34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

W ostatnim czasie tyle się wydarzyło, że właściwie sam nie wiem w co powinienem najpierw włożyć ręce, a jak nie wiadomo co robić to najlepiej się napić. Ja co prawda od tygodnia jestem czysty jak łza, bo po wypadku z szampanem (na czole wciąż widoczne są pozostałości po przeogromnym, sinym guzie) nie mogę spożywać żadnych procentów, żeby mój mózg wrócił na właściwe tory, ale myślę, że zadowolę się bezalkoholowym drinkiem, tylko w odpowiednim towarzystwie. A odpowiednim towarzystwem były moje dwie przyjaciółki, z którymi nie widziałem się chyba całe wieki. W sumie nic dziwnego - najpierw wyjechałem na wakacje na wyspie, potem odjebaliśmy z Madoxem ślub w Vegas, potem wreszcie udało mi się odzyskać zegarek, z czym też łączyła się ostro pokurwiona historia z chińską łaźnią w rolach głównych, potem wreszcie postanowiłem na poważnie zająć się rozwodem, potem wpadłem na swoją zaginioną byłą, a potem... Potem wreszcie miałem trochę czasu żeby pospotykać się z przyjaciółmi. Więc wysłałem kilka wiadomości na nasz grupowy czat i tak po krótkiej wymianie zdań zadecydowałem, że spotykamy się w Poor Romeo, bo trzeba w końcu wyjść do ludzi, a nie wiecznie siedzieć w czterech ścianach własnych mieszkań. Szczególnie, że wiosnę czuć już było w powietrzu, a wieczory robiły się coraz bardziej przyjemne. W barze jestem pierwszy, więc od razu podchodzę do lady i zanim jeszcze zdążę zasiąść na wysokim stołku, to podbija do mnie uśmiechnięta barmanka i pyta czego sobie życzę - Pokoju na świecie i żeby z kranu leciał szampan - rzucam w odpowiedzi, a ona parska śmiechem - Żartuję, zrób mi jakieś bezalkoholowe cudo, okej? Zdaję się na ciebie - puszczam jej oczko. Dziewczyna kiwa głową, zabierając się za kręcenie mi koktajlu, bo drinkiem tego nie można nazwać, skoro nie miało w sobie żadnych procentów. Wdajemy się w krótką rozmowę, dopóki nie postawi przede mną wysokiej szklanki z kolorowym napojem, ozdobioną wielką truskawką i cukrem wokół brzegu. Czeka aż spróbuję, a kiedy zamaczam usta to na moją twarz od razu wstępuje szeroki uśmiech - Mmmm, dojebany - przyznaję, zgodnie zresztą z prawdą. Może nie tak dobry jak ten drink marzeń, który gejowski barman wykręcił mi w motocyklowym barze niedaleko Vegas, ale na pewno mógłbym umieścić go w pierwszej piątce. Z alkoholem byłby pewnie jeszcze lepszy. Płacę za swoje picie i dorzucam coś ekstra dla przemiłej barmanki, po czym zajmuję jeden ze stolików na przeciwko wejścia, żebym mógł od razu wychwycić dziewczyny jak wejdą. Z braku laku wyciągam telefon, piszę, że ja już siedzę i czekam, a potem dla zabicia czasu zaczynam skrollować Instagrama, co rusz spoglądając na drzwi wejściowe. I oto pierwsza pojawia się...

Mara Lakefield Cynthia A. Ward
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

⋆˚࿔ friend 𝜗𝜚˚⋆ 𝓑𝓮𝓼𝓽𝓲𝓮🌹

Dawno nie wychodziła z własnego mieszkania.
Traktowała je jak prawdziwą twierdzę nie do zdobycia. Ostatnio jak wychodziła z niego, to poznała Matheo. Teraz jeszcze bardziej zabunkrowała się w apartamencie. Nie musiała wychodzić. Na youtubie puszczała odgłosy z pubu i czuła się, jakby była w środku. Jedyne czego jej brakowało to piwa z kija. Bąbelki, piana i ten wielki kufel ledwo mieszczący się w jej dłoniach. Cynthia żyła tym momentem, w którym mogła zapomnieć o wszystkim.
Chciała zostać w domu, a jednak wyszła do przyjaciół.
