ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może Pilar nie chciała o tym słuchać, ale Madox o tym myślał, co by było gdyby go odjebali. I wiedział, że jego żona szukałaby wtedy zemsty, że by się załamała, no przecież widział to jej zatroskane spojrzenie za każdym razem, kiedy coś odwalał, kiedy ryzykował, coś mu się działo, albo... wygrywał starcie ze Śmiercią, dlatego poprosił Patela, że w razie czego miał się nią zaopiekować. Szedł na pierdoloną wojnę z latynoską mafią, z najgroźniejszym człowiekiem w Toronto, wierzył w to, że jakoś się z tego wywinie, że jakoś to będzie, ale... gdyby jednak...
William wiedział co miał robić. I Madox chciał chyba, żeby Pilar też to wiedziała, że przecież nawet jakby go zajebali, to on o nią zadba. To już nie była sama.
Zaraz jednak on został sam, w tym warzywniaku, kiedy jego żona wyszła do składziku. A Madox gadał z Pati przez telefon, chociaż gadał to akurat duże słowo, bo on słuchał, a potem wyładował mu się telefon. Zdążył jednak zapisać na kartce ten adres, który dostał w wiadomości, od razu chciał go pokazać Pilar, ale ona już prezentowała mu nagranie, które udało jej się zdobyć od Heleny. Obejrzeli je razem znowu, po raz kolejny i następny. Strzał i krzyk... i tatuaż ze skrzydłami.
Pierdolony Luna.
Madox spojrzał z ukosa na swoją żonę, bo w pełni się z nią zgadzał. Luna bardzo przyłożył się do tego, żeby go wrobić, żeby go zamknęli, a to znaczyło jedno, bał się go, kurewsko i od samego początku nie chciał z nim wchodzić w żadne układy. A to oznaczało, że musieli go...
Tylko Madox zaraz zanim prezentować Pilar to co pozostawało im zrobić, to sięgał do niej ręką, a potem pytał czy on tak wygląda z tyłu. Oparł na moment głowę o jej ramię, zaglądając w telefon, kiedy odparła to, że tyłek ma lepszy - no i założę się, że gość nie ma na nim wydzieranego twojego imienia - zaczepił ją, bo przecież Madox miał. Jego tatuaż wstydu, dlatego, że zrobił go nawalony w Vegas, a zresztą kto dziara sobie na dupie imię swojej narzeczonej? Madox. I on się tego tatuażu wcale nie wstydził, już go pokazał chłopakom, a na siłce też chyba wszyscy go już widzieli.
Noriega za to nie widział sensu w tym, żeby dłużej ukrywać to, co powiedziała mu Pati, więc zaraz opowiadał wszystko Pilar, że włamali się do klubu i pewnie stamtąd mieli jego ciuchy, że Luna załatwił to tak, że połowa jego ludzi została zatrzymana, a na pewno ci zaufani, jak Maczeta, czy Pati. Powiedział jej wszystko, ale Pilar wcale nie zdawała się tym zaskoczona. Miała rację, specjalnie rozegrali to tak, a nie inaczej, zastępca komendanta nie był przypadkową ofiarą.
- Wiesz co to znaczy? - przekręcił na bok głowę, żeby spojrzeć na jej profil - że naprawdę coś na niego mamy, skoro chciał mnie upierdolić, skoro odciął wszystkich moich ludzi - bo przecież, gdyby Luna nie czuł się zagrożony, to po co ten cały zachód?
Musiał się czuć, tylko czy chodziło o jego córkę? O Rodrigo? A może o Luciano? Kurwa...
Tyle jebanych wątków miała już ta cała sprawa z Luną. Madox aż zrobił kolejną rundkę po sklepie, sunąc wytatuowanymi palcami po swojej łysej głowie, a zaraz pokazał Pilar kartkę z adresem, który dostał. Patrzył na jej twarz kiedy go czytała, a potem podniosła na niego spojrzenie z tym popierdoliło cię już do reszty, bo może tak było?
Zrobił krok w jej kierunku i sięgnął do jej dłoni, żeby na moment spleść jej palce z swoimi.
