymagało to doktoratu z fizyki ani specjalistycznego szkolenia. — Jak dasz za dużo drewna na samym początku, to się udusi. Ogień potrzebuje przestrzeni — dodała, przesuwając kilka cieńszych patyczków bliżej środka. Ułożyła je jeszcze odrobinę lepiej, bo oczywiście nie mogła po prostu zostawić ich tak, jak leżały. Nawet przy czymś tak prostym jak ognisko musiała mieć pewność, że wszystko działało tak, jak powinno. Potem sięgnęła po zapalniczkę. Oczywiście miała ją przy sobie. Byłoby przecież dość kompromitujące, gdyby strażaczka wybrała się na biwak i nie miała czym rozpalić ognia. Chociaż prawdopodobnie i bez niej znalazłaby jakiś sposób. Może niekoniecznie tak efektowny jak w filmach, gdzie bohaterowie pocierają dwa patyki i po chwili mają ogromne płomienie, ale jednak.
Przytrzymała płomień przy suchej korze i po chwili między drobnymi gałązkami pojawiła się pierwsza iskra. Teddy nachyliła się ostrożnie, osłaniając ją dłonią przed lekkim podmuchem wiatru. Kilka sekund później ogień zaczął powoli zajmować kolejne kawałki drewna, a na twarzy Darling od razu pojawił się zadowolony uśmiech.
— Widzisz? Bułka z masłem — oznajmiła, bo właśnie dokonała czegoś, co wcale nie wymagało nadludzkich umiejętności. Skinieniem głowy wskazała narzeczonej cienkie gałązki. — Dawaj, dorzuć kilka — zachęciła ją z uśmiechem. Chciała, żeby April też miała w tym swój udział. To w końcu miało być ich ognisko, a nie kolejne zadanie, które Teddy wykonywała sama, bo akurat wiedziała, co robić. Poza tym ogień nie utrzyma się sam. Trzeba było go pilnować i poświęcić mu trochę uwagi.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— W Hobbitonie? Wyglądałabyś tam jak Gandalf — odparła, bo zdecydowanie się nie zrozumiały. Finch jeszcze było daleko do prawdziwego polactwa. Musi się mocniej zaprzyjaźnić z cebulą i ziemniakami, a nie tylko z przezroczystymi alkoholami i smutnymi wierszami. Polakiem nie można było zostać tak od ręki, to trzeba było w sobie poczuć. Potrzebowałaby porządnego treningu, ale może by się udało. Z Hobbitonem byłoby prościej. Wzrost już miała, nudne hobby też, teraz wystarczyło tylko przyzwyczaić się do ciągłego chodzenia na boso. Miałaby porzucić jakąś część ubrania na wieki? Nigdy nie założyć już butów? Nie kupować więcej ani szpilek, ani addidasów, ani w ogóle niczego? Chwila, moment. To jednak nie brzmiało jak spokojna starość, a jakiś pieprzony koszmar. To już lepiej będzie w tej Polsce.
Słuchała z uwagą mądrości narzeczonej na temat katastrof lotniczych, na których najwyraźniej znała się jak nikt. April podejrzewała, że wiedza narzeczonej bierze się jednak z poważniejszych źródeł niż jej. Greys Anatomy i inne filmy z wątkami katastroficznymi to wszystko, na co było ją w tym temacie stać. A przecież na wielkim i srebrnym ekranie zazwyczaj pokazują straszne bzdury. Zginęłaby pewnie bardzo szybko, gdyby opierała się na wiedzy wyniesionej z serialu albo jakiejś gry. Na całe szczęście miała bardzo mądrą partnerkę życiową, która mogła wyprowadzić ją z błędów i przyczynić się do faktycznego przeżycia potencjalnej katastrofy.
— No tyle to przecież wiem — prychnęła, gdy narzeczona zaczęła jej tłumaczyć powietrzne sprawy. Finch nie była aż tak durna, no dajcie spokój. To byłoby wręcz niegodne, gdyby brakowało jej tak elementarnej wiedzy na temat ognia, mając za narzeczoną strażaczkę. Skoro Teddy odróżniała Instagrama od TikToka i Snapchata, to Finch nie mogła być gorsza i również słuchać z uwagą wszystkiego, co narzeczona kiedykolwiek jej opowiadała na temat trudności w pracy. Nie była w stanie tego wszystkiego zapamiętać, ale i tak czuła się już dużo lepiej wykształcona.
— Oszukane krzemienie! Liczyłam na takie kamyki albo szkło powiększające. — Westchnęła, widząc, że narzeczona sięga po zapalniczkę. Tak to każdy głupi potrafił. Darling na pewno było stać na więcej, tylko jej się nie chciało. A może nie czuła potrzeby popisywania się przed April? Problem w tym, że lubiła, kiedy ukochana się przed nią popisywała. Sięgnęła po gałązki i dorzuciła je do ognia.
— Bogowie, miejcie w opiece nas i naszą kolację — poprosiła w trakcie. Spojrzała nawet w ciemniejące niebo, ale żaden z bogów się tam nie pojawił. No trudno. Musi liczyć, że wysłuchali jej tak czy siak. Wygrzebała z namiotu wszystko, co zabrały ze sobą, by się najeść i rozpoczęła przygotowania. Wegańskie kiełbaski się nacina? Pewnie nie. Dobrze, że tego nie zrobiła, bo tylko wszystko by rozwaliła.