Powinna im opowiedzieć o Theo, może powiedzieliby jej coś mądrego, lub wykrzyknęli: jebać typa. Po nich spodziewała się wszystkiego. Zarówno troski jak i opierniczu. Może powinna go dostać? Bezsensownie spanikowała, kiedy Bachmann oświadczył jej, że chce zostać strażakiem. Nie powinna panikować, a te obrazy pojawiały się instynktownie przed nią. Zwyczajnie bała się go stracić, a to i tak stało się... samo.
Wzięła się za siebie.
O ile pójście na terapię, kupienie kilku kolorowych ubrań można było w ten sposób nazwać. Czas spędzała w domu, ale... Cynthia wyglądała inaczej. Zamiast standardowego zestawu ubrań przyszła w szarej sukience, a na ramionach miała zarzuconą skórzaną kurtkę. Zamiast wysoko związanych włosów były fale delikatnie opadające na jej ramiona. Przyszła jako druga i prychnęła, widząc Patela wesoło nawijającego do kelnerki.
Wiesz William, jednak jesteś najbardziej okrutny z całej naszej trójki 一 miłe przywitanie jak na Ward zaliczone 一 ja bym nie zaczęła pić bez was 一 kłamstwo. Gdyby była pierwsza siedziałaby już przy pierwszym kuflu piwa i to właśnie go zamawia u barmanki. Dwie trzecie ekipy już zebrane. Cynthia chwilę milczy, by w końcu poprawić samą siebie.
A na pewno nie jakiś tęczowy rzyg 一 nawet nie wyobrażała sobie, jakby wyglądała treść jego żołądka. Poprawka, doskonale wiedziała. Ostatnio na stole zawitała do niej młoda studentka, która prawdopodobnie przedawkowała. Kolorowa treść żołądka połączona z narkotykami wyglądała paskudnie.
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara z wielką przyjemnością przyjęła propozycję spotkania jaka wyszła od mężczyzny. Potrzebowała się wygadać i poznać perspektywę przyjaciół na temat jej działań, bo w ostatnim czasie trochę chyba zbyt szalała. Spotkania z Michaelem były bardzo przyjemne - wielogodzinne rozmowy prowadzone w łóżku przeplatane seksem? Mogła zdecydowanie nazwać tamte chwile najlepszymi w ciągu jej ostatnich lat. Nie sądziła, że kiedykolwiek jeszcze odnowi kontakt ze swoim byłym, a tym bardziej, że to wszystko rozwinie się w takim kierunku, że zaczęła się zastanawiać czy nie czuje do niego czegoś więcej. Początkowo to wszystko miało być czymś niezobowiązującym, ale tego wieczoru, kiedy go zszywała i rozmawiali o tym jak mogłoby wyglądać ich wspólne życie… Wtedy coś w niej drgnęło. Czuła jak jej serce delikatnie krwawi na myśl o straconym czasie, ale kiedy tylko mogła się ponownie wtulić w jego ramiona - nie chciała go już puszczać. I wtedy się okazało, że znów musi wyjechać. Znów ją zostawia. I znowu ją to zabolało.
Mimo, że utrzymywali kontakt, Mara nie mogła żyć trzymając się nadziei, że Graham kiedyś wróci do Toronto. A tym bardziej, że zdecydują się wtedy na krok w kierunku czegoś poważniejszego. Dlatego nie odmawiała sobie spotkać z mężczyznami. Nie odmawiała sobie nawet seksu z pacjentami, co było cholernie nieetyczne, ale… Po nocy spędzonej z Lazare nie żałowała ani trochę, że tak to się potoczyło.
Co zabawne, tamten wieczór z blondynem rozpoczął się drinkiem w barze, do którego właśnie wchodziła. - Nieźle trafiłeś Will z wyborem miejsca. Miło wspominam ostatni pobyt tutaj- uśmiechnęła się tajemniczo siadając obok nich. - Dobra, widzę że już pijecie, to nie będę tracić czasu-- rozejrzała się szybko po ich wyborze i zaczepiła kelnerkę zamawiając whisky sour, a następnie powróciła spojrzeniem na przyjaciół, ale to kobieta przykuła jej wzrok. - W ogóle Cynthia wyglądasz obłędnie!- powiedziała będąc pod ogromnym wrażeniem pięknych fal na rozpuszczonych włosach brunetki. - Proszę wstać i się obkręcić przed nami, aby zaprezentować swoje wdzięki- zaproponowała chociaż w głębi wątpiła, aby Ward na to przystanęła. Zawsze była piękną kobietą, ale dzisiaj szczególnie podkreślała swoje wdzięki! - Dla kogo się tak kochana wystroiłaś? Czyżbyś miała randkę po spotkaniu z nami?- poruszyła wymownie brwiami kojarząc, że znowu jej serce jest wolne, więc niech mężczyźni z tego korzystają!


