34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox tylko zerknął na te Trumpy, jeszcze ich nie żarł, ale wyglądały mu całkiem dobrze, ten pomarańcz był taki toksyczny, jakby po prostu sam kolor miał sugerować, że dobrze poklepią. Może coś w tym było...
Potem jeszcze się obejrzał na tancerkę, kiedy William robił interesy, bo nawet nie chciał wiedzieć ile on za te prochy płaci. Ale wiedział doskonale, bo w Toronto, to on zawsze załatwiał towar, odwrócił się dopiero, kiedy William zapytał to co, rzeczywiście głupie pytanie.
- Kok... - nawet nie zdążył powiedzieć do końca, a Patel już mu dawał tego Trumpa, Madox tylko obrócił go w palcach. Dobra, jak szaleć to szaleć, umieścił sobie pikse na języku i też napił się drinka - jak będę się lepił do jakiś lasek, to strzel mnie w łeb, zawsze jestem po emce jakiś kurwa przytulaśny - stwierdził, bo coś w tym było. On się wtedy robił taki miły, a zresztą wtedy wszyscy dookoła mu się wydawali mili i mięciutcy. Na to fu, ale ohyda Williama, Madox tylko wzruszył ramionami, dla niego to nie było jakieś bardzo ohydne, zresztą on wychodził z założenie, że im bardziej gorzkie, tym lepiej klepie, a o to chyba chodziło?
Dostał woreczek z koksem od Williama i od razu usiadł sobie przy stoliku, a potem wyjął swoją zdezelowaną kartę kredytową i tak jej nigdy nie używał, bo wolał płacić gotówką, więc zaraz ją użył do robienia kresek.
- Ja jebie, William nie bierz dwóch, wiesz jak to się skończy - trochę chamsko, że tak gadał o tancerkach, jakby to była... cola. Ale Madox wiedział jak to się skończy po pigułach, bo już nie raz je we dwóch żarli. Oczywiście Madox się wcale nie wtrącał w rozmowę z panienką, bo on i tak nie zamierzał dotykać, bo on sobie zamierzał tylko posypać tutaj kokainy, na ten stolik właśnie, sobie i Williamowi.
Szczerze to Noriega nawet nie rzucił okiem na tą drugą, bo właśnie zrobił na stoliku dwa zgrabne szczury, grubasy, potężne. Dopiero ta ich rozmowa o tym dzieleniu się sprawiła, że podniósł na nich ciemne tęczówki.
- Dobra kurwa, to cztery? - zapytał, ale już wiedział, że tak. Musiał dosypać, a jak zaczął dosypywać, jeszcze troszeczkę i jeszcze... To wyszły z tego cztery potężne krechy. Madox zwinął stówkę w rulonik, bo on tancerkom skąpił, ale wciągał zawsze stówami. Taki po prostu był. No i też taki, że najpierw dał dziewczynom. Najpierw tej co wbijała w niego ciemne spojrzenie. Pochyliła się nad stolikiem tak, że Noriega mógł jej z powodzeniem zajrzeć... w cycki, ale ona się pochylił i zaglądał, czy ona mu tych kresek nie psuje, bo takie były równiutkie i piękne. Wciągnęła, na dwie dziury, aż ją otrzepało, a Madox się uśmiechnął, bo mimo wszystko go to trochę kręciło. Później wciągała ta druga, a William na pewno ją obłapiał, bo miała mu przecież pozwolić, jak się podzielą, a ładnie się dzielili...
Trzeci był Madox, który pierdolnął całego szczura na jedną dziurkę, a jak poczuł koks w mózgu i podniebieniu, to aż się zerwał i podskoczył, ciarki mu przeszły po plecach. Dobry towar, ale dużo, dużo, dużo...
Wcale nie tak dużo słabszy niż w Kolumbii, bo zaraz siedzieli przy stoliku we czwórkę, a brunetka nawijała coś o tym, że to dobry towar, bo ona czuje, bo ona się zna.
- Ja to się kurwa znam, matka mnie na kokainie chowała... - rzucił Madox, a ta się na niego spojrzała, William to już się lizał z tą blondi. Bo też im się akurat trafiła blondynka i czarnulka - no jak mały byłem, to mieliśmy w domu w chuj koksu i czasem jak się bawiliśmy w chowanego to mnie na nim sadzała - tak jej wyjaśnił, ale ona chyba nie czai i przechyla na bok głowę.
- Fajny masz kapelusz - nagle wypaliła i do niego sięga, a Madox się odchylił do tyłu.
- Nie no kurwa, ale to jest od Dolly Parton, nie ruszaj - rzucił...
A jakieś trzy minuty później, kiedy emka się zaczęła wczytywać, to brunetka już siedziała w tym jego kapeluszu, a Madox pochylał się nad stolikiem zaglądając jej... w oczy.
