34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox nie miał pojęcia skąd Luciano wiedział o Sofii, na pewno nie od niego. Nie kontaktował się z Benitezem, nie miał pojęcia, że on też obserwuje dom, że knuje z Rodrigo. Był w takim samym szoku jak Pilar, więc kiedy się do niego odwróciła, to wzruszył ramionami. Może nawet sam by jej powiedział, że o niczym nie wie? Na pewno przyciśnięty do muru wszystko by jej (nie)grzecznie wyśpiewał, ale nie mieli teraz na to szansy, bo do ich uszu dotarła policyjna syrena, a czerwono-niebieskie światła oświetliły uliczkę, w której się znajdowali.
Kiedy Pilar się szarpnęła i zatrzymała, to Madox odwrócił się do niej, podniósł na nią ciemne spojrzenie.
- Co? - wypalił, kiedy zapytała go o Sofię - wszystko ci mówię, nie wiem skąd... - nawet nie dokończył, bo policyjne latarki oświetlały uliczkę i stanął przed nimi Eliot. Noriego odwrócił się w jego kierunku, kiedy tylko jego żona wypowiedziała to imię. Jeszcze zdążył spojrzeć na komendanta, szarpnąć Pilar na bok i za siebie. A zaraz schody przeciwpożarowe runęły na zimie, metal zgrzytnął o asfalt. Policjanci się cofnęli, i Państwo Noriega też. Dzieliła ich od siebie ta sterta żelastwa.
Madox w pierwszej chwili też chciał się rzucić do ucieczki, w drugiej chyba poddać, bo ruszył się w kierunku Eliota. Przecież był niewinny, o co tu kurwa chodziło? Musieli się dowiedzieć, tylko...
Kiedy Pilar szarpnęła go w bok, złapał na moment jej czekoladowe, przenikliwe spojrzenie, a potem... rzucił się biegiem równo z nią. Nie mieli teraz na to czasu, na to, żeby zabrali ich na komisariat, rozdzielili, bo na pewno by to zrobili. Przecież skoro on był oskarżony, to zamknęliby go w sali przesłuchań. Odsunęli od śledztwa jego żonę.
Biegli ile sił w nogach, chociaż Madox raz odwrócił się za siebie i potknął, ale utrzymał równowagę. Najpierw on szarpnął ją w jakąś ciemną uliczkę.
- Chodź - brak światła z jednej strony był problemem, bo potykali się o nierówne płyty chodnikowe, ale z drugiej zbawieniem, bo mogli schować się w cieniu. Potem ona pociągnęła go w kolejną. Dalej, przed siebie. Z dala od radiowozu i policji, która ruszyła im po piętach. Kroki odbijały się gdzieś w oddali. Musieli się gdzieś schować, przeczekać to.
Kiedy Pilar pociągnęła go w kierunku warzywniaka Pani Broccoli, to Madox od razu wiedział, co chodzi jej po głowie. Stanął na czatach, kiedy grzebała za kluczem, a gdy już go miała, to doskoczył do niej. Wpadł za nią do środka i oparł się o drzwi, ciężko łapiąc powietrze w płuca, oparł wytatuowane dłonie na kolanach, a głowę poderwał do góry, dopiero kiedy usłyszał pytanie Pilar. Pokręcił nią.
- Nie mam... kurwa... pojęcia - wydyszał wciąż jeszcze starając się uspokoić oddech, ale zaraz lądował przy Pilar na kolanach, zaraz opierał rękę na jej przedramieniu. Nabrał w płuca więcej powietrza - ale to mógł być Luna, znowu chciał nas rozdzielić, albo mnie wsadzić? Wrobić... Kurwa jak Rodrigo - oczy mu błysnęły, cofnął rękę. Nie miał pojęcia czy Pilar mu uwierzyła, czy nie, ale Madox przecież wiedział, że on nikogo nie zabił. Że chcieli go w coś wrobić, ale co mogli na niego mieć? O kogo kurwa chodziło.
Podniósł się z ziemi i wyprostował. Przeszedł się dookoła po te małej powierzchni warzywniaka, jak dziki kot w klatce - Aurelia powiedziała mi w klubie, że jej ojciec chce wrobić Rodrigo, a może dowiedział się, że w tym grzebiemy i postanowił mnie? - odwrócił się w jej kierunku stając między skrzynką z mango, a jabłkami. Chwycił jedno w palce - a jeśli od początku chciał wrobić mnie i Rodrigo? Kogo mógł zabić? Ale skoro pofatygował się sam Eliot, to sprawa musi być poważna - Madox pokręcił głową podrzucając owoc w ręce, a zaraz ugryzł kawałek jabłka. Akurat on nigdy nie miał problemu z tym, że zdenerwowany nie mógł nic przełknąć, wręcz przeciwnie, lepiej mu się myślało z pełnym brzuchem. Odgryzł jeszcze kawałek owocu.
- Kurwa... - sięgnął do tylnej kieszeni jeansów, żeby wyjąć z niej swój telefon, zerknął na wyświetlacz. Miał tam kilka nieodebranych połączeń i jakieś wiadomości, od niezapisanego numeru, ale kiedy w niego wszedł od razu połapał się, że to córka Luny - Aurelia powiedziała mi, że jak się czegoś dowie, to mi napisze, dałem jej swój numer - wyjaśnił Pilar. Większość wiadomości od małolaty to były jakieś brednie, napisała mu, że zgasło miasto, jakby Madox nie wiedział. Ale... czy w to też mógł być zamieszany Luna? Noriega znowu podniósł głowę, zerkając na swoją żonę - myślisz, że Luna wiedział, że Rodri spiskuje z Luciano i dlatego chciał go wrobić? Dowiedział się, że my też za dużo wiemy? - bo on tak właśnie myślał. Luna nie był głupi, a oni może znowu go nie docenili? Już myśleli, że go mają...
Madox przesunął palcem po wyświetlaczu telefonu.
- Zadzwonię do niego i zapytam co z jutrzejszym spotkaniem... Zobaczymy jak zareaguje - zaproponował, chociaż sam nie wiedział, czy to dobry pomysł, przy okazji przejrzał kolejne wiadomości od Aurelii, która nie dawała za wygraną, wysłała mu nawet jakieś swoje zdjęcie.

¿Crees que Luna nos ha descubierto? ⋆.˚ ☾ .⭒˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Co oni odpierdalali?
Czy ucieczka przed policją na pewno była konieczna?
Pytania zaczęły pojawiać się w jej głowie z sekundą, w której oparła plecy o chłodna ścianę warzywniaka i zsunęła się w dół na podłogę, ciężko oddychając. Kiedy w końcu była w stanie złapać w płuca więcej powietrza, dotlenić mózg.
Wtedy w uliczce, kiedy Eliot wypowiedział formułkę o zatrzymaniu i chciał skuć jej męża… Pilar wcale nie myślała. Nawet dwa razy się nie zastanowiła, nie rozważyła żadnego za i przeciw jak to miała w zwyczaju tylko po prostu zerwała się do ucieczki. Może i było to skrajnie nieodpowiedzialne, ale wolność Madoxa była dla niej zdecydowanie ważniejsza niż chęć dowiedzenia się co się stało. Bo pewnie by jej nawet nie powiedzieli. Skoro po aresztowanie pofatygował się sam Eliot sprawa musiała być kurewsko poważna. Do tego dochodził fakt, że skoro teraz już byli małżeństwem, Pilar zostałaby kompletnie od tego odsunięta. Nawet nie miałaby wzgladu do dokumentacji przez to, że byli rodziną. Miałaby związane ręce i chyba dlatego nie chciała ryzykować.
Tylko jak długo mogli się ukrywać?
Westchnęła ciężko, odchylając głowę do tyłu. Przymknęła na moment oczy, gdy Noriega zarzekał się, że nie miał pojęcia o jakie morderstwo chodziło. Oczywiście, że nie wiedział, bo pewnie nikogo kurwa nie zabił. Cały dzień byli razem. Nie opuszczali się nawet na krok, oprócz kilku minut u senatora i w klubie. Wiedziała, że był niewinny, wiec pozostawała już tylko kwestia, jak mogli to udowodnić. Nie spodziewała się jednak, że do tej historii mogło być o wiele więcej wątków. Dlatego gdy tylko jej mąż wspomniał o Lunie, Rodrigo i tym, co powiedziała mu Aurelia w klubie… Pani Noriega otworzyła szeroko oczy, patrząc na niego z niedowierzaniem.
— Co kurwa? — przez moment myślała, że się przesłyszała. Że cała ta historia o tym, jak to prawa ręką Luny chciała się od niego odwrócić, a Benito chciał go za to wrobić, była po prostu wymyślona, bo kurwa… — I powiedziała ci to ta gówniara? — pokręciła głową, patrząc na niego z niedowierzaniem. — Żartujesz sobie ze mnie? — poderwała się z ziemi, podchodząc do Noriegi, prawie wypierdalając przy okazji skrzynkę z bananami. Strasznie mało miejsca było w tym sklepie od strony kasjera. — Tak po prostu ci to powiedziała? I ty kurwa nie widzisz w tym nic dziwnego? — nie mogła w to uwierzyć. W to, że Noriega stał sobie przed nią jak gdyby nigdy nic, zajadał pieprzone mango i mówił o tym wszystkim, jakby to było normalne, że córka gangusa i najniebezpieczniejszego faceta w Toronto tak po prostu wygadała gościowi, z którym jej stary miał robić interesy, że ten chce zdradzić swoją prąwą rękę. No przecież to było n i e d o r z e c z n e.
