ODPOWIEDZ
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dzień drugi. Pustynia w stanie Nevada. Burning Man.
Wychodzę z namiotu bo zaczyna się w nim robić tak gorąco, że zaraz się chyba ugotuję. Nawet jeśli to nie jest taki chamski, mały namiot, który się rozkłada w lesie albo na polanie, tylko dojebany pustynny namiot, to temperatura w środku i tak zaczynała być nieznośna. Ktoś leży obok mnie, ale w zasadzie nawet nie patrzę kto, tylko szturcham tą osobę w łydkę - Wstawaj, bo gorąco - mówię, wynurzając się na świeże powietrze. Słońce wali mi prosto w twarz, co tylko wzmaga i tak morderczego kaca - O Jezus, moje oczy - mrużę ślepia, do czoła przystawiam rękę, próbując złapać ostrość w tym w chuj mocnym świetle. Wczoraj jak dotarliśmy na miejsce to udało nam się złapać z jakąś obcą ekipą, która w sumie po dwóch wymienionych zdaniach przestała być obca. Wszyscy mieliśmy w opór rzeczy, bo się okazało, że jak chcesz przeżyć tydzień na pustyni, to musisz być przygotowany na wszystko. Ja miałem w sumie o tyle dobrze, że się musiałem nawalić jeszcze zanim wsiedliśmy do samolotu, żeby w ogóle przeżyć lot. Potem to już z górki, film mi się urwał mniej więcej w połowie drogi, ale trudno, nie pierwszy i nie ostatni raz, jak wrócimy do domu to się będę zastanawiał ile tak naprawdę pamiętam z tego całego festiwalu. W każdym razie podchodzę do stolika, który mamy we wiosce i zajmuję jedno z rozkładanych krzeseł. Siedzi już tam jakiś koleś, z którym zbijam piątkę na powitanie. Pyta mnie jak tam, a ja macham ręką - Średnio, łeb mnie nakurwia - odpowiadam, na co podaje mi zimne piwo z turystycznej lodóweczki. To na pewno pomoże. Kiwam głową w podzięce, po czym otwieram puszkę i od razu spijam łyk. Potem sięgam po jakieś ciemne okulary, które leżą na stole i zakładam je na nos, to chyba nawet moje. Kolega podsuwa mi krem z filtrem - Weź chociaż sobie twarz posmaruj, bo będziesz miał przejebane potem - racja, zaczynam nakładać grubą warstwę na nos i policzki, a chłopak gada dalej - Ale wczoraj była faza, nie? - śmieje się. Wzruszam lekko ramionami - No, chociaż gówno pamiętam, film mi się urwał zanim się w ogóle rozłożyliśmy, jak nam się udało zbudować taką wioskę? - dziwię się, rozglądając dookoła. Mój towarzysz też patrzy na mnie zdziwiony - Serio? No to się nieźle trzymałeś jak na urwany film, mi jak się urywa film to zwykle zaraz zgonuje - mówi, a ja wzdycham - Chciałbym tak, mi jak się urywa film to wtedy zaczynam najbardziej odpierdalać. Odjebałem wczoraj coś chamskiego? - pytam, zerkając na niego przez ciemne szkła, ale chyba nie było jakiejś lipy, skoro chciał ze mną gadać - Chamskiego to nie - wzrusza ramionami - A nie chamskiego? - dopytuję - A nie chamskiego to dużo - zanim mi zacznie opowiadać to stukamy się puszkami i pijemy, a wokół robi się trochę większy gwar. Wioska budzi się do życia.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
068.
Give five people a desert, a festival, and zero adult supervision.
What could possibly go wrong?