- Fajnie wyglądasz, pasuje ci - no bo jej pasował, ale w sumie to... teraz to mu już wszystko pasowało chyba. Do tych zaszklonych przez piguły oczu.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Jako twój adwokat radzę ci właśnie odpalić wroty i pobawić się z różnymi dziewczynami - kiwam głową, no specjalnie go nie zamierzam wpychać w niczyje ramiona, ale jak dojdzie co do czego to przecież nikomu nie powiem - A tam przesadzasz - macham na niego ręką, ja to właściwie chciałem żeby to się tak skończyło jak on myślał, że się skończy, po to się chyba chodziło do takich miejsc? Wiadomo, że ja tą dziewczynę obłapiam, ale jej się to chyba nawet podoba, bo nie protestuje. Krechy zrobione, wraz z Madoxem przepuszczamy dziewczyny, bo przecież jesteśmy dżentelmenami, a jak ta druga się tak pochyla nad stolikiem to klepię ją w gołe dupsko aż klasnęło. W sensie ma na sobie stringi, takie malutkie, że ledwo cokolwiek zakrywają. Podskakuje i o mało nam tych kresek nie rozpierdala, ale by się Madox wkurwił, tylko nie wiem czy bardziej na mnie czy na nią. Potem on i wreszcie na koniec ja, walę na raz i w momencie czuję jak mi drętwieje podniebienie, dziwne uczucie, jakby zęby swędziały. Siadam przy stoliku, a ta dziewczyna od razu mi wbija na kolana i się zaczyna przymilać, zarzuca mi na szyję długie boa z piór i zanim się obejrzę to już się chamsko liżemy, dosłownie tak jakby jutra miało nie być albo jakbyśmy mieli zamiar zjeść swoje twarze. Nawet nie słucham co oni tam pieprzą do siebie, Madox i ta druga dziewczyna - Chodź ze mną zatańczyć - szepcze mi do ucha blondi, więc kiwam głową i wstaję z miejsca. Wbijamy na podest dla tancerek i bujamy w jakimś dzikim tańcu, to znaczy ona się wije wokół mnie jak wąż, a ja jej co rusz wsuwam w gacie kolejne banknoty, szczególnie, że czuję, że pomarańczowy król zaczyna klepać coraz mocniej. Jest mi już w opór gorąco więc rozpinam kilka guzików koszuli przy szyi, zaczynam się pocić, a włosy kleją mi się do czoła. Mam wrażenie, że zaraz mi gały rozsadzi, z ekstazy dosłownie dostaję oczopląsu. Każdą komórkę mojego ciała wypełnia właśnie przeolbrzymia miłość do całego świata - do tej tancerki, do tej drugiej i do Madoxa. Ona mówi, że pokaże mi jak tańczy na rurze, a ja tylko kiwam głową i faktycznie przez dłuższą chwilę po prostu gapię się jak robi triki wokół metalowego pręta. Boże wygląda to tak pięknie jakbym właśnie obserwował jakąś baletnice podczas pokazu na najsławniejszej scenie świata, a nie tancerkę w podrzędnym klubie w Vegas - Ej Madox patrz co ona wyprawia! - rzucam do kumpla oglądając się na niego przez ramię i widzę, że im bardziej tamta się do niego lepi, tym bardziej on się odsuwa, a tak przecież nie powinno być. Poza tym empatię wyjebało mi już w kosmos i dosłownie mam wrażenie, że chłonę jak gąbka emocje wszystkich osób dookoła, a Noriega daje mi zdecydowanie jakieś zmartwione wibracje. Zeskakuję z podestu i znowu siadam przy stoliku, dziewczyna idzie za mną, ponownie wciskając mi się na kolana, ale w ogóle mi to nie przeszkadza, a nawet wtulamy się w siebie jakby rzeczywiście łączyło nas coś więcej niż te pół godziny w klubie, głaszcze mnie po głowie i zawija sobie wilgotne od potu kosmyki moich włosów wokół szczupłych palców zakończonych długimi doklejonymi paznokciami - Co jest, stary? Widzę, że coś cię trapi, chodzi o Pilar? I te zaręczyny? - pytam, bo ja czuję, że mam teraz moc uzdrawiania słowami i jak mi się pożali, a ja mu powiem nie łam się, to magicznie przestanie się łamać - A to masz narzeczoną? Szkoda - rzuca tamta panienka i spogląda na Noriege zawiedziona - No właśnie nie ma, opowiedz nam o tym, Madox, jesteśmy z tobą - wspieram mu rękę na ramieniu, tancerka, która okupuje moje kolana opiera dłoń na mojej dłoni, a ta druga chwyta latynosa za drugie ramię. Niezła nam się tu zrobiła grupa wsparcia pierdolonych narkomanów.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox się zawsze na to łapał, na te porady jego adwokata, bo one zawsze były... chujowe. Ale jednak z pięć razy w życiu, w tej ich długoletniej znajomości, to później stwierdził, że jakby nie posłuchał Williama, to by żałował, a trzysta osiem - żałował, że go posłuchał. Ale może dzisiaj miał być ten szósty?
Kiedy William klepnął tą laskę w dupę, a ona wierzgnęła i zatrząsła stolikiem, to Madox oczywiście, że się (ł)obruszył, bo jakby mu te kreski zniszczyli, to by się wkurwił. Pewnie na Williama, bo czemu na jakąś boguducha winną tancerkę?
Ta co siedziała z Noriegą przy stoliku to też była taka dość niewinna, bo ona się tylko tak przysuwała, Madox się odsuwał, ale no nie proponowała mu jakiś tańców, czy lizania. No i w sumie dobrze, bo musiał by jej odmówić.
A może nie musiał?
- Widziałem Dolly Parton w samolocie, i dała mi ten kapelusz, bo jej zaśpiewałem Jolene, rozumiesz? - Madox nawija tej tancerce, a ona już się do niego pochyla nad stolikiem w tym jego, to znaczy Dolly Parton, kapeluszu.
- Serio, umiesz śpiewać? - zapytała i bawi się ciemnymi włosami, a palcami sunie po szyi i dekolcie. A oczy Madoxa same za nimi podążają, bo ona ma takie paznokcie neonowe, które w tym ultrafiolecie świecą. Po prostu świecą.
- No kurwa, dużo różnych rzeczy umiem... - jeszcze jej powiedział, ale William już go wołał, żeby patrzył, no to spojrzał. A tamta blondi to rzeczywiście na tej rurze umiała takie rzeczy, że on nigdy czegoś takiego nie widział, a też prowadził klub z dziewczynami. Aż był w szoku i się trochę zawiesił, ale potem to już ciemnowłosa striptizerka zaczęła się do niego przysuwać, a on się odsuwał, ale zaraz koło niego siada William, a na jego kolanach blondi, a z drugiej strony brunetka. Madox w środku. I zaraz już mu wszyscy opierają ręce na ramionach, a on czuje jak ta pozytywna energia spływa z ich rąk, prosto na jego serce, hiszpańskie corazon, które może było trochę złamane, ale teraz to nie powinno być, bo wszechświat taki miał plan. Zerknął najpierw na Williama, a potem na brunetkę, a potem na blondynę.
- No... - zaczął i drapie się po głowie, bo od czego tu zacząć? - W ogóle to jest długa historia - powiedział, ale ta brunetka już mu zaciska palce na bicku, żeby mówił - bo ponad dziesięć lat temu, jak jeszcze mieszkałem w Kolumbii i nie miałem wcale brody - teraz już trochę miał, ogolił ją w Meksyku, ale trochę mu odrosła - no i tych tatuaży - przesunął palcami po szyi i odchylił trochę koszuli, no a wiadomo, że tam miał najfajniejsze tatuaże, na klacie, bo lwa, aż mu ta brunetka westchnęła do ucha - no to się oświadczyłem takiej Rosie - miał chyba mówić o Pilar? Ale chuj, to się wszystko łączy. A skoro miał im opowiedzieć całą historię, no to od początku.