— Nie powinniśmy ufać ani jednej rzeczy, którą powiedziała. Luna na pewno tak po prostu nie powiedziałby swojemu dziecku, jakie ma plany, że chce wrobić Rodrigo, no kurwa Madox, pomyśl trochę. Gdzie w tym logika? Jeszcze takiej kurwa gówniarze? — gadała jak najęta, tym razem to ona rozpoczynając rundkę dookoła sklepu, gdzie pomiędzy skrzynkami z warzywami. Zatrzymałą się dopiero, gdy jej mąż wyciągnął telefon, a tam… — Dałeś jej swój prywatny numer? — i znowu patrzyła na niego oceniająco. No ale kurwa jak miała inaczej, kiedy robił tak idiotyczne rzeczy. — Jeszcze jej trzeba było adres podać, pesel i kurwa hasło do konta w banku — warknęła pretensjonalnie, po czym siegnęła po telefon do jego dłoni. Wyszarpała go jednym ruchem i osobiście przejrzała smsy, w których… nie było kurwa nic oprócz zaczepek, tego jak dobrze tańczył, że nie ma prądu, a potem nawet przyszły jakieś zdjęcia w podwiniętej sukience. — No to faktycznie się czegoś kurwa dowiedziała — fuknęła wkurwiona i oddała mu komórkę z powiększonym zdjęciem nagich ud Aurelii, a sama odeszła kawałek dalej. Bezsilność w sytuacji doprowadzała ją do szału. Jakby kurwa mało mieli problemów, ciągle los dopierdalał im ich coraz więcej. A tego wieczoru to już zadziała się jakaś chora kumulacja. Luna, Kane, Aurelia, Luciano… i teraz morderstwo? Przecież to nie było normalne.
— Nie wiem, co wiedział Luna, Madox — odwróciła się z impetem, słysząc jego kolejne pytania. — Dużo mógł kurwa wiedzieć, skoro wszystkim wszystko rozgadujesz dookoła — może to nie był odpowiedni moment na takie rozmowy, ale z drugiej strony… taka była prawda. Dalej nie przegadali nawet tego, co pierdolona Pati robiła u senatora i fakt, że Noriega ją we wszystko wtajemniczył. Wygadywał się na lewo i prawo, a potem mogli się tylko dziwić, że coś nie idzie po ich myśli. Serce łomotało jej mocno w piersi, aż potarła sobie ręką pierś. Niby juz minęło trochę czasu odkąd wzięła narkotyki Jake’a, ale wciąż zmagała się z dziwną arytmią, pewnie jeszcze bardziej podbitą przez wysoki stres.
— Rób co chcesz — mruknęła, gdy powiedział o dzwonieniu do Luny. Uważała, że to pojebany pomysł, ale co ona mogła, jak on i tak zrobi sobie, co chciał? Przeszła za kasę, przy okazji kopiąc jakąś półkę z ogórkami i usiadła sobie pod ściana, waląc głową dawno. — Chociaż jak dla mnie pierwsze to trzeba się dowiedzieć, o jakie morderstwo chodzi — sięgnęła po swój telefon do kieszeni i od razu weszła na cbc Toronto. — Może coś jest w… o ja pierdole — wcisnęła rękę między włosy i otworzyła szerzej oczy, jeszcze zanim Madox zdążył wykręcić numer Luny. Odwróciła telefon w jego kierunku, a kiedy poszedł bliżej i spojrzał na wyświetlacz, mógł zobaczyć informacje o tym, że znaleziono ciało zastępcy komendanta. Policja jest przekonana o morderstwie, a nieoficjalne źródła donoszą, że został postrzelony z bliskiej odległości. Gdzieś na dole było jeszcze wspomniane o jakimś podejrzanym nagraniu, które trafiło w ręce służb.

;0

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox już nawijał Pilar wszystko, czego dowiedział się od Aurelii, co prawda wtedy mu się to jakoś nie sklejało, ale teraz zaczęło. A może Rodrigo też był w to zamieszany, może za nim też puścili psy? Tylko jak to sprawdzić?
Madox przeszedł się po warzywniaku, ale kiedy jego żona zaczęła tą serię pytań, kiedy poderwała się z ziemi i wystartowała do niego, to wbił w nią to ciemne spojrzenie.
- Tak mi powiedziała Aurelia - powtórzył, ale przecież widział, że Pilar jakoś wcale w to nie wierzyła, wręcz przeciwnie, miała masę wątpliwości. Madox ich nie miał, on wychodził z założenia, że Aurelia mogła mu to powiedzieć, bo chciała zaszkodzić ojcu, bo była na niego zła. Takie gówniary miały przecież swoje myślenie. Buntowały się, pokazywały na co je stać...
Ale może rzeczywiście Noriega nie powinien tak ślepo w to wierzyć?
- No przecież czasem ludzie się sypią, a ja umiem bywać przekonujący - niby tak... Madox ostatnimi czasy wysypywał się dość często i to jak się okazało przed nieodpowiednimi osobami, jak Maddie na przykład. Ale o akcji z senatorem wspominał tylko Williamowi i Pati, a im ufał. Przecież oni by go nie zdradzili. Za to sądził, że Aurelia może nawet nieumyślnie mogła sprzedać swojego ojca. A może właśnie dlatego, żeby specjalnie mu zaszkodzić?
- A może jej nie powiedział, tylko coś podsłuchała? Skoro ona umie tak rzucać nożami, uciekła z domu pod nosem ojca, to może nie jest taka głupia, jak nam się wydaje - no bo przecież nie każda małolata potrafiła takie rzeczy. Zresztą to była córka Luny, jeśli cokolwiek miała po ojcu, to powinni na nią też uważać. Pilar miała też rację. Madox powiódł za nią spojrzeniem, kiedy przechadzała się między skrzynkami, a zaraz pokazywał jej swój telefon, tak, ten prywatny.
- No a co miałem jej dać? Do klubu? Ten klubowy nie jest sprawdzony, nie noszę go ostatnio... - może jeszcze coś by powiedział, ale Pilar już robiła mu wyrzuty, że mógł dać gówniarze swoje hasło do konta w banku - akurat pin do karty mam trudny, szesnaście jedenaście - to była jej data urodzin, żeby nie zapomniał, inna sprawa, że Madox najczęściej płacił gotówką. Nie ruszył się z miejsca, kiedy Pilar wyrwała mu telefon, popatrzył na nią z boku, jak przeglądała te wiadomości. W jej coraz bardziej ogniste oczy. Wiadomo, że taka małolata jak Aura w ogóle nie była dla niej jakimkolwiek zagrożeniem, żadna kobieta nie była, bo jednak Madox był zapatrzony w swoją żonę. Chociaż kiedy wcisnęła mu w ręce telefon, to zerknął na wyświetlacz, na zdjęcie, które wysłała mu Aurelia, przechylił nawet na bok głowę, ale zaraz zgasił telefon.
Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale wtedy Pilar odwróciła się do niego z kolejnymi pretensjami, a Madox też się do niej wyrwał.
- Komu rozgaduję? Tylko tobie - czyżby jej zarzucał, że to jednak ona go sprzedała? Nie. Nawet nie przeszło mu to przez myśl, ale prawda jest taka, że Noriega dużo gadał, a w nerwach to czasem pierdolił - nie gadam ci - źle, gadam - źle, weź się kurwa w końcu... - nie dokończył, bo jego spojrzenie padło na jej pierś, po której przesunęła palcami, a przecież nie chciał jej denerwować. Prowokować kolejnej kłótni i tego, żeby znowu krążąca w żyłach adrenalina i ten ich ogień rozpierdalały ich od środka. Prochy jeszcze nie do końca zeszły. Madox też to czuł.
- Rób co chcesz - mruknął powtarzając po niej i kręcąc głową. Usiadł na jakimś wysokim stołku przy ladzie i zaczął szukać w kontaktach numeru Luny. Już w niego wszedł, ale wtedy Pilar rzuciła to o ja pierdole, a Madox podniósł na nią spojrzenie. Zaraz doskoczy do niej, żeby spojrzeć z bliska w wyświetlacz jej telefonu., Oparł wytatuowane palce na jej dłoni czytając informacje, dopiero po chwili podniósł na nią coraz ciemniejsze spojrzenie.
- Zastępca komendanta? Ja pierdole... Zastrzelony... I jakie nagranie? - westchnął ciężko i odwrócił się na pięcie. Przeszedł się po warzywniaku wplatając palce w czarne kosmyki, szarpnął za nie i odchylił głowę do tyłu. Znowu usiadł na krześle, a zaraz znowu wstał, tym razem sunąc palcami po twarzy - kurwa... To chodzi o Letexiera? - zapytał głupio, ale przecież było tam podane zupełnie inne nazwisko - nie znam typa, ale brzmi poważnie - stwierdził i stanął przed swoją żoną - Pilar musisz... - nabrał w płuca więcej powietrza, a jego ciemne spojrzenie uciekło od niej - powinnaś iść do Eliota i powiedzieć, że chciałaś mnie doprowadzić, ale ci spierdoliem. Coś wymyślisz, powiesz, że to był odruch, ale stoisz po jego stronie - Madox już nawijał, a przy okazji odwrócił się od niej - skoro chcieli mnie aresztować, to na ciebie nic nie mają, a ta ucieczka, chuj, Eliot przymknie na to oko, bo będzie liczył, że wyciągnie z ciebie... - wypuścił powietrze z płuc nosem, odwracając się na moment w jej kierunku - po prostu idź do niego, on na pewno puści za mną w chuj psiarni, będziesz bezpieczna, a ja coś wymyślę - znowu wyciągnął telefon, marne siedem procent baterii, ale chuj. Jakoś to będzie.
Madox znowu przeszedł się po warzywniaku, i wlazł w jakąś skrzynkę, z której wysypały się rzeczy Pani Brocolli, zaczął je zbierać, zaciskając palce na maszynce do strzyżenia.
- Zobacz, opierdolę się na łyso, żeby nie rzucać się w oczy i gdzieś się zaszyje... - stwierdził i nawet sprawdził, czy maszynka działała, ale tak - a potem spróbuję się czegoś dowiedzieć, ustawić z Luną, albo Rodrim, może Diego... - jeszcze raz odgarnął do tyłu swoje dłuższe, ciemne kosmyki - a ty i tak miałaś się jutro zaszyć, kiedy będę miał spotkanie z Luną - stwierdził podnosząc na nią spojrzenie - a tak, nawet nie musisz wyjeżdżać, tylko będziesz pod opieką Eliota, na pewno ci kogoś przydzieli, w razie gdybyśmy się kontaktowali... Ale nie będziemy i... - Madoxowi gęba się nie zamykała, bo sprawa była naprawdę poważna. Psiarskie chcieli go zajebać, kiedy podejrzewali, że skrzywdził Pilar, więc za zastępcę komendanta, zastrzelonego z bliska... nie będą się patyczkować, tylko od razu wpakują mu kulkę. I tak mieli farta, że trafili wtedy na Eliota, a nie kogoś innego - jakoś to rozwiążę Pilar - no tak, przecież, Madox zawsze, za każdym pierdolonym razem wierzył w to, że jakoś to będzie, i teraz też. Mimo, że było naprawdę chujowo. Bo teraz nie tylko musiał pozbyć się Luny, to jeszcze... oczyścić swoje nazwisko.
