ODPOWIEDZ
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

033.
Autentycznie rozchorowałaby się, gdyby nie poszła na siłownię. Zwykle nadrabiała trening na sali w remizie, gdzie kapitan, ku zaskoczeniu wszystkich, zorganizował im naprawdę porządny sprzęt. Poza ciężarami i ławką, mieli tam bieżnię, a nawet ergometr wioślarski! Ale w trakcie zmiany rzadko kiedy udawało się skorzystać z tych dóbr, a zeszła noc naprawdę dała im w kość. I to nawet nie przez jakiś spektakularny pożar czy dramatyczną akcję ratunkową. To była bezsensowna intensywność związana z ciągłymi wyjazdami do fałszywych alarmów. Ktoś znudzony albo po prostu zwyczajnie głupi kilkakrotnie zgłaszał podpalenia w różnych częściach miasta. Za każdym razem brzmiało to wiarygodnie, bo chodziło o opuszczony magazyn, kontener z odpadami przy zakładzie spożywczym albo drewniana altanę na ogródkach działkowych. Za każdym razem zrywali się z miejsc i włączali syreny. I za każdym razem zastawali ciszę. Ciemne podwórka, puste ulice i zdziwionych mieszkańców wyglądających przez okna. Ani dymu, ani ognia, ani choćby śladu niedopałka. Idiotyczny żart. A jednak musieli odpowiedzieć na wezwania i upewnić się, czy na pewno nie ma zagrożenia. Procedury były jasne, dlatego należało sprawdzić teren, obejść budynki, zajrzeć w każdy zakamarek i porozmawiać z ewentualnymi świadkami. Dopiero potem mogli wrócić.
Za trzecim razem zmęczenie Teddy zaczęło mieszać się z frustracją. Każdy kolejny alarm podnosił ciśnienie, bo wszyscy przeczuwali, że to znowu fałszywka. Najgorsze było to poczucie marnowanego czasu i świadomość, że w chwili, gdy oni krążą po pustych działkach, gdzieś indziej ktoś naprawdę może potrzebować pomocy. Kiedy nad ranem wrócili do remizy po ostatnim bezowocnym wyjeździe, była tak napięta, że aż bolały ją plecy. Wiedziała, że jeśli teraz po prostu pojedzie do domu i spróbuje zasnąć, obudzi się rozbita i nieznośna, a przecież wieczorem miała zobaczyć się z April.
Wiadomość od Iris z propozycją wspólnego wypadu na siłownię spadła jej jak z nieba. Od razu odpisała, że spotkają się na miejscu i że właściwie już zaraz tam będzie, bo Darling miała pierdolca i wszędzie woziła ze sobą torbę treningową. W rozmowie telefonicznej sprzed kilku dni streściła przyjaciółce wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.
Oficjalnie była teraz w związku, co brzmiało to poważnie i dorośle. Postanowiła więc, że od tej chwili przestanie rozglądać się po sali za innymi kobietami. Koniec z ukradkowymi spojrzeniami. Koniec z ocenianiem uśmiechów, sylwetek i sposobu, w jaki któraś poprawia włosy. I co zrobiła po przekroczeniu progu sali? Oczywiście obejrzała się za rudowłosą dziewczyną w obcisłych getrach, które podkreślały każdy ruch jej bioder. Ale to było silniejsze od niej, okej?
Teddy była wzrokowcem. Reagowała na kolory, na linie ciała, na światło tańczące na skórze. Nie mogła przecież tak po prostu wydłubać sobie oczu ani chodzić z zawiązaną opaską tylko dlatego, że w jej życiu pojawiła się etykietka zajęta. To było naturalne, jak oddychanie! Poza tym, no umówmy się, od patrzenia nikt jeszcze nie umarł. To były tylko sekundy. Krótkie, niewinne spojrzenie. Estetyczna obserwacja. Nic więcej. A już z całą pewnością nie miało to absolutnie żadnego związku z przyspieszonym biciem serca ani z motylami, które trzepotały w jej brzuchu. To akurat była zasługa jej dziewczyny.