William N. Patel-Noriega Cynthia A. Ward
Jakoś miło
Dogadamy się
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Odwracam się w kierunku, z którego dochodzi do mnie znajomy głos przyjaciółki i powiedzieć, że zamurowało mnie na jej widok to jak nie powiedzieć nic. Mrugam kilka razy obczajając, może nawet trochę zbyt badawczo, najpierw fale, spływające luźno na ramiona, a potem sukienkę - Kurwa, kim jesteś i co zrobiłaś z Cynthią? - rzucam na powitanie - Jaasne, może bym uwierzył gdybym cię nie znał - mówię w odpowiedzi na jej słowa, po czym unoszę swojego drinka-niedrinka, bo to bez procentów ciężko tak nazwać i upijam porządnego łyka - No co ty, pyszka jest, zobacz jakie ozdoby, małe dzieło sztuki - ta truskawka, zakręcona słomka, brakowało tylko mini parasoleczki i znowu poczułbym się jak na wakacjach - Nie mogę się napatrzeć na ciebie, Cynthia, skąd taka zmiana? - zagaduję, ale zanim zdąży mi odpowiedzieć pojawia się przy nas Mara. Z Marą witamy się bardziej wylewnie - krótkim uściskiem i szybkim buziaczkiem w policzek - Hm? A co się wydarzyło? Skąd ten uśmiech? - pytam, mrużąc nieznacznie ślepia, po czym na nowo opadam na stołek. Przesuwam spojrzeniem od jednej do drugiej - Co nie? Normalnie szok - wspieram łokcie na blacie stolika, zaś na splecionych dłoniach układam głowę i znowu wbijam spojrzenie w Ward - To znaczy nie to, żebyś na co dzień nie wyglądała obłędnie, ale dzisiaj to przeszłaś samą siebie - wtóruję Lakefield, posyłając dziewczynom czarujący uśmieszek - A może liczysz, że wyrwiesz kogoś w barze, hm? Czy to jednak dla nas? - kto wie? A może wiosna uderzyła jej do głowy i postanowiła trochę zaszaleć z kolorami? To znaczy wciąż to był szary, ale Cynthię nie w czerni ostatni raz widziałem chyba... Nigdy. Popijam swój kolorowy napój, kilka małych łyczków, zanim znowu się odezwę - Stęskniłem się za wami, mamy tyyyyyle do nadrobienia - kiwam głową. No w moim życiu to w ostatnim czasie wydarzyło się naprawdę wiele, ale najpierw wolałem posłuchać co u nich - No to co u was? Opowiadajcie, ty Cynthia słyszałem, że miałaś jakiegoś dżolero na chacie, aż mi się sufit w mieszkaniu trząsł, musiałem kredens trzymać żeby nie jebnął, nie spałem przez to całą noc - nie śpię bo trzymam kredens dosłownie, puszczam oczko do Mary, bo to ona mnie próbowała namówić żebym poszedł podsłuchiwać, ale niestety byłem już wtedy w drodze na lotnisko. Tak to bym pewnie stał pod drzwiami ze szklanką, żeby się czegoś dowiedzieć.

Cynthia A. Ward Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mara Lakefield, William N. Patel-Noriega

Wmawiała sobie, że jakakolwiek byłaby reakcja jej przyjaciół da sobie z nią radę. Przecież to były tylko rozpuszczone włosy i odrobinę inny outfit niż normalnie. Nic nadzwyczajnego. Wystarczyła jedna reakcja, by pożałowała, że nie przyszła w swoich standardowych ubraniach. Spięła każdy mięsień ciała, widząc szok Williama.
Słucham? — w pierwszym słowie wyciekał już typowy dla niej chłód i dystans. Nie dało się go ukryć przed niczym. Pierwsze zdanie i jak niesamowicie trafne było. Podobne powiedziała sama sobie, szykując się przed lustrem.