- No to liczę, że to Luna... - przesunął sobie jej palce po szyi, a potem oparł jej rękę na swoim karku, tam gdzie było jej miejsce, na tatuażu z napisem Romeo. Imię kochanka, który umarł z miłości. Madox też czuł w tym momencie na karku oddech Śmierci, i może Pilar też mogła go poczuć na swojej dłoni? A może mogła... go z niego zdjąć? Odgonić od niego jebaną kostuchę, paznokciami, które wbiły mu się w skórę - że spotka się tam ze mną i powie o co mu chodzi, że wiesz... czego chce i dlaczego mnie wpierdolić do paki. Może być tak, że od razu wyśle na miejsce psy. Albo będzie chciał mnie od razu rozjebać, ale kurwa Pilar... - urwał kiedy się od niego odsunęła, kiedy na karku poczuł chłód, gdy ściągnęła z niego rękę, aż po plecach przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz. Powiódł za nią ciemnym spojrzeniem, gdy przechadzała się po warzywniaku. A kiedy kopnęła w skrzynkę i syknęła z bólu, on znowu do niej doskoczył - przestań - chwycił ją za rękę, bo przecież Madox nigdy nie popierał tego, jak robiła sobie krzywdę. Nigdy nie chciał, żeby przez niego stała się jej krzywda - muszę zaryzykować, że tym razem jemu powinie się noga - bo Madox innego pomysłu nie miał.
Mogli jeszcze uciekać... ale czy przed Luną w ogóle się dało?
Mogli próbować to tłumaczyć Eliotowi, ale czy by ich słuchał?
Musieli stanąć z Luną twarzą w twarz, pokazać mu, że słusznie się bał. On musiał.
- Myślę, że powinniśmy się rozdzielić, ty poszukasz Luciano, a ja pojadę do Luny - przecież wiedział, że ona zaraz go zruga o ten pomysł, ale... - może to Luciano wie coś, co nam pomoże - dodał i sięgnął do jej policzka, przesunął po gładkiej skórze wytatuowanymi palcami, może dodałby coś jeszcze, ale zaraz przez okienko do środka wpadło światło latarki, a za drzwiami usłyszeli jakieś głosy. Madox złapał swoją żonę za rękę i pociągnął ją na podłogę za sobą, szarpnął ją za jakieś skrzynki z owocami, ale czy ich nie widzieli?
I przede wszystkim kto to kurwa był? Policja?

Creo que deberíamos separarnos ☪︎ ִ ֶ֢࣪⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Luna czuł się zagrożony.
To już wiedzieli.
Tylko pytanie, czy właśnie przez to nie podkopali pod soba grobu jeszcze bardziej? Człowiek przyciśnięty do ściany, bez możliwości wyjścia, panikujący, nie miał już nic do stracenia. Mógł drapać. Rzucić się do przodu z pazurami, bo przecież nic innego już nie zostało. I chociaż mogli liczyć na to, że Benito w tym wszystkim podwinie się noga, tak jak na razie szło mu kurwa… aż za dobrze.
Wystarczyło popatrzeć na nagranie. Na pierwszy rzut oka człowiek celujący do Georga naprawdę wyglądał jak Madox. Miał jego posturę, ubrania pewnie zajebane z jego osobistej szafy i do tego jeszcze jeden z tych bardziej charakterystycznych tatuaży na dłoni. Dłoni, która pociągnęła za spust. Nie wspominając nawet o tym, że ktoś, kto nagrywał, musiał wiedzieć, co się stanie. Nikt normalny nie nagrywałby tego, jak komendant siedzi przy biurku tak po prostu, a po chwili dostaje kule. Wszystko tu śmierdziało idealnie zaplanowaną ustawką, a to tylko mogło utwierdzić ich w przekonaniu, że mieli w policji kreta. Pewnie nie jednego. I chuj wie czy jeden z tych kretów nie wysłał Noriedze adresu z zastrzeżonego numeru. Nie mogli tego wiedzieć, chociaż Madox liczył na to, że to Luna.