No dobrze — zaczęła, stając na macie, żeby rozprostować zastały kręgosłup. — Ale skoro mniej więcej wiesz, co u mnie... Okej, mniej niż więcej, ale teraz potrzebuję informacji zwrotnej. Tak to działa, Iris. Ja mówię ci, co wydarzyło się w moim życiu, a ty odwdzięczasz się tym samym. A wiem, że coś się wydarzyło. Widzę to po tobie — w tym miejscu Teddy uniosła rękę i wykonała zamaszysty ruch ręką, żeby objąć całą sylwetkę Valentine.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Iris nie była chyba aż takim… sportowym świrem. Zawsze była aktywna, zawsze dużo trenowała i przy przeszkoleniu wojskowym prawdopodobnie była w swojej najlepszej życiowej formie, ale to było dawno. Dawno i nieprawda – chciałoby się powiedzieć. Zdążyła zapomnieć o całej swojej masie mięśniowej i dopiero wracała do formy, ale trening z przyjaciółką wydawał się być całkiem przyjemnym sposobem na spędzenie czasu. Może odrobina rywalizacji jej pomoże – chociaż jednocześnie doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ma szans w starciu z formą strażaczki, to już nie te czasy.
- Ej to nie fair… skoro to tylko mniej niż więcej! – obruszyła się, prychając wymownie, ale jednocześnie kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – I nie mam pojęcia, co widzisz po mnie – sama machnęła rękoma w dokładnie taki sam sposób jak Teddy, gdy wskazywała na sylwetkę Iris – Ale dam sobie rękę uciąć, że za dużo sobie wyobrażasz. – bo niewiele się zmieniło i właściwie nie była pewna, czy jakikolwiek update w jej życiu uczuciowo-łóżkowym mógłby Darling zadowolić, raczej… wręcz przeciwnie. Bo Valentine zrobiła wszystko dokładnie to, czego nie kazała jej robić. Przespała się z żonatym. I zaliczyła Grahama, więc… też żonatego? Gdy teraz krótko się nad tym zastanowiła zdała sobie sprawę, że nie wie, że nie ma zielonego pojęcia jak wygląda stan cywilny Michaela – Ale z ciekawostek… – zaczęła, jednocześnie zaczynając rozgrzewkę i dynamiczne rozciąganie, ale spokojnym tempem, w którym nadal mogła rozmawiać z Darling – Dowiedziałam się, że koleżanka z pracy mnie nienawidzi… stwierdziła, że jestem o k r o p n a, bo mam za mało seksu w życiu, więc zmusiła mnie do pójścia na randkę w ciemno. – pochwaliła się i wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu, bo brzmiało to tak idiotycznie, że nie mogła tego brać tak całkiem na poważnie – A! A czemu mnie nienawidzi? Bo facet, z którym mnie umówiła miał jakieś metr pięćdziesiąt wzrostu, zakola, był jakieś dwadzieścia lat ode mnie starszy, upił się zanim pojawiłam się w restauracji, a jak już tam weszłam to akurat darł mordę na kelnerkę… w ostatniej chwili udało mi się ewakuować. Ah! I jeszcze pomylił moje imię. – zrecenzowała swoją niedoszłą randkę i wytłumaczyła dlaczego była przekonana, że wspomniana kobieta jej nienawidziła. Facet, który wtedy na nią czekał pasował do niej jak pięść do nosa albo kwiatek do kożucha… czyli wcale - Jesteśmy kwita?


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przyszła na siłownię, żeby konkurować z przyjaciółką. Nie czuła potrzeby udowadniania, że była w znacznie lepszej formie, bo i tak nikt nie miał co do tego wątpliwości. Musiała dbać o siebie regularnie, bo jej praca wymagała siły i niecodziennej wytrzymałości. Teddy wielokrotnie udowadniała, że nie odstaje od kolegów z jednostki, ale jej feminizm kończył się tam, gdzie zaczynała się fizyczna rzeczywistość. Na przykład podczas transportu pacjenta z piątego piętra. Dźwiganie trzystukilogramowego mężczyzny w asyście ratowników medycznych nie było czymś, o czym można by mówić lekko.
Uniosła się na palcach, kiedy Iris wspomniała o randce w ciemno, ale zaraz opadła na matę, kiedy okazało się, że jej randką był jakiś dziaders.