Na moje zdanie za dużo kolorów — mogła wyglądać inaczej, ale dalej była sobą. Grobową Cynthią. Więcej niż jeden kolor, plus truskawki powodowały u niej niezbyt przyjemne zawroty głowy. — po prostu — mruknęła, pod nosem, słysząc próbę kontynuowania tematu. W głowie odliczała po kolei liczby. Pięć, cztery, trzy, dwa, nie ma co się denerwować na wypominanie zmian i tak cały czas powtarzała sobie w kółku, aż do ich towarzystwa dołączyła Mara i już była jej wdzięczna. Przynajmniej na krótki moment odwróciła od niej uwagę.
Co robiłaś tu bez nas? — spytała wprost, mrużąc oczy. Ward praktycznie zawsze musiała doszukiwać się różnych teorii spiskowych. Teraz było oczywiście podobnie. Musiała dowiedzieć się wszystkiego, bo o ile własne życie uważała za nudne, tak słuchanie o wydarzeniach z życia przyjaciół było dla niej niekończącym się, zajebistym serialem.
Dziękuję — mruknęła, obracając głowę zarówno w stronę Mary, jak i Williama. Skinęła głową, a na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec. Dlatego chodziła cały czas na sztywno, formalnie. Przyjmowanie komplementów, nawet od najbliższych osób przychodziło jej z niesamowitym trudem — nie. — na obracanie się. Przecież Cynthia Ward nie była żadną modelką, wartą oglądania — raz jeszcze skomentujecie i wrócę do domu, żeby się przebrać. — i może już nie wrócić? — zawstydzacie mnie — westchnęła finalnie, a na kolejne słowa już strzeliła oczyma — dla Was — wycedziła przez zęby — tylko Was mam w życiu — faceci odchodzili, a przyjaciółki oraz William zostali. Nieważne, czy był to Cassian, Scott, Lawrence, czy Theo. W życiu Ward panowała jedna, bardzo ważna zasada. Miała przy sobie najbliższych, którzy otaczali ją bezkresnym ciepłem i to dla nich chciała móc się starać. Tyle wyniosła z ostatniej sesji terapeutycznej.
Billy. — cała się najeżyła. Nic dziwnego, skoro dostała kosza, a typ obiecywał jej gruszki na wierzbie — nieaktualne. — krótkie, proste stwierdzenie — potrzebuję więcej alkoholu. — na trzeźwo nie da im o tym opowiedzieć. Wzięła kufel i zaczęła go pić bardzo szybko, nic praktycznie nie mówiąc. Aż został na jej wargach delikatny, piwowy wąs. Szybko zamówiła kolejne, a w między czasie przeniosła wzrok na przyjaciół.
Stwierdził, że do siebie nie pasujemy — powiedziała cicho po odebraniu zamówienia — bo... cały czas użalam się nad samą sobą — jej głos był zdecydowanie cichszy niż zazwyczaj. Z trudem przyszło jej to wyznanie. Ale przecież to nie mogło być to twierdzenie, przez które skreśla się człowieka, prawda? — możemy później do tego wrócić? Wpierw potrzebuję alkoholu — zdecydowanie jeszcze więcej alkoholu, rana była jeszcze za świeża, by móc w niej ot tak grzebać.
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pytanie Cynthi ją tak zaskoczyło, że poczuła się jak na przesłuchaniu, więc z miejsca wypaliła, nie zastanawiając się nad odpowiedzią.- Bzykałam się i rozmawiałam- zabrzmiało to jakby ją zbywała, ale taka była prawda. Wolała jednak się skupić teraz na życiu przyjaciół, aniżeli własnym. Tym bardziej, gdy przyjaciółka przyszła w niecodziennym wydaniu. Ward i kolory? Rozpuszczone włosy? Kto podmienił Cynthię Ward?!
Słysząc, że zrobiła to dla nich, bo tylko ich ma w swoim życiu, coś w niej pękło. Najchętniej wstawałaby i ją przytuliła, ale wiedziała, że przyjaciółka tego nie cierpiała. Poprzestała więc tylko na uściśnięciu jej dłoni poprzez przykrycie jej swoimi własnymi. - Według nas zawsze wyglądasz przepięknie- powiedziała z delikatnym uśmiechem. Nie mówiła też tego, aby ją pocieszyć czy coś. Po prostu tak uważała i była to prawda. Ward była przepiękną kobietą - wewnątrz jak i na zewnątrz.