- I wiecie co? To miał być piękny ślub, już wszystko było gotowe, kaplica, sukienka, koks... No ale ta Rosa zdradziła mnie z moim świadkiem, najlepszym przyjaciele, prawie bratem, na tyłach kaplicy - westchnął ciężko, bo niby już to wybaczył Ticiano i nawet był mu wdzięczny, że się nie ożenił z Rosalindą, no to jednak wiadomo, dla Madoxa dwadzieścia trzy, to była ogromna drama. Przysunął sobie szklankę, żeby się napić drinka, ale nawet nie mógł, bo teraz to już ta brunetka go ściskała za kolano, a blondyna zsunęła się z kolan Williama między nich i go zaraz łapie za rękę. No i niby Madox by się pewnie wkurwił, ale Trump go już chyba zmiękczył, więc nawet się nie ruszył.
- No co ty? Co za suka - mówi czarna.
- Ojezu a jak wygląda takie kolumbijskie wesele? - pyta blondi, a Madox odwraca się do niej.
- No zajebiście, jak tutaj tylko, że jeszcze jest orkiestra - tak rzucił, a laski wzdychają - i w sumie teraz drugi raz się chciałem oświadczyć, na plaży, w Meksyku, tylko, że ona nie przyjęła tych oświadczyn... - jeszcze miał coś powiedzieć. Pewnie wyjaśnić coś więcej, ale obie tancerki już go głaskają po włosach, że taki biedny.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wszyscy się wgapiamy w Madoxa jak w jakiś święty obrazek i słuchamy tej historii z przejęciem wymalowanym na twarzach. Ja nie wiem czy już słyszałem o tym wcześniej, ale nawet jeśli to i tak nie pamiętałem, bo pewnie byliśmy obydwoje porobieni. Ściskam mocniej tę dziewczynę na moich kolanach, bo to jest totalnie wzruszająca historia, tylko nie tak wzruszająca, że ci się chce płakać z zachwytu tylko raczej w ten sposób, że sobie uświadamiasz jak bardzo ten świat jest niesprawiedliwy. Madox to był przecież świetny facet, a drugi raz dostaje w dupę od typiary i mnie dosłownie rozsadza na samą myśl. Zresztą obie te dziewczyny już się nad nim rozczulają - Na plaży w Meksyku? Boże ale ty musisz być romantyczny, ja to bym na pewno nie odmówiła takich zaręczyn, mi się faceci tylko oświadczają tutaj w klubie ale to jest mało romantyczne - brunetka to już się tak wzrusza, że widzę łzy w jej oczach i głaszcze Madoxa po ręce, a potem się odzywa blondi - A dlaczego ona nie przyjęła tych zaręczyn? Na moje to już po ptokach, jakby cię kochała to by przyjęła przecież, a jak odmówiła to pewnie ma coś na sumieniu, może nie zasługuje na ciebie - odzywa się jebana ekspertka w sprawach damsko męskich, ale jak dla mnie to dosłownie trafia w samo sedno - ani pierdolona Rosalinda, której właściwie na oczy nie widziałem, ani tym bardziej Pilar wcale nie zasługiwała na takiego dobrego chłopaka jak Madox. Ja już się kompletnie odpalam, szczególnie, że we łbie mam totalny sajgon. Dobrze, że mi schodzi z kolan ta dziewczyna, bo z emocji aż wstaję z miejsca, bez ostrzeżenia zrywając się na równe nogi - Kurwa, dobrze gada! - rzucam tak głośno, że się wszyscy na mnie oglądają - Pilar w ogóle nie zasługuje na ciebie, ty byś się dał za nią pokroić a ona co? Odmawia ci zamążpójścia? Pojebało ją - kiwam głową, bo przecież nie ma na to żadnego innego logicznego wytłumaczenia, nie to, żebym ja w tym momencie myślał jakkolwiek logocznie - Zresztą baby to takie właśnie pojebane są, zdradzają, nie wiedzą czego chcą, oszukują, zwodzą cię, a później nagle zmieniają zdanie - już zaczynam na palcach wyliczać, pijąc oczywiście do tego, co nam Madox przed chwilą powiedział, no i może trochę do tego, że sam sobie nie umiem poradzić z własnymi uczuciami - ŻADNA nie jest ciebie warta - bo ja akurat znałem go już trochę i szczerze? Dałbym się za niego pokroić - Ani suka Rosalinda, ani Pilar, ani ty, ani nawet ty - wskazuję palcem na brunetkę a potem na blondi, chociaż na niej na dłużej zawieszam spojrzenie - Chociaż ty akurat jesteś fajna, podobasz mi się, z żadną inną tancerką mi się tak dobrze nie rozmawiało - rzucam, a ona wbija się w mój monolog - Dzięki - chichocze, w sumie przechodzi mi przez myśl, żeby zaprosić ją do pokoju na wodne łóżko, ale zamiast tego dalej się nakręcam jak pojebany, zaczynam nawet chodzić wokół naszego stolika, może jednak faktycznie trzeba było wziąć pół tej piguły - Wiesz co Madox? Szkoda czasu na laski, im nigdy nie dogodzisz, zawsze będą mieć jakieś ale, w dupach im się poprzewracało, możesz se kurwa flaki wypruwać i chuj z tego bo zawsze jakaś pizda ci powie, że to nieodpowiedni moment, albo wciśnie inną bajeczkę chociaż ty doskonale wiesz, że to właśnie był ten kurwa odpowiedni moment i odpowiedniejszego już nie będzie. Jebać to, jebać baby, Bóg stworzył je tylko po to, żeby sprowadzić nam piekło na ziemię, gdyby nie pierdolona Ewa, której się zachciało wchodzić w układy z szatanem to do tej pory żylibyśmy w pieprzonym raju - nie sposób nie przyznać mi racji przecież, nawet te dziewczyny patrzą na mnie teraz jakbym wygłaszał właśnie jakieś turbo ważne przemówienie - Tak naprawdę jedyną osobą, która zasługuje na ciebie to jestem kurwa JA