O wow — Darling naprawdę starała się zachować powagę, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu — Czyli jednak miałam rację, mówiąc, że widać to po tobie — wykonała skłon w rozkroku, sięgając dłonią do stopy. — Czyli miałam rację, że przytrafiło ci się coś niesamowitego, ale nie spodziewałam się, że twoje koleżanki z pracy są takie zawistne. Co jej zrobiłaś? Przespałaś się z jej mężem? — posłała Valentne rozbawione spojrzenie. — No dobrze, przepraszam. To na sto procent żadna nienawiść, tylko zwykła zazdrość! — powiedziała, co oczywiście miało sens! Przecież Iris była piękna i młoda, nic dziwnego, że koleżanka umyślnie wpakowała ją na minę. Chociaż z tym określeniem koleżanka to trochę ją poniosło.
Czy były kwita? No nie do końca. Nie tego się spodziewała. Gdzie w tym wszystkim jakiś romans? I dlaczego przyjaciółka dalej nie zmieniła orientacji i nie znalazła sobie jakieś fajnej dziewczyny? Wtedy mogłyby chodzić na podwójne randki.
I jak cię nazwał? — zainteresowała się, nie kryjąc rozbawienia? — Irene? Isla? Isabelle? No dawaj, to i tak najciekawsza część twojej opowieści. Ciekawiej byłoby tylko, gdybyś poszła z nim do łóżka i okazałoby się, że ma żonę. Albo męża — nie mogła darować sobie tych małych przytyków.
Wcale nie oceniała Valentine, droczyła się z nią wyłącznie z miłości! Bo mogła. A nawet musiała, przecież na tym polegała przyjaźń.
I dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło — dodała jeszcze po chwili, po czym uklękła na macie, żeby rozruszać obolały kręgosłup. Skutki noszenia na plecach sprzętu dwa razy większego i cięższego od niej samej. — Nie każ mi się ciągnąć za język — ostrzegła lojalnie, bo przecież Teddy nie lubiła nikomu wiercić dziury w brzuchu i wychodziła z założenia, że jeśli ktoś chciał o czymś opowiadać, to po prostu opowiadał.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mina Valentine, gdy Teddy zasugerowała, że złośliwość koleżanki wynikała z jej słabości do zajętych mężczyzn? Bezcenna! Absolutnie bezcenna. Aczkolwiek nawet nie mogła mieć do przyjaciółki jakoś szczególnie dużo pretensji, bo no cóż… sama sobie była winna! Głównie tym, że jej się przyznała do tego, że miała romans z żonatym facetem. Jeszcze gorzej, że wcale się nie poprawiła! – Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że wydawało jej się, że to porządny facet… aczkolwiek musiałaby być ślepa. I głucha. I zupełnie nie mieć gustu oraz zdrowego rozsądku. – i mówiła to ona, która zdrowego rozsądku nie miała za grosz! Bo nie miała… była beznadziejna w relacjach damsko-męskich, nie potrafiła ich ogarnąć i teraz ewidentnie ponosiła tego konsekwencje.
- Miał żonę. – przyznała, wzruszając lekko ramionami jakby to była najbardziej oczywista i zupełnie nieproblematyczna część tej historii. Uznała, że najlepiej będzie po prostu zerwać plaster szybko i (prawie) bezboleśnie – Znaczy nie ten facet, dla którego tam poszłam i przed którym uciekłam. Tylko ten, którego wykorzystałam do ucieczki. – wyjaśniła, żeby nie było wątpliwości, bo przecież nie spędziłaby wieczoru z takim burakiem… - Gdy zobaczyłam jak zaczyna krzyczeć na tą biedną kelnerkę zdezerterowałam. Usiadłam przy stoliku, przy którym siedział samotny facet… poprosiłam o ratunek i udawałam, że ja to nie ja. Bo tak, szukał Irene. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo ciągle czuła te ciarki żenady, gdy czerwony na twarzy mężczyzna próbował jej wmówić, że to z nim się umówiła, a ona z pełnym przekonaniem zapewniała go, że z kimś ją pomylił – To był bardzo dziwny wieczór. BARDZO. – wzruszyła ramionami, ale tak faktycznie było. Gdy wychodziła z domu na pewno nie przypuszczała, że tak to wszystko się potoczy i prawdę powiedziawszy z perspektywy czasu nadal uważała, że było to mocno abstrakcyjne.