Nie mogła więc znieść, że ktoś tak ją potraktował! Zawrócił jej w głowie, obiecywał złote góry, a potem porzucił. I jak tu można było się zakochać?! Mara aż się gotowała w środku słysząc przyjaciółkę. - Słuchaj, skoro chłop Cię nie doceniał, to oczywiście, że do siebie nie pasuje. Olej typa, szkoda czasu- powinna być z kimś, kto zawsze będzie ją traktować jak księżniczkę . Niezależnie od tego czy idą do łóżka po raz pierwszy czy kolejny.
Domówiła Cynthii po kolejny drink, bo czuła, że zanim go jej przyniosą, to drugi zniknie zaraz czym prędzej.- Mówiłam wam ostatnio, że się spotkałam z moim byłym jeszcze z liceum i się przespaliśmy, co nie?- spytała unosząc wzrok na brunetkę i Williama. Zwilżyła gardo alkoholem i kontynuowała, ale wcześniej wzięła głęboki wdech.- No więc zaczęliśmy się spotykać. Znaczy nie jako para czy coś. Po prostu sobie rozmawialiśmy, potem był seks, potem znowu rozmawialiśmy i znowu seks…- jak dobrze było to z siebie wyrzucić poprzez powiedzenie prawdy.
- Więc kiedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że chyba czuję do niego coś więcej, musiał wrócić do Ottawy i chyba znowu nieco zranił moje serce- opuściła głowę jak zawstydzone dziecko, chociaż przecież serce nie sługa, prawda? - Więc zgodziłam się pójść na drinka z jednym z członków sesji grupowej, którą prowadzę i z nim też się przespałam- tego się wstydziła jeszcze bardziej, więc aż rumieńce wyskoczyły na jej policzkach. Nie wstydziła się Lazare. Ba, nie żałowała, że do tego doszło. Po prostu zachowała się bardzo nieprofesjonalnie.- W skali od jeden do dziesięciu, jak bardzo brzmię jak latawica?- spytała upijając większy łyk drinka.
Potrzebowała szczerej opinii przyjaciół - albo ja opierdolą albo dadzą akceptację.


William N. Patel-Noriega
ZCynthia A. Ward
Jakoś miło
Dogadamy się
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- To tylko takie żarty - macham ręką, żeby się nie stresowała, a tym bardziej żeby się nie obrażała, bo nikt przecież nie ma nic złego na myśli. Już zaraz jednak wbijam spojrzenie w Marę, bo raczy nas bardzo bezpośrednia odpowiedzią - No to brzmi jak wieczór pełen sukcesów, a najpierw było bzykanie czy rozmowa? - dopytuję przez śmiech, po czym upijam kolejnego łyka swojego mocktaila. Uśmiecham się lekko do Cynthii - Dokładnie, tak jak Mara mówi - kiwam głową dla potwierdzenia, a potem dodaję - Wiesz co, Cynthia? Koniecznie musisz się nauczyć przyjmować komplementy, jak ktoś ci mówi, że wyglądasz pięknie to robisz tak - teraz będzie prezentacja, więc prostuje się na krześle i macham obydwiema rękami, żeby mi jakiś komplement dały, a kiedy taki wypada z ust jednej albo drugiej to ja najpierw trzepoczę rzęsami, potem odgarniam włosy, zakładając kosmyk za ucho i wreszcie się odzywam - Ojej, naprawdę? Słodkie jesteście, dziękuję. I czuję się fantastycznie - pochylam się lekko nad stolikiem, łapiąc w palce swoją zakręconą słomkę, żeby powoli wsunąć jej końcówkę między wargi i pociągnąć malutki łyczek, puszczam w eter zalotne oczko - No i w tym momencie powinien się zacząć flirt - kończę swoją prezentację, ale zaczepiam jeszcze Lakefield - Ty też jej pokaż - macham w jej kierunku głową, bo może jakiś inny sposób, może musimy pokazać Ward różne opcje i wtedy sobie wybierze najlepszą. Potem schodzimy na temat tamtego faceta, więc na moment robię się trochę bardziej poważny - Tak ci powiedział? Że się nad sobą użalasz? - dopytuję, unosząc jedną brew - No właśnie, olej go, jak ci to poprawi humor to możemy go trochę poobgadywać, ale tak wiesz, ostro - ja go