ODPOWIEDZ
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

033.
Autentycznie rozchorowałaby się, gdyby nie poszła na siłownię. Zwykle nadrabiała trening na sali w remizie, gdzie kapitan, ku zaskoczeniu wszystkich, zorganizował im naprawdę porządny sprzęt. Poza ciężarami i ławką, mieli tam bieżnię, a nawet ergometr wioślarski! Ale w trakcie zmiany rzadko kiedy udawało się skorzystać z tych dóbr, a zeszła noc naprawdę dała im w kość. I to nawet nie przez jakiś spektakularny pożar czy dramatyczną akcję ratunkową. To była bezsensowna intensywność związana z ciągłymi wyjazdami do fałszywych alarmów. Ktoś znudzony albo po prostu zwyczajnie głupi kilkakrotnie zgłaszał podpalenia w różnych częściach miasta. Za każdym razem brzmiało to wiarygodnie, bo chodziło o opuszczony magazyn, kontener z odpadami przy zakładzie spożywczym albo drewniana altanę na ogródkach działkowych. Za każdym razem zrywali się z miejsc i włączali syreny. I za każdym razem zastawali ciszę. Ciemne podwórka, puste ulice i zdziwionych mieszkańców wyglądających przez okna. Ani dymu, ani ognia, ani choćby śladu niedopałka. Idiotyczny żart. A jednak musieli odpowiedzieć na wezwania i upewnić się, czy na pewno nie ma zagrożenia. Procedury były jasne, dlatego należało sprawdzić teren, obejść budynki, zajrzeć w każdy zakamarek i porozmawiać z ewentualnymi świadkami. Dopiero potem mogli wrócić.
Za trzecim razem zmęczenie Teddy zaczęło mieszać się z frustracją. Każdy kolejny alarm podnosił ciśnienie, bo wszyscy przeczuwali, że to znowu fałszywka. Najgorsze było to poczucie marnowanego czasu i świadomość, że w chwili, gdy oni krążą po pustych działkach, gdzieś indziej ktoś naprawdę może potrzebować pomocy. Kiedy nad ranem wrócili do remizy po ostatnim bezowocnym wyjeździe, była tak napięta, że aż bolały ją plecy. Wiedziała, że jeśli teraz po prostu pojedzie do domu i spróbuje zasnąć, obudzi się rozbita i nieznośna, a przecież wieczorem miała zobaczyć się z April.
Wiadomość od Iris z propozycją wspólnego wypadu na siłownię spadła jej jak z nieba. Od razu odpisała, że spotkają się na miejscu i że właściwie już zaraz tam będzie, bo Darling miała pierdolca i wszędzie woziła ze sobą torbę treningową. W rozmowie telefonicznej sprzed kilku dni streściła przyjaciółce wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.
Oficjalnie była teraz w związku, co brzmiało to poważnie i dorośle. Postanowiła więc, że od tej chwili przestanie rozglądać się po sali za innymi kobietami. Koniec z ukradkowymi spojrzeniami. Koniec z ocenianiem uśmiechów, sylwetek i sposobu, w jaki któraś poprawia włosy. I co zrobiła po przekroczeniu progu sali? Oczywiście obejrzała się za rudowłosą dziewczyną w obcisłych getrach, które podkreślały każdy ruch jej bioder. Ale to było silniejsze od niej, okej?
Teddy była wzrokowcem. Reagowała na kolory, na linie ciała, na światło tańczące na skórze. Nie mogła przecież tak po prostu wydłubać sobie oczu ani chodzić z zawiązaną opaską tylko dlatego, że w jej życiu pojawiła się etykietka zajęta. To było naturalne, jak oddychanie! Poza tym, no umówmy się, od patrzenia nikt jeszcze nie umarł. To były tylko sekundy. Krótkie, niewinne spojrzenie. Estetyczna obserwacja. Nic więcej. A już z całą pewnością nie miało to absolutnie żadnego związku z przyspieszonym biciem serca ani z motylami, które trzepotały w jej brzuchu. To akurat była zasługa jej dziewczyny.
