Nawet jakby zaczął chodzić w rajtuzach.
Nawet wtedy by jej się podobał, chociaż z pewnością nie pozostawiłaby to bez komentarza. Całe szczęście znała swojego męża całkiem dobrze i jak jeszcze do różnych
przebieranek czasami go ciągnęło, by poudawać kogoś innego, zabawić się, tak do rajstopek i sukienek raczej niekoniecznie. Jak on się karłów bał. A co dopiero facetów przebranych za kobiety. Durnie to brzmiało, ale takie były
fakty.
Tak samo jak faktem było to, że spodobał się Pilar już od pierwszego spotkania. Wcale nie dlatego, że
zdjął koszulę, bo tego akurat sobie nie przypominała, ale bardziej to jak
dziki i narwany był. Jak nie dawał sobie wchodzić na głowę nawet groźnym mafiozom i stawiał na swoim. Może nie zaczęli swojej znajomości od razu od wielkiej sympatii, ale to może nawet i lepiej. Poznali się od razu od tej
gorszej strony. On zobaczył jak stanowcza potrafiła być, jak umiała warczeć i nie lubiła się podporządkowywać, szczególnie mężczyznom i jak walczyła o innych, a ona zaś dostrzegła w nim kompletne narwaństwo, jak każdą dyskusję chciał wyjaśniać pięściami i… i to ciemne spojrzenie, które wywaliło jej wnętrzności do góry nogami. Mogli sobie skakać do gardeł, ale sposób, w jaki na siebie patrzyli nawet wtedy już jasno świadczył o
napięciu, które budowało się od pierwszych chwil. Niepodważalne. Chociaż Pilar też nigdy by nie sądziła, że naprawdę skończą razem. Obstawiała, że w którymś momencie mogli się ze sobą zabawić, ale to tyle. Kurwa, przecież ona obiecała sobie, że nigdy się nie zwiąże i co? I rok później miała kurwa
m ę ż a. Nawet nie chłopaka czy narzeczonego… męża!
W dodatku męża, który zawsze zaczynał z nią poważne rozmowy w najmniej odpowiednich momentach. Jak teraz, kiedy jej dłonie prawie na oślep próbowały zgolić mu głowę, a on nawijał o tym, jak się o nią martwi i że to właśnie dlatego czasami ją od siebie odpychał. I przedrzeźniał ją, kiedy prosiła go, żeby tego nie robił. Jak to się działo, że oni nie potrafili jak normani ludzie usiąść na kanapie i pogadać? Jak nie przy śmietnikach, obsranych gaciach, obskurnych łazienkach, to teraz w warzywniaku, podczas gdy ścigała ich policja.
Ale taki już chyba był ich los. Dla nich nigdy nie było
właściwego, idealnego momentu. Dookoła wiecznie coś się działo, a oni po prostu musieli się na bieżąco dostosować. Wycisnąć każda sekundę na maksa i tak zresztą robili też teraz, gdy dochodzili się o to, jak to było kiedy całe życie trzeba było liczyć tylko na siebie. Widziała jak. Doskonale go rozumiała. Ona nie miała przy sobie nawet ciotki czy kuzyna. Była sama kurwa jak palec, w dodatku gnębiona, wiec wiedziała o czym mówił i tym bardziej jak cieżko było się przestawić na granie w drużynie. Pilar też nie zawsze wychodziło to idealnie, a chwilami pewnie jeszcze gorzej niż jemu. Dlatego kiedy tylko wspomniał, że powinna z nim rozmawiać i mówić, co siedzie jej w głowie, a nie robić po swojemu, złapała go za podbródek i zadarła go do góry, już siedząc na jego kolanach.
—
Mam ci powiedzieć, co siedzi mi w głowie? — warknęła, odstawiając maszynkę z hukiem na ladę tuż obok. Ciemne spojrzenie skupiła na jego równie czarnych oczach. —
Boje się. Boje się, że znowu coś odpierdolisz. Że znowu mnie od siebie odepchniesz, będziesz chciał działać na własną rękę, a jak cię znajdę to będzie kurwa za późno — wyrzuciła z siebie na jednym wdechu. Serce poderwało się do biegu, kompletnie nieplanowanego, a oddech momentalnie przyspieszył. Chciał prawdy, to proszę bardzo. Bała się, że jego impulsywność, gadulstwo i chęć robienia wszystkiego na własną rękę zaprowadzi go do piachu. Że faktycznie będzie musiała kupić czarną sukienkę jak mówił jej Pająk i zostać kurwa wdową. I to była tak okropna myśl, że aż cała na nim zadrżała. Wszystkie mięśnie momentalnie się spięły i nie chciały odpuścić. Wyrwała się i docisnęła czoło do jego skroni, oddychając ciężko. —
A ja sobie z tym nie poradzę — wyszeptała już praktycznie ledwo słyszalnie. Było to pewnego rodzaju dramatyzowanie, ale z drugiej strony… no kurwa, półświatek chciał go odjebać, a teraz jeszcze psiarnia. Jak mogła się nie martwić? Ładował się w coraz to większe bagno, zadarł z ludźmi, z którymi nigdy nie powinien nawet wchodzić w interakcje i było… ciężko. Po prostu cieżko. A ona chociaż udawała dużą dziewczynkę, to w środku przecież panikowała. Najbardziej chyba o to, że go straci. A tego by kurwa nie przeżyła.