nie znam w sumie, ale czy to problem? I tak przecież mogę powiedzieć, że chodziliśmy razem do szkoły i pamiętam, że nie zdał w zerówce bo był za głupi, albo cokolwiek innego - Mara, ty mówiłaś, że to jakiś Twój pacjent, tak? To dawaj pobądź przez chwilę nieprofesjonalna i zdradź nam jakieś jego sekrety. Jak coś to możesz mówić - miałam raz takiego pacjenta, który - kręcę jedną ręką, żeby mówiła, chociaż pewnie i tak na to nie pójdzie. Może jak wypijemy więcej? To znaczy, one wypiją, ja dzisiaj planowałem trzeźwy wieczór, niestety. Wsłuchuję się w słowa rudej, wciąż wbijając w nią spojrzenie - Mhm - potwierdzam, ale nie przerywam - A po chuj do Ottawy? I co? Zamierza tam zostać czy jak? Ale to poczekaj, zakochałaś się w nim? A przypomnij dlaczego w ogóle zerwaliście? - przechylam głowę na jedną stronę, ale kiedy dzieli się z nami kolejnymi rewelacjami to parskam śmiechem - Serio? A to nie jest czasem tak, że nie można ci sypiać z pacjentami? - kręcę głową - W skali od 1 do 10? To na 11, ale spoko, ja też się lubię puszczać - wzruszam ramionami, dla mnie w sumie nie było to nic złego, byliśmy dorośli i wolni, mogliśmy robić co chcemy - I co? Pacjencik pomógł ci zapomnieć o uciekającym eks?

Cynthia A. Ward Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Rozmawiałaś i bzykałaś... — powtórzyła Ward, próbując zrozumieć sytuację. Pytanie brzmiało z kim. Rozmawiała i bzykała. Chyba zazdrościła własnej przyjaciółce otwartości. Jasne, ostatnio przechodziła prawdziwy renesans życia seksualnego, ale mówienie o tym z taką łatwością robiło na niej pozytywne wrażenie.
Wyglądasz cudownie. — stwierdziła poważnie Cynthia, a jej usta ułożyły się we wąską linię. Nie spodziewała się tego po Williamie. Dobra, dosłownie właśnie tego oczekiwała i dlatego cicho zaśmiała się pod nosem. Sama siebie zrugała za to, po czym uniosła głowę — ale nie rób tak więcej, nie zrobiłabym tak nigdy — fale zażenowania mimowolnie rozlały się po jej ciele. Uwielbiała Williama. Zdawała sobie sprawę, że musiał tak to odegrać, tylko byli dorosłymi ludźmi w tanim pubie. Mogli się jakoś zachowywać.
Raczej on już olał mnie, Mara — mruknęła Cynthia, topiąc usta w alkoholu. Jeszcze jedno piwo, a stanie się dla swoich przyjaciół otwartą księgą — więc nie mam, kogo olewać. — on olał ją, zniknął. Nawet nie rozumiała, skąd wynikało zachowanie Theo — tak mi powiedział. Sama jestem źródłem własnego nieszczęścia i pielęgnuję porażkę życiową, którą jestem — dbała o nie, jak wytrawna ogrodniczka, uwielbiająca użalać się nad sobą. Mógł mieć rację, ale... — a ja mu powiedziałam o Cassianie — mruknęła cicho, nie wiedząc, czego powinna się spodziewać — ostro? Ostro to się zmienił, jak za pstryknięciem palcami — westchnęła ciężko — był innym człowiekiem — Bachmann, którego znała był iluzją. Jakkolwiek śmiesznie to nie brzmiało, musiała to wypowiedzieć głośno.
Tak — potwierdziła Ward sprawę byłego Lakefield. Po czym słuchała ją z ciekawości, kiwając spokojnie głową — To legalne, Mara? — seks z własnym pacjentem. Cynthia nie wiedziała, bo ona, hehe, nie interesowała się własnymi — minus dziesięć. — w skali latawic, a Patelowi sprzedała kuksańca — sama nie jestem lepsza — lodowata Cynthia w ciągu ostatniego roku biła własną przyjaciółkę na twarz i chyba pierwszy raz się do wszystkiego przyzna — rezydent, Scott, Cassian, teraz Theo — prawie wychodziło na to, że co miesiąc miała innego — chyba faceci nie są dla mnie. — mocne wyznanie z ust Ward. Uniosła delikatnie wzrok na przyjaciół. Uśmiechnęła się delikatnie, by się zaśmiać.