trigger warning
przekleństwa
Wstawaj, bo gorąco.
Usłyszał stłumiony głos Williama, ale na pewno nie w tym namiocie, w którym wylegiwali się właśnie z Pi...
Zaraz. Sięgnął ręką w bok i rzeczywiście koło niego leżała jakaś laska, ale ewidentnie tyłek na którym oparł wytatuowaną rękę nie był tym należącym do jego żony. Nie to, że był gorszy, czy lepszy, ale jej poznałby wszędzie, zerwał się do siadu i rozejrzał po namiocie. Nie ich swoją drogą, ale to nic, pewnie tu wczoraj zezgonowali z Pilar. Mogło tak być, biorąc pod uwagę fakt jak napierdalała go głowa.
Madox starał się sobie coś przypomnieć, ale nie za bardzo mu to wychodziło, a kiedy dziewczyna, która leżała obok niego na materacu przekręciła się na drugą stronę, to mógł się jej lepiej przyjrzeć. No nie, na bank nie była to Pilar, dziwne.
Zresztą ten poranek też był dziwny. Laska miała na sobie przebranie jakieś wróżki, a Madox miał wymalowaną na klacie jakąś mapę, a na szyi zawieszoną piracką przepaskę na oko. Do tego spodenki w paski, że wyglądał trochę jak pomieszanie majtka z poszukiwaczem skarbów? Rozejrzał się po namiocie, ale wtedy dotarł do niego znowu głos Patelka, więc zaraz na tym wysokim, dmuchanym materacu przeczołgał się do wyjścia z namiotu, powoli, bo nie chciał obudzić swojej towarzyski, w końcu wygramolił się na zewnątrz. Przeciągnął się odchylając do tyłu, żeby rozprostować kości, chociaż i tak nie było najgorzej.
Patelek siedział sobie po środku wioski przy stoliku, z jakimś kolesiem i Madox najpierw przyjrzał mu się czy go zna. Ale chyba nie bardzo, to znaczy kojarzył tę twarz, ale nie umiał do nie przypisać żadnego imienia. Rozejrzał się jeszcze dookoła, a zaraz ruszył w ich kierunku.
- Cześć, widzieliście Pilar? - zapytał spoglądając na Willa, przy okazji też wziął sobie krzesełko, które rozłożył, usiadł na nim i wpadł dupą do środka - ja pierdolę... - spróbował się podnieść, ale mu nie wyszło, więc finalnie nowy kolega Willa wstał, żeby podać mu rękę.
- Pilar to taka ładna laska, co była z wami? - zapytał, a Madox pokiwał głową.
- Ta, moja żona - dodał oswobadzając się z krzesła i zerknął na Willa.
- Co ty a na koniec imprezy lizała się z tym trzecim kolesiem i razem zniknęli - popatrzył po nich. A Noriega wbił spojrzenie w Willa, bo kurwa nie pamiętał wcale końca imprezy. I z kim lizała się Pilar? I z kim zniknęła? Kto to był ten trzeci koleś? I czy Pilar była tak nawalona, żeby się z nim przelizać? Wiele pytań miał teraz w bani.
Kto z kim? Ale przede wszystkim gdzie jest jego żona?
Znowu się rozejrzał, ale nigdzie jej nie widział. Zamierzył się, żeby ponownie usiąść na rozwalonym krzesełku, ale facet mu je zabrał i zaoferował swoje.
- Dzięki, ale muszę jej poszukać - mruknął Madox znowu patrząc dookoła.
- Nie znajdziesz jej... - Noriega przeniósł na niego spojrzenie - to znaczy, nie teraz, ale sama tu pewnie prędzej, czy później dotrze - wzruszył ramionami i usiadł sobie na dmuchanym fotelu. Madox z tym swoim krzesełkiem przysunął się do Patelka.
- Ej stary co się wczoraj odjebało? - zagadał go, bo sam też nie był pewny, miał jakieś przebłyski, ale nie umiał ich połączyć jeszcze w jakąś sensowną całość.

William N. Patel Pilar Noriega
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
045.
What happened at burning man
stays at burning man.

trigger warning
przekleństwa
Szybciej!! Co się tak kurwa ociągacie?! — oddalony i kompletnie wygłuszony głos przedarł się przez powłokę jej snu i powoli wdarł się do umysłu. A może dalej śniła? Nie miała zielonego pojęcia. Głowa lekko ją napierdalała, chociaż nie tak bardzo jak ramię. Spróbowała nim ruszyć jeszcze zanim była w stanie otworzyć oczy, ale… nie mogła. Ktoś usilnie na nim leżał, a dokładniej to czyiś tyłek. Na jej ramieniu. Jak do tego doszło? — Trzeba to przesunąć!! — głos z oddali znowu zadzwonił jej w głowie, a potem poczuła, jak coś się rusza. Dosłownie. Całym jej ciałem wierzgnęło, aż otworzyła posklejane oczy.
Gdzie ona kurwa była?
Rozjerzała się po zaciemnionym miejscu, kompletnie nie potrafiąc zlokalizować miejsca pobytu. Szarpnęła za ramię, którego już wcale nie czuła, wyciągając je spod tyłka…
Wendy? — jej głos był lekko ochrypły. Tak to zdecydowanie była Wendy. Wczoraj tyle namacała się jej tyłka, jak w pewnym momencie brała ją na barana, że bez problemu umiała go rozpoznać nawet w półmroku, w jakim się znajdowały. — Wendy, kurwa, wstawaj — potrząsła ciałem dziewczyny. — Gdzie my kurwa jesteśmy? Gdzie Madox i William? — pytania gromadziły się w jej głowie, kiedy przysiadła na jednym półdupku i się przeciągnęła. Wyglądało, jakby znajdowały się w jakimś pudle. Było tam kurewsko duszno, a ostre płomienie słońca przebijały się przez niewielkie wnęki.
Dobra, ciągnę!!! — krzyknął ktoś gdzieś z… dołu? A miejsce ich położenia znowu zaskrzypiało i się poruszyło. Pilar od razu wbiła zaskoczone spojrzenie w koleżankę. — Trzeba przeciągnąć tą platformę w tamto miejsce — platformę? Gdzie one kurwa były? I co właściwie stało się dokładnie pod koniec imprezy, że wylądowały w środku jakieś jebanej, ozdobnej p l a t f o r m y. Pewnie w kształcie wielkiego penisa albo innego jednorożca.