i vice versa, a wiesz dlaczego? Bo ja cię nigdy nie zawodzę i w jakiekolwiek gówno byś nie wszedł to cię z niego wyciągnę, nigdy cię nie oceniam, nie jestem zazdrosny, nie mam humorków, nie przeszkadza mi twój styl życia, niczego ci nie zabraniam, ani nic nie oczekuję, bo akceptuję cię takim jaki jesteś, pojebanym - w sumie to było w tym dużo racji, chociaż tak po prawdzie to ciężko stwierdzić co mi teraz siedzi we łbie - A gdyby nie ty, to mnie już by tu nie było - i miałem do niego wdzięczność na wieki wieków i amen, ale też byliśmy bardzo podobni wbrew pozorom, takie same charaktery, takie same hobby - Powiem ci jedno, Madox, gdybyś to mnie się oświadczył to bym się zgodził w sekundę i nie miałbym żadnych wątpliwości, bo uważam, że jesteś zajebisty, kocham cię kurwa jak brata, chodź się przytul - rozkładam ramiona. W tym momencie to walę taką przemowę jakbym naprawdę wyznawał kult fallusa. Z drugiej strony to w sumie chyba miałem trochę racji w tym wszystkim, nawet jeśli mój wysryw brzmiał totalnie abstrakcyjnie - Ślub z najlepszym ziomkiem, przecież to jest genialne, czemu nikt jeszcze na to nie wpadł? - zastanawiam się głośno. Wszyscy się na mnie gapią wielkimi oczami, cisza trwa kilka długich sekund, a pierwsze przerywa ją blondyna - Boże ale to było piękne i takie prawdziwe, jakby mi ktoś takie wyznanie wyznał to już bym w życiu z nikim innym nie chciała być - wzdycha rozmarzona i pewnie żałuje, że kieruję słowa do kumpla a nie do niej. Potem to brunetka rozwiera wargi i wyrzuca z siebie kolejne zdania - Ale to było wzruszające, naprawdę musisz go kochać, ale wiesz, że małżeństwa jednopłciowe są legalne w Vegas? Możecie się pobrać nawet teraz, w budynku jest kaplica - uświadamia nam, a ja się prawie zapowietrzam z podniety, faktycznie ten kierowca też coś wspominał o kaplicy, ale wtedy jeszcze wydawało mi się to kompletnie nieistotne, teraz natomiast dochodzi do mnie, że to musi być przeznaczenie, skoro trafiliśmy razem w takie miejsce - Przecież to jest przeznaczenie, Madox, powinniśmy się pobrać - kiwam głową, bo chyba doznałem oświecenia.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No mało romantyczne były oświadczyny w klubie, chociaż na plaży przy osranych przez husky'ego gaciach, może też. Ale prawda jest taka, że Madox nie był romantyczny, czasem miał taki impuls, ale to bardziej były po prostu jakieś takie emocje, a nie planowanie pięknych, romantycznych zaręczyn. No i on wtedy w Meksyku też kierował się tymi emocjami...
I teraz też już tak marszczy brwi, kiedy słucha tej blondi.
- Co ty pierdolisz... - rzucił tylko i chciał wstać, ale dziewczyny go usadziły, a Madox to po pigułach już był bardziej przytulaśny, niż kłótliwy, wiec usiadł i wszyscy wpatrując się w Williama, kiedy on tak krzyknął kurwa, dobrze gada. No i on zaczyna gadać, trochę z sensem, ale trochę bez, bo kiedy mówi to, że on by się dał za nią pokroić, a ona co, to Madox otwiera usta.
- Ale ona... - no bo przecież ona też za niego by się dała zabić i mu to już udowodniła nie raz. Tylko William zaraz gada dalej jak nakręcony, o tych zdradach, o oszukiwaniu i zwodzeniu za nos, a te dwie striptizerki kiwają głowami, że tak jest właśnie.
- Jak to kurwa zdradza?! - aż się uniósł i jebnął pięścią w stół - z kim? Zajebie go - i tu jeszcze przemawiał przez niego narwany Madox, ale zaraz chyba obudził się Trump i jakaś wielka empatia, dla tej brunetki, bo skoro blondynka była fajna, a ona nie? - Ty też jesteś fajna, bardzo masz ładne oczy - i nawet ją pogłaskał po policzku, a ona się uśmiechnęła, bo pewnie zawsze jej mówią, że ma fajne cycki, a Madox jej powiedział o tych oczach, ale romantyk.
William dalej się nakręca, a Noriega wodzi za nim spojrzeniem, brunetka go głaska już po karku i wsuwa mu te długie paznokcie pod koszulę, już mu kurwa prawie wszystkie guziki poodpinała, albo może Madox to zrobił sam? Nawet nie wiedział kiedy, tak czy siak.
Słuchali we trójkę tego Williama, jak na jakimś tureckim kazaniu, a Madox w końcu mówi.
- Prawda - chociaż tak się nie do końca z tym zgadzał, ale trochę się zgadzał. No bo kiedy będzie kurwa odpowiedniejszy moment? Tamten był zajebisty, taki emocjonujący, szykowali się na trudną akcję, no i znowu to był taki moment, że on się przed nią odsłonił, całe serce miał kurwa na dłoni. Opadł plecami na oparcie, a czarna już mu opiera rękę na piersi, a serce to mu wali tak, jakby miało wyskoczyć, jak do Pilar mu czasem wali, ale teraz od prochów i od tych emocji, różnych. Słuchał Williama, i gość to miał dużo racji, a jak stał nad nimi z tymi mokrymi włosami, w kolorowej koszuli, to wyglądał jak jakiś Bóg. Nie że piękny bożek, ale Bóg Jah na przykład, albo jakiś inny cpuński bóg.
- No w sumie... - mruknął Madox i się rozciągnął na tej kanapie, bo akurat mógłby się na niej rozpłynąć, taka była mięciutka, a ta ręka brunetki na jego tatuażach też był miękka, za bardzo trochę nawet.