Wychodzi na to, że wszyscy się puszczamy... — wspólna konfa powinna zostać przechrzczona na latawice trzya co u Ciebie William? — choć pytanie powinno brzmieć, z kim ty się puściłeś.

:william:, :mara:
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Zawsze najpierw rozmawiam, potem bzykam. To odpowiednia kolejność… chociaż nie zawsze jednak- uznała w połowie zdania marszcząc przy tym brwi, gdy czasami słowa były zbędne i po prostu trzeba było najpierw zrzucić ciśnienie, by następnie móc porozmawiać. Ale doceniała chęć przyjaciela poznania kolejności. To było bardzo ważne pytanie!
Tak jak było ważne przekonanie Cynthi, żeby nauczyła się przyjmować komplementy. - Właśnie! Musisz nas posłuchać, mamy z Williamem zawsze najlepsze rady-pewnie wiele osób by się z tym nie zgodziło, ale ich nie pytamy o opinię, prawda? - Oh Billy jaka cudowna opalenizna! I te mięśnie-- powiedziała z wyraźnym podziwem i nawet dotknęła jego bicepsa z ustami szeroko otwartymi. Trzeba było przyznać, że Patel udzielał lekcji Ward w sposób perfekcyjny. Mara uśmiechała sie od ucha do ucha obserwując go jak przyjmuje komplement, a następnie zamachała na nich, że teraz ona chce coś usłyszeć! A jak dostała komplement, to zarzuciła zamaszyście rudymi włosami, wyprostowała się i zarzuciła nogę na nogę. - Tak, wiem, ale dziękuję- powiedziała z lekkim, ale nieprzesadzonym uśmiechem.
Sytuacja przyjaciółki ją martwiła, więc ważne były dla niej próby jej rozweselenia. Była dla niej najważniejsza na świecie i była gotowa na wszystko. - No wiesz co! To jest bardzo nieprofesjonalne. Nie mogłabym przecież powiedzieć, że raz miałam takiego pacjenta, który był tak nadpobudliwy, że pewnie zawsze dochodził przed swoją kobietą i to już po ekstremalnych trzech sekundach- dlatego właśnie zachowała się bardzo nieprofesjonalnie przystając na propozycję Willa. - Kochana, nie słuchaj takich diagnoz od osób, które same chodzą na terapię. To nie ma sensu- i aż się w niej zagotowało, że jakiś typ przed którym brunetka otworzyła swoje serce, tak ją potraktował. - O widzisz! Tym bardziej, że sama zauważyłaś, że typ pewnie cierpi na jakieś rozdwojenie jaźni- kolejny nieprofesjonalny komentarz, ale Ward nie potrafiła go sobie darować w tej sytuacji. Czuła wściekłość wobec jej jednorazowego pacjenta, bo naprawdę liczyła, że przyjaciółka w końcu odnalazła miłość w życiu.
Niestety najwidoczniej żadna z nich nie miała szczęścia w miłości. Na wspomnienie o Michaelu poczuła motylki w brzuchu, a jednocześnie na jej twarzy pojawił się smutek. Tęskniła za nim.- Nie wiem czy się zakochałam. Po prostu… po prostu zaczęło mi na nim zależeć bardziej niż sądziłam. Wpierw myślałam, że to sentyment do lat młodości, zanim wyjechał na studia i dlatego zerwaliśmy, bo jednak ciężko utrzymać związek na odległość. Ale przy Michaelu wszystko było takie… proste? Mogliśmy gadać godzinami, a jednocześnie rozumieliśmy się bez słów- upiła łyk drinka, by dodać sobie odwagi do dalszej wypowiedzi. - Nie wiem kiedy wróci i czy w ogóle wróci- westchnęła, ale zaraz się roześmiała słysząc ich ocenę jej latawnictwa.- Średnia z minus dziesięć i jedenaście daje chyba zero, więc wychodzi na to, że nie jestem latawicą- czyli porządna z niej kobieta! - A ten pacjent to był na jednym tylko spotkaniu grupy wsparcia, którą prowadzę, więc…. Więc to taki połowiczny pacjent?- spojrzała na nich z pewną nadzieją, jakby to miało ją rozgrzeszyć. - I tak, zdecydowanie wieczór z nim pomógł mi zapomnieć o moim eks- a na wspomnienie tamtej nocy jej uśmiech znacznie się poszerzył, bo ostatecznie niczego nie żałowała i bardzo miło wspominała wspólnie spędzona noc.- Właśnie Billy. A Ty na wakacjach z iloma się puściłeś?