I nie patrz tak na mnie… to nie ja mam żonę. – prychnęła, bo ostatecznie to nie ona robiła coś złego – O karmę będę się martwić jak już będę miała męża, ale no nie oszukujmy się… raczej mi to nie grozi. Albo ja nie jestem materiałem na żonę, albo nie istnieje materiał na męża dla mnie. – i do końca życia będzie tą drugą. Zapasową opcją. Tą, z którą miło spędza się czas, ale której nie da się pokochać.


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na początku trochę się w tym pogubiły. Rozmawiały przecież o zupełnie innym facecie i nagle, całkiem znienacka, w opowieści Iris pojawił się ktoś nowy. W dodatku żonaty. No jakże inaczej! Teddy naprawdę musiała zagryźć policzek od środka, żeby nie wybuchnąć śmiechem. To było tak typowe, że aż przewidywalne. Iris miała niezwykły talent do wikłania się w totalnie dziwaczne historie, w których występowali zajęci mężczyźni.
Stara — popatrzyła na nią pobłażliwie i usiadła na macie, wykonując skłon w przód. — Jesteś jak magnes na żonatych gości — stwierdziła, ale bez złośliwości. — To jakiś twój fetysz? Szczerze mówiąc nie wiem, czy jak już znajdziesz własnego męża, będzie cię to jarało. Może powinna sypiać z tymi polizanymi i zaklepanymi? — uśmiechnęła się i puściła do niej oko.
Darling nie mówiła tego poważnie i absolutnie nie uważała, że to była wina Valentine. Ona akurat była wolna i nie miała wobec nikogo żadnych zobowiązań. To ci faceci powinni się wstydzić; jedyne, co można zrobić, to współczuć ich biednym, niczego nieświadomym żonom. Albo uznać je za głupie, skoro nie wiedzą, że mężowie robią je na boku.
Zdrada to było najgorsze skurwysyństwo. Gdyby jej przytrafiło się coś podobnego i gdyby dowiedziała się, że April odwaliła taki numer, nie byłoby tutaj czego zbierać. Teddy wychodziła z założenia, że jeśli kto zdradził raz, to prędzej czy później to się powtórzy. Nie było tutaj mowy o zaufaniu i wielkich powrotach. No i chyba straciłaby szacunek do samej siebie, jeśli przymknęłaby oko na taki wybryk.
Jesteś świetnym materiałem na żonę! — zastrzegła natychmiast, celując w przyjaciółkę palcem. — Przestań wygadywać głupoty, Iris. I przestań się nad sobą użalać. Na świecie jest ponad cztery miliardy mężczyzn. Naprawdę uważasz, że żaden z nich nie jest dla ciebie? Mało tego, może nawet jest wolny — nie mogła powstrzymać się od maleńkiego przytyku. No co? Jeżeli Valentine myślała, że Darling tak po prostu da jej fory i przestanie się z niej nabijać, to była w bardzo dużym błędzie. Zadnej taryfy ulgowej. Nie ma lekko!
Zmieniła nogę i stęknęła cicho, czując ból w dolnej części uda. Musiała sobie coś naciągnąć podczas ostatniej wspinaczki na trzydzieste piętro z potwornie ciężkim plecakiem na ramionach. Ta praca kiedyś ją wykończy.
Wiesz, że ciągle masz szansę, żeby jednak przerzucić się na laski? — spojrzała na nią z rozbawieniem. — Ale pamiętaj, że ja już jestem zajęta. Przykro mi, straciłaś swoją szansę — wykonała dramatyczny gest ręką. Iris powinna do końca życia ubolewać na d faktem, jaka okazja czmychnęła jej sprzed nosa. No dobra, może Teddy trochę sobie pochlebiała, ale co się dziwić? Przecież była super!

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła śmiesznie nos, bo to nie tak, że spotykała się tylko z żonatymi facetami… tak po prostu się złożyło! Dlatego to robiła – sypiała tylko z polizanymi i zaklepanymi. Miała wrażenie, że porządni faceci już tylko tacy zostali. Chociaż… jeśli będąc polizanym i zaklepanym i tak decydowali się na jakąkolwiek relację z Iris – nawet jeśli ta ograniczała się do jednej nocy pod wpływem dużej ilości alkoholu – to nadal byli porządnymi facetami? No raczej nieszczególnie. No raczej nie za bardzo. Więc może przesadzała i to wcale nie tak, że wszyscy porządni faceci byli zajęci… czasem zajęci byli też ci nieporządni!