W międzyczasie Garret, który wczoraj przez pół wieczoru próbował wyrwać Williama, przeszedł w swoich różowych portkach w kaczuszki do namiotu chłopaków.
Siema! — krzyknął, machając energicznie ręką. — Cześć, Will — jemu akurat zaprezentował specjalnie przywitanie, po czym sięgnął po krzesełko. Na jego nieszczęście — to rozjebane przez Noriegę. — Jak tam dziewczyny po wczo... — nawet nie dokończył, bo jego tyłek wpadł do środka i się zaklinował gdzie pomiędzy deseczkami. — Ja pierdole, co to jest? — przetoczył się na plecy, a potem zerwał się na kolana i wypiął w stronę chłopaków. — Zdejmicie mi to z dupy!!!! — poprosił, trochę przerażonym głosem, jakby się bał, że poślady mu się od tego zdeformują. — O czym ja to… a jak tam Pilar i Wendy? Chciałem im podziękować — poprawił się i finalnie usiadł na ziemi. — Chyba dobre pół godziny uczyły mnie wczoraj, jak się całuje facetów, żeby im stanął.

Wendy Gardner William N. Patel Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Hot summer nights, mid-july, when you and I were forever wild. The crazy days, city lights, the way you'd play with me like a child.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
22
I sped off and landed in Nevada
what happened next just don't really matter
can't take everything, seems so scattered


trigger warning
przekleństwa
Szybciej!! Co się tak kurwa ociągacie?!

Myhym — wymruczała podnosząc rękę i próbując się przykryć jakąś kołdrą, która w jej snach była puchata, ciepła i milusia, a tutaj… cholera, nie było jej. Poddała się, chyba nawet lekko zachrapała mówiąc coś pod nosem, bo Wendy opowiadała głupoty przez sen, pieprząc coś o kocich uszkach, wiewiórkach czy innych krabikach i nikt nigdy nie wiedział, o co jej chodzi.

Trzeba to przesunąć!!

Mąż to nie ściana, da się przesunąć — wymruczała przez sen kręcąc się przy tym, bo coś jej uwierało jak tej księżniczce na ziarnku grochu. Tylko to nie był groch, a ramię Pilar.

Wendy, Kurwa, wstawaj.

Perci mi zabronił przebierać się za Vivian Ward, żadna ze mnie kurwa — dalej od rzeczy przez sen gadała i ręką przetarła policzek, bo przez sen się biedna obśliniła. Jakby za mało poszła w ślinę poprzedniego dnia, wieczoru, a może i nocy. Niczego nie pamiętała! Dopiero, gdy Pilar nią potrząsnęła to trochę się wzdrygnęła zsuwając z jej ramienia i siadając na podłodze nie wiedząc co, gdzie, jak i kiedy.
Oooooojej — i nagle to poczuła, pulsujący ból w głowie, gdy tylko się podniosła do siadu. — Nie mam bladego pojęcia — próbowała odtworzyć wszystkie swoje losy odkąd postanowiła wyjechać na tego Burning Mana, ale miała problem już na wstępie, bo choć była ogromną fanką podróżowania to samolot nie należał do jej ulubionych środków transportu. Zbyt wiele naoglądała się Katastrof w Przestworzach i tak to się kończyło, p a n i k ą. Zwykle wystarczył drink przed lotem, coś nasennego, ale przecież to Burning Man! Jak Cassandra z grupy żółwików zaczęła nawijać o odlocie jaki zaserwowała jej recepta od psychiatry, a dokładniej leki które jej przepisał, to żal było nie skorzystać z jej dobroduszności. Krótko mówiąc cud, że Wendy tu doleciała i dojechała, bo nie była pewna prawdę mówiąc jak tego dokonała. Na pewno wesoło, więc trochę żal, że ją to ominęło, ale jeszcze nadrobi. Prawda?! Może ktoś ją nagrał i już jest viralem w sieci?! Oby tylko do rodziców krabików to nie dotarło.
Trochę miała takie flashbacki, ocknęła się będąc już w towarzystwie Williama i reszty, ale też w tej świadomości długo nie pozostała, bo dołączyła ekipa i znów się wkręciła. Teraz próbowała sobie przypomnieć jakim cudem odłączyły się od grupy i gdzie właściwie były. Próbowała właśnie wstać, gdy nagle bujneło nimi i zatoczyła się wpadając prosto na Pilar. Z bliska była jeszcze ładniejsza. Nie wiedziała skąd William wytrzasnął tych znajomych, ale odkąd zobaczyła Pilaritę i Madoxika to buzia sama się jej otwierała z wrażenia. Jasne, widziała wcześniej porobionego Madoxa na jego filmiku ze ślubu z Williamem, ale to co innego niż widzieć króla i królowa balu na żywo. No jakby ktoś ich z okładki ściągnął. Ech, zamrugała kilka razy nieco zmieszana jej urodą. — Sorry — i zaraz szybko się z niej zsuneła. — Słuchaj, nie wiem co jest grane ale musimy się ewakuować, bo chyba mam chorobę morską — na pustyni, w platformie. Ta, kaca masz a nie chorobę. I na czworakach przetransportowała się do miejsca, gdzie przez wnęki wdzierało się słońce. — O kurwa, wysoko! — zaraz też się rozglądnęła wokół, co nie spotkało się z aprobatą jej pulsującej głowy. Dobrze, że chociaż było ciemno w środku, bo chwila spoglądania przez szparkę uświadomiło ją w przekonaniu, że słońce jest dzisiaj jej wrogiem. — Jak myśmy tu wlazły? Pamiętasz cokolwiek? — zapytała z nadzieją w głosie, że rzuci jakąś przynętę i nagle wrócą jej wspomnienia. Na razie jedyne co się jej wracało to... a szkoda gadać!