A w najgorszym wypadku co? Wdrożyć protokół awaryjny i spierdalać na Burkina Faso? Bo przecież nie pójdzie siedzieć...
Jeszcze raz obejrzał się na Pilar, a potem kopnął skrzynkę z ziemniakami.
- Kurwa... - mieli się nie rozdzielać, na początku przecież tak dobrze im szło, a teraz... znowu wszystko się wypierdoliło.

de alguna manera será ⋆。˚ ☁︎ ˚。⋆。˚☽˚。⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie chciała się z nim kłócić.
Ostatnie czego teraz potrzebowali, to zacząć się docierać i przekomarzać, kto miał rację, kto odpierdalał i kto w tym wszystkim bardziej zawinił. Dlatego nie odezwała się, kiedy zaczął na nią warczeć. Kiedy pierdolił to swoje wszystko dla ciebie jest źle. Nie miał racji. Za każdym, pieprzonym razem nie miał racji. Pilar nie miała do niego pretensji o wszystko i dobrze wiedział, co miała na myśli, wypominając mu, że opowiada ludziom o ich planach na lewo i prawo. Bo przecież to robił. Doskonałym przykładem tego była Pati, która znalazła się u Senatora na bankiecie. Mieli nie mówić n i k o m u o tym planie. Nikomu. A on powiedział swojej managerce, która dziwnym trafem ostatnia była wszędzie tam, gdzie kłopoty.
Skąd miał pewność, że mógł jej ufać?
Nie miał. Nie mógł mieć. I to właśnie nadmierne zawierzanie sekretów ludziom, którzy nie potrafili ich dotrzymać, kiedyś doprowadzi ich kurwa pod piach. Szkoda tylko, że Madox nie potrafił na to spojrzeć oczami Pilar. Gadał jak nakręcony tylko o tym, jak to ona wiecznie ma do niego pretensje, jaki to kurwa nie był biedny, a jej naprawdę nie chciało się z nim teraz kłócić. Szczególnie, że po chwili dokopała się do wiadomości o postrzeleniu zastępcy komendanta.
— Nie. Letexier jest tylko zastępcą zastępcy i to jeszcze kurwa na jakimś okresie próbnym. Tu chodzi o Jonesa — wyjaśniła szybko, nawet na niego nie patrząc, bo jej oczy już skanowały cały tekst o tym, jak to nagle zgasło światło, kamery się wyłączyły, zapanowała ciemność na całej komendzie, a wtedy mężczyzna, który był w środku z vice komendantem dokonał strzału i uciekł. — Nie wiem jakie nagranie… ale zaraz zadzwonię do Heleny. Może się czegoś dowiem — wtrąciła, kończąc czytać. Chciała jeszcze przeklikać kilka innych artykułów, dowiedzieć się, czemu do chuja Eliot myślał, że to był Madox, ale nie było jej dane, bo wtedy jej mąż zaczął wyrzucać z siebie tak a b s u r d a l n e słowa i plany, że aż poderwała na niego głowę.
— Co kurwa? — warknęła, nie gryząc się w język. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. Czy on naprawdę uważał, że jej pójście teraz na komendę to był dobry pomysł? Że miała tak po prostu oddać się w łapsa Eliota i udawać, że sama nie zaciągnęła swojego męża do ucieczki? — Chyba cię popierdoliło, Madox — jej głos był stanowczy i ostry. Momentalnie zgromiła go wzrokiem, chociaż przy ciemności, jaka panowała dookoła i jedynie światła z wyświetlacza mógł tego nie widzieć aż tak dobrze. Poderwała się w górę i w zaledwie kilka sekund znalazła się przy nim, zacisnęła palce na materiale białej koszulki i mocno szarpnęła, jakby chciała nim wstrząsnąć. — Nie ma nawet takiej opcji. Rozumiesz? Nie i kurwa koniec. Ostatnie miejsce, do jego którekolwiek z nas się uda to jest komisariat, a już na pewno nie będę przykładać reki do tego, żeby cię zgarnęli — i nie było takiej mocy, która sprawiłaby, że Pilar zmieniłaby zdanie. Madox był dla niej najważniejszy. Ważniejszy niż wymiar sprawiedliwości, ważniejszy niż atak na zastępcy komendanta i już na pewno ważniejszy niż praca. Nie było nawet opcji, że go zostawi. Szczególnie teraz. — Atak miał miejsce jakaś godzinę, półtorej temu, kiedy zgasły światłą. Przecież to nie mogłeś być ty. Na pewno da się to jakoś wyjaśnić, nie mogą mieć na ciebie nic aż tak obciążającego, bo masz przecież alibi. Trzeba się po prostu pierwsze dowiedzieć co na ciebie mają, a potem adekwatnie działać. A nie kurwa się rozdzielać — ostatnie zdanie wypowiedziała z dość dużą pretensją w głosie. Miała do niego żal, nawet nie mały, że tak łatwo się na niej poddawał. Że przy każdej możliwej okazji chciał się z nią rozdzielać, odsyłać ją gdzieś. Że chciał się jej kurwa pozbyć i działać na własną rękę. I naprawdę ciężko jej było przejść obok tego obojętnie, nie czuć guli w gardle ani ścisku w żołądku, gdy o tym myślała. — Jak chcesz się mnie pozbyć, to będziesz to musiał zrobić siłą — warknęła, patrząc mu głęboko w oczy, po czym w końcu odepchnęła go od siebie. Serce biło jej mocno, brzuch bolał od natłoku nerwów, a ona aż musiała się przejść po niewielkim sklepie. Przeszedł się też Madox, który wypierdolił skrzynkę z jakimiś prywatnymi rzeczami pani Brocooli. Albo chuj wie czyimi na dobrą sprawę, bo kiedy Noriega błysnął maszynką w dłoni, Pilar przez moment zastanowiła się, do kogo właściwie mogła należeć. Pani Broccoli miała całkiem długie włosy, ale kto wie, może oprócz sprzedawania mango, waliła na zapleczu jeszcze szybkie strzyżono.
Uniosła brew, słysząc jego słowa o tym, że opierdoli si na łysko, żeby nie rzucać się w oczy, a zaraz westchnęła głośno.
— No tak, bo przecież twoim najbardziej charakterystycznym elementem na ciele są kurwa włosy — prychnęła bezczelnie, bo co to w ogóle za argument? Chuj, ze jej facet był chodzącym tatuażem. Miał je wszędzie, zdobiły nawet jego dłonie i szyję, nie dało się ich tak łatwo zasłonić, ale on wolał skupić się na opierdoleniu się na łyso. Wbiła spojrzenie w maszynkę w jego dłoni, a raz potem to jak wkurwiał się na cała sytuację i kopał niczemu niewinną skrzynkę z ziemniakami. Ją też to wszystko przerastało. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, ani za co powinni wziąć się w pierwszej kolejności. Nie mieli za dużo opcji, biorąc pod wagę, że w całym miejsce nie było prądu i wszystko nagle się zatrzymało.
Była na niego zła.
Wkurwiona wręcz.
Ale widząc, że on też ciężko to wszystko znosił, złapała kilka głębszych oddechów i…
— Dobra, chodź tu — rzuciła w końcu, podchodząc za ladę i łapiąc jedno z krzeseł. Ustawiła je obok, przy okazji włączając latarkę w telefonie i kładąc ją na ladzie, podpierając na kasie fiskalnej, żeby cokolwiek widzieć. Czy ona naprawdę miała zamiar upierdolić mu te włosy pośrodku warzywniaka? Sama w to nie wierzyła. Zrobiła krok w tył, rozkładając ręce na bok, żeby sprawdzić, czy telefon będzie sam stał, ale ile wymierzyła i wpadła prosto na Noriegę. Odwróciła się, łapiąc ratunkowo jego ramion, żeby przypadkiem się nie wywalić. Jego charakterystyczny zapach od razu wdarł się do nosa i podrażnił zmysły, a jego bliskość… sprawiła, że Pilar wcale się nie odsunęła. W jednej sekundzie chciała go zapierdolić, a w drugiej… sunęła dłońmi po jego ramionach, przez kark i szyję aż do włosów, w które wplotła palce.
— Za co teraz będę szarpać? — spytała szeptem, chociaż całkiem poważnie, łapiąc jego ciemne spojrzenie. — Dobrze wiesz, jak je lubię — serio nie chciała, żeby się ich pozbywał? Czy może jednak chciała jeszcze te kilka dodatkowych sekund spędzić w jego objęciach? Poczuć go na sobie. Cały wieczór byli oddzielnie. Niby razem ale ciągle osobno. Oddalali się od siebie, a to godziło ją gdzieś w serce. Do tego to wszystko co się działo… kurwa. I właśnie w tym przypływie zmartwienia i tęsknoty, szarpnęła go mocno za włosy, tyko tym razem w swoją stronę, sama w tym czasie wspinając się na palce, by przelotnie wpić się w jego usta. Krótko lecz intensywnie. Walcząc z szarpiącym się w piersi sercem i emocjami, które rozpierdalały od środka.
— Siadaj — poprosiła po chwili, popychając go na krzesło. Chciał, żeby ogoliła go na łyso? No to teraz była na to jedyna okazja.

:panik:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Oni nie potrafili się pokłócić trochę, wymienić swoje poglądy, czy przyznać rację i skończyć. A przynajmniej Madox nie umiał, nie dzisiaj... kiedy już tego wszystkiego nazbierało się tyle, że pewnie niejeden mieszkaniec Toronto nie przeżył tego wszystkiego przez całe swoje życie, a im co?
Im wystarczyły dwadzieścia cztery godziny, żeby iść na ekskluzywne zakupy, na bal do senatora, gdzie prawie go odjebali, spotkać tam swojego wroga i jego córkę. Pójść za nim do jego tajnego domu, a potem na imprezę z jego latoroślą, której do tego uratowało się życie. Dwa życia Aurelii i Kane'a. A na koniec jeszcze dowiedzieli się, że Madox jest oskarżony o morderstwo, a to wszystko w akompaniamencie wszechogarniającego chaosu, bo miasto nagle zgasło.
