Niby wiedziała, że April nie zastąpiłaby jej nikim innym. Bo umówmy się - Teddy nie dało się tak po prostu podmienić. Gdzie Finch znalazłaby równie wspaniałą przyjaciółkę, która dzielnie znosiłaby wszystkie jej fanaberie? No i jeszcze żeby była tak dobrą słuchaczką, a tego akurat Darling nie brakowało. Przy kimś, kto gada bezustannie, to była naprawdę istotna kwestia! A jednak miała w sobie jakąś cichą niepewność. Każdy się czegoś obawiał, prawda? Tak samo jak każdy czegoś się wstydził. A każdy zwykle wstydził się trzech rzeczy - że nie jest wystarczająco ładny, że za mało wie i że niewystarczająco dobrze radzi sobie w życiu. Ze strachem było podobnie. Nikt nie chciał zostać wymieniony na hipotetycznie lepszy model.
—
A ty nie jesteś zazdrosna, kiedy spotykam się z innymi znajomymi, z którymi dobrze się bawię? — zapytała, ale jej słowa zawisły gdzieś w powietrzu pomiędzy ich uściskiem a przybyciem reszty bandy. Wtuliła twarz we włosy przyjaciółki, zaciągając się zapachem szamponu. Wcale nie żartowała z tą zazdrością.
Dlaczego April zawsze uważała, że było inaczej i nie traktowała jej na poważnie? Wtedy Teddy nie wiedziała jeszcze, że w przyszłości będzie bardzo podobnie i że będzie o nią zazdrosna, ale z zupełnie innych względów. A może dokładnie takich samych? W tym momencie po prostu nie zdawała sobie z tego sprawy. Chciała, żeby przyjaciółka była szczęśliwa w ramionach Marigold albo innej dziewczyny, która będzie traktować ją jak księżniczkę. O swoich nawet nie pomyślała. Nie w ten sposób. Granica była postawiona bardzo wyraźnie. Narysowana grubą, chociaż trochę urwaną kreską, przez którą wkradały się czułości najczęściej wywołane przez buzujący we krwi alkohol. Tłumaczenie, że wszystkie przyjaciółki się ze sobą całują było naprawdę wygodne i obie kurczowo się tego trzymały.
Podróż taksówką dłużyła się niemiłosiernie. Darling nie potrafiła już usiedzieć w miejscu. Kątem oka zerkała na Marigold, która wtulała się w ramię Finch. Miała wrażenie, że procenty wyparowują z niej z każdym kolejnym kilometrem i przecznicą, którą przecinał kierowca. Musiała się napić. Wtedy na pewno wszystko wróci do normy. Może nawet odważy się na ten trójkąt, który zaproponowała jej Nicky?
Kiedy tylko przekroczyła próg apartamentu, od razu dorwała się do butelki, stwierdzając, że zostanie barmanem na tym dancingu. Zrobiła wszystkim drinki składające się z wódki i jakiegoś owocowego soku. Głównie z wódki. Proporcje dwa do jednego. Nie przypuszczała jednak, że towarzystwo tak się porobi. Wychodziło na to, że tylko ona miała dość mocną głowę. To po tacie. I jeszcze Ethan, który wrócił bez Kenty. Ale po kim on miał taką mocną głowę? Raczej nie po Trevorze. Trochę zbeształa chłopaka za to, że zostawił swojego kumpla samego. Tyle się przecież słyszało o podrywach, które kończyły się morderstwem. Ethan pozostał jednak niewzruszony.
—
Teddy, my idziemy na górę — zwróciła się do niej Nicky. Obie z Elodie były już mocno wstawione. Nie no, nazywajmy rzeczy po imieniu - były po prostu najebane. I napalone, o czym świadczył pocałunek, który brunetka złożyła na jej ustach, oraz klepnięcie w tyłek. —
Przyjdziesz niedługo? — zatrzepotała długimi rzęsami.
—
Pewnie tak — odparła, ale wcale nie była tego taka pewna. Nicky na szczęście nie naciskała i pociągnęła wysoką blondynkę w stronę schodów.
—
Ja też to pierdolę. Idę spać. Obudź mnie o świcie, to pójdziemy pobiegać — Ethan pokiwał głową, ledwo trzymając się na nogach.
Teddy spojrzała z powątpiewaniem w stronę wysokiego okna. Jeszcze chwila i słońce zacznie wschodzić, ale tego nie zamierzała mu mówić. Niech się chłopaczyna wyśpi.
Została w kuchni całkiem sama. Wszyscy gdzieś się rozmyli. Kończyła ostatniego drinka, kiedy poczuła, jak ktoś obejmuje ją w pasie. Nawet przez moment nie pomyślała, że to mógł być ktoś inny niż April. Wszędzie poznałaby ten uścisk.
Zamoczyła usta w alkoholu i westchnęła błogo pod wpływem słodkich pocałunków, które przyjaciółka składała na jej szyi.
—
Hej — odwróciła się do niej przodem i ujęła twarz Finch w swoje dłonie. —
Piję. Ale tobie to już chyba wystarczy, co? Jesteś totalnie zalana — stwierdziła zgodnie z prawdą.
Ona też nie była najtrzeźwiejsza, ale wciąż potrafiła ustać w pionie. Przede wszystkim dlatego, że kuchenna szafka dawała jej oparcie. Przytrzymała chwiejącą się April za ramiona i przyciągnęła ją do siebie.
—
Gdzie Marigold? — wyjrzała ponad jej głową, jakby spodziewała się, że rudowłosa za moment wyskoczy znienacka z naburmuszoną miną i zacznie kręcić awanturę.
April Finch