🏜️ William N. Patel Pilar Noriega Madox A. Noriega 🏜️
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

˖ ہ♬⋆.˚𝄞 soundtrack ˚𝄞⋆♬ہ ˖


Wzruszam ramionami w odpowiedzi na pytanie Madoxa, bo nie mam pojęcia gdzie jest Pilar, ani Wendy, ani co się wczoraj działo. Popijam sobie piwko, w czasie kiedy nasz nowy ziomeczek dzieli się kilkoma informacjami, że ten się lizał z tamtym, a tamten z tym. Ja generalnie uwielbiam ploteczki, a tu nam się już robi mała społeczność, więc po całym tygodniu to dopiero będzie o czym gadać. Łapię spojrzenie Noriegi, ponownie wzruszając ramionami - Chłopie ostatnie co ja pamiętam to jak jesteśmy na lotnisku w Toronto - taka prawda, a Madox przecież doskonale wie, że jakbym się odpowiednio nie wprawił to nie wsiadłbym do samolotu. Potem mam jeszcze jakieś przebłyski, że idziemy, a potem, że jedziemy, a potem, że się bujamy na takiej świetlistej, dziwnej konstrukcji, a potem coś chyba z imprezy w naszej wiosce, ale w sumie niewiele. Czy mi to przeszkadza? Niekoniecznie, komu nigdy nie urwał się film, niech pierwszy rzuci kamieniem - Spoko, zluzuj, dopije piwo i pójdziemy jej poszukać - macham na kumpla ręką, żeby sobie usiadł i nie pizdęczył od rana - Może Wendy zaraz wstanie to się przejdzie z nami, nie chcę jej tak zostawiać, dobra? - tamten chłopak znowu sięga do lodówki i wyciąga z niej kolejną puszkę, którą oferuje Madoxowi - Ej, a skąd ta mapa? - odpowiadam pytaniem na pytanie, bo to, że nie mam bladego pojęcia co się wydarzyło wczoraj to już zdążyliśmy ustalić. Zanim Noriega w ogóle zdąży się zastanowić o chuj mi chodzi, to nasz kolega znowu zabiera głos - Mapa to nie wiem, bo Madox pojechał się odlać i jak wrócił to już ją miał - przez chwilę obydwoje bardzo badawczo przyglądamy się klacie Noriegi - Ale faza to serio wygląda jak teren festiwalu, patrzcie tutaj jest Człowiek, nie? - wskazuję paluchem na środek. Tamten chłopak marszczy brwi - Tyyy, faktycznie, a tutaj jest chyba ta powalona wieża Eiffla, a tutaj statua wolności, a tutaj X, ciekawe co tam jest, w miejscu tego X - zastanawiamy się przez chwilę wszyscy. Tymczasem dołącza do nas kolejna osoba - O, hej Garret - tego o dziwo w miarę pamiętam, bo wczoraj przez pół wieczora próbował mnie wyrwać i PRAWIE mu się udało. Otwieram dziób, żeby go ostrzec przed tym rozwalonym krzesłem, ale niestety jest już za późno. Wpierw parskam śmiechem, jednak szybko wstaję, żeby mu pomóc się oswobodzić. Resztki mebla odkładam gdzieś na bok - No właśnie Pilar to chuj wie, gdzieś polazła, a Wendy chyba śpi jeszcze - wzruszam ramionami, unoszę puszkę do ust, ale jak Garret nam mówi co wczoraj robił z dziewczynami to aż ją odkładam i posyłam Madoxowi porozumiewawcze spojrzenie, że grubo - I co? Nauczyły cię? - pytam, nie wiem dlaczego, a on mruga zalotnie w moim kierunku - A chcesz sprawdzić? - rzuca - A to może później, dobra? - wykręcam się, po czym dopijam piwo, zaś pustą puszkę wyrzucam do worka na śmieci - Dobra, chodź poszukamy Pilar, tylko się przebiorę i zobaczę gdzie