Zaraz okazało się też, że to nie byle jakie morderstwo, tylko zastępcy komendanta. Kurwa. Sprawa od razu robiła się poważna. Cała policja stanie na nogi, żeby go złapać. Madox aż obejrzał się na drzwi... Bo może przyjdą po niego też tu?
- Jones to ten łysy? - niby Madox go kojarzył, ale i tak w potrzebie szedł do Eliota, a jak się chciał pokłócić to do Letexiera. A Jones nawet mało robił w terenie, Noriega chyba nie widział go nigdy w klubie... Ale, to chyba na jego biurku prawie się wtedy posuwali z Pilar - myślisz, że ona coś wie? Że ci powie? Żonie mordercy? - pokręcił głową, niby oboje wiedzieli, że to nie Madox, ale przecież cały posterunek myślał inaczej, jest też możliwość, że już roznosiło się to w półświatku, tylko teraz na jakiej pozycji go stawiało?
Zaraz Madox zaczął nawijać, dzielić się z Pilar swoim genialnym planem, jak to miała iść do Eliota. Spodziewał się tego, że jej się nie spodoba, aż przewrócił oczami na to jej chyba cię popierdoliło.
- A co zrobimy? Wyjedziesz z miasta tak, jak obiecywałaś? - spojrzał na nią z góry, kiedy zaciskała palce na jego koszulce, tylko czy w ogóle taka opcja jeszcze leżała na stole? Czy teraz kiedy tyle się wypierdoliło po drodze, ta ich rozmowa była jeszcze aktualna? - Nie zgarną mnie - powiedział niby spokojnie, ale... kiedy cała psiarnia go ścigała, to na pewno nie będzie takie proste, klub jest już spalony, ich mieszkanie też. Musieli znaleźć jakieś inne miejsce, żeby się ukryć i pomyśleć co dalej, ustawić spotkanie z Luną, może z Rodrim? - wyszliśmy już z klubu, kiedy zgasły, ale pewnie to mają na kamerach, jak wychodzimy... Ale z drugiej strony Pilar, skoro wysłali za mną Eliota, ile było radiowozów? Cztery? Myślę, że mają coś mocnego, zawsze wysyłają dwóch, bo już mnie kilka razy zgarnęli - wzruszył ramionami, tak było, już nie raz zakuwali go w kajdanki i ściągali na komisariat na wyjaśnienia, a dzisiaj... Chcieli go złapać, zakuć... skopać?
Spojrzał w te ciemne, ogniste oczy Pilar, a nawet już otworzył usta, żeby jej powiedzieć, że powinni się rozdzielić, bo z nim ona na pewno nie będzie bezpieczna, nie dość, że chciał go odjebać Luna, to teraz jeszcze psy, ale na to jej kolejne zdanie się zamknął, ugryzł w język.
- Pilar... - on też na nią warknął, klatka piersiowa uniosła mu się w gwałtownym oddechu, gdy go od siebie odepchnęła - kiedyś... kurwa... przykuję cię do kaloryfera - rzucił oglądając się za nią, kiedy przeszła się po warzywniaku. Noriega też to zrobił, przy okazji zbierając z podłogi, maszynkę Pani Brocolli, którą sam wyjebał. W zasadzie raz go też strzygła, więc może rzeczywiście między mango i bananami robiła też za fryzjerkę?
Zaraz Madox mówił o tym, że się ogoli, żeby nie rzucać się w oczy, na słowa swojej żony obejrzał się na nią przez ramię - no przecież ich nie zmażę, zasłonię je jakoś - nawet obciągnął koszulkę na kark, ale ewidentnie musiałby zainwestować w rękawiczki i bluzę z kapturem, ale ostatnio wszyscy go widzieli w tych bujnych lokach, więc goleniem na łyso też mógł kogoś zmylić. Włączył nawet maszynkę i już chciał ją podnieść do włosów. Zrobić to, a potem zastanawiać się co dalej, zacząć od czegokolwiek. Bo w tej chwili tego wszystkiego nawarstwiło się tyle, że Madox nie wiedział gdzie się zaczepić. Telefon mu padał, zaraz nie będzie mógł się nawet z nikim skontaktować. Klub odpadał, ich mieszkanie odpadało. Co im zostawało?
A może jemu, bo jednak Noriedze wciąż po głowie chodziło to, że jednak powinni się rozdzielić. Dopiero, kiedy Pilar się odezwała, to obejrzał się na nią, chociaż jeszcze przez chwilę stał w miejscu.
- Nie musisz... - zaczął, ale przecież już przy niej stał, tuż obok, kiedy układała na ladzie telefon, a kiedy się cofnęła i na niego wpadła, to on też do niej sięgnął, jego dłoń wylądowała na jej talii, przytrzymał ją tylko. Ale jego czarne spojrzenie już odnalazło jej piękne, błyszczące oczy. Skóra mimowolnie zadrżała pod jej dotykiem, kiedy sunęła paznokciami przez jego tatuaże na szyi, na karku, a kiedy wplotła palce w jego włosy, to przechylił na bok głowę - odrosną - powiedział spokojnie łasząc się jeszcze do niej - a później będziesz je szarpać ile będziesz chciała, kiedy będę przed tobą klęczał i... - i nie dokończył co, bo Pilar już szarpnęła go do siebie, a jemu to przecież więcej nie było potrzeba, żeby sam też się do niej wyrwał, żeby zamknąć jej usta w pocałunku, słodko-gorzkim, agresywnym i wytęsknionym, już sięgnął wytatuowanymi palcami do jej policzka, przesunął je na jej karku, wplótł w ciemne kosmyki. Nad nimi dzisiaj rzeczywiście krążyło jakieś pojebane fatum, które chciało ich rozdzielić, ciągle rzucało im kłody pod nogi. A przecież jedno za drugie oddałoby wszystko, życie. Przecież byli pierdolonym połączeniem dusz.
- Nie... - jęknął, kiedy się od niego odsunęła i chciał ją znowu do siebie szarpnąć, ale Pilar już popchnęła go na krzesło. Klapnął na nie tyłkiem, chociaż jego dłoń jeszcze sunęła po jej biodrze - jak łysy przestanę ci się podobać, to jednak nie gól - zaczepił ją jeszcze zadzierając do góry głowę. Zaczepił ją też stopą, przyciągając do siebie, tak, że wylądowała między jego nogami, a on oplótł ją rękami. Nie za wygodna pozycja może, żeby go golić, ale chuj z tym. Wierzył, że Pilar sobie poradzi - wiesz, że... - zaczął i tym razem już sięgnął po jej rękę, żeby naprowadzić ją sobie na czaszkę, spuścił głowę i spojrzenie wbił w jej nagi brzuch - mi na tobie zależy i czasem cię od siebie odpycham, ale to dlatego, że cię kocham i nie chciałbym, żebyś się przeze mnie narażała, a nie dlatego, że uważam, że dam sobie lepiej radę sam - no tak. Madox i ważne rozmowy, jak nie podłoga w kiblu, czy klubie, to warzywniak Pani Brocolli, a jego wargi automatycznie układały się w kolejne wyznania. Znowu podniósł spojrzenie na zjawiskowe oczy swojej żony, a jej dłonią z golarką przesunął po swojej głowie, pierwsze kosmyki posypały mu się po koszulce na podłogę - chujowo sobie radzę sam, ale zawsze to wyglądało tak, że sam za siebie odpowiadałem i to co zjebałem szło na moje konto - bo nawet jak był dzieciakiem, to przecież musiał sobie radzić sam, rodzice mieli go gdzieś, tylko ciotki czasem świeciły za niego oczami, a teraz... - ale teraz dotyka to też ciebie - a Madox jeszcze do tego nie przywykł, że teraz jako małżeństwo dzielili się też problemami. Automatycznie to już nie była tylko jego sprawa, czy jej, tylko ich. A zwłaszcza to wszystko, co działo się dookoła tej sprawy z Luną.

Sabes que me importas ⋆°.☾⋆.ೃ࿔*:⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Kiedyś kurwa przykuję cię do kaloryfera.
Groził czy obiecywał?
Cóż, biorąc pod uwagę skale ich przekraczania ganic i chęci próbowania nowych rzeczy, chyba nawet nie brzmiało to najgorzej. Ba, w innych okolicznościach może nawet nakręciłby ją tymi słowam i tym sposobem rozpoczęliby słowną wymianę, zaczepiając się na każdym możliwym kroku.
Problem w tym, że humory mieli średnie.
Ale co się im dziwić, biorąc pod uwagę wszystko, co miało miejsce tego wieczoru. To jak bardzo musieli ryzykować, jak dużo decyzji podjąć pod wpływem chwili, jak wiele żyć uratować, bo przecież pierwsze Senator, potem Aurelia, a na końcu jeszcze facet w pickupie, który w nich wjechał i który wykrwawiłby się z chwilą, w której chcieli mu wyjąć szkło z ran przed dodzwonieniem się na pogotowie.
Dużo tego było.
Ciągle pomagali innym.
A jednak doszli do momentu, kiedy to im potrzebna była pomoc. Kiedy doszli do martwego punku zwanego niewiedzą, który ograniczał im kompletnie pole do działania. W końcu jak mieli się odnieść do zarzutów o morderstwo zastępcy komendanta, jeśli nawet nie wiedzieli, co policja miała na Madoxa? A coś musiała mieć z pewnością, biorąc pod uwagę, jaką obstawą przyjechali pod ich dom. A w tym wszystkim jeszcze Luciano…
Gdzie był? Czy uciekł? Schował się? Pytania tylko mnożyły się w głowie bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Czaszka jej już parowała od tego wszystkiego, a to przecież nie był jeszcze koniec. Jedyną odskocznie znalazła na moment w ustach ukochanego. Kiedy tylko zamknął razem ich wargi, kiedy szarpnął ją do siebie bliżej i otulił szczelnie ramieniem. Dopiero wtedy miała wrażenie, że chociaż zabierał jej oddech, w tym samym czasie w końcu mogła trochę odetchnąć. Zapomnieć o tym całym gównie dookoła, bo przez te kilka sekund liczył się tylko on.
A dopiero potem zaczęła się liczyć również maszynka w jej dłoni.
