Takeda też stała jak wryta, nie bardzo wiedząc, jak reagować na spokojnie kicającą sobie w kółeczko lamę. Czy lamy kicają?
- Amm... - sięgnęła po radio, żeby wezwać wsparcie. - 5-Bravo-13... Jestem w Mount Sinai Hospital i mamy tutaj...
Zawahała się, by spojrzeć na Harrisa wielkimi oczami, ale nie widząc żadnego wsparcia, podniosła znów radio do ust i dodała:
- Chyba nie mamy kodu na lamę...
Obserwowała, jak zwierzak powoli podchodzi do lekarza. Jej dłoń równie powoli oparła się na pistolecie.
Tfu!
Oczy Cobie zrobiły się jeszcze większe niż przed momentem, kiedy lama bez żadnych ceregieli po prostu napluła w twarz Harrisowi. Biedaczek wyraźnie miał pecha do kontaktów z siostrą swojego przyjaciela. Piętnaście lat temu ta omal nie upiła go swoim oddechem, a potem spędziła długie godziny przy muszli klozetowej. A teraz, piętnaście lat później, został opluty przez zwierzaka słynącego ze swojej celności w pluciu.
- ...która pluje na ludzi. Można uznać, że jest agresywna? - zapytała dyspozytora przez radio, a potem zapadła cisza w eterze.
Zdecydowanie za długa jak na tę sytuację, ale jakże zrozumiała.
- 5-Bravo-13. Chcesz powiedzieć, że opluła Cię lama?
- Negative... Ale opluła jednego z lekarzy.
Znów chwila milczenia z drugiej strony.
- 5-Bravo-13. Wysyłamy do Was Animal Services. Stand by!
- Copy that!
Zdjęła dłoń z pistoletu, upewniając się, że zwierzak ogranicza się do opluwania ludzi, którzy podchodzą zbyt blisko.
- Proszę się odsunąć, ta lama nie jest agresywna, pewnie tylko ostrzega... - ale co ty możesz o tym wiedzieć, Takeda?
Przecież nie jesteś jakimś peruwiańskim szerpą, który ma doktorat z zajmowania się lamą. Już sama ta sytuacja wydawała się lamerska.
- Po prostu pozwólcie jej sobie... Hasać? - tak, z braku lepszego słowa, to wydawało się najlepsze.
bserwowanie Harrisa w wersji zaklinacza lam było naprawdę... Ciekawe. Tym bardziej, że zwierzak wyraźnie się rozjuszył, kiedy Takeda próbowała podejść do lekarza. Uspokoił się dopiero, kiedy Harris odsunął się od niej o kilka kroków.
- Dobra wiadomość jest taka, że wydajesz się panować nad... Sytuacją. - zauważyła, po czym lama na moment przeniosła spojrzenie na nią.
Cobie pokręciła głową, ostrzegawczo mrużąc przy tym oczy.
- Nie odważysz się... - mruknęła, widząc tę złośliwą satysfakcję, jaka pojawiała się na pysku tego stworzenia.
No może to była nadinterpretacja, ale litości. Skoro Cobie była upokorzona przy ostatnim spotkaniu z nim, to teraz, dla odmiany, mogłoby się skończyć na jego upokorzeniu.
Rozumiejąc jednak kontekst, wycofała się znów o kilka kroków i zatrzymała dziecko, które koniecznie chciało podbiec do tego "ładnego konika".
- Wezwałam Animal Services, za chwilę przyjadą...
W tym momencie odezwał się trzask radia.
- 5-Bravo-13, jaki status? Bo widzisz, Takeda... Z zoo uciekła masa zwierzaków i chłopaki mają pełne ręce roboty. Jesteś w stanie zapędzić lamę w kozi róg?
- Co? - odpowiedziała, zapominając o tym, żeby sięgnąć po radio.
Dopiero po chwili odpowiedziała.
- Dispatch, tu 5-Bravo-13. Wiecie coś na temat lam? Co lubią jeść albo czy są agresywne? - zapytała, obserwując Harrisa i jego elegancki taniec z lamą.
Uśmiechnęła się pod nosem, zatrzymując wzrok na moment na jego pośladkach. Zaraz jednak potrząsnęła głową i zaczęła się rozglądać za miejscem, w którym zwierzaka można byłoby tymczasowo aresztować.
- Cholera wie... Może marchew? - odpowiedziało radio. - Natomiast musicie uważać, bo one plują.
- No to już wiemy...
- Ale jak poczuje się naprawdę zagrożona, to potrafi pluć treścią żołądka...
Cobie aż skrzywiła się na to wyobrażenie. Chociaż ponownie obrzyganie Harrisa miałoby coś romantycznego w swojej klamrowej konstrukcji.
- Dispatch? Za ile przyjedzie Animal Services?
Chwila ciszy...
- Takeda, oni teraz gonią lwa... W razie czego weźmiesz prysznic!
- Copy that...
Przypięła radiotelefon ponownie do swojego paska i znów zaczęła się rozglądać za sposobem uziemienia zwierzaka.
Prace budowlane trwały chwilę, bo przez moment był problem z utrzymaniem przęseł w pionie, ale, jak się okazało, jeden z gapiów był pracownikiem budowlanym i wytłumaczył im, że są jeszcze takie obciążniki na dole, w które trzeba wstawić ogrodzenie.
Cobie bawiła się w tej sytuacji zdecydowanie za dobrze jak na policjantkę, która była świadkiem brutalnej ślinowej napaści, a potem wymuszenia relacyjnego w postaci lamiego stalkingu. Nie mogła jednak powstrzymać śmiechu, kiedy podczas budowania zagrody za bardzo zbliżyła się do Harrisa i otarła o niego ramieniem. Puchaty stwór wparował między nich, rozpychając parę na boki. No tak! Teren trzeba było oznaczyć!
- Może powinieneś ją zabrać do domu? Może dbają o trawniki tak samo dobrze jak owce? - zaproponowała rozwiązanie, ale grzecznie wycofała się, wcale nie chcąc dostać strzykiem z pyska.
Harris też napisał kilka postów
