34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox od jakieś ósmej rano leczył się blantami, a dochodziła dwunasta, przyjął już potężną dawkę marihuanen, ale czuł się lepiej. Można nawet powiedzieć, że czuł się wyluzowany. Chociaż dużo miał pytań, ale dziewczyny powiedziały mu, że one zamierzają spać co najmniej do dwunastej, żeby ich nie budził, bardzo chciały, żeby z nimi spał, ale Madox stwierdził, że musi iść pobiegać, bo zawsze rano biega.
Nie biegał, bo po pierwsze nie będzie biegał po pustyni z chujem na wierzchu, a za nic nie mógł znaleźć swoich ciuchów, a po drugie to, nie miał siły. Bolały go wszystkie mięśnie, jakby wczoraj brał udział w jakimś runmageddonie, albo ćpał przez tydzień, ale sprawdzał na zegarku. Nie uciekł im żaden dzień, dopiero wczoraj tu przylecieli. Na mięśnie pomogło trochę zioło. Ale ta pustka w głowie...
Myślał, że William ją rozjaśni.
Tylko, że chyba nie, bo William zastanawia się czy to sekta, czy komuna. Madox nie wiedział przesunął palcami po jasnych włosach i karku.
- Ciężko stwierdzić... Myślisz, że takie starsze babki też biorą do sekty? - pokazał Williamowi jakąś straszą, kompletnie nagą babeczkę. Z boku, albo zboku, mogło to wyglądać jakby oni lubili jakieś granny, ale przecież oni tylko rozważali czy to sekta, czy komuna. Babcia ich zauważyła i pomachała do nich wesoło, a Madox jej odmachał, bo czemu nie? Potem wziął od Williama skręta i ściągnął bucha odwracając się już do kumpla.
- Nie wiem kurwa, ale myślisz, że przywódcą sekty mógłby być Shrek? - uniósł jedną brew, a zaraz podnosi rękę i pokazuje Williamowi faka. No nie faka, ale środkowy palec, na którym ma jego pierścionek - mam też twojego indiańca - co było dziwne, bo William mu go nigdy nie chciał pożyczyć, a Madox już go pytał trzy razy o to.
Ten blant gdzieś miedzy nimi krążył, a w międzyczasie to też ta rozmowa, toczyła się jakimś swoim torem, bo zaraz ze ślubu przeszli na forsę - nie wiem stary... ale tam może być ze trzy bańki, jak na moje oko - a Madox to miał do tego oko. Tyle wygrali w kasynie? Żeby tylko tego nie ukradli i nie chowali się teraz na pustyni.
Na kolejne pytanie Willa Noriega wyszedł sobie z tym blantem do przodu i się rozglądał po pustyni, która się przed nimi rozciągała na całej długości, oparł ręce na biodrach i odchylił się do tyłu.
- Nie wiem kurwa jak... - zaczął i zrobił jeszcze krok do przodu, a William teraz mógł zobaczyć też na Madoxowym tyłku nowiutki, świeżutki tatuaż... Z napisem - Pilar <3 - ale jesteśmy podobno pięćdziesiąt kilometrów od Vegas, czaisz to? - rzucił do Willa i pstryknął tego kiepa po blancie gdzieś w piach, w którym się zaraz zapadł. A potem ruszył do namiotu.
- Dawaj, mają tam lodówkę z browarem, podobno my go kupiliśmy, sto puszek piwa - machnął na Willa ręką, ale jeszcze się na niego obejrzał w wejściu - ej stary co ty masz na dupie? - zapytał, bo zauważył to jedno oko, które się na niego patrzyło.

( ꩜ ᯅ ꩜;)  💊🌿🚬🍄
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Spoglądam w kierunku tej babci i jak do nas macha to też jej macham, ale rzucam cicho do Madoxa - Myślę, że biorą wszystkich - stary, młody, nieważne, ważne, że goły i wielbi guru. Chociaż to chyba była po prostu komuna, czyli w sumie nawet fajnie, jak mi się spodoba to może tu zostanę na zawsze - Co, nie, Shrek nigdy by tego nie zrobił - odpowiadam od razu i naprawdę bardzo próbuję sobie przypomnieć o co chodzi z tym ogrem, ale w głowie gra mi tylko I'm a belliever śpiewane grubym głosem. To chyba tak nie brzmiało. No ale nic, to co w Vegas i tak zostaje w Vegas, może się wyjaśni, a może się nigdy nie dowiemy - Co? - patrzę od razu na swoje palce, a tam się okazuje, że też mam nowy nabytek. Już chcę mówić Madoxowi, żeby oddawał, ale chyba się musieliśmy uczciwie powymieniać, to już było po ptokach. Wzdycham ciężko - Strasznie dziwne - wszystko było dziwne, a im dłużej próbowałem nad tym myśleć, tym dziwniejsze się wydawało - Trzy bańki?! To przecież w chuj siana - aż tyle udało nam się wygrać? To musieliśmy mieć naprawdę ogromne szczęście. Boję się myśleć skąd mogliśmy mieć te pieniądze, więc wersja wygraliśmy w kasynie brzmi dla mnie na tyle dobrze, że bardzo chcę się jej trzymać. Patrzę na Noriege jak tak wychodzi do przodu i się wygina, a jak moje spojrzenie pada na jego tyłek to marszczę brwi - Miałeś to wcześniej? - pytam, przyglądając się napisowi z serduszkiem, w sumie jeszcze czerwony, wyglądał bardzo świeżo, ale chyba pierwszy raz widzę dupsko Madoxa - Dziwny pomysł - już chcę pytać czy Pilar ma taki sam, tylko z jego imieniem, ale tylko otwieram usta i za moment je zmykam jak mi sprzedaje, że jesteśmy jakieś pięćdziesiąt kilometrów od Vegas - 50? No dobra, bez tragedii - do przejechania za jednym stopem. Kiedyś będziemy musieli wrócić, może dzisiaj, może jutro. Jutro wieczorem mieliśmy samolot do domu, więc lepiej żebyśmy się na niego wyrobili. Ale też nic nie stoi na przeszkodzie żeby spędzić trochę czasu z golasami, może się w końcu od kogoś dowiemy jak tu trafiliśmy - Marzę o zimnym piwie - wolałbym drinka, ale jak się nie ma co się lubi, to trzeba polubić to co się ma, ważne, że procenty były - Kurwa, no to ładnie się wkupiliśmy - ruszam za nim, a kiedy mnie pyta co mam na dupie, to od razu się łapię obiema dłońmi za pośladki - Co mam? - nic nie czuję, tylko trochę swędzenie. Odstawiam ręce i się wyginam, żeby rzucić okiem za plecy, a właściwie to pod plecy i widzę jak moja dupa też się na mnie patrzy - Co to jest? Poważnie? Oczy? Co za zjebany pomysł - chociaż trochę śmieszny w sumie. I tak dobrze, że tam, a nie na przykład na czole. Teraz już przynajmniej wiem, że ten Madoxa też musiał być świeży - To spójrz na siebie, Pilar na pewno się spodoba - śmieję się i klepie go po plecach. Wchodzę do namiotu, od razu dopadając lodówkę, wyjmuję dwie puszki, jedną podaję Noriedze, a drugą otwieram, żeby upić kilka dużych łyków. Piwo mi cieknie po brodzie i dalej na nagą klatę ale się tym w ogóle nie przejmuję - Aaaahhh, tego mi było trzeba - właściwie czegokolwiek mokrego - Dobra, pogadajmy z kimś, może się czegoś dowiemy - wzruszam ramionami. Mieliśmy sporo zagadek do rozwiązania.

Madox A. Noriega-Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”