jest Wendy - macham na Madoxa ręką i wstaję żeby zajrzeć jeszcze raz do swojego namiotu, bo mieliśmy dzielić go razem z Gardner. Tylko, że ta osoba, która w nim śpi, to zdecydowanie nie jest Wendy. Niemniej zmieniam odzienie, zostając w krótkich, farbowanych w tie dye gatkach, narzucam na siebie także plecione, zwiewne ponczo, a na stopach klapeczki. Potem zaglądam jeszcze do kilku innych namiotów w poszukiwaniu przyjaciółki, w ostatnim jakaś baba ujeżdża chłopa - O sorry, nie przeszkadzajcie sobie - dziewczyna zerka na mnie przez ramię, puszczając w moją stronę zalotne oczko, trochę jakby zaproszenie, ale ja już się wycofuję i staję na środku wioski, wspierając dłonie na biodrach - Weeendyy!!! - wołam ile sił w płucach. Niestety Gardner nie odpowiada, za to dziesiątki innych gardeł krzyczą za mną - Weeendyyy!!!! - nadal zero odzewu od poszukiwanej, więc wracam do chłopaków - Dobra, wiecie co, jakby się pojawiła to powiedzcie jej, że poszliśmy poszukać Pilar. A jakby Pilar wróciła to powiedzcie, że szukamy Wendy, okej? - proste. Wsiadam na rower z przyczepką i macham na Madoxa, żeby się ładował na tył, tym razem ja prowadzę, hehe - Pożyczę, dobra? - pytam chłopaków, a oni wzruszają ramionami - To nie nasz i tak, ale bierz, jakby ktoś pytał to powiemy, że oddasz - to mi się podoba. Ruszamy przed siebie, po ubitym terenie pustyni, mijając kolejne przedziwne rzeźby, jeszcze dziwniejsze konstrukcje i szalone platformy - Wiesz co, podjedziemy pod Człowieka, może gdzieś tam balują przy konsolecie, okej? - rzucam przez ramię do Madoxa. Jedziemy obok powalonej, paryskiej wieży i pod ramieniem dziwacznie wygiętej rzeźby, żeby ostatecznie zatrzymać się w okolicach ziejącej ogniem ośmiornicy. Gdzieś w centrum DJ zaczyna kolejnego seta, jest wcześnie rano, ale zebrał się przy nim spory tłum - I co? Widzisz coś? - bo ja nie. W sensie ani Pilar ani Wendy, za to moje spojrzenie pada na chłopa co siedzi gdzieś obok i się śmieje sam do siebie - Obczaj jaki porobiony, patrz na to - stawiam rower na stopce, po czym podbijam do kolesia i łapię go za nos - Mam twój nos - robię tą sztuczkę, że wystawiam kawałek kciuka między palcami, że to niby jego nos, a on tak patrzy na mnie wielkimi oczami - Łoooooo - w zwolnionym tempie unosi dłonie do twarzy, żeby sprawdzić czy serio, ale ja szybko dmucham we własną pięść - Już ci oddałem, hehe - kiwam głową, na co tamten gość zanosi się totalnie szczerym śmiechem. Lubię robić fazę ludziom po kwasie.

Madox A. Noriega Pilar Noriega Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Ej Sz, myślisz, że ta platforma to wystarczająca forma uznania dla naszego... sponsora? - zapytał jakiś koleś stojący pod platformą, zadzierał głowę w górę, żeby na nią spojrzeć. Wielki Sz odwrócił swoją zieloną gębę w jego kierunku.
- No a nie? Zobacz jak ona wygląda, wyruchałbym ją...
- Co? - zapytał ten drugi, a Sz pokręcił głową.
- Nie no nic... Szybciej!! Co się tak kurwa ociągacie?! - krzyknął swoim cienkim jak na tak postawnego chłopa głosikiem.