- Nie użalam się nad sobą! – obruszyła się, bo naprawdę wyjątkowo się nad sobą nie użalała, wręcz przeciwnie… nabijała się ze swojej podejrzanej słabości do zajętych mężczyzn – I może gdzieś jest… ale się kurwa zajebiście dobrze ukrywa. – dodała, szczerząc kły w szerokim uśmiechu, bo naprawdę uważała, że średni z niej materiał na żonę, szczególnie jeśli brała pod uwagę takie dużo poważniejsze kwestie niż ogólny „brak szczęścia do partnerów” – nie była pewna, czy chciała wychodzić za mąż jeśli w zasadzie miała termin przydatności, który w każdej chwili mógł o sobie przypomnieć. Nie chciała nikomu stwarzać problemów, to była jej podstawowa zasada. Aczkolwiek nie zamierzała tego w tym momencie wyciągać, bo to już mogło podejść pod użalanie się nad sobą, a naprawdę nie chciała tego robić. Naprawdę!
- I nie mam absolutnie żadnego powodu przerzucać się na laski jeśli ty jesteś zajęta. – prychnęła, uśmiechając się pod nosem – Jeśli miałabym zmienić orientację, jeśli to się da tak po prostu z m i e n i ć, to tylko dla ciebie, Darling. Ale jesteś ZAJĘTA, więc musi zostać jak jest. – wzruszyła beztrosko ramionami, przechodząc do dalszej części rozgrzewki – Jak ci w ogóle w tym stanie zajęcia? – zainteresowała się, bo trochę ją to ciekawiło – szczególnie, że jeszcze nie tak dawno Teddy miała szeroki wachlarz możliwości, a wyjazd z April był tylko koleżeńskim wypadem na narty, ehe… na pewno! I odrobinę czuła satysfakcję, że miała rację, że to jednak coś więcej! Kto nie lubił mieć racji, prawda?


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może Iris po prostu miała koszmarnego pecha do mężczyzn. A może sama sobie za bardzo wszystko ubzdurała i wkręciła się w potrzebę bycia z kimś, tak bardzo, że zaczęła szukać na siłę, a wtedy nieuchronnie wychodziły z tego takie kwiatki, jak żonaci frajerzy z poczuciem bezkarności i moralnością na poziomie mokrej tektury. Bo właśnie o to chodziło! Nie każdy zajęty facet był przykładnym mężem, a obrączka wcale nie jest gwarancją przyzwoitości. Chociaż Teddy nie za bardzo wiedziała, jak to działało. Czy zdejmowali obrączki, zanim zaciągali inną kobietę do łózka?
Valentine, jak na ironię losu, okazywała się w tym wszystkim bezlitosnym testem prawdy. Czasem wystarczyło niewinne spotkanie, żeby wierność i uczciwość tych jakże porządnych panów rozsypywały się jak domek z kart. To nie Iris była problemem, tylko oni.
A może powinna zmienić profesję? Zamiast ratować ludzi w klasycznym sensie, mogłaby zawodowo ratować kobiety przed iluzją szczęśliwego małżeństwa. Sprawdzać, czy żonaci kolesie faktycznie są w porządku wobec swoich partnerek, a potem konfrontować ich z prawdą. Właściwi to brzmiało jak gotowy format telewizyjny i Teddy oglądałaby to z zapartym tchem, komentując każdy odcinek, przewidując zwroty akcji i kibicując kolejnym kobietom, które wreszcie dowiadywały się, z kim naprawdę dzielą życie.
Na pewno gdzieś taki jest. Daj czasowi więcej czasu — zastrzegła Darling, wypinając grzbiet, aż jej coś strzeliło w kręgach. — I przestań szukać na siłę, to samo przyjdzie — dodała, bo czy nie tak właśnie było z nią i April? Miały się obok na wyciągnięcie ręki przez piętnaście lat i żadna niczego nie zaplanowała. To po prostu się stało. — Ale zanim pójdzie z kolejnym gościem do łóżka, może najpierw sprawdź, czy kogoś nie ma? — parsknęła pod nosem, kręcąc przy tym głową. Tutaj Iris nie była niczemu winna, wszyscy mieli swoje potrzeby, ale co się stało z babską solidarnością?