No dobrze — zaczęła, stając na macie, żeby rozprostować zastały kręgosłup. — Ale skoro mniej więcej wiesz, co u mnie... Okej, mniej niż więcej, ale teraz potrzebuję informacji zwrotnej. Tak to działa, Iris. Ja mówię ci, co wydarzyło się w moim życiu, a ty odwdzięczasz się tym samym. A wiem, że coś się wydarzyło. Widzę to po tobie — w tym miejscu Teddy uniosła rękę i wykonała zamaszysty ruch ręką, żeby objąć całą sylwetkę Valentine.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Iris nie była chyba aż takim… sportowym świrem. Zawsze była aktywna, zawsze dużo trenowała i przy przeszkoleniu wojskowym prawdopodobnie była w swojej najlepszej życiowej formie, ale to było dawno. Dawno i nieprawda – chciałoby się powiedzieć. Zdążyła zapomnieć o całej swojej masie mięśniowej i dopiero wracała do formy, ale trening z przyjaciółką wydawał się być całkiem przyjemnym sposobem na spędzenie czasu. Może odrobina rywalizacji jej pomoże – chociaż jednocześnie doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ma szans w starciu z formą strażaczki, to już nie te czasy.
- Ej to nie fair… skoro to tylko mniej niż więcej! – obruszyła się, prychając wymownie, ale jednocześnie kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – I nie mam pojęcia, co widzisz po mnie – sama machnęła rękoma w dokładnie taki sam sposób jak Teddy, gdy wskazywała na sylwetkę Iris – Ale dam sobie rękę uciąć, że za dużo sobie wyobrażasz. – bo niewiele się zmieniło i właściwie nie była pewna, czy jakikolwiek update w jej życiu uczuciowo-łóżkowym mógłby Darling zadowolić, raczej… wręcz przeciwnie. Bo Valentine zrobiła wszystko dokładnie to, czego nie kazała jej robić. Przespała się z żonatym. I zaliczyła Grahama, więc… też żonatego? Gdy teraz krótko się nad tym zastanowiła zdała sobie sprawę, że nie wie, że nie ma zielonego pojęcia jak wygląda stan cywilny Michaela – Ale z ciekawostek… – zaczęła, jednocześnie zaczynając rozgrzewkę i dynamiczne rozciąganie, ale spokojnym tempem, w którym nadal mogła rozmawiać z Darling – Dowiedziałam się, że koleżanka z pracy mnie nienawidzi… stwierdziła, że jestem o k r o p n a, bo mam za mało seksu w życiu, więc zmusiła mnie do pójścia na randkę w ciemno. – pochwaliła się i wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu, bo brzmiało to tak idiotycznie, że nie mogła tego brać tak całkiem na poważnie – A! A czemu mnie nienawidzi? Bo facet, z którym mnie umówiła miał jakieś metr pięćdziesiąt wzrostu, zakola, był jakieś dwadzieścia lat ode mnie starszy, upił się zanim pojawiłam się w restauracji, a jak już tam weszłam to akurat darł mordę na kelnerkę… w ostatniej chwili udało mi się ewakuować. Ah! I jeszcze pomylił moje imię. – zrecenzowała swoją niedoszłą randkę i wytłumaczyła dlaczego była przekonana, że wspomniana kobieta jej nienawidziła. Facet, który wtedy na nią czekał pasował do niej jak pięść do nosa albo kwiatek do kożucha… czyli wcale - Jesteśmy kwita?


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przyszła na siłownię, żeby konkurować z przyjaciółką. Nie czuła potrzeby udowadniania, że była w znacznie lepszej formie, bo i tak nikt nie miał co do tego wątpliwości. Musiała dbać o siebie regularnie, bo jej praca wymagała siły i niecodziennej wytrzymałości. Teddy wielokrotnie udowadniała, że nie odstaje od kolegów z jednostki, ale jej feminizm kończył się tam, gdzie zaczynała się fizyczna rzeczywistość. Na przykład podczas transportu pacjenta z piątego piętra. Dźwiganie trzystukilogramowego mężczyzny w asyście ratowników medycznych nie było czymś, o czym można by mówić lekko.
Uniosła się na palcach, kiedy Iris wspomniała o randce w ciemno, ale zaraz opadła na matę, kiedy okazało się, że jej randką był jakiś dziaders.
O wow — Darling naprawdę starała się zachować powagę, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu — Czyli jednak miałam rację, mówiąc, że widać to po tobie — wykonała skłon w rozkroku, sięgając dłonią do stopy. — Czyli miałam rację, że przytrafiło ci się coś niesamowitego, ale nie spodziewałam się, że twoje koleżanki z pracy są takie zawistne. Co jej zrobiłaś? Przespałaś się z jej mężem? — posłała Valentne rozbawione spojrzenie. — No dobrze, przepraszam. To na sto procent żadna nienawiść, tylko zwykła zazdrość! — powiedziała, co oczywiście miało sens! Przecież Iris była piękna i młoda, nic dziwnego, że koleżanka umyślnie wpakowała ją na minę. Chociaż z tym określeniem koleżanka to trochę ją poniosło.