W sumie Madoxa nie powinno dziwić to, że William nie pamiętał nic, jak on zaczął się znieczulać już na lotnisku w Toronto. W zasadzie... potem oni z Pilar i Wendy też wcale nie próżnowali, bo co mieli być gorsi?
Jeszcze gdy tylko pojawili się na pustynii, to Madox zaraz przykumał jakiegoś dilera, który dal im piguły, a potem załatwili zioło i jeden bóg wie co jeszcze. Więc te dziury w pamięci wcale nie były dziwne.
- A Wendy jest w namiocie? - nawet spojrzał w tamtym kierunku, może to ta laska co z nim spała? Może spali tam we trójkę, bo Patelek sobie kogoś przygruchał? To też nie byłoby dziwne.
I zaraz właśnie pojawił się jakiś gość, co do Willa robił maślane oczy. Garret.
Tylko, że najpierw wszyscy zwracają uwagę na mapę na klacie Madoxa, on też dopiero teraz ją zauważył. Przesunął po niej palcami, akurat zlokalizowana była pomiędzy lwem na jego piersi, a napisem Medellin na brzuchu, narysowana niezmywalnym markerem... Zajebiście.
- Ej myślicie, że to serio jest mapa do czegoś? - Madox otworzył sobie piwko, trochę złotego trunku ściekło mu po brodzie na klatę. A Garret się na to zagapił i wpadł tyłkiem w rozwalone krzesełko. A później to już podrywa Williama, jakieś oczka mu puszcza i słodkie uśmieszki, aż Madox spojrzał na Patela takim wzrokiem a co z barmanem z Emptiness?.
Ale już postanowił mu tego głośno nie wypominać, bo Will powiedział, że idą szukać Pilar. Madox się nie przebierał, tylko założył sobie na kark jakąś przezroczystą koszulę, którą dostał od ich nowego kolegi.
Więc jak William się szykował, to on zagadał do Garreta.
- I co, całowałeś się z moją żoną? Ona umie się tak całować, że staje - Garret pochylił się do niego bliżej.
- No tak, ja, Wendy, i taki ziomek - powiedział konspiracyjnym szeptem.
- Jaki ziomek? - dopytał Noriega.
- No on przyszedł z tą laską, z którą William cię namawiał na trójkąt - wyjaśnił, a Madox podrapał się po karku, bo nic nie pamiętał.
- Znowu mnie namawiał? - mruknął bardziej do siebie niż do typa, bo Will go na to namawia też chyba średnio co jakieś pół roku. Chyba jakiś zakochany w nim, czy co?
W końcu przyszedł Will i poszli sobie popedałować. To znaczy pojechali na rowerze, na poszukiwania dziewczyn. Madox w rozwalonych trampkach, które złapał po drodze, spodenkach w paseczki, i tej przezroczystej koszuli w piękne haftowane kwiaty, wpakował się do przyczepki podciągając kolana pod brodę. Oczywiście po drodze się cały czas rozglądał za swoją żoną, ale zgodził się też z Willem, żeby podjechali pod człowieka. Noriega wysiadł z wagonika i zaczął się rozglądać, a wtedy...
Kiedy stanął przed płonącą ośmiornicą, uderzyły w niego jakieś obrazy. Dużo różnych, mieszały się ze sobą, ale...
- Kurwa, William wiem gdzie są - machnął na kumpla ręką, ale on już stał nad naćpanym kolesiem, więc Madox też podszedł i zbił z ziomkiem piątkę - ale masz wypierdolone oczy koleś - zajrzał mu w oczy z bliska, a potem parsknął śmiechem, kiedy Patel zabrał mu nos. Gość się trochę przeraził, więc Madox go pac pac po główce - spoko, już ci oddał - powiedzieli to równo z Willem. A facet zadarł głowę do góry patrząc na nich wielkimi, wyjebanymi w kosmos ślepiami.
- Ale jesteście piękni... Chcecie kwas?

Pewnie nie odmówili, ale siedem minut później jechali już znowu rowerem, William pedałował zawzięcie, a Madox klęczał w wózku opierając się o kumpla i nawijając mu - no i słuchaj, pod tymi kiblami spotkałem Shreka, tego guru sekty, tego co udzielił nam ślubu, i Earla, no i oni powiedzieli, że mają dla mnie coś specjalnego, bo jestem ich bohaterem bla bla bla, no wiesz bo zostawiłem im ten milion, i mają platformę na moją cześć - Will aż się zatrzymał i obejrzał na niego - no i Shrek mi tutaj machnął mapę do niej - pokazał na swoją klatę - pewnie powiedziałem o niej dziewczynom i poszły ją zobaczyć, czaisz to? - zapytał patrząc w duuuużeeee, błyszczące oczy kumpla.