Wyprostowała się i przycisnęła sobie dłoń do piersi, udając, że poruszyło ją bycie wyjątkową i jedyną w oczach Valentine. Bujać to ona, nie ją.
Miałaś swoją szansę — powiedziała, unosząc dumnie podbródek. — Byłam wolna przez tyle lat i nic z tym nie zrobiłaś — cmoknęła z niezadowoleniem, ale na pytanie o związek, od razu się rozpromieniła. — Jest mi z tym fantastycznie. Mam wrażenie, że unoszę się kilka centymetrów nad chodnikami i czuję ciągłe motyle w brzuchu. Jestem totalnie zauroczona — westchnęła z rozmarzeniem. Mogłaby powiedzieć, że była obłędnie zakochana, ale wpierw sama musiała sobie to uświadomić. — Nie wiem, czy kiedykolwiek byłam aż tak szczęśliwa — dorzuciła jeszcze po chwili namysłu.
Kiedy ostatni raz widziały się z Valentine, Teddy kompletnie nie wiedziała, na czym stoi, a tym bardziej, co powinna zrobić z własnymi, niepewnymi uczuciami. W przeciągu tych dwóch miesięcy wydarzyło się tak wiele, że wszystkie jej wątpliwości rozmyły się w mgnieniu oka. Absolutnie niczego nie żałowała. Prawdopodobnie podjęła najlepszą decyzję w życiu, angażując się w ten związek.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła gniewnie czoło, gdy Darling tak swobodnie stwierdziła, że szukała czegokolwiek na siłę, gdy przecież nie szukała! A przynajmniej tak jej się wydawało… bo ona przecież nawet nie chodziła na randki! Ta jedna była wymuszona i nawet nie skończyła się tak jak powinna. Znaczy skończyła się tak jak powinna, ale niekoniecznie z tym, z którym była umówiona, więc chyba nie do końca się liczyło. Czy chciałaby być w związku? Czy chciałaby się zakochać? Oczywiście, że tak. Ale nie powiedziałaby, że szukała tego na siłę… ale może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i z perspektywy Teddy tak to właśnie wyglądało. Musiała to przemyśleć, przeanalizować i zdecydowanie się poprawić. Nie chciała uchodzić za desperatkę.
- A… ale ja wiedziałam, że kogoś ma. W sensie nie chował przede mną obrączki. Nie dowiedziałam się, bo rano okazało się, że na tapecie telefonu ma zdjęcie ze ślubu… – wzruszyła lekko ramionami, bo cóż – w tym konkretnym przypadku nie było żadnej tajemnicy. Nie było też babskiej solidarności, za co kiedyś może ją karma dojechać, ale trudno – brała na siebie to ryzyko. Kilka drinków za dużo, dobra chemia i zdrowy rozsądek z niej uleciał – Ale nieważne. P o s t a r a m się być mądrzejsza. Następnym razem. – jeśli będzie jakikolwiek następny raz i znowu wpadnie gdzieś na jakiegoś żonatego faceta. Kolejny raz wzruszyła ramieniem i zmieniła ćwiczenie rozgrzewkowe.
- Byłaś przez tyle lat wolna, ale ja nie wiedziałam, że tak dobrze całujesz Darling… ja straciłam swoją okazję i ty również. Trzeba było mnie wcześniej pocałować. – rzuciła pół żartem, pół serio… szczerząc kły w szerokim uśmiechu – Chociaż z drugiej strony już ustaliłyśmy, że lubię zajętych, więc może… – dodała i jeszcze zanim Teddy cokolwiek jej na to odpowiedziała – parsknęła śmiechem – Spokojnie, żartuje. Nie jesteś żonatym facetem, twój związek jest ze mną bezpieczny. – dodała już poważniej – I cieszę się. Naprawdę się cieszę. Trochę zazdroszczę… ale głównie się cieszę! – bo kto nie cieszyłby się, gdy jego przyjaciółka nie tylko zdaje się być szczęśliwa, ale też otwarcie o tym mówi? Dobrze, że chociaż jednej z nich się układało – Chociaż mam nadzieję, że nie stracisz głowy tak całkowicie i będziesz jeszcze miała dla mnie czas. I że będziemy miały okazję się poznać. – lepiej niż tylko na podstawie opowieści!



teddy darling
ODPOWIEDZ

Wróć do „CrossFit Toronto”