Wzruszyła ramionami, gdy spytał, czy nie wynajęła mieszkania. Miała to zrobić, ale jakoś nie było nawet kiedy tam do końca ogarnąć, złożyć ofertę, a potem jeszcze jeździć na oprowadzania… no kiedy? Poza tym, wychodziła z założenia, że jeszcze mogło się przydać. Nie sądziła, że to
tego, do ukrywania się przed psiarnią, ale... może i nie tylko, skoro po tak długim czasie wspólnego mieszkania on o tym na distillery district wciąż mówił, że było
jego. Nie
ich, a jego. Niby były to zwykłe, głupie słowa, ale Pilar zawsze była dobra w wyłapywaniu takich niuansów. A jeszcze lepsza w tym, by nie pokazywać, jak bardzo ją to ruszało. W tuszowaniu emocji, chociażby komplementami jego nowej fryzury. I może nawet pogadaliby o niej nieco dłużej, gdyby… telefon w jego kieszeni nie zawibrował energicznie.
Odsunęła się lekko, dając mu przestrzeń, by wyciągnąć komórkę, a kiedy razem spojrzeli na wyświetlacz, Pilar przewróciła oczami. Tymi samymi, które po chwili podniosła zaskoczona na swojego męża, gdy wspomniał, że mogliby ukryć się u Pati.
—
U Pati? Po chuj u niej? — zaskoczyła ją jego propozycja. I zdecydowanie się jej nie podobała. Kurwa, kolejna managerka, której ufał chyba
za bardzo. Naprawdę niczego nie uczył się po Maddie? Już otworzyła usta, żeby powiedzieć mu, że go pojebało, chyba po raz setny tego wieczoru, ale... —
Wiesz co? — poderwała się do góry, schodząc z jego kolan. —
Rób jak uważasz. Twoja decyzja — rzuciła finalnie i sięgnęła po swój telefon. Nie miała zamiaru potem wysłuchiwać, jak to
zawsze było tak, jak ona chciała, a on biedny nie miał nic do gadania. Wolał się zatrzymać u Pati? Proszę bardzo. Mogli nawet przespać się pomiędzy ziemniakami. Wszystko, byleby znowu nie patrzył jej wkurwiony w oczy i nie nawijał o tym, jak go sobie
podporządkowała. —
Ty zadecyduj, a ja idę spróbować dodzwonić się do Heleny — machnęła na niego ręką i przeniosła się do niewielkiej kanciapki na miotły. Nie było tam dużo miejsca, ale przynajmniej każde z nich mogło porozmawiać w spokoju i się czegoś dowiedzieć.
Była jakaś czwarta w nocy i szczerze mówiąc, Pilar nie sądziła, że faktycznie dodzwoni się do informatyczki o tej porze, ale z drugiej strony… zastępca komendanta nie żył, a to zaś był wystarczający powód, żeby obudzić połowę komendy i postawić na nogi. I faktycznie, Helena wiedziała już o całym incydencie i — co więcej — dysponowała na ten temat nagraniami, o których było wspomniane w artykule na Toronto Sun. Z początku wcale nie chciała ich wysyłać Pilar, obie wiedziały jak przejebane mogła mieć za to, że udostępniła to żonie głównego podejrzanego, ale… no kurwa znały się nie od dziś, ufały sobie i to finalnie zawarzyło na to, ze nim Noriega zdążyła się rozłączyć, na jej komórkę przyszła wiadomość z załącznikiem.
Jeszcze raz podziękowała koleżance i od razu szarpnęła za klamkę, wychodząc ze składzika. Nawet nie podniosła spojrzenia na Madoxa, bo już grzebała w telefonie, próbując odpalić to gówno. Internet strasznie mulił, a Helena oczywiście dodała na tym milion zabezpieczeń.
—
I co? Gdzie dzisiaj śpimy? — dopytała, wpisując trzecie już hasło, żeby dostać się na chmurę. —
Pati powiedziała co… o ja pierdole — przerwała w pół zdania, stając w miejscu jak wryta i skupiając się jedynie na nagraniu. Serce podeszło jej do gardła, a jedna dłoń momentalnie wplotła się we włosy. Za pierwszym razem Noriega mógł słīszeć tylko strzał i krzyki dochodzące z komórki Pilar, jednak kiedy odwróciła ekran w jego kierunku, jego oczom ukazało się bardzo słabej jakości nagranie, zrobione
przez kogoś, nie żadnymi kamerami bezpieczeństwa, na którym mężczyzna postury Noriegi, w JEGO ciuchach, a dokładniej kurtce i kapturze na głowie celuje do następny komendanta. I chociaż za nic nie było widać twarzy, tak spod rękawa, na wystającej dłoni, tej która trzymała gnata były… doskonale im znajome
skrzydła. Jeden do jeden tatuaż, który Madox faktycznie nosił na ciele i pewnie podstawowy dowód dla policji, by go oskarżyć.
A to zaś równało się z tym, że ktoś naprawdę chciał go wrobić.
Kurwa.