Pilarita Wendini Williamson 💊🌿🚬🍄
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Co one odjebały?
To pytanie odbijało się w jej głowie od dobrych pięciu minut odkąd się przebudziła.
Jakim cudem ona i Wendy znalazły się w jakimś klocku bez wyjścia?
Nie dość, że bez wyjścia, to jeszcze zaraz się okazało, że jakimś kurewsko wysokim, bo kiedy tylko koleżanka krzyknęła, Pilar przesunęła się w jej kierunku i też spojrzała przez niewielką szparkę, w którą wpadały promienie słońca. Kiedy tylko oko przyzwyczaiło się do nadmiaru światła, oczom Pilar ukazała się… jebana pustynia. No tak. To akurat pamiętała, że byli na Burning Manie. Kilka ludzi kręciło się po piachu, inni przemieszczali się rowerami, jeszcze inni toczyli się jak zombie, pewnie poniesieni wczorajszym melanżem. Niedelako po lewej zobaczyła jedną z rozstawionych scen. Ludzie jednak z tej wysokości wyglądali jak mrówki i za chuja nie dało się dopatrzeć w nich Madoxa czy Williama, ani tak naprawdę zlokalizować dokładnego miejsca, gdzie były. Kurwa.
Przysiadła na moment przecierając oczy i przeczesując bujne włosy dłonią. I dopiero wtedy ją oświeciło.
Telefon — rzuciła nagle, zrywając się na klęczki. Nie łudziła się, że go miała przy sobie ale przecież zawsze warto było sprawdzić. Zaczęła macać się po udach i tyłku, ale nic tam nie wyczuła oprócz nagiego pośladka, nie wiedzieć czemu tak swoją drogą. A potem bez najmniejszego skrępowania sięgnęła do Wendy. — Masz telefon? Nic nie pamiętam — chuj, że tu kurwa pewnie nawet zasięgu nie było. Pilar już nachylała się nad pośladkami Gardner i bezczelnie zaczęła ją obmacywać. Chociaż tyłek miała wyjątkowo jędny, nie było tam ani telefonu ani nawet żadnego przedmiotu, który mógłby im pomóc wydostać się z tej pieprzonej kostki.
Kurwa! — rzuciła w przypływie irytacji i kopnęła w jedną ze ścian. Echo cienkiego metalu wybrzmiało im w uszach, ale… nie tylko.
AŁA! — kwiknął jakiś skrzeczący głos, a Pilar od razu otworzyła szerzej oczy i odwróciła się w stronę Wendy. Myślały, że były tu same, ale chyba tylko im się wydawało. A może to Pilar wydawało się, że coś słyszała? Chociaż patrząc po minie swojej towarzyszki, ona też. — I po co tak mocno? — głos znowu się odezwał, uświadamiając je obie, że wcale nie miały omamów. Przysunęły się do siebie bliżej, bo wiadomo w kupie siła i spojrzały w stronę cienia, z którego wyłonił się… jakiś niskorosły zgred. A przynajmniej tak wyglądał. Jak kurwa jakiś skrzat leśny. Miał na sobie pustynne łaszki i wielką laskę. Trochę wyglądał w tym jak Gandalf z Temu, a kiedy się uśmiechnął dziewczyny mogły podziwiać wielką dwuzębną szparę na samym środku jego uzębienia.
A ty to kto? — spytała Pilar, mimowolnie i odruchowo chowając za sobą Wendy. Chyba miała w sobie jakiś naturalny instynkt psa, który nie opuszczał jej nawet w tak odklejonych sytuacjach.
Kolega — odpowiedział gość, robiąc krok w ich kierunku.
Czyj kolega?
Twojej starej — rzucił, a Pilar tylko uniosła wysoko brwi do góry. No to kurwa powiedział. Szkoda tylko że nawet ona nie znała swoich rodziców, przez co tego typu żarciki nigdy nie robiły na niej wrażenia.
Super, to daj mi do niej namiary, bo chętnie… — już zaczęła mu odpyskowywać, kiedy platforma znowu się poruszyła, a nimi wszystkimi zachwiało, przypominając, że przecież wciąż byli zamknięci. — Wiesz jak stąd wyjść? — spytała nagle, kompletnie zmieniając temat.
A wiem — cmoknął zadowolony.
Jak?
Nie powiem za darmo.
A za co?
Za loda — powiedział pewny siebie, bez zastanowienia i znowu uśmiechnął się w ich kierunku, a Pilar… skrzywiła się i od razu pokręciła głową.
Chyba cię pojebało — wyciągnęła rękę przed siebie i stuknęła się kilka razy prosto w czoło. — Żadnego kurwa loda.
To chociaż buzi — nie ustępował, przesuwając palcami po drewnianej lasce, a Pilar odwróciła się do Wendy, zaglądając jej głęboko w oczy. Wymownie. Jakby to teraz w jej rękach zależało, czy stąd wyjdą czy nie.
No co? Ja jestem mężatką! — nawet podniosła w górę dłoń z pierścionkiem. Ta, jasne. Szkoda, że wczoraj jej to nie przeszkadzało, jak uczyła geja, jak się całować.