Na całe szczęście William wali tym tekstem, że go kocha jak brata i żeby się przytulił, a Madox jak się zerwał, to ten stolik aż się zatoczył, ale blondynka go przytrzymała, a brunetka flaszkę, bo by się wszystko poszło jebać. Noriega wtedy wstał i już przytula Wiliama, ale tak po bratersku, bo jednak Patelek nawet w tej swojej najpiękniejszej boskiej odsłonie, to go wcale nie pociągał. Tylko, że co? Że Madox po emce to jest bardzo prztulaśny, i nawet tak klepie Willa po pleckach i mu te włosy mokre potargał.
- Ja ciebie też kocham stary, jesteś boski - tak mu powiedział, no i się odsunął, ale jeszcze się jedną ręką przytrzymuje Williama, bo go trochę zatoczyło, trochę podłoga się ugina jakby... Trumpy jednak były kurewsko mocne. Bo Madox już spojrzał na dziewczyny jednym okiem, bo jak patrzył dwoma to mu się rozjeżdżały. One coś tam gadają o kaplicy, a Madox kiwa głową.
- Musimy to zrobić - stwierdził, bo czuł jakby mu wszechświat wskazywał taką drogę, do Williama, a tak naprawdę to Patel stał pod jakąś lampą i to światło tak na niego padało, ale w naćpanym umyśle Noriegi wciąż to wyglądało bosko - dobra, zróbmy to - aż złapał Williama za koszulę i go przyciągnął do siebie i już mieli iść, ale jeszcze... - a mój kapelusz... - już miał go zabrać tej dziewczynie, ale jak spojrzał w te jej ciemne, duże oczy, to zaraz się zatrzymał - albo chodź z nami... Chodźcie z nami - zerknął też na blondynkę, bo mu się jakaś klepka w mózgu otworzyła z napisem empatia, zaraz zaczął grzebać po kieszeniach i wyjmuje te siedem stów, co mu William dał - masz, to dla ciebie, wystarczy? - i patrzy się zaraz na Williama, czy starczy, czy nie, ale...
Wystarczyło, i chociaż Madox i William byli wyćpani i po drodze zatrzymywali się wszędzie, przy barze, przy rurze, przy ludziach, przy maszynkach, na środku i pod ścianą, to finalnie przy asekuracji tancerek trafili do kaplicy. Za kontuarem stał jakiś gościu, który powiedział im, że za piętnaście minut mają wolny termin i za trzy stówki mogą wziąć swój wymarzony ślub.
- O kurwa trzy stówki William, rozumiesz? To jak za darmo - Madox aż szarpnął Willa za rękę, bo to on miał płacić, wiadomo. A facet mówi, że za dodatkową opłatą pięćdziesiąt dolarów, ślubu może im udzielić Elvis. Madoxowi aż oczy zaświeciły, no bo ZAJEBIŚCIE!
- A kto jeszcze, a może Dolly Parton? - to by już było tematycznie, ale gościu coś tam posprawdzał i powiedział, że Dolly jest zajęta, ale wolny jest...
- Co kurwa Shrek?! - teraz to Madox już ciągnie Williama za ręką - Willi błagam cię kurwa, na wszystkie świętości kolumbijskie, niech to będzie Shrek.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Przytulam się mocno do Madoxa i ja bym go już pewnie nie wypuścił z objęć nigdy, ale on się ode mnie odsuwa, mrugam kilka razy bo znowu mi gałki oczne zaczynają się trząść dosłownie a obraz się rozmazuje. Do tego mam przeogromny szczękościsk, a od tego pierdolenia usta już całkiem wysuszone. Łapię za butelkę, coby się z niej napić, a potem wszyscy razem, całą czwórką idziemy do kaplicy i pewnie gdyby nie te tancerki, to byśmy tam z Madoxem w ogóle nie trafili, tylko się zgubili po drodze gdzieś w kasynie albo pod ścianą. Niemniej stoimy już przed urzędnikiem i chłop nam tłumaczy, że trzeba uiścić opłatę, ale czym były te kolejne trzy stówki? Dałbym i pięć, byle rzeczywiście udzielono nam błogosławieństwa. Przecież w tym momencie mi się wydawało, że to jest najlepszy pomysł świata - wychodzisz za swojego ziomka i rozliczacie razem podatki, jeździcie na wakacje, ja bym mu mógł robić obiady, a on by mnie woził wszędzie gdzie chcę, nikt nie robi sobie scen, a jakby powiedział, że chce przelecieć tamtą panienkę, to przecież w to mi graj, hulaj dusza. Jaka kobieta poszłaby na takie warunki? Żadna. Jak się Madox tak podjarał tym Shrekiem, to ja kiwam głową. Mnie w sumie nie trzeba namawiać - Dorzucę sto pięćdziesiąt jak mu potem obciągnie, albo nawet i dwieście jak będę mógł to nagrać - śmieję się głośno i zanim ktokolwiek zdąży odmówić (albo się zgodzić, w sumie chuj wie) to dodaję - Żartuje, nikt nie będzie obciągał mojemu mężowi - no a na pewno nie żaden Shrek. Kładę hajs na stół, a koleś zaczyna zadawać pytania typu są świadkowie?, macham głową w kierunku tych dwóch striptizerek, są, obrączki?, wystawiam ręce przed siebie bo i ja i Noriega mamy przecież w opór jakiś różnych pierścieni i sygnetów więc znowu potwierdzam, że są. Co z nazwiskiem?, patrzę na Madoxa, on na mnie i w tym samym czasie wrzeszczymy - Podwójne! - co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że właśnie podejmuję najlepszą decyzję w swoim życiu. Łapię kumpla za ramię - O Boże, już sobie czytamy w myślach! - czy to nie wspaniałe, że rozumiemy się tak doskonale? - Dobra, poczekajcie tutaj, zawołam was jak wszystko będzie gotowe - urzędnik chowa pieniądze i zwija papiery, po czym znika za drzwiami do kaplicy. W zamian wychodzi jakaś laseczka i zwraca się do nas - Ej, bo jesteście pierwszą męską parą w naszej kaplicy, mogę to nagrać i udostępnić na naszych socjalach? - pyta, a ja od razu kiwam głową - Możesz to udostępnić gdzie chcesz - macham ręką, ona uśmiecha się szeroko i coś tam jeszcze dodaje, że w takim razie przygotuje zgody. Zostajemy na korytarzu w czwórkę, ja się opieram o jakiś mebel, bo w sumie to ledwo stoję na nogach, wsuwam dłonie w kieszenie i wyczuwam pod palcami buteleczkę z popersem, więc ją wyjmuję i próbuję odkręcić, ale coś mi nie idzie. W końcu odzywa się jedna z tancerek - Ale się jaram, pierwszy raz będę świadkową - druga macha kudłatą łepetyną i potwierdza, że no, no, ja też.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox zmarszczył brwi, kiedy William powiedział o tym, że dopłaci jakby mu Shrek dodatkowo obciągnął, chwilę nad tym myślał, nie, że to go w jakikolwiek sposób kręciło, tylko to było jakoś tak absurdalne, że Shrek miałby komukolwiek obciągać, że on musiał to przetrawić. Aż zamknął na moment oczy i tak myśli. Ale już miał mówić, że nie chce, żeby mu Shrek obciągał, ale na szczęście Wiliam powiedział to za niego, aż westchnął z ulgą. No i jednak dobrze, że oni tak się rozumieją bez słów. Bo co jakby Madox to powiedział i Shrek by się obraził? Sympatyczny Madox na pigułach nie chciał nikogo obrazić, a tym bardziej Shreka.