William N. Patel-Noriega Cynthia A. Ward
Jakoś miło
Dogadamy się
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Kręcę z rozbawieniem głową i znowu popijam swojego virgin drinka. No tak, teoretycznie to była odpowiednia kolejność, ale wszyscy wiedzieliśmy jak to bywa w praktyce - różnie - Jezu, Mara, wyglądasz dzisiaj tak dojebanie, że mi stanął - komplement jak się patrzy, taki mocno bezpośredni, taki w moim stylu, ale reakcja właściwie jeszcze lepsza. Aż na moment mi mowę odbiera i kiwam z uznaniem głową - Oooo, to było dobre, nawet bardziej w twoim stylu, Cynthia - stwierdzam, bo z niej była raczej twarda babka niż miękka, jakby tak zarzuciła włosem, potem nogami a potem wypieła pierś do przodu, to pewnie każdy facet w tym barze byłby jej w trzy sekundy. Słucham wymiany zdań między dziewczynami, zerkając to na jedną to na drugą, a kiedy Lakefield nam zdradza słodkie tajemnice swojego pacjenta to parskam śmiechem - Nie no w takim wypadku to NA SZCZĘŚCIE cię olał, weź, na dłuższą metę to by była katorga przecież - wywracam oczami - A poza tym to na bank był jakiś pajac, może z borderline, skoro tak jak mówisz raz był taki a raz sraki - wzruszam ramionami - Twoje doświadczenia kształtują twój charakter, Cynthia, to chyba jest logiczne, że nie będziesz tryskać optymizmem. Miałabyś się wstydzić swojej przeszłości? No ja myślę, że i tak nieźle sobie radzisz, dużo udało ci zostawić za sobą, a jeśli koleś poddaje się przy pierwszej bitwie to chuj mu w nos - bo w dupsko niektórzy lubią przecież, może on też? Słucham uważnie Mary, w międzyczasie popijając swój napój - Do dupy, ech - wzdycham - Może lepiej żeby już nie wracał, szybciej zapomnisz - kiwam głową, chociaż sam doskonale wiem jak to czasem ciężko zapomnieć o kimś, kto wydawał się twoją bratnią duszą i nagle znikał bez słowa. Zamyślam się na moment, a z tego stanu wyrywa mnie dopiero rozmowa między przyjaciółkami - No i dobrze, młodzi jeszcze jesteśmy, trzeba się trochę pobawić zanim zacznie nas łamać w krzyżu, to co? Toaścik? Za bycie wolnym i rozwiązłym - śmieję się, unosząc swój moctail, po czym upijam kolejnego łyka. I zaraz obie twarze zwrócone są w moją stronę, a ja poprawiam się trochę nerwowo na krześle, bo jednak liczyłem na to, że uda mi się jeszcze trochę przeciągnąć czas spowiedzi - No powiem wam, że wyspiarki są gorące w opór - zaczynam, tak bardzo naokoło jak tylko się da - Połowa lasek opala się tam topless, czaicie? Zero skrępowania, wchodzisz na plażę, a tam tuziny cycków dosłownie. Duże, małe, wiszące, sterczące, no kurwa jakie tylko można sobie wymarzyć, tyle gołych biustów w jednym momencie nie widziałem nawet na orgii w 2022 - parskam śmiechem, a tam było z pięćdziesiąt osób dosłownie - Wyobrażacie sobie to? - pytam, chociaż nie wiem czy akurat dla nich to jest jakaś atrakcja - No ale mnie w sumie interesowały tylko jedne - w końcu zaczynam powoli zmierzać do sedna tej historii, zerkam to na jedną to na drugą i przepijam, żeby zwilżyć gardło i jeszcze chwilę przeciągnąć - I to kanadyjskie, kurwa, to jest w sumie zabawna historia bo nie uwierzycie kogo tam spotkałem i z kim spędziłem wakacje - sam bym nie uwierzył - Z Kovalski, ale jaja, co? Chyba sobie pójdę po jeszcze coś do picia, chcecie? Przyniosę wam - kończę swój napój żeby nie było, że chcę tylko uciec zanim do nich dotrą moje słowa.

Cynthia A. Ward Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”