— A która z nas się będzie bić z niedźwiedziem, jeśli nas zaatakuje w nocy? — spojrzała na strażaczkę znad pudełka z pomidorami. Musiały ustalić to od razu, zeby potem nie robić niepotrzebnego zamieszania.
teddy darling
-
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiedza Teddy na temat katastrof nie brała się jednak z filmów ani seriali. Opierała się przede wszystkim na szkoleniach i doświadczeniu zdobytym podczas akcji ratowniczych. Niejednokrotnie widziała z bliska rzeczy, których większość ludzi wolałaby nigdy nie oglądać. Co prawda nigdy nie wyciągała poszkodowanych z wraku samolotu, ale brała udział w akcji po wykolejeniu pociągu, który po uderzeniu wyglądał, jakby ktoś zmiażdżył go w dłoni. Takich obrazów nie dało się łatwo zapomnieć. Może właśnie dlatego omijała szerokim łukiem filmy katastroficzne. Wychodziła z prostego założenia, że skoro w pracy miała wystarczająco dużo tragedii i ludzkiego nieszczęścia, to po powrocie do domu wolała obejrzeć dobrą komedię albo odmóżdżające reality show.
— Jak tak wszystko wiesz, to następne rozpalisz sama — stwierdziła z udawanym oburzeniem, kiedy narzeczona prychnęła, jakby pozjadała wszystkie rozumy. Ładna i w dodatku cwana. To nie był konkurs umiejętności, ale co ciekawe, Teddy na social mediach znała się całkiem nieźle. Oczywiście jako użytkowniczka. Regularnie wrzucała coś na swoje profile, a jej Instagram cieszył się całkiem sporą popularnością. Największą oglądalność niezmiennie zbierały filmiki z codziennych wpadek, potknięć i innych absurdalnych sytuacji, które mogły przytrafić się wyłącznie jej. Ludzie najwyraźniej uwielbiali patrzeć, jak strażaczka się wygłupia. Miała mnóstwo polubień, obserwujących i komentarzy. Zdecydowanie posiadała zadatki na sławną instagramerkę.
— Znajdź skały osadowe, mądralo, a wtedy do jutra na pewno wskrzesimy ogień — posłała narzeczonej rozbawione spojrzenie. Jasne, mogła jej pokazać, jak to się robi, ale nie bez odpowiednich narzędzi. Lupy też ze sobą nie wzięła, a może powinna, skoro była taka stara. Niedługo zacznie niedowidzieć, więc przydałoby się lepiej przygotować to podeszłego wieku. Totalnie tego nie przemyślała! Nabiła kiełbaski na kijki pod odpowiednim kątem, w taki sposób, żeby zaraz nie pospadały im do ogniska i spojrzała na Finch, która wznosiła wzrok ku niebu. — Hej, ty bogów w to nie mieszaj. Jeszcze wywołasz jakiś deszcz — ostrzegła ją lojalnie, bo pomimo że dzień był gorący, to jednak trochę duszny, a synoptycy przewidywali lekkie opady. Darling też, bo coś łupało ją w biodrze. Czyli jednak była stara.
— Niedźwiedzie czarne rzadko atakują w tej okolicy. Ale jak już nam się jakiś przytrafi, to oficjalnie mianuję cię na ich pogromczynię. Na pewno dasz sobie radę. Zabajerujesz je swoim urokiem osobistym czy coś. Na mnie zadziałało — podkreśliła, a skoro Teddy dała się urobić, to co jakiś niedźwiedź się nie da? I to misiek, i to misiek.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Sama jesteś skały osadowe. To ty tu miałaś być ekspertką od przetrwania w buszu — prychnęła urażona, że narzeczona próbowała zrzucić na nią odpowiedzialność za coś, czym miała zajmować się sama. Nie ma tak lekko! Finch była tutaj od zapewnienia rozrywki i wyglądania ładnie. No i od noszenia chrustu. To miał być popisowy wieczór dla Teddy, a nie będzie jej przecież odbierać okazji do popisania się. Niech dziewczyna pokaże, jaka z niej harcerka!
— Cholera, a jak trafię na jakąś zajętą niedźwiedzicę? Albo pojawi się tu niedźwiedź? Jak coś, to uciekamy na motocykl — zarządziła rezolutnie. Wiadomo, że gdyby miała do wyboru znaleźć się na bezludnej wyspie z nieznajomym mężczyzną albo z niedźwiedziem, to wybrałaby niedźwiedzia, ale spędzając weekend w plenerze z narzeczoną wolała nie spotykać żadnego z nich. Tylko popsuliby zabawę, a jak do tej pory, April bawiła się doskonale. W towarzystwie Teddy było tak praktycznie zawsze. Narzeczona nie musiała się najpierw specjalnie starać, by była zachwycona, a starała się tak czy siak, więc poziom zadowolenia przechodził ludzkie pojęcie.
Wykorzystywały jak mogły okazję do relaksu. Wegańskie kiełbaski po przypieczeniu okazały się naprawdę niczego sobie kolacją. Zapchały się pod sam kurek, wsłuchując się w dźwięki cykad, komarów i chichoczących gdzieś w dalekim tle nastolatków. W takich chwilach chciałaby móc zatrzymywać czas i rozciągać go do nieprzyzwoitych rozmiarów, ale on niestety pędził nieubłagalnie. W końcu musiały wczołgać się do namiotu i spróbować zasnąć. No dobra, najpierw Teddy musiała znieść jeszcze trochę trajkotania narzeczonej, ale później zostało im już tylko liczyć, że o poranku nie obudzą się całkowicie połamane po spaniu w nietypowych warunkach. Powrót motocyklem w obolałym ciałem pewnie byłby strasznie niewygodny.