Pilar westchnęła cieżko, czując jak mocno serce wali jej w piersi. Była wkurwiona. Zdenerwowana do granic możlwiości, a jej głowa już dawno przestała pracować na najwyższych obrotach. Włączało się w niej kompletne zmęczenie materiału. Była p r z y t ł o c z o n a. Chociaż kiedy jej mąż na moment złapał jej dłoń i umieścił ją sobie a karku, kiedy mogła poczuć przy piersi jak bije jego serce, zajrzeć w piękne, ciemne oczy… na chwile się zatrzymała. Na krótki moment, ryjąc paznokciami o jego skórę. Pozwalając sobie na kilka sekund beztroski. Sekund kurwa. Do czego to doszło? Bo zaraz przewracała oczami, słysząc jego kolejne słowa.
— Spotka się z tobą i co? — warknęła, zaciskając mocniej palce na jego karku. — I cię odpierdoli? — bo skoro Luna czuł się zagrożony, to pewnie jeszcze bardziej chciałby się teraz ich pozbyć. Tym bardziej, że Noriege ścigała już cała policja. Wystarczyło, że podałby im ten adres i co? I kurwa po zabawie. Madox leci do pierdla do wyjaśnienia sprawy albo na jeszcze dłużej, bo przecież dowody na nagraniu mówiły same za siebie. A w więzieniu… już łatwo byłoby go zatłuc. Kilka tysięcy i po sprawie. Ktoś na pewno by się szarpnął. Nie mogła na to pozwolić.
— Nie możesz kurwa iść prosto do paszczy lwa i łudzić się, że on nagle się potknie — starała się, żeby jej głos był spokojny, ale Noriega znał ją już za dobrze. Poza tym, Pilar przy nim akurat nie potrafiła być cierpliwa. Nie kiedy w grę wchodziło jego życie. — Tylko głupiec pojechałby pod ten adres i dobrze o tym wiesz. Nie masz przy sobie nic, Madox, nawet pierdolonej broni — psa też już nie miał. I jak widać niczego się po tym nie nauczył. Dalej chciał się ładować w kłopoty, zamiast zatrzymać się na moment i zastanowić. Zamiast przemyśleć i opracować odpowiedni plan. Nie umiał. On już wyrywał się od przodu. Tak jak wyrwała się Pilar kiedy przeszła się do warzywniaku i rozpierdoliła pudło, przy okazji raniąc sobie jeszcze bardziej nogi. Spróbowała mu się wyrwać, gdy ją przytrzymał, ale oczywiście nie miała z nim szans. Miał za dużo siły, do tego wiedział, gdzie ją złapać. Kurwa, znali się już zdecydowanie zbyt dobrze.
Myślę, że powinniśmy się rozdzielić.
Debil.
No kurwa debil.
Spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami. Czy on naprawdę mówił teraz poważnie? Czy po tym wszystkim, co przeszli, o czym rozmawiali od kilku dni, od powrotu z Rio dokładniej, on znowu chciał się rozdzielać? Czy nie zdążyli już sto jebanych razy ustalić, że o wiele lepiej szło im w duecie? Dlaczego tak desperacko chciał ją od siebie odepchnąć?
Złapała w płuca więcej powietrza, gotowa znowu na niego ryknąć i powiedzieć mu… no właśnie, co? To samo co piętnaście minut temu? Co samo co u senatora? W domu? To co wiecznie mu mówiła? Ile razy mogła się powtarzać? Ile prosić go, żeby mieli się blisko, żeby mogli sobie nawzajem pomóc. Jak bardzo mogła być jak zdarta płyta, kiedy on i tak wiedział swoje?
Finalnie nie zdążyła powiedzieć nic, bo światło latarki wpadło przez okno warzywniaka i odbiło się od ściany. A potem już tylko poczuła szarpnięcie Madoxa i wylądowała na podłodze. Serce znowu podeszło do gardła. Wcisnęli się za wysokie skrzynki z ziemniakami i przykleili do chłodnych paneli. Ich głośne, nierówne oddechy były jednym co wypełniało sklep pani Broccoli. Do czasu aż ktoś nie podszedł pod okno.