Westchnęła ciężko na jego nie, gdy tylko go od siebie odepchnęła i posadziła na krześle. Sama nie chciała przestawać, ale przecież skoro miała go ogolić, to nie mogła w tym samym czasie się na niego nakręcać. To tak nie działało i któreś z nich musiało w końcu przejąć inicjatywę. Padło na Pilar. Zacisnęła mocniej palce na uchwycie, dając mu się przyciągnąć bliżej, znajdując miejsce między jego nogami. Nie była to najbardziej komfortowa pozycja, ale też nienajgorsza. Szczególnie, że miło było czuć na sobie jego dotyk. Bliskość, której tak kurewsko jej ostatnio brakowało. I śmiechu, który przelotnie wypełnił warzywniak, gdy Pani Noriega prychnęła głośno na jego kolejne słowa.
— Żeby tylko wystarczyło, żebyś opierdolił się na łyso i przestał mi się podobać… — rzuciła rozbawiona, bo co to była za teoria? Jakby to było takie proste, to odcięcie się od niego po Medellin byłoby bułką z masłem. Nie byliby tu gdzie teraz. Problem w tym, że ona kochałaby go w każdym wydaniu i w każdym, pierdolonym życiu. Znaleźliby się w nawet najbardziej odklejonej rzeczywistości. — Poza tym… — zaczęła, przesuwając maszynką za jego ręką i odcinając pierwsze piękne, kręcone włosy. — Jak się poznaliśmy to nie miałeś włosów — przypomniała mu, biorąc się za drugie pasmo. — A już wtedy mi się spodobałeś — mówiła mu to wcześniej? Na pewno nie. W końcu ich dwójka przez dług czas udawała, że nic między nimi nie było. Rzucali sobie jedynie przedłużone spojrzenia, dwuznaczne teksty i budowali napięcie, by po chwili kompletnie wywalić je przez okno. Tygodniami, miesiącami… i co? I w końcu się złamali tego jednego wieczoru, gdy Pilar przyszła po kolejne informacje, tym razem na temat Artura.
A teraz on ponownie łamał się przed nią, kiedy błądził dłońmi po jej ciele, otwierając się na kolejny temat. Łasząc na odrobine szczerości. Tym razem bez pretensji i bez zbędnych kłótni, po prostu dzielił się tym, co siedziało mu na sercu, kiedy ona sukcesywnie pozbywała się włosów z jego głowy.
— To nie odpychaj — wtrąciła się, nie potrafiąc poczekać aż skończy. — Bo ja i tak ci na to nie pozwolę. A jak będę próbowała to robić na siłę, to będzie jeszcze gorzej — o tym też już się przecież nie raz przekonali, że zachowywali się wtedy wyjątkowo idiotycznie, kiedy próbowali coś działać na własną rękę jak on w lesie z psem a ona z Daltonem. Złapała w palce odcinek, którego jeszcze nie pzystrzygła i szarpnęła do tyłu, by na nią spojrzał. Kurwa, będzie za tym tęskniła. — Kurwa, Madox, jesteśmy małżeństwem. Wszystko teraz dzielimy na pół. Nie ma półśrodków, a już na pewno nie będziesz ty sobie decydował o tym, kiedy chcesz mnie u swojego boku, a kiedy nie. Bo nie po to kurwa obiecywaliśmy, że się nie opuścimy aż do usranej śmierci, żebyś teraz odsyłał mnie do ludzi, którzy chcą cię upierdolić — nachyliła się bliżej jego twarzy, na moment odsuwając maszynkę od jego głowy, zaglądając w te piękne, ciemne oczy, za które dałaby się pokroić. Teraz był moment na to, żeby działać jak drużyna. Jak jeden organizm, pozostając w tym wszystkim razem. Na krótką chwilę przystawiła dłoń do jego polika, sunąć bo kłującym zaroście. — Zawsze wybiorę ciebie — wyszeptała, muskając delikatnie jego wargi. Zaczepnie. — I żaden kurwa kaloryfer mnie nie powstrzyma — to już dopowiedziała o wiele głośniej i kiedy on chciał sięgnąć do jej twarzy po więcej, znowu go szarpnęła za włosy i się wyprostowała. W końcu trzeba było dokończyć robotę, tak? Jedna rzecz po drugiej, po kolei, a nie wszytko na raz, bo nawarstwiło się tego tak dużo, że autentycznie by się w tym wszystkim zakopali. Przystawiła ponownie maszynkę do jego głowy i zaczęła przemieszczać się w okolicach jego ucha.
— Wiesz, że nie możemy wrócić do mieszkania — wtrąciła po chwili, oddychając ciężko. — Pomyślałam, że możemy… przenieść się na Parkdale. Mam przy sobie nawet klucze — zaproponowała. W jej starym mieszkaniu może i nie było dużo, bo głównie puste meble i kanapa, ale przecież tyle na razie im w zupełności wystarczyło. A już na pewno do jutra nim będzie można się dowiedzieć czegoś więcej i jakoś odnieść do sprawy. Do klubu nie mogli iść, to było zbyt oczywiste, to siebie tym bardziej, szczególnie, że policja pewnie koczowała gdzieś pod blokiem. No chyba, że wciąż chcieli spróbować Luciano i ośrodek?
— Dobra, już — rzuciła, gdy po raz ostatni przesunęła maszynką, gładząc jeszcze drobniutkie włosy na głowie swojego męża. — Pokaż mi się — w pierwszej chwili chciała go szarpnąć w górę, ale że nie miała już za to, to finalnie sama usiadła sobie okrakiem na jego kolanach. Strzepała nadmiar włosów z koszuli i ramion, po czym sięgnęła po telefon i bardziej go sobie oświetliła. — Wciąż kurewsko caliente.

Sigue estando jodidamente caliente 🔥
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Patrząc na nich, to to przykuwanie do kaloryfera mogło być nawet obietnicą, w końcu kajdanki i mundurki, to był temat, który Noriega wielokrotnie poruszał. Chociaż dzisiaj chyba w ten sposób chciał zasugerować swojej żonie, że dojdą do takiego momentu, w którym on będzie miał coś do powiedzenia? Ta... Na pewno.
Chociaż akurat znaleźli moment, jedną krótką chwilę, żeby wylądować w swoich ramionach, żeby zatracić się w pocałunku, w spojrzeniu i skroni opartej o skroń. Aczkolwiek Madox zaraz jęczał, kiedy się od niego odsunęła, niechciał jej puszczać. Nie teraz, kiedy nerwy przekuli w coś zupełnie innego, kiedy to co w nich siedziało podzielili na pół, po równo. W tym pocałunku. Krótkim, ale skutecznym.
Bo zaraz jego myśli zakręciły się na niej, na tym, że nie powinni się rozdzielać... bo chyba nie? I nawet może nie powinni kończyć tego pocałunku? Ale Madox już siedział na krześle, a Pilar stała nad nim z maszynką w dłoni. Przyciągnął ją do siebie, a czubki jego palców haczyły o materiał jej jeansów. Nie umiał jej kurwa nie zaczepiać. Nawet kiedy sytuacja była poważna. Kiedy powinni do tego podejść na chłodno, to on nie umiał zgasić tego ognia, który rozpalała w nim, w jednej chwili.
Zadarł do góry głowę, żeby odszukać jej piękne, czekoladowe spojrzenie, oczy jej błyszczały od latarki, która się w nich odbijała.
- A jakbym zaczął do tego chodzić w rajtuzach? - oczywiście, że musiał ją zaczepić i tak pierdolił, bo oni w jednej chwili potrafili gadać o rzeczach odklejonych, śmiać się z tego, a w drugiej patrzeć sobie w oczy z powagą. I Madox tak na nią spojrzał, poważniej, kiedy zgoliła kawałek jego czaszki i zaczęła mówić o tym, że gdy się poznali, to nie miał włosów - serio? To pewnie zdjąłem koszulkę i wtedy wpadłem ci w oko? - zaczepiał ją. Pamiętał dzień, kiedy ją poznał i jaka wtedy była bezczelna, jak zaszła mu za skórę, ale nigdy by wtedy nie pomyślał, że będzie się za nią uganiał, a teraz co? Kurwa. Wystarczyły trzy dni w Medellin, a on wbrew wszystkiemu poszedł do niej, a potem jeszcze jej się oświadczył, pojebane. A rok temu zarzekał się, że nigdy tego nie zrobi, nie powtórzy błędu, który popełnił z Rosą. Pół roku temu, kiedy lecieli do Meksyku opowiadał jej o tym, jak to się nigdy nie zaręczy ponownie, a potem to zrobił. W tym samym Meksyku. Rok temu jeszcze traktował kobiety kurewsko przedmiotowo, a teraz co?
A teraz jego usta opuszczały kolejne wyznania, a przecież Madox kiedyś taki nie był. Lubił popierdolić, ale przy wszystkich, zawsze, przywdziewał maskę twardziela. Nie bał się, nie wahał, nie robił czegoś dla dobra innych. Tylko dla swojego, zawsze. Zawsze stawiał swoją własną skórę ponad innymi. Nawet w Medellin jeszcze gotowy był przyglądać się jak jego wuj okładał tacą kelnerkę, a potem co?
Potem pojawiła się Pilar, która chciała ratować wszystko i wszystkich i coś się w Madoxie odblokowało. Skleiła mu się chyba jakaś szara komórka.
Jakby kurwa Pilar Stewart, która wtedy stanęła na jego drodze, przez Buckleya, któremu chyba powinni za to podziękować, była... no najlepszym co go w życiu spotkało. Chociaż też z tym ich uczuciem przecież zawsze wiązało się wiele trudności. Nigdy nie było łatwo, ani spokojnie.