Później jest ta seria pytań i Madox nie ogarnia, bo akurat sobie ogląda te pierścionki swoje, który może dać Willowi, bo on je wszystkie lubi, ten z zielonym kamieniem - lubi, ten z wężem - lubi, bo mu się kojarzy z Pilar, ten z M - lubi. A ten ze wzrokiem - tak sobie. Ale wtedy pada to pytanie o nazwisko i Madox patrzy na Williama.
- Po... - i już miał mu powiedzieć, że go pojebało, że on ma ładne nazwisko i nic nie będzie zmieniał, ale William się tak ucieszył, to Madox mu powiedział, to samo co on - podwójne! - no i chuj no i cześć. Ważne, że Noriega zostaje. Najlepsze nazwisko w całej Kanadzie. Madox się uśmiechnął, kiedy William powiedział to, że czytają sobie w myślach i on teraz sobie myśli, że tak, tak Patelku. Ale potem sobie pomyślał, że co? On teraz też będzie Patelek? Madox Patelek. Aż odchylił do tyłu głowę i ściąga usta w wąską linię i myśli nad tym chwilę. No ale dobra.
Mają czekać aż Shrek się przygotuje, więc Madox chciał sobie iść do tych tancerek, żeby się trochę poprzytulać, bo akurat mu jest znowu miękko, nawet rękę do nich wyciągnął, ale wtedy podchodzi do nich jakaś babka i się pyta, czy może ich nagrywać. A Madox w tej chwili to by się zgodził na wszystko, nawet chyba na to obciąganie przez Shreka, bo znowu mu ten Trump zrobił paćkę z mózgu. Aż się zachwiał i zaraz obejmuje Williama ramieniem.
- Ja pierdole, stary... A jak ja wyglądam? Widać po mnie? - złapał Wiliama za ramiona i mu zagląda w oczy, tak samo wyćpane na sto osiem, jak te jego. Widać po nim w chuj, nie tak jak po Patelku, bo Madox to jednak nie jest taki upocony, ale on za to ma czarne, wielkie, błyszczące gały, a czasem to one mu się nawet rozjeżdżają, mruży się, wystawia język, próbuje łapać ostrość, ale na próżno. Zaraz tamte tancerki coś gadają, że się cieszą, bo będą świadkami pierwszy raz, a William wyjmuje z kieszeni popersa.
- No fajnie, ty będziesz moją... a ty moją - najpierw pogłaskał po głowie brunetkę, a potem blondynkę, a potem Williama też, no i jeszcze tą laskę co im przyniosła jakieś papiery do podpisania - bardzo masz ładny nos - powiedział jej, bo jednak przyjemniaczek Madox to sypie komplementy jak z rękawa. Aż mu w ustach zaschło od tego, wiec tak zacmokał kilka razy, a potem się opiera o Williama - dawaj, odkręcę ci - no i mu zabrał tego popersa i teraz on się siłuje, ale jemu też nie wyszło i Madox z miną zbitego szczeniaczka wyciąga rękę do ciemnowłosej tancerki. No oczywiście, że wzięła i mu to odkręca w trzy sekundy.
- Ja pierdole, z nią też powinniśmy się ożenić - powiedział jeszcze do Williama i mu oddaje popersa, ale zanim on się nawet sztachnął, to już zagląda na nich z pokoju ceremonii... Shrek.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Patrzę się na Madoxa i co ja mu mogę powiedzieć? Widać w opór, po mnie pewnie zresztą też, wystarczy spojrzeć w te wielkie, wytrzeszczone oczy, na potargane włosy i kosmyki lepiące się do czoła - Co ty, wyglądasz super - kiwam głową, a potem patrzę na przeciwległą ścianę, bo tam wisi takie wielkie, poziome lustro i odwracam Madoxa, żeby też w nie spojrzał, nawet mu się wieszam na ramionach żebyśmy obydwoje mogli, zbliżamy się powoli do gładkiej tafli - Super, nie? - szukam potwierdzenia u Noriegi, ale zamiast niego to się znowu odzywa któraś z tancerek - No, chłopaki, pięknie razem wyglądacie - a jeśli ona tak mówi, to musiało tak być. Potem mój przyszły mąż przyjemniaczek się przymila do wszystkich po kolei, klepiąc nas po głowach a ja się śmieję. Szczerze mówiąc to bym teraz podpisał wszystko co mi podstawią pod nos, więc jak typiarka przynosi nam zgody na udostępnienie wizerunku to od razu strzelam parafkę i już za moment się siłuję z popersem. Ja, potem Madox, a odkręca go dopiero striptizerka - Łooo, ale silna jesteś - rzucam z zachwytem i kiwam głową. No kurwa raczej, ja to bym się teraz chętnie ożenił z jeszcze kilkoma innymi osobami, ale jak musiałem wybrać jedną to wybrałem Madoxa, bo to on był jednak najbardziej mój chłop. Odbieram popersa i już się mam sztachać, ale wołają nas, że wszystko już jest gotowe, więc biorę tylko malutkiego macha. Kolana się pode mną uginają w momencie, a na pysk wlatuje jeszcze szerszy uśmiech. Oddaję buteleczkę dziewczynie, żeby zakręciła i schowała, a sam łapię za jakieś kwiaty, które stoją w wazonie na komodzie obok - Bukiet musi być - rzucam, potem łapię