˖ ہ♬⋆.˚𝄞 soundtrack ˚𝄞⋆♬ہ ˖
Wzruszam ramionami w odpowiedzi na pytanie Madoxa, bo nie mam pojęcia gdzie jest Pilar, ani Wendy, ani co się wczoraj działo. Popijam sobie piwko, w czasie kiedy nasz nowy ziomeczek dzieli się kilkoma informacjami, że ten się lizał z tamtym, a tamten z tym. Ja generalnie uwielbiam ploteczki, a tu nam się już robi mała społeczność, więc po całym tygodniu to dopiero będzie o czym gadać. Łapię spojrzenie Noriegi, ponownie wzruszając ramionami -
Chłopie ostatnie co ja pamiętam to jak jesteśmy na lotnisku w Toronto - taka prawda, a Madox przecież doskonale wie, że jakbym się odpowiednio nie wprawił to nie wsiadłbym do samolotu. Potem mam jeszcze jakieś przebłyski, że idziemy, a potem, że jedziemy, a potem, że się bujamy na takiej świetlistej, dziwnej konstrukcji, a potem coś chyba z imprezy w naszej wiosce, ale w sumie niewiele. Czy mi to przeszkadza? Niekoniecznie, komu nigdy nie urwał się film, niech pierwszy rzuci kamieniem -
Spoko, zluzuj, dopije piwo i pójdziemy jej poszukać - macham na kumpla ręką, żeby sobie usiadł i nie pizdęczył od rana -
Może Wendy zaraz wstanie to się przejdzie z nami, nie chcę jej tak zostawiać, dobra? - tamten chłopak znowu sięga do lodówki i wyciąga z niej kolejną puszkę, którą oferuje Madoxowi -
Ej, a skąd ta mapa? - odpowiadam pytaniem na pytanie, bo to, że nie mam bladego pojęcia co się wydarzyło wczoraj to już zdążyliśmy ustalić. Zanim Noriega w ogóle zdąży się zastanowić o chuj mi chodzi, to nasz kolega znowu zabiera głos -
Mapa to nie wiem, bo Madox pojechał się odlać i jak wrócił to już ją miał - przez chwilę obydwoje bardzo badawczo przyglądamy się klacie Noriegi -
Ale faza to serio wygląda jak teren festiwalu, patrzcie tutaj jest Człowiek, nie? - wskazuję paluchem na środek. Tamten chłopak marszczy brwi -
Tyyy, faktycznie, a tutaj jest chyba ta powalona wieża Eiffla, a tutaj statua wolności, a tutaj X, ciekawe co tam jest, w miejscu tego X - zastanawiamy się przez chwilę wszyscy. Tymczasem dołącza do nas kolejna osoba -
O, hej Garret - tego o dziwo w miarę pamiętam, bo wczoraj przez pół wieczora próbował mnie wyrwać i PRAWIE mu się udało. Otwieram dziób, żeby go ostrzec przed tym rozwalonym krzesłem, ale niestety jest już za późno. Wpierw parskam śmiechem, jednak szybko wstaję, żeby mu pomóc się oswobodzić. Resztki mebla odkładam gdzieś na bok -
No właśnie Pilar to chuj wie, gdzieś polazła, a Wendy chyba śpi jeszcze - wzruszam ramionami, unoszę puszkę do ust, ale jak Garret nam mówi co wczoraj robił z dziewczynami to aż ją odkładam i posyłam Madoxowi porozumiewawcze spojrzenie, że
grubo -
I co? Nauczyły cię? - pytam, nie wiem dlaczego, a on mruga zalotnie w moim kierunku -
A chcesz sprawdzić? - rzuca -
A to może później, dobra? - wykręcam się, po czym dopijam piwo, zaś pustą puszkę wyrzucam do worka na śmieci -
Dobra, chodź poszukamy Pilar, tylko się przebiorę i zobaczę gdzie jest Wendy - macham na Madoxa ręką i wstaję żeby zajrzeć jeszcze raz do swojego namiotu, bo mieliśmy dzielić go razem z Gardner. Tylko, że ta osoba, która w nim śpi, to zdecydowanie nie jest Wendy. Niemniej zmieniam odzienie, zostając w krótkich, farbowanych w tie dye gatkach, narzucam na siebie także plecione, zwiewne ponczo, a na stopach klapeczki. Potem zaglądam jeszcze do kilku innych namiotów w poszukiwaniu przyjaciółki, w ostatnim jakaś baba ujeżdża chłopa -
O sorry, nie przeszkadzajcie sobie - dziewczyna zerka na mnie przez ramię, puszczając w moją stronę zalotne oczko, trochę jakby zaproszenie, ale ja już się wycofuję i staję na środku wioski, wspierając dłonie na biodrach -
Weeendyy!!! - wołam ile sił w płucach. Niestety Gardner nie odpowiada, za to dziesiątki innych gardeł krzyczą za mną -
Weeendyyy!!!! - nadal zero odzewu od poszukiwanej, więc wracam do chłopaków -
Dobra, wiecie co, jakby się pojawiła to powiedzcie jej, że poszliśmy poszukać Pilar. A jakby Pilar wróciła to powiedzcie, że szukamy Wendy, okej? - proste. Wsiadam na rower z przyczepką i macham na Madoxa, żeby się ładował na tył, tym razem ja prowadzę, hehe -
Pożyczę, dobra? - pytam chłopaków, a oni wzruszają ramionami -
To nie nasz i tak, ale bierz, jakby ktoś pytał to powiemy, że oddasz - to mi się podoba. Ruszamy przed siebie, po ubitym terenie pustyni, mijając kolejne przedziwne rzeźby, jeszcze dziwniejsze konstrukcje i szalone platformy -
Wiesz co, podjedziemy pod Człowieka, może gdzieś tam balują przy konsolecie, okej? - rzucam przez ramię do Madoxa. Jedziemy obok powalonej, paryskiej wieży i pod ramieniem dziwacznie wygiętej rzeźby, żeby ostatecznie zatrzymać się w okolicach ziejącej ogniem ośmiornicy. Gdzieś w centrum DJ zaczyna kolejnego seta, jest wcześnie rano, ale zebrał się przy nim spory tłum -
I co? Widzisz coś? - bo ja nie. W sensie ani Pilar ani Wendy, za to moje spojrzenie pada na chłopa co siedzi gdzieś obok i się śmieje sam do siebie -
Obczaj jaki porobiony, patrz na to - stawiam rower na stopce, po czym podbijam do kolesia i łapię go za nos -
Mam twój nos - robię tą sztuczkę, że wystawiam kawałek kciuka między palcami, że to niby jego nos, a on tak patrzy na mnie wielkimi oczami -
Łoooooo - w zwolnionym tempie unosi dłonie do twarzy, żeby sprawdzić czy serio, ale ja szybko dmucham we własną pięść -
Już ci oddałem, hehe - kiwam głową, na co tamten gość zanosi się totalnie szczerym śmiechem. Lubię robić fazę ludziom po kwasie.
Madox A. Noriega Pilar Noriega Wendy Gardner