- To nie odpychaj - przedrzeźnił ją od razu i dziabnął w rękę, którą sięgała do jego włosów, odgarniała mu je z czoła - to ze mną rozmawiaj i mów, co siedzi ci w głowie, a nie rób po swojemu, łatwo się kurwa mówi - coś w tym było, że oni wiecznie chowali się za tym, żeby się bronić, stawiać na pierwszym miejscu, a potem wymyślali różne akcje za plecami tego drugiego i wychodzili na tym tak, że Madox stracił psa, a Pilar... miała kolejne nieprzyjemne spotkanie z Daltonem. Kiedy Noriega o tym pomyślał, to przytulił się do niej obejmując ją w pasie - staram się, ale... ty wiesz jak to jest całe życie liczyć tylko na siebie - oboje to kurwa wiedzieli. Madox otaczał się ludźmi, wszędzie miał przyjaciół, układy, swoich, ale prawa jest taka, że w ogólnym rozrachunku mógł polegać tylko na sobie. I ona też. Zadarł do góry głowę, gdy go szarpnęła za włosy - pobijesz mnie? - zaczepiał ją pokazując jej czubek języka, a ciemne oczy odszukały jej piękne, ogniste spojrzenie. Wywrócił ślepiami, a po tym błąkającym się na jego ustach zaczepnym uśmiechu mogła widzieć, że zaraz coś dowali, jak to Madox - a jak jemy na pół batona z żabami, to ty zawsze dostajesz większe pół - no tak kurwa, bo sam jej takie dawał. Mogła poczuć na policzkach jego ciepły oddech, kiedy się do niego pochyliła, a on wypuścił powietrze z płuc - zawsze chcę mieć cię obok, ale... - i już pewnie by jej znowu nawijał, że przy nim nie była bezpieczna. Bo nie była. Oni razem tworzyli mieszankę wybuchową, nigdy nie było wiadomo co się wydarzy, co odpierdoli i spierdoli, ale... ile razy też wspólnie wychodzili z największego piekła? Razem, bo osobno gryźli by już ziemię. Ale kiedy Pilar oparła mu dłoń na policzku, to się w nią wtulił, przesunął szorstkim policzkiem po jej ręce, zaczepił opuszki wargami, kiedy jej słuchał, chociaż gdy wspomniała o kaloryferze to się uśmiechnął - ani kajdanki z futerkiem? - wyrwał się do niej, do jej pełnych, gorących warg, ale już szarpnęła go za włosy do tyłu - jak je zgolisz, to nie będziesz miała mnie za co odciągnąć - mruknął, ale się wyprostował. Madox to zawsze chciał wszystko na raz, i gdyby nie Pilar, to on pewnie już by dzwonił do Luny, jednocześnie do Rodrigo, Aurelii i Bóg jeden wie kogo jeszcze. Wodził spojrzeniem za jej rękami, kiedy kolejne włosy sypały mu się po klacie i ramionach. Dopiero kiedy się odezwała, to Madox utkwił wzrok w swojej żonie.
- Nie wynajęłaś go? - zapytał, bo myślał, że tak, przesunął palcami po jej biodrach - myślisz, że nie wysłali tam nikogo? Pod moim mieszkaniem są na pewno, pod klubem też, ja bym kogoś puścił też pod twoje - stwierdził, ale może psiarnia nie była aż tak domyślna? - Wkurwisz się ale... - zaczął, ale wtedy Pilar oznajmiła, że skończyła, a Madox też przesunął wytatuowanymi palcami po swojej ogolonej głowie. Zadarł ją góry, kiedy kazała mu się pokazać, a kiedy na nim usiadła, to poprawił ją sobie, na kolanach, tak, żeby poczuła na sobie... klamrę jego paska, oczywiście. Szarpnął się do niej kiedy powiedziała to wciąż kurewsko caliente, bo co, jak co, ale Madox przecież lubił się podobać, zwłaszcza swojej żonie - to dobrze, bo wciąż tak samo mam na ciebie... - nie dokończył, a Pilar mogła poczuć na sobie wibracje jego telefonu, który miał w przedniej kieszeni jeansów. Madox sięgnął po niego zaczepiając jeszcze przy okazji swoją żonę, sunąć palcem, po jej suwaku. Wyciągnął w górę smartfona, zawiesił go między nimi. A na wyświetlaczu pokazała się... Pati.
- No właśnie... tak sobie pomyślałem, że moglibyśmy ukryć się u niej - Patricia z tym swoim zamiłowaniem do luksusu miała pewnie spore mieszkanie, a przede wszystkim... miała kontakty, wszędzie, i może ich teraz Madox z Pilar też potrzebowali?
Noriega oparł głowę o pierś swojej żony, zerkając znowu na wyświetlacz. Bo jednak decyzja należała do Pilar. Mogli spróbować Parkdale. Albo nawet jakiś hotel. Mogli zatrzymać się u kogokolwiek, ale czy ktoś inny dawał im takie możliwości jak Pati?

te enojarás, pero ‧₊˚ ⏾. ⋅
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nawet jakby zaczął chodzić w rajtuzach.
Nawet wtedy by jej się podobał, chociaż z pewnością nie pozostawiłaby to bez komentarza. Całe szczęście znała swojego męża całkiem dobrze i jak jeszcze do różnych przebieranek czasami go ciągnęło, by poudawać kogoś innego, zabawić się, tak do rajstopek i sukienek raczej niekoniecznie. Jak on się karłów bał. A co dopiero facetów przebranych za kobiety. Durnie to brzmiało, ale takie były fakty.
Tak samo jak faktem było to, że spodobał się Pilar już od pierwszego spotkania. Wcale nie dlatego, że zdjął koszulę, bo tego akurat sobie nie przypominała, ale bardziej to jak dziki i narwany był. Jak nie dawał sobie wchodzić na głowę nawet groźnym mafiozom i stawiał na swoim. Może nie zaczęli swojej znajomości od razu od wielkiej sympatii, ale to może nawet i lepiej. Poznali się od razu od tej gorszej strony. On zobaczył jak stanowcza potrafiła być, jak umiała warczeć i nie lubiła się podporządkowywać, szczególnie mężczyznom i jak walczyła o innych, a ona zaś dostrzegła w nim kompletne narwaństwo, jak każdą dyskusję chciał wyjaśniać pięściami i… i to ciemne spojrzenie, które wywaliło jej wnętrzności do góry nogami. Mogli sobie skakać do gardeł, ale sposób, w jaki na siebie patrzyli nawet wtedy już jasno świadczył o napięciu, które budowało się od pierwszych chwil. Niepodważalne. Chociaż Pilar też nigdy by nie sądziła, że naprawdę skończą razem. Obstawiała, że w którymś momencie mogli się ze sobą zabawić, ale to tyle. Kurwa, przecież ona obiecała sobie, że nigdy się nie zwiąże i co? I rok później miała kurwa m ę ż a. Nawet nie chłopaka czy narzeczonego… męża!
W dodatku męża, który zawsze zaczynał z nią poważne rozmowy w najmniej odpowiednich momentach. Jak teraz, kiedy jej dłonie prawie na oślep próbowały zgolić mu głowę, a on nawijał o tym, jak się o nią martwi i że to właśnie dlatego czasami ją od siebie odpychał. I przedrzeźniał ją, kiedy prosiła go, żeby tego nie robił. Jak to się działo, że oni nie potrafili jak normani ludzie usiąść na kanapie i pogadać? Jak nie przy śmietnikach, obsranych gaciach, obskurnych łazienkach, to teraz w warzywniaku, podczas gdy ścigała ich policja.
Ale taki już chyba był ich los. Dla nich nigdy nie było właściwego, idealnego momentu. Dookoła wiecznie coś się działo, a oni po prostu musieli się na bieżąco dostosować. Wycisnąć każda sekundę na maksa i tak zresztą robili też teraz, gdy dochodzili się o to, jak to było kiedy całe życie trzeba było liczyć tylko na siebie. Widziała jak. Doskonale go rozumiała. Ona nie miała przy sobie nawet ciotki czy kuzyna. Była sama kurwa jak palec, w dodatku gnębiona, wiec wiedziała o czym mówił i tym bardziej jak cieżko było się przestawić na granie w drużynie. Pilar też nie zawsze wychodziło to idealnie, a chwilami pewnie jeszcze gorzej niż jemu. Dlatego kiedy tylko wspomniał, że powinna z nim rozmawiać i mówić, co siedzie jej w głowie, a nie robić po swojemu, złapała go za podbródek i zadarła go do góry, już siedząc na jego kolanach.
— Mam ci powiedzieć, co siedzi mi w głowie? — warknęła, odstawiając maszynkę z hukiem na ladę tuż obok. Ciemne spojrzenie skupiła na jego równie czarnych oczach. — Boje się. Boje się, że znowu coś odpierdolisz. Że znowu mnie od siebie odepchniesz, będziesz chciał działać na własną rękę, a jak cię znajdę to będzie kurwa za późno — wyrzuciła z siebie na jednym wdechu. Serce poderwało się do biegu, kompletnie nieplanowanego, a oddech momentalnie przyspieszył. Chciał prawdy, to proszę bardzo. Bała się, że jego impulsywność, gadulstwo i chęć robienia wszystkiego na własną rękę zaprowadzi go do piachu. Że faktycznie będzie musiała kupić czarną sukienkę jak mówił jej Pająk i zostać kurwa wdową. I to była tak okropna myśl, że aż cała na nim zadrżała. Wszystkie mięśnie momentalnie się spięły i nie chciały odpuścić. Wyrwała się i docisnęła czoło do jego skroni, oddychając ciężko. — A ja sobie z tym nie poradzę — wyszeptała już praktycznie ledwo słyszalnie. Było to pewnego rodzaju dramatyzowanie, ale z drugiej strony… no kurwa, półświatek chciał go odjebać, a teraz jeszcze psiarnia. Jak mogła się nie martwić? Ładował się w coraz to większe bagno, zadarł z ludźmi, z którymi nigdy nie powinien nawet wchodzić w interakcje i było… ciężko. Po prostu cieżko. A ona chociaż udawała dużą dziewczynkę, to w środku przecież panikowała. Najbardziej chyba o to, że go straci. A tego by kurwa nie przeżyła.
Wzruszyła ramionami, gdy spytał, czy nie wynajęła mieszkania. Miała to zrobić, ale jakoś nie było nawet kiedy tam do końca ogarnąć, złożyć ofertę, a potem jeszcze jeździć na oprowadzania… no kiedy? Poza tym, wychodziła z założenia, że jeszcze mogło się przydać. Nie sądziła, że to tego, do ukrywania się przed psiarnią, ale... może i nie tylko, skoro po tak długim czasie wspólnego mieszkania on o tym na distillery district wciąż mówił, że było jego. Nie ich, a jego. Niby były to zwykłe, głupie słowa, ale Pilar zawsze była dobra w wyłapywaniu takich niuansów. A jeszcze lepsza w tym, by nie pokazywać, jak bardzo ją to ruszało. W tuszowaniu emocji, chociażby komplementami jego nowej fryzury. I może nawet pogadaliby o niej nieco dłużej, gdyby… telefon w jego kieszeni nie zawibrował energicznie.