Madoxa pod rękę i wchodzimy do kaplicy. Po drugiej stronie, na końcu czerwonego dywanu faktycznie stoi gość przebrany za Shreka, a obok drugi w takiej jednoczęściowej, szarej piżamie z długimi uszami, że niby osioł chyba chociaż na moje to bardziej królik, nie zamierzam się jednak czepiać szczegółów. Ma ciemne okulary na nosie i zdaje się być tylko odrobinę mniej porobiony niż my, jak tylko przekraczamy próg to zaczyna grać na keyboardzie I'm a belliever, strasznie chujowo mu to idzie, ale znowu - to tylko szczegół. Gdzieś w tle migają mi jeszcze ze dwie laski - jedna nagrywa, a druga strzela foty. No i jedna wygląda jak królewna, a druga jak ogrzyca, więc to chyba też tak tematycznie miało być. Nie to, że brzydka, tylko zielona. Podchodzimy do ołtarza, a nasze tancerki zajmują miejsca gdzieś obok, obie już są takie wzruszone, że wtulają się w siebie i pewnie zaraz będą płakać. Shrek zaczyna ceremonię - Dobra, słuchajta wszyscy, zebraliśmy się tutaj żeby połączyć tych dwoje węzłem małżeńskim. Jak wiemy miłość to nie bajka, tylko raczej bagno - czasem śmierdzi, czasem jest mokro, ale jak tylko jest wasze, to najlepsze bagno na świecie - potem się zwraca do mnie i pyta czy biorę tego oto baśniowego stwora za męża, a ja od razu odpowiadam, że tak. To samo pytanie zadaje Madoxowi i jak on też potwierdza to Shrek dodaje, że to jest ten moment kiedy możecie wymienić się obrączkami. Zerkam na swoje palce i oddaję swojemu już prawie mężowi najładniejszy pierścień jaki mam, taki z głową Indianina w pióropuszu, ręczna robota, kosztował krocie u lokalnego złotnika. Mistrz ceremonii rozkłada ręce - No i elegancko. Mocą nadaną mi przez stan Nevada oraz Królestwo Zasiedmiogórogrodu ogłaszam was mężem i... Mężem. Możeta się pocałować - wyrzucam bukiet za plecy po czym chwytam Noriege za koszulę i przyciągam do siebie żeby go pocałować - najpierw w jeden policzek, potem w drugi, a potem krótko w usta, tak jak się ruskie witają. Wypuszczam z uścisku jego koszule i wycieram twarz rękawem. Dziewczyny już zdążyły powstawać ze swoich miejsc, wszyscy krzyczą i biją brawo, zaś ja się jeszcze wieszam na swoim już mężu i zwracam do kamery - Patrzcie wszyscy jakiego mam zajebistego męża, kocham go w chuj - cmokam go jeszcze w skroń. Shrek podsuwa nam wszystkim do podpisania kolejny stos kartek i to by było na tyle jeżeli chodzi o ceremonię. Za dziesięć minut wchodzi kolejna para, tylko oni wybrali Elvisa.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madoxowi wydaje się w tym lustrze, że wyglądają tragicznie, jacyś powyginani, ale zaraz William mówi, że super, a potem jeszcze te dwie laski, że pięknie, no to chyba tak jest? Może on ma po prostu zaburzone widzenie. Tak jak ma zaburzone dużo innych rzeczy w tej chwili. Do tego stopnia, że jakby go teraz ściągnęli do jakiegoś szpitala psychiatrycznego, to pierwsze co by zrobili, to mu na czoło przybili taką pieczątkę z napisem: ZABURZONY.
- I mądra - bo to chodzi o to, że tam było zabezpieczenie przed dziećmi i dlatego oni tego nie otworzyli, Madox to sobie teraz myśli, że to trzeba być jakimś super inteligentnym, żeby takie rzeczy otwierać. Pilar pewnie też by umiała. Ale potem sobie myśli, że jak oni nie umieli z Willem to są trochę głupi, albo kurwa... wypierdoleni w jakiś kosmos. I on teraz taki kosmos ma właśnie w głowie. Tak dużo różnych emocji, jakby był jakimś Bogiem, który teraz ma w sobie wszystkie uczucia, wszystkich ludzi na świecie. A one wszystkie się kotłują w nim jak w jakimś młynie... diabelskim.
Zanim coś powiedział na ten bukiet, to już się trzymają z Williamem pod ręce, i bardzo dobrze, bo jeden się zatacza w lewo, a drugi w prawo i razem to nawet im to prosto idzie. Ta podróż po kilometrowym, czerwonym dywanie do celu. Osioł śpiewa basem, no i przygrywa na keyboardzie, a Shrek za to odzywa się cienkim głosikiem, aż Madox się musiał pochylić, żeby się lepiej przyjrzeć, bo mu się wydaje, że to jest kobieta. Ale miał... miała? Wąsy. Noriega szturcha Willa w bok ramieniem i chciał mu to powiedzieć, że ich Shrek to chyba kobita, ale nie zdążył, bo zaczęła się ceremonia. A jak Shrek zaczął gadać o tym bagnie, to Madox aż wstrzymał powietrze, bo tak to autentycznie było i miłość to czasem było bagno. Pokiwał głową i patrzy na Williama, ale jak Shrek powiedział, że jest baśniowym stworem, to przecież musiał się zapytać.
