— Ścięłaś włosy…?
To nie jest pytanie. To coś, co wymyka się przypadkiem, zanim zdąży się pomyśleć, czy w ogóle powinno zostać powiedziane.
Ren tylko potakuje. Kosmyk przydługiej grzywki wpada do oka, więc go odgarnia za ucho.
— Wyglądasz inaczej.
Co ty nie powiesz…
— Doroślej.
A teraz powiesz, jak to bejsbol był dziecinny…
— Znacznie lepiej, niż na boisku.
Poznały się na studiach. Dwa różne kierunki, dwa różne światy. Renley — filmoznawstwo, boisko, chaos, życie rozciągnięte między zajęciami a treningami. I ona — Pani X — biznes, zarządzanie, inżyniera: coś wymagającego, bezlitosnego, co nie zostawia miejsca na błędy ani na „jutro”. Poukladana. Ambitna. I z wyższych sfer. Przyzwyczajona do tego, że wszystko ma swoje miejsce — i swoje tempo, a mimo to… wybrała Ren.
Przez jakiś czas było im dobrze — naprawdę. Pod spodem jednak zawsze coś nie grało. Renley Masters miała coś, czego X nie potrafiła mieć: swobodę, lekkość, pasję, która nie była obowiązkiem i z czasem zaczęło to wyglądać tak, jakby była tylko dodatkiem. Zasłużone trzecie miejsce na podium — po boisku, po drużynie, po wszystkim, co budowało Renley — więc odeszła krótko przed tym, jak wszystko się zawaliło a zgrało się z ukończeniem studiów przez X. Nie było dramatu. Decyzja wydawała się sensowna, czysta i ostateczna. I może trochę błędna... choć dopiero teraz to widać.
Minęły lata. Renley nie jest już tą osobą. Nie ma w niej tamtego błysku. Jest cisza. Szorstkość. Coś przygaszonego i trudnego do nazwania. I wtedy pojawia się Pani X — nie przez przypadek.
Dom w Rexdale — stary, rozpadający się, trzymany bardziej siłą przyzwyczajenia niż fundamentów — trafia na plany nowej inwestycji. Osiedle domków jednorodzinnych. Czyste linie, nowy początek. Prywatny deweloper jest gotów zapłacić potężne sumy za ziemie oraz przesiedlenie rodzin.
Jest tylko jeden problem: ojciec Renley nie chce sprzedać, a bez jego zgody — nic się nie wydarzy. Ktoś musi go przekonać. I tym kimś jest ona.
W skrócie:
Szukam osoby do odegrania byłej, niedoszłej miłości Ren — relacji, która zaczęła się na uczelni, skończyła tuż przed najgorszym momentem życia Master, a teraz wraca w... drugim najgorszym możliwym momencie.
Pani X może być:
- prawniczką reprezentującą dewelopera,
- specjalistką od wykupów, która „załatwia trudne przypadki”,
- project managerką, dla której ten dom to tylko blokujący punkt w harmonogramie,
- urbanistką wierzącą, że to „dla dobra miasta”,
- inżynierką, która nie powinna zajmować się ludźmi… ale musi.
Niezależnie od wersji — ma cel: doprowadzić do sprzedaży. I wtedy odkrywa, że w tym domu mieszka też Renley. Nie wie, co wydarzyło się po jej odejściu. Nie wie o wypadku. Nie wie o dachu. Nie wie, jak bardzo wszystko się rozpadło, gdy zamknęła relację z Masters i poszła w swoją stronę z dyplomem w ręce. Może tylko patrzeć i próbować zrozumieć, co się stało z osobą, którą kiedyś znała. I bardzo łatwo może dojść do wniosku, że… to jej wina.
Ta relacja ma być napięta, niewygodna i pełna niedopowiedzeń. Taka, w której rozmowy urywają się w połowie, spojrzenia trwają za długo, przeszłość wisi między nimi w każdej ciszy i nie daje o sobie zapomnieć, bo to nie jest prosty powrót do przeszłości.
To nie jest historia o „drugiej szansie”.
To historia o zderzeniu obowiązku ze starymi uczuciami. Kontroli kontra czymś, czego nie da się już kontrolować i o tym, co zostaje między ludźmi, którzy kiedyś byli sobie bliscy a teraz stoją po dwóch stronach tej samej sprawy. Każda rozmowa przy domu w Rexdale ma skrajne warstwy: jedną w obrębie sprzedaż a drugą wokół tego, dlaczego kiedyś X odeszła i z każdym kolejnym spotkaniem coraz trudniej powiedzieć, czy bardziej chodzi o podpis na papierze, czy o coś, czego żadna z nich nie potrafi już nazwać.
Disclaimer: to poszukiwania EX; niekoniecznie coś, co może się rozwinąć z powrotem w głębokie uczucie, ale jeden skok w prawo czy w lewo może być (nazwijmy to słabością chwili dla pamięci zdarzeń minionych w ich życiu).
Ponadto, jedyny wymóg nie do przeskoczenia, to to, aby była starsza i z tej samej uczelni — ze względu na rys fabularny.
Nie pośpieszam o posty, lubię rozmawiać o postaciach także poza rozgrywką, wprowadzam NPCów, co może dla niektórych jest zabiegiem obcym (albo dziwnym?), ale jeśli tego nie lubisz, to obejdzie się bez nich! Z Twojej strony chcę tylko zaangażowania, popychania akcji do przodu (albo umiejętnie do tyłu) oraz przerzucania się pomysłami.
Zainteresowanych zapraszam na PW, jestem ugodowa i możemy dyskutować nad potencjalnymi zmianami, jeżeli chcesz dopasować historię bardziej do swojej postaci.