— Myślisz, że mogli się gdzieś tu ukryć? — męski głos wybrzmiał wygłuszony przez ścianę, a Pilar jeszcze mocniej docisnęła się do swojego męża. — I co? Widzisz tam coś? — światło latarki przeleciało przez sklep. Całe szczęście od strony wejścia, dzięki czemu nie było widać krzesła ani kłębka włosów, które chowały się za ladą. Było za to…
— Nie, nikogo nie ma, ale straszny tu rozpierdol — odpowiedział drugi facet, a zaraz potem mogli usłyszeć szarpanie za klamkę drzwi frontowych. — Zamknięte. Dziwne, bo nie ma tez żadnych śladów włamania.
— Może jak wyjebało prąd, to nie zdążyli posprzątać.
— Może… — westchnął jeden z nich. — Chodź, sprawdzimy jeszcze parking podziemny. Gdzieś kurwa muszą być — jeszcze raz ktoś szarpnął za klamkę, a zaraz potem oboje mogli usłyszeć, jak kroki się oddalają. Pilar nawet nie zakodowała momentu, w którym wstrzymała powietrze. Za to kiedy już mogła oddychać złapała je tak głośno, jakby lada moment miała się udusić. Od razu szarpnęła się w górę.
— Kurwa — na czworaka przesunęła się do okna, przez które chwile temu świecil ii zajrzała. Chciała sprawdzić, czy była to policja, czy może ktoś jeszcze ich szukał, ale nikogo nie zobaczyła. Zdążyli zniknąć za blokiem a dookoła panowała kompletna cisza. — Trzeba stąd spierdalać — to nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji. Pytanie było tylko gdzie i… w jakim zestawieniu. Ale tu chyba nie było co z nim walczyć i się dochodzić. Widziała przecież po swoim mężu że on i tak już podjął decyzje. Chciał iść do Luny. I kim ona była, żeby mu tego zabronić? Jak widać nikim. Mogła jedynie…
— Masz — warknęła, sięgając do kiszeni i wyciągając telefon Jake’a. — To telefon tego gówniarza z klubu — miała go przejrzeć i sprawdzić, czy było tam coś więcej niż to nagrania Aurelii z nauczycielem, ale przecież priorytety. Ten Madoxa był rozładowany, więc musiała nastąpić zmiana planów. Spojrzała na wyświetlacz. — Nie ma kodu i jakieś czterdzieści procent baterii. Powinno starczyć — wyciągnęła rękę do przodu i podała mu urządzenie. Nawet na niego nie patrzyła, kiedy to robiła. Nie miała zamiaru. Była na niego zła. Miała do niego żal. A już na pewno nie pochwalała tej decyzji. — A teraz idź — warknęła, odsuwając się od niego. Musiała zebrać w sobie naprawdę całe pokłady samokontroli, bo Pilar nienawidziła odpuszczać. — Ja wyjdę kilka minut po tobie.

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Chujowo to brzmiało spotka się z tobą i cię odpierdoli, ale...
- Nie wiem, Pilar... Kurwa, wóz, albo przewóz, albo ja, albo on? Co innego mamy zrobić? Jakie mamy wyjście? - bo Madox już nie widział innych rozwiązań. Byli pod ścianą i po jednej stronie miał pakę, po jednej grób, a przed nim Lunę i mógł tylko stanąć z nim twarzą w twarz i liczyć, że jednak wyjdzie zwycięsko z tej nierównej walki... z lwem.
On, albo Luna.
Nie chciał, żeby w tym momencie była przy nim Pilar. Chciał... kurewsko chciałby ostatni raz móc spojrzeć jej w oczy, kiedy miałby...
Nie mógł. Nie powinien w ogóle o tym myśleć, przecież Noriega nigdy nie myślał o śmierci, nie bał się jej. Nie brał jej pod uwagę, a teraz... czuł na szyi jej oddech, w tym miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżała jej dłoń.
- A co mam zrobić? Uciekać? Gdzie? Do Hiszpanii, do tego domku przy plaży, gdzie mieliśmy zamieszkać i sprzedawać magnesy? - westchnął ciężko i cofnął się jej. Może jeszcze jakiś czas temu bez wyrzutów sumienia by się pakował, wdrożył protokół awaryjny i na lewym paszporcie spierdalał z nią już za granicę, ale kurwa... Tu przecież był ich dom, w Toronto. Mieli tu mieszkanie, przez które przewijało się ostatnio tyle ludzi, ona miała tutaj pracę, on swój klub. Mieli to zostawić?