Wendy Gardner William N. Patel Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Hot summer nights, mid-july, when you and I were forever wild. The crazy days, city lights, the way you'd play with me like a child.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa

Wydaje mi się, że miałam — zaczęła, bo ona zawsze nosiła przy sobie telefon i wszystko dokumentowała jak popieprzona. Robił pierdyliard zdjęć, które tylko gromadziły się na dysku i czekały na wywołanie, które miało nastąpić niebawem… nigdy. Już miała zacząć sama się obmacywać w ramach akcji poszukiwania telefonu, ale skoro Pilar już robiła swoje, nie zamierzała jej w tym przeszkadzać. Może było to nieco bezczelne z jej strony, ale też dokładniejsze niż gdyby robiła to sama Gardner, serio! Pilar wsunęła dłoń do kieszonki o istnieniu której Wendy nawet nie wiedziała, bo kto robi w majtkach miejsce na wsunięcie czegokolwiek? Rozumiała ideę dziury między nogami, ale kieszeni? I mniejsza, że nic by się tam nie zmieściło — co najwyżej gumka, ale nie telefon. Ważne, że zostało to sprawdzone.
Dokładnie.
I bezczelnie.
Kurwa — powiedziała razem z Pilar zasłaniając przy tym swoim uszy, bo dźwięk jaki nastąpił po jej kopniaku przyprawił ją o dreszcze i wzmożył nudności. — O nie, tak nie robimy — głowa z uznaniem przytakując na słowa: I po co tak mocno, jakby nie dotarło w pierwszej chwili do niej, że nie są tutaj same. Nagle lampka zaświeciła się w jej obolałej głowie i szybko doskoczyła do Pilar spoglądając w kierunku, z którego dobiegał obcy głos.
Na brodę Merlina! — podniosła głos widząc pomarszczonego zgreda, którego siwa broda wręcz prosiła się o sprawdzenie wiarygodności, bo podobna widziała już na temu. Była tak zahipnotyzowana jego szparą między zębami, że początkowo nie wtrącała się w wymianę zdań między nim, a Pilar do chwili, aż nie usłyszała o lodzie. Platforma w tym czasie ponownie się zakołysała i nie była pewna czy to przelało czarę, czy może ta wzmianka o pocałunku? Coś jednak przelało! Zdążyła zrobić dwa kroki w tył i obrócić się napięcie nim wyrzygała z siebie to, co ciążyło jej najbardziej. — Obrzyganej nie całuję! — zaprotestował od razu chyba też wyłapując wymowne spojrzenie Pilar w kierunku koleżanki.
Ciągnij, jeszcze kawałek! wrzasnął jakiś męski głos, a zaraz po nim inny się wtrącił. NIE KURWA, NIE ZA TO! ale chyba było już za późno, coś paskudnie i głośno zaskrzypiało, jakby jakaś zasuwa opadła ciężko i nagle stała się jasność. — Co za jebany kretyn! — Za Wendy nagle pojawiło się okno z kratą. — Napraw to szybko, to jeszcze nie czas! Pociągnij za tamto — słyszała kolejne okrzyki dochodzące z dołu i zdążyła się jeszcze na moment odwrócić w stronę krasnala, który postanowił się im w tym świetle obnażyć.
O chuju złoty! — d o s ł o w n i e, był złoty. Jakby zamoczył swój pędzelek w złotej farbce. Zamrugała kilkakrotnie nie mogąc wyjść z szoku, co właśnie się wydarzyło, nagle w tle znów coś zatrzeszczało, a gdy po mrugnięciu ponownie otwarła oczy znów zapanowała ciemność. Zmarnowała całe to przelotne oświecenie na podróbę Gandalfa, więc wszystko teraz było w rękach Pilar. — Widziałaś może gdzie było wyjście? — zapytała ignorując kwestię pocałunku, bo obawiała się, że znowu się jej cofnie.


── ⋆⋅𖤓⋅⋆ ──



Kiedy one stały twarzą twarz z Dziadalfem, błyszcząca Brendzia przemierzała pustynię w poszukiwaniu swojego mężczyzny. Starość to jednak nie radość, a piach osuwający się pod nogami to istna męka, więc najwyraźniej postanowiła złapać stopa. Widząc na horyzoncie pędzącego rowerem Williama z przyczepką zaraz nogę wysunęła jak za starych czasów nauczona, a potem rękę też, a pelikany ze skóry zafalowały pod cekinową narzutką. Widząc, że nie bardzo to działa postanowiła zawalczyć całą sobą i stanęła im na drodze w ostatniej chwili. — Chłopcy podrzućcie mnie do tamtych zabudowań, męża szukam o takiego — zagadneła, gdy wyhamowali i nim zdążył Madox zaprotestować ona już się do tego wózka mu tam wpychała, z kieszonki fotografię wyciągając i im pokazując. — Złoty chłop z niego o ile nie ucieka mi z widzenia — wtrąciła szturchając Williama by pedałował. — Dosłownie złoty, może jeszcze się sami na własne oczy przekonacie — zapewniła podśmiechując się pod nosem. Wendy z Pilar już się dowiedziały, ale chyba nie było im do śmiechu tak jak Brendzi. — GAAAARY — ryknęła tuż przy uchu Madoxa, cóż widocznie tak się stary zgred nazywał. — Wiecie, jak on ucieka to mu odpierdala. Jego trzeba pilnować zanim coś zmaluje — oby nie na złoto.



. Obrazek .
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”