- A jakim mogę być stworem? Bo ja nie chcę być chyba ogrem... - powiedział, ale zaraz klepie Shreka po ramieniu - bez urazy Shrek - ale Shrek się chyba nie obraził. Za to jedna z tancerek, ta czarna mówi Noriedze, że może być księciem, a blondi, że osłem. Zdania się podzielone. Dyskusja trwa z osiem minut. W końcu dochodzą do wniosku, że Madox jest Spidermanem, bo tak chciał, a William jest Czarodziejem. No i dobra, mogą z tym jechać dalej. Godzą się obaj, żeby wziąć siebie za mężów, a potem mają wymieniać pierścionkami, no i Madox tak ogląda swoje, ale w końcu dał Williamowi ten z zielonym kamieniem, najdroższy i najnowszy, i najpiękniejszy. Chociaż piękniejszy i ulubieńszy to jednak dał Pilar, nawet chciał przez chwilę do niej napisać "co tam?", ale się zmacał po kieszeniach i się okazało, że nie ma telefonu, jak zwykle. Popatrzył na ten pierścionek, co dostał od Williama, no piękny też jest, nawet mu pasował do kapelusza, jakoś tematycznie, chociaż bardziej by pasował z koniem.
- A masz z koniem Will? - zapytał, ale nie miał, no to już cóż. Shrek powiedział, że na mocy królestwa Zasiedmiogórogrodu mogą być już swoimi mężami i mogą się pocałować. Madox się skrzywił, ale William go zaraz cmoka w oba policzki. No to okej, to Madox też go cmoknął, chociaż po tym buziaku w usta to znowu się krzywi i wyciera ręką. Bo może William to się kiedyś przelizał z facetem po pijaku, wszyscy o tym słyszeli, ale Madox to nie miał takich przygód, i chyba nawet nie chciał mieć...
Chociaż jak go tak William objął ramieniem, to Noriega też go objął i czochra te spocone włosy Patelka.
- A to jest mój piękny mąż - jeszcze go poklepał po ramieniu, ale zaraz potem pokazuje wszystkich palcem po kolei - i ty też jesteś piękna... - najpierw brunetkę, potem blondi - i ty - dwie księżniczki - i ty też, i ty - i nawet Shreka z osłem - i ty, i ty - czyli wszyscy są. Dostali papiery do podpisania, ale Madox nawet nie miał zamiaru ich czytać, bo od tego miał adwokata, który teraz jeszcze dodatkowo był jego mężem. To raczej go nie oszuka, nie?
- Ej Will git? - jeszcze się zapytał trzymając w ręce długopis z serduszkiem, ale Patelek kiwa głową, że tak, no to Madox walnął tam podpis, ale jeszcze spojrzał na Shreka - a mogę tu jebnąć serduszko? - zapytał, bo mu tak pasowało... tematycznie.
- Nie, bo to dokumenty urzędowe - powiedział poważnie Shrek, jakby codziennie odpowiadał na takie pytania.
- I na dokumentach urzędowych nie wolno? - zapytał Madox mrużąc oczy.
- Nie wolno - powtórzył Shrek, no to cóż. Nie wolno, to nie wolno.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mnie to było w sumie obojętne jakim stworem, bo wyszedłbym za niego nawet jakby był ogrem, ale jak już poruszył temat to sam się zacząłem nad tym zastanawiać. W pierwszej chwili mówię (a właściwie to krzyczę bo ja na trzeźwo bywałem głośny, a co dopiero w stanie kompletnego odrealnienia), że ja chcę być piratem, ale blondi się śmieje i bardzo zresztą mądrze zauważa, że przecież piraci nawet teraz istnieją to co to niby za baśniowy stwór. Nie sposób się nie zgodzić. Potem nam Madox przez bite pięć minut tłumaczy dlaczego on powinien być Spidermanem, czarna w końcu decyduje, że ja będę czarodziejem i chuj. No to ok. Wymieniamy się pierścieniami, patrzę przez chwilę na ten, który mi dał Noriega i jest fantastyczny, szczególnie, że zielony to przecież mój ulubiony kolor, a kiedy go wciskam na środkowy palec i pasuje idealnie to tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że wszystko to co zdarzyło się wcześniej i teraz to jest pierdolone przeznaczenie, tak musiało być, byliśmy sobie pisani, już wtedy jak mi Madox życie uratował to właśnie po to, żebym teraz mógł zostać jego mężem. Jego pięknym mężem - Ty też jesteś piękny - kiwam głową, miał stuprocentową rację, wszyscy byliśmy. Potwierdzam, że papiery legitne, chociaż jakby gdzieś pomiędzy wcisnęli nam kredyt na dwadzieścia lat to też bym potwierdził, że wszystko ok. Shrek trzy raz powtarza, że to wszystko i możemy już sobie iść, a potem nawet królewny nas odprowadzają do wyjścia, żebyśmy na pewno sobie poszli i jak wychodzimy na korytarz to tam już czeka kolejna para opijusów - To mój mąż - informuję ich, a oni, że zajebiście, też zaraz biorą ślub, a poznali się w południe - Zajebiście! - krzyczę, przytulamy się wszyscy i życzymy sobie udanego pożycia małżeńskiego, a potem ja się zwracam do swojej ekipy - Chodźmy do kasyna, walniemy jeszcze po kresce i zagramy w ruletkę - albo ma maszynach, albo na czymkolwiek w sumie, co nie wymaga za wiele myślenia, bo w tym momencie myślę, że nawet bierki mogłyby być dla nas za skomplikowane - Wesele w kasynie, tak! - wyrzucam ręce w górę i się cieszę jak dziecko dosłownie, któremu obiecano wizytę w Disneylandzie. W sumie Vegas było trochę jak Disneyland dla degeneratów, więc nawet pasuje. Przemieszczany się w stronę kasyna i ja każdemu kto nas mija pokazuję środkowy palec i mówię, że to od mojego męża. Niektórzy są trochę zaskoczeni w sumie, pewnie tym, że mam męża. Gdzieś w drodze dopada do nas jakiś wielki chłop i zaczyna się wydzierać na nasze tancerki, że co was pojebało do reszty? Czemu wychodzicie z klubu. Ja od razu marszczę brwi - Spadówa, to są teraz nasze prywatne tancerki - potem sobie przypominam, że muszę się podzielić jeszcze jedną informacją, więc znowu wyciągam w górę środkowy palec żeby mu pokazać pierścień - To od mojego męża - mówię, a chłop się dosłownie robi czerwony na twarzy i już rusza w moją stronę, chowam się za Madoxem, bo ja się nie chcę bić, ale obie dziewczyny łapią go i się wydzierają - Daj spokój, John! Płacą za towarzystwo, nie rób niepotrzebnie burdy!

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”