- Schować się? Nawet nie ma gdzie, do klubu wchodzą, jak do siebie, a nasze mieszkanie pewnie rozpierdalają teraz psy - bo na pewno mieli nakaz i właśnie się tam wpierdalali - u ciebie w mieszkaniu? I znowu ciebie narażać? - prychnął, a kiedy się od niego odsunęła, to jego spojrzenie padło na papierową torbę, którą Pilar zabrała z samochodu. I kiedy ona spacerowała po warzywniaku, żeby to rozchodzić, to Madox sięgnął do niej, wyjął z niej pistolet Luny. Wiedział, że tylko głupiec pojechałby pod ten adres, ale czuł, że nie miał wyjścia. Przeładował spluwę Luny i zajrzał do magazynka. Dwie kule. Jedna dla Benito, a druga...
- Szkoda, że nie zabrałaś mnie na strzelnicę - rzucił układając broń w ręce, spory gnat z tłumikiem, idealny do cichych akcji - ale może nie zrobię sobie krzywdy - chciał zażartować, wciskając sobie pistolet za pasek. Miał nawet podać torbę Pilar, bo przecież na dnie leżała jeszcze jej broń, ale kiedy kopnęła w skrzynkę, to on już stał przy niej. Objął ją o tyłu przytrzymując tak, że nie mogła mu się wyszarpnąć, a zaraz nawijał o tym, że powinni się rozdzielić.
Znowu...
Przecież widział jak na niego patrzyła, dlatego zaraz jego ciemne spojrzenie padło na jakąś skrzynkę z bananami gdzieś pod ścianą, jakby kurwa były teraz takie interesujące. A potem oświetliło je to blade światło z latarki, wpadające przez okno i Madox zareagował od razu. Pociągnął swoją żonę na dół, pomiędzy skrzynki z ziemniakami, plecami do ściany. Sięgnął wytatuowanymi palcami do jej pełnych, gorących ust, w jakimś takim odruchu, oparł je miękko na jej wargach, zaglądając w oczy. Sam chyba też odruchowo wstrzymał powietrze, kiedy do ich uszu dotarły strzępki rozmowy przed sklepikiem. A kiedy za drzwiami wybrzmiały oddalające się kroki, Madox zabrał rękę, obejrzał się przez ramię na drzwi. Powiódł spojrzeniem za swoją żoną gdy wyrwała się w kierunku okna. Skinął głową, kiedy oznajmiła, że trzeba stąd spierdalać.
- Dobra... - zaczął Madox, podnosząc się z ziemi, podszedł do niej, a kiedy wyciągnęła w jego kierunku telefon Jake'a, spojrzał na niego - okej - przejął komórkę i od razu wbił w nią jej numer, puścił jej sygnał, żeby ona ten jego też miała - nie widzę cię, więc no... uważaj na siebie - przesunął palcem po wyświetlaczu, bo przecież, w swoim telefonie miał apkę do namierzania jej, ale tutaj jej nie miał. Schował komórkę do kieszeni jeansów, odwrócił się i miał już wyjść. Pierwszy, ale kiedy spuściła głowę, odwróciła od niego spojrzenie, to się cofnął. Doskoczył do niej, a wytatuowane palce ułożył na jej podbródku, zadzierając do góry jej głowę, żeby na niego spojrzała. Jego ciemne oczy złapały jej przenikliwe, piękne tęczówki.
- Kocham cię - ułożył te dwa słowa na jej pełnych ustach, które musnął krótko, ale czule wargami - uważaj na siebie - powiedział to jeszcze raz, przesuwając palcami po jej policzku. Ostatnie spojrzenie w oczy, a zaraz wyszedł z warzywniaka, zostawiając ją samą, ze wspomnieniem jego ciepłego dotyku na policzku i jego smakiem na drżących wargach.
koniec...
Te amo, adiós ⋆°.☾⋆.ೃ࿔*:⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”