Odsunęła się lekko, dając mu przestrzeń, by wyciągnąć komórkę, a kiedy razem spojrzeli na wyświetlacz, Pilar przewróciła oczami. Tymi samymi, które po chwili podniosła zaskoczona na swojego męża, gdy wspomniał, że mogliby ukryć się u Pati.
— U Pati? Po chuj u niej? — zaskoczyła ją jego propozycja. I zdecydowanie się jej nie podobała. Kurwa, kolejna managerka, której ufał chyba za bardzo. Naprawdę niczego nie uczył się po Maddie? Już otworzyła usta, żeby powiedzieć mu, że go pojebało, chyba po raz setny tego wieczoru, ale... — Wiesz co? — poderwała się do góry, schodząc z jego kolan. — Rób jak uważasz. Twoja decyzja — rzuciła finalnie i sięgnęła po swój telefon. Nie miała zamiaru potem wysłuchiwać, jak to zawsze było tak, jak ona chciała, a on biedny nie miał nic do gadania. Wolał się zatrzymać u Pati? Proszę bardzo. Mogli nawet przespać się pomiędzy ziemniakami. Wszystko, byleby znowu nie patrzył jej wkurwiony w oczy i nie nawijał o tym, jak go sobie podporządkowała. — Ty zadecyduj, a ja idę spróbować dodzwonić się do Heleny — machnęła na niego ręką i przeniosła się do niewielkiej kanciapki na miotły. Nie było tam dużo miejsca, ale przynajmniej każde z nich mogło porozmawiać w spokoju i się czegoś dowiedzieć.
Była jakaś czwarta w nocy i szczerze mówiąc, Pilar nie sądziła, że faktycznie dodzwoni się do informatyczki o tej porze, ale z drugiej strony… zastępca komendanta nie żył, a to zaś był wystarczający powód, żeby obudzić połowę komendy i postawić na nogi. I faktycznie, Helena wiedziała już o całym incydencie i — co więcej — dysponowała na ten temat nagraniami, o których było wspomniane w artykule na Toronto Sun. Z początku wcale nie chciała ich wysyłać Pilar, obie wiedziały jak przejebane mogła mieć za to, że udostępniła to żonie głównego podejrzanego, ale… no kurwa znały się nie od dziś, ufały sobie i to finalnie zawarzyło na to, ze nim Noriega zdążyła się rozłączyć, na jej komórkę przyszła wiadomość z załącznikiem.
Jeszcze raz podziękowała koleżance i od razu szarpnęła za klamkę, wychodząc ze składzika. Nawet nie podniosła spojrzenia na Madoxa, bo już grzebała w telefonie, próbując odpalić to gówno. Internet strasznie mulił, a Helena oczywiście dodała na tym milion zabezpieczeń.
— I co? Gdzie dzisiaj śpimy? — dopytała, wpisując trzecie już hasło, żeby dostać się na chmurę. — Pati powiedziała co… o ja pierdole — przerwała w pół zdania, stając w miejscu jak wryta i skupiając się jedynie na nagraniu. Serce podeszło jej do gardła, a jedna dłoń momentalnie wplotła się we włosy. Za pierwszym razem Noriega mógł słīszeć tylko strzał i krzyki dochodzące z komórki Pilar, jednak kiedy odwróciła ekran w jego kierunku, jego oczom ukazało się bardzo słabej jakości nagranie, zrobione przez kogoś, nie żadnymi kamerami bezpieczeństwa, na którym mężczyzna postury Noriegi, w JEGO ciuchach, a dokładniej kurtce i kapturze na głowie celuje do następny komendanta. I chociaż za nic nie było widać twarzy, tak spod rękawa, na wystającej dłoni, tej która trzymała gnata były… doskonale im znajome skrzydła. Jeden do jeden tatuaż, który Madox faktycznie nosił na ciele i pewnie podstawowy dowód dla policji, by go oskarżyć.
A to zaś równało się z tym, że ktoś naprawdę chciał go wrobić.
Kurwa.

;0
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Fakty były też takie... że Pilar, wtedy jeszcze Stewart, już przy pierwszym spotkaniu sobie u niego zaplusowała. I to co niektórzy mogli by uznać za przywarę, tą jej zawziętość, to jaka była uparta, pyskata, nieugięta... Madox uznał za zaletę. Nie znał takich kobiet, a przecież to w nich lubił. Lubił silne laski, które potrafiły się bić i stawiać na swoim, i które nie łamały się nawet pod jego ciemnym spojrzeniem.
Kupiła go od razu, tym jak wyglądała w czerwonej kiecce też. Dlatego potem zasugerował jej, żeby taką zabrała do Medellin. Medellin gdzie wszystko się popierdoliło już do reszty, gdzie przekroczyli pewne granice. Dwa razy... Na tyle tylko pozwolić mu miała Stewart. Ta...
Coś im nie wyszło, z tych ich wielkich obietnic. Chociaż może właśnie wyszło?
Bo dotarli do miejsca, gdzie przecież byli razem, nie musieli już polegać tylko i wyłącznie na sobie, bo mieli też siebie nawzajem, chociaż pewnie dla ich obojga było to trudne, inne. Typowe za to było to, że oni te poważne rozmowy prowadzili w dziwnych miejscach, taki był ich urok. Po prostu siedziało w nich tak wiele różnych emocji, czasem sprzecznych, że rozpierdalały ich od środka i wychodziły z nich w tych patowych sytuacjach. Zagrożenia życia, a teraz... Kurwa. Wolności?
Bo jak go złapią, to go wsadzą. A może od razu odstrzelą? Pewnie znalazło by się kilku psiarskich, którzy by to zrobili bez problemu, bez skrupułów. A nawet z miłą chęcią. Odjebać tego wkurwiającego Noriegę.
Tego który właśnie zadzierał głowę do góry patrząc w ciemne, piękne oczy swojej żony, który zaraz nawijał jej o tym, że powinna mu mówić, co siedzi jej w głowie. Skinął tą swoją na jej pytanie, już nawet otworzył usta, żeby jej nawijać, że zawsze powinna mu to mówić, bo... on nie był za specjalnie domyślny. Starał się, umiał wiele rzeczy wyczytać z jej spojrzenia, z tego jak się zmieniało, kiedy się bała na przykład.
I zaraz to od niej usłyszał boje się. Drgnął pod nią, obejmując ją mocniej w pasie.
- Pilar... - zaczął, w ten charakterystyczny sposób układając na ustach jej imię, złapał w płuca powietrze, bo pewnie chciał jej już nawijać, że przecież on nie odpierdala. Ale kogo on chciał oszukiwać? Ją?
Kiedy ona znała go na wylot, nie raz była świadkiem, jak zbierał żniwo swojego roztrzepania i tego jak działał bez zastanowienia. Poczuł na sobie jak zadrżała, jak się na nim spięła, a jej serce uderzyło w mostek, obijając się o to jego. Madox wypuścił tylko powietrze z płuc, gorący oddech zatańczył na jej policzkach. Na moment spuścił spojrzenie na jej dekolt, ale zaraz znowu wbijał je z bliska w jej piękne, czekoladowe oczy.
- Poradzisz sobie, jesteś najtwardszą babką jaką znam - chyba nie to powinien jej powiedzieć? Może zapewnić po raz enty, że będzie uważał? Że się w nic nie wpakuje i nie będzie działał na własną rękę? Ale ile razy jej już to obiecywał, a potem i tak odpierdalał?
A do tego... on też przecież miewał takie myśli, że go odjebią, musiał się z tym liczyć. Wiadomo, nie chciał tego, ale w razie gdyby... - gadałem z Willem i mu powiedziałem, że gdyby coś mi się stało, to ma się tobą zająć - może Pilar też powinna to wiedzieć? Że nawet jeśli jej mężowi coś by się stało, to nie zostanie sama?
Chociaż czy to brzmiało dobrze w tej sytuacji? Chyba nie do końca. Chyba nie powinni teraz myśleć o tych czarnych scenariuszach. Może bardziej o tym domu, który kupią, o huśtawce z opony i kiedyś dzieciach, które będą mieć jego uśmiech i jej kudły.
A najprędzej to jednak powinni pomyśleć o tym, gdzie się ukryją. W jej mieszkaniu na Parkdale, którego jak się okazało nie wynajęła? Bo na pewno nie w tym jego... Ich. Chociaż Madox kompletnie nie zwrócił na to uwagi, na własne słowa. Bo teraz wszystko co należało do niego, było też jej. I tą kwestię też poruszał z Patelem, spisał testament. Poprosił przyjaciela o to, żeby o wszystko zadbał w razie jego śmierci.
Kurwa. Kto mając na karku nieco ponad trzydziestkę o tym w ogóle myślał?
On.
Tak samo jak zastanowił się nad tym, czy mogliby się ukryć u Pati. Ale Pilar nie podzielała jego zdania. Westchnął ciężko, kiedy jego żona z niego zeszła, kiedy rzuciła to rób jak uważasz, bo właśnie o to mu chodziło, że pytał jej o zdanie, a w odpowiedzi dostał twoja decyzja. Spojrzał jeszcze za Pilar, kiedy ruszyła do składzika, a w końcu nacisnął na zieloną słuchawkę.
- Co? Powoli... Jak to się włamali? - Madox oparł łokcie na blacie, pochylając głowę nad sklepową ladą i słuchał Patrici, która nawijała mu o czymś szybko po hiszpańsku. Gadała i gadała, a on właściwie, o dziwo, mało się odzywał, a zaraz usłyszał dźwięk zwiastujący, że jego telefon był na wyczerpaniu, a potem dostał jeszcze jakąś wiadomość - poczekaj, nie kurwa. Nie ma opcji, ani klub, ani nasze mieszkanie, to Pilar też odpada - zerknął na wyświetlacz telefonu i przyłożył go do drugiego ucha - zaraz padnie mi telefon, mam trzy procent baterii, jak go naładuje to się odezwę, w razie czego dzwoń do Pilar - rzucił na jednym oddechu, a potem w ostatniej chwili chwycił plik żółtych, samoprzylepnych karteczek i stępionym ołówkiem napisał na jednej z nich jakiś adres. Telefon mu zgasł. Madox jeszcze próbował go włączyć, ale nic z tego.