Czy były kwita? No nie do końca. Nie tego się spodziewała. Gdzie w tym wszystkim jakiś romans? I dlaczego przyjaciółka dalej nie zmieniła orientacji i nie znalazła sobie jakieś fajnej dziewczyny? Wtedy mogłyby chodzić na podwójne randki.
I jak cię nazwał? — zainteresowała się, nie kryjąc rozbawienia? — Irene? Isla? Isabelle? No dawaj, to i tak najciekawsza część twojej opowieści. Ciekawiej byłoby tylko, gdybyś poszła z nim do łóżka i okazałoby się, że ma żonę. Albo męża — nie mogła darować sobie tych małych przytyków.
Wcale nie oceniała Valentine, droczyła się z nią wyłącznie z miłości! Bo mogła. A nawet musiała, przecież na tym polegała przyjaźń.
I dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło — dodała jeszcze po chwili, po czym uklękła na macie, żeby rozruszać obolały kręgosłup. Skutki noszenia na plecach sprzętu dwa razy większego i cięższego od niej samej. — Nie każ mi się ciągnąć za język — ostrzegła lojalnie, bo przecież Teddy nie lubiła nikomu wiercić dziury w brzuchu i wychodziła z założenia, że jeśli ktoś chciał o czymś opowiadać, to po prostu opowiadał.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mina Valentine, gdy Teddy zasugerowała, że złośliwość koleżanki wynikała z jej słabości do zajętych mężczyzn? Bezcenna! Absolutnie bezcenna. Aczkolwiek nawet nie mogła mieć do przyjaciółki jakoś szczególnie dużo pretensji, bo no cóż… sama sobie była winna! Głównie tym, że jej się przyznała do tego, że miała romans z żonatym facetem. Jeszcze gorzej, że wcale się nie poprawiła! – Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że wydawało jej się, że to porządny facet… aczkolwiek musiałaby być ślepa. I głucha. I zupełnie nie mieć gustu oraz zdrowego rozsądku. – i mówiła to ona, która zdrowego rozsądku nie miała za grosz! Bo nie miała… była beznadziejna w relacjach damsko-męskich, nie potrafiła ich ogarnąć i teraz ewidentnie ponosiła tego konsekwencje.
- Miał żonę. – przyznała, wzruszając lekko ramionami jakby to była najbardziej oczywista i zupełnie nieproblematyczna część tej historii. Uznała, że najlepiej będzie po prostu zerwać plaster szybko i (prawie) bezboleśnie – Znaczy nie ten facet, dla którego tam poszłam i przed którym uciekłam. Tylko ten, którego wykorzystałam do ucieczki. – wyjaśniła, żeby nie było wątpliwości, bo przecież nie spędziłaby wieczoru z takim burakiem… - Gdy zobaczyłam jak zaczyna krzyczeć na tą biedną kelnerkę zdezerterowałam. Usiadłam przy stoliku, przy którym siedział samotny facet… poprosiłam o ratunek i udawałam, że ja to nie ja. Bo tak, szukał Irene. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo ciągle czuła te ciarki żenady, gdy czerwony na twarzy mężczyzna próbował jej wmówić, że to z nim się umówiła, a ona z pełnym przekonaniem zapewniała go, że z kimś ją pomylił – To był bardzo dziwny wieczór. BARDZO. – wzruszyła ramionami, ale tak faktycznie było. Gdy wychodziła z domu na pewno nie przypuszczała, że tak to wszystko się potoczy i prawdę powiedziawszy z perspektywy czasu nadal uważała, że było to mocno abstrakcyjne.
I nie patrz tak na mnie… to nie ja mam żonę. – prychnęła, bo ostatecznie to nie ona robiła coś złego – O karmę będę się martwić jak już będę miała męża, ale no nie oszukujmy się… raczej mi to nie grozi. Albo ja nie jestem materiałem na żonę, albo nie istnieje materiał na męża dla mnie. – i do końca życia będzie tą drugą. Zapasową opcją. Tą, z którą miło spędza się czas, ale której nie da się pokochać.


teddy darling
ODPOWIEDZ

Wróć do „CrossFit Toronto”