Za trzecim razem zmęczenie Teddy zaczęło mieszać się z frustracją. Każdy kolejny alarm podnosił ciśnienie, bo wszyscy przeczuwali, że to znowu fałszywka. Najgorsze było to poczucie marnowanego czasu i świadomość, że w chwili, gdy oni krążą po pustych działkach, gdzieś indziej ktoś naprawdę może potrzebować pomocy. Kiedy nad ranem wrócili do remizy po ostatnim bezowocnym wyjeździe, była tak napięta, że aż bolały ją plecy. Wiedziała, że jeśli teraz po prostu pojedzie do domu i spróbuje zasnąć, obudzi się rozbita i nieznośna, a przecież wieczorem miała zobaczyć się z April.
Wiadomość od Iris z propozycją wspólnego wypadu na siłownię spadła jej jak z nieba. Od razu odpisała, że spotkają się na miejscu i że właściwie już zaraz tam będzie, bo Darling miała pierdolca i wszędzie woziła ze sobą torbę treningową. W rozmowie telefonicznej sprzed kilku dni streściła przyjaciółce wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.
Oficjalnie była teraz w związku, co brzmiało to poważnie i dorośle. Postanowiła więc, że od tej chwili przestanie rozglądać się po sali za innymi kobietami. Koniec z ukradkowymi spojrzeniami. Koniec z ocenianiem uśmiechów, sylwetek i sposobu, w jaki któraś poprawia włosy. I co zrobiła po przekroczeniu progu sali? Oczywiście obejrzała się za rudowłosą dziewczyną w obcisłych getrach, które podkreślały każdy ruch jej bioder. Ale to było silniejsze od niej, okej?
Teddy była wzrokowcem. Reagowała na kolory, na linie ciała, na światło tańczące na skórze. Nie mogła przecież tak po prostu wydłubać sobie oczu ani chodzić z zawiązaną opaską tylko dlatego, że w jej życiu pojawiła się etykietka zajęta. To było naturalne, jak oddychanie! Poza tym, no umówmy się, od patrzenia nikt jeszcze nie umarł. To były tylko sekundy. Krótkie, niewinne spojrzenie. Estetyczna obserwacja. Nic więcej. A już z całą pewnością nie miało to absolutnie żadnego związku z przyspieszonym biciem serca ani z motylami, które trzepotały w jej brzuchu. To akurat była zasługa jej dziewczyny.
— No dobrze — zaczęła, stając na macie, żeby rozprostować zastały kręgosłup. — Ale skoro mniej więcej wiesz, co u mnie... Okej, mniej niż więcej, ale teraz potrzebuję informacji zwrotnej. Tak to działa, Iris. Ja mówię ci, co wydarzyło się w moim życiu, a ty odwdzięczasz się tym samym. A wiem, że coś się wydarzyło. Widzę to po tobie — w tym miejscu Teddy uniosła rękę i wykonała zamaszysty ruch ręką, żeby objąć całą sylwetkę Valentine.
Iris Valentine