Kiedy Pilar wróciła to podniósł na nią spojrzenie znad kartki.
- Chyba tu - pokazał jej ten krzywo zapisany adres, który dostał w wiadomości. Chciał jej też powiedzieć, czego dowiedział się od Pati, a trochę tego było, ale wtedy padło to o ja pierdole, a Madox poderwał się z miejsca, zaraz stał obok swojej żony, wpatrując się w nagranie, które miała na telefonie. W to jak facet w jego charakterystycznej, skórzanej kurtce strzela do zastępcy komendanta. A na dokładkę jeszcze ta dziara. Noriega aż przesunął palcami po tej swojej, po skrzydłach, które nosił na dłoni. Które wydziabał sobie, kiedy prawie go zajebali, a jednak wywinął się śmierci.
Teraz już się nie wywinie?
Zamkną go? Każdy sąd by go za to skazał. A może koledzy Pilar po fachu wymierzą sprawiedliwość pierwsi? Zwłaszcza teraz, kiedy blackout wszystko utrudniał. A może pomagał? Monitoring szalał, a jego... tyle ludzi chciało go odpierdolić. Zrzucili by winę na mafijne porachunki i umożyli śledztwo.
- Ale się kurwa postarali - mruknął i przesunął się do przodu, tak, że wlazł w Pilar, że oparła się plecami o jego tors - ja naprawdę tak wyglądam z tyłu? - rzucił przechylając na bok głowę. Ale to był Madox, czy on w ogóle umiał do czegoś podejść poważnie? Chyba nie, bo on wiecznie wszystko chował gdzieś pod tymi swoimi głupimi tekstami, pod żartami, gdzieś głęboko. Wypuścił powietrze z płuc, tak, że połaskotało ją po uchu - Pati powiedziała, że ktoś włamał się do klubu, była też policja, szukają mnie... - zawiesił się, bo Fernandez powiedziała mu coś jeszcze, ale chyba nie powinien o tym mówić Pilar? Wszystko miał jej mówić... - jej informator powiedział, że postawili na nogi całą komendę, żeby mnie złapać, ją też mają zgarnąć na przesłuchanie, dostała info. Chłopaków z klubu i niektóre tancerki, wszystkich, z którymi coś mnie łączyło. Maczetę już złapali - wydusił na jednym oddechu, a potem przełożył w palcach plik kartek, na których zapisał adres - ktoś mi go przysłał, jakiś numer, a potem telefon padł, jebany złom - zacisnął na nim mocniej palce. Ale to przecież nowy smartfon, inna sprawa, że Madox po prostu nie przypilnował, żeby go naładować. Nigdy tego nie robił i w ostatniej chwili szukał ładowarki, żeby go nie odcięło, a teraz to mógł ją sobie wsadzić w dupę. Spojrzał na Pilar, chociaż spodziewał się, że zaraz mu powie, że chyba go pojebało.

¿Qué opinas al respecto? ☪︎ ִ ֶ֢࣪⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Powiedziałem Williamowi, że gdyby mi się coś stało, to ma się tobą zająć.
Absurd.
Pieprzony absurd.
Czy on naprawdę to powiedział?
Nawet jeśli, ona nie miałą zamiaru tego słuchać. Nie teraz, kiedy ścigał ich nie tylko półświatek, ale też policja. Kiedy chcieli go wsadzić do pierdla za próbę morderstwa, której nie popełnił. Kiedy cały cholerny wszechświat uwziął się na nich, rzucając kłody pod nogi tak wielkie, że można było pokusić się o stwierdzenie, że chciał wsadzić jednego z nich do piachu. Tym bardziej nie chciała teraz myśleć o tym, co by było gdyby Noriega faktycznie tak skończył, a już na pewno nie co zrobiłyby w tej sytuacji William Patel.
I pewnie znowu by się o to pokłócili, pewnie już wytknęłaby mu po chuj w ogóle rozmawiał na takie tematy ze swoim kumplem, ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, do Noriegi zadziwiła Pani. Ta sama Pati, u której chciał się przekimać. Nie u Pilar w mieszkaniu, nie u n i e g o… a u swojej managerki, która Stewart Noriedze śmierdziała na kilometr. Jeszcze sama nie wiedziała, o co jej dokładnie chodziło, w końcu było to tylko przeczucie, ale nie ufała Pati. Zbyt często ta kobieta pojawiała się w obrazku, gdy dookoła robiło się niebezpiecznie, jak chociażby dzisiaj na balu u senatora, a potem u boku jego żony, która zamiast jechać do szpitala, rozmawiała z Patricią.
A teraz Pati chciała rozmawiać z Madoxem, podczas gdy jego żona nie miała już siły z nim dyskutować i się dochodzić. Nie, jeśli znowu miała potem słuchać tego, że w tym związku tylko ona podejmowała decyzje, a on nie miał nic do gadania. Noriega może i lubił sobie popierdolic, ale to akurat była rzecz, którą wypominał jej za k a ż d y m razem gdy się kłócili i ona naprawdę brała to sobie do serca. A przynajmniej w tej właśnie chwili, gdy sama poszła rozmawiać z Helena.
I dobrze, że to zrobiła, bo już po kilku minutach stała przez Madoxem z telefonem w ręce, nagraniem na wyświetlaczu i szeroko otwartymi oczami. Ktoś wyjątkowo mocno postarał się, aby cała wina za zapach na następny komendanta spadła na Noriegę i tutaj pod żadnym względem nie można było mówić o przypadku, bo koleś, który stał tyłem do kamery miał nawet ten sam tatuaż ze skrzydłami na dłoni. Nagranie było zrobione pod idealnym kątem. Wystarczająco z boku, by zobaczyć dziarę, ale niewystarczająco aby pokazać chociaż kawałek twarzy. Tylko Jones widział swojego oprawce. Patrzył mu prosto w oczy i… wyglądał według Pilar jak ktoś, kogo wcale nie znał. A przecież bywał w Emptines. Wiedział dokładnie kim był Madox.
— Pierdolony Luna — rzuciła pod nosem, zaciskając mocniej palce na oprawie telefonu. Jakim cudem zawsze był trzy kroki przed nimi? Nawet kiedy myśleli, że już go mieli, łapali na niego jakiegoś haka, on w tym samym czasie podejmował już pięć innych działań, żeby im zaszkodzić. Kurwa. Westchnęła ciężko, już myśląc w głowie, ja kto sensownie teraz rozwiązać, nim z ust jej męża nie padło kolejne pytanie. — Co? — spojrzała na niego przelotnie, trochę jak na debila, ale zaraz… znowu na wyświetlacz. — Tyłek masz lepszy, to na pewno — skomentowała, sama chyba nie dowierzając, że podłapała to tą jego głupią gadkę. Chociaż no trzeba było to przyznać. Madox miał świetne pośladki, pewnie wyćwiczone godzinnymi treningami na siłowni i tego akurat nie dało się podrobić tak dobrze jak tatuażu, jednak… no to też nie był wystarczający powód do tego, by jechać teraz na komendę się i obronić. Patrzę Eliot na tyłek mojego męża i to coś, to nie to samo! Ta jasne. Jego by wsadzili za kraty, a ją wysłali do zakładu psychiatrycznego, myśląc, że zwariowała.
Chociaż może nie biło jej do tego aż tak daleko.
Słysząc, że w klubie znowu coś się działo, kiedy nawet nie był w pełni odnowiony, odrzuciła głowę do tyłu. Czy chociaż jedna rzecz nie mogła stać stabilnie? Słuchała go uważnie, chociaż na usta cisnęły się jej już same przekleństwa. Wieści o policji akurat za grosz ją nie zaskoczyły.
— Na lini jest życie wysoko postawionego policjanta — wtrąciła, podnosząc spojrzenie na jego piękne, ciemne oczy. — To normalne, że wdrożyli wszystkie procedury, żeby cię dorwać — coś zakuło ją pod mostkiem, gdy te słowa tylko wypuściły jej usta, ale… no kurw taka była prawda. Policja chciała zgarnąć Madoxa i pewnie wyciągnąć od niego wszystko w dokładnie taki sam sposób, jak zrobili to kiedy Dalton porwał Pilar. Psy może i zazwyczaj byli po stronie prawa, ale kiedy chodziło o swoich, potrafili zachowywać się gorzej niż półświatek. — Nie powinieneś się kontaktować z nikim z klu… co? — wyrwała się do przodu po kartkę, którą trzymał w ręce z adresem. — A skąd to masz? — dopytała, patrząc na niego jak na debila. — Jak to ktoś ci przysłał adres? I ty kurwa chcesz tam tak po prostu jechać? Popierdoliło cię juz do reszty? — załamała ręce. Już naprawdę nie wiedziała, jak z nim rozmawiać. W takich sytuacjach faktycznie wyglądało to tak, jakby nie pozwalała mu decydować, ale z drugiej strony… no kurwa jak mogła mu pozwolić jechać do miejsca, które równie dobrze mogło być kolejną ustawką?
— A co jak to znowu Luna? — ściągnęła brwi do siebie, patrząc na niego gniewnie. — Co jak znowu ktoś chce cię kurwa napaść? Gdyby to był jakikolwiek twój znajomy, skontaktowałby się z tobą z numeru, który masz — zauważyła, z czym raczej nie mógł się nie zgodzić. Istniał również jakiś jeden procent, że mógł to być też Luciano, ale akurat jemu też nie mogli teraz ufać.
Kurwa.
Przerastała ją ta sytuacja.
Blackout, półświatek, próba morderstwa komendanta… tego wszystkiego nawarstwiało się już tak dużo, że głowa jej parowała. Mózg autentycznie bolał od nadmiernego myślenia. Aż musiała się przejść. Rozchodzić to napięcie, które rozsadzało ją od środka. A potem jeszcze przypierdolić w pierwszą lepszą skrzynkę, tak na odreagowanie. Szkoda tylko, że w tym samym momencie przypomniała sobie o tym, jak poranione miała stopy. Syknęła z bólu, łapiąc jakiś owoc co miała pod ręką i cisnęła nim o ścianę z głośnym kurwa na ustach.
Trzeba będzie potem przeprosić panią Broccoli za rozpierdol, jaki tu zrobili.

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”