-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Sięgnęła po kieliszek, dając wszystkim do zrozumienia, żeby przypieczętować toast. Nie widziała problemu, żeby wrócić do domu Uberem albo faktycznie przenocować w rodzinnym domu. Może niekoniecznie w swoim pokoju, bo tam łóżko było bardzo małe, ale skoro kiedyś dawały z April radę, to teraz tym bardziej mogły leżeć jedna na drugiej.
— Och, April — powiedziała Tessa i posłała jej pobłażliwe spojrzenie. Takie samo, jakim czasem obdarowywała ją Teddy, kiedy ta mówiła jakieś głupstwa. — Zaakceptowaliśmy cię już całe wieki temu. I powiem ci w tajemnicy, że razem z Trevorem bardzo ubolewaliśmy nad faktem, że już wtedy nie zdecydowałyście się być razem — wyszeptała z uśmiechem, chociaż co to za sekret, skoro Teddy i tak wszystko słyszała?
— Najwyraźniej nie byłam wtedy w jej kręgu zainteresowań. Albo wykraczałam poza jej ligę, jedno z dwóch — wtrąciła strażaczka, ale bez żadnych złośliwości. Jakoś nie było im do siebie po drodze. Przyjaźniły się, a to było na tamten moment najważniejsze. I na każdy innym również. To miłe, że rodzice tak im kibicowali, ale nigdy niczego nie sugerowali. Nawet kiedy wypytywali o April, robili to w taki sposób, żeby nie dać poznać po sobie, jak bardzo chcieliby zobaczyć je razem.
Uśmiechnęła się lekko, czując dłoń ukochanej na policzku. Za to Trevor wyglądał tak, jakby rozważał propozycję Finch. Cmoknął głośno, ale ostatecznie skinął głową i przypieczętował ich umowę toastem. W powietrzu uniósł się stukot szkła.
— Zawsze możecie mnie ubezwłasnowolnić — zasugerowała żartobliwym tonem. To naprawdę urocze, że wszyscy tak się o nią martwili, ale pragnęła im, że nie była żółtodziobem i pracowała w zawodzie prawie dekadę, a ryzyko było wpisane w jej pracę. I dobrze zdawała sobie sprawę z tego ryzyka. — A ja... Sama nie wiem. Postaram się nie dać zabić? — zerknęła na ojca, jakby chciała się upewnić, czy to na początek również wystarczy. Trevor nie pozostało nic innego, jak westchnąć ciężko i wziąć porządny łyk wina.
— Zdecydowanie powinnyście częściej wyjeżdżać — podłapała Theresa, która odstawiła kieliszek i nawinęła makaron na widelec. — Powinnyście korzystać z życia. Któregoś razu obudzicie się i stwierdzicie, że zmarnowałyście cały ten czas na pracę — dodała i mówiła tak nie bez powodu, bo znała wszystko z autopsji. — Sama wspomniałaś, że też masz dużo pracy — zwróciła się do April, wymierzając w nią widelcem.
— Mhm — mruknęła Teddy, ale zanim zdecydowała się kontynuować, musiała najpierw przełknąć to, co miała w ustach. — Nie ma nawet czasu, żeby ponarzekać na moją pracę — puściła do partnerki oczko, jednak nie było w tym żadnych wyrzutów czy wypominania jakichś pojedynczych sytuacji, kiedy Finch kręciła jej aferę o nieodpisywanie na wiadomości.
bez ciebie wszystko było dla mnie tak nieważne
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Naprawdę jesteście kochani. No cóż, teraz to już zaklepane. Nie uwolnicie się ode mnie na wszystkich świątecznych spotkaniach — odparła radosnym tonem, kiedy udało jej się powstrzymać wzruszenie. Może nie były jeszcze po ślubie, ale przecież taki był plan. Nie wyobrażała sobie już życia ani bez Teddy, ani bez takich teściów.
— U mnie to jest taki chwilowy spadek formy. Ogarnę go i wrócę do normy — zagwarantowała wszystkim obecnym. Nadal nie była pewna, czy w to wierzy, ale chyba nie miała wielkiego wyboru. Teraz, jak to powiedziała na głos w takim gronie, to musi się tego trzymać. W mniemaniu April jej codzienny pracoholizm był absolutnie normalny i totalnie nieprzekraczający norm, które jej partnerka też brała sobie na barki.
— A plan jest taki, żeby spełniać swoje zachcianki i mieć obrzydliwie wręcz radosne życie, prawda? — Spojrzała na Teddy, wsuwając sobie porcję makaronu do ust. To był wprawdzie plan pochodzący z jej głowy, ale nie widziała powodu, przez który jej ukochana miałaby się nie zgodzić. Przecież świetnie to sobie wymyśliła! Nie byłaby na pewno być w stanie nieszczęśliwa przy Teddy, ale dodatkowo chciała dać jej mnóstwo powodów do drobnych radości. Na pewno więcej niż jej wszystkie poprzednie babska razem wzięte.
— Dobrze, że nie wyszły nam plany z liceum. Wyobrażasz sobie, jak mało miałabym czasu, gdybym była prawniczką i gwiazdą rocka jednocześnie? I chyba miałam jeszcze założyć jakąś fundację, nie pamiętam już. Ale zdecydowanie nie byłam wtedy najostrzejszą kredką w piórniku — prychnęła rozbawiona do tych wspomnień. Ależ ją nagle wzięło na sentymenty. To pewnie przez ten dom! Piętnaście lat to niby nie tak dużo, a jednak okazuje się, że kompletnie potrafi poprzekładać człowiekowi w bani.
— Dużo ci zostało celów? — dopytała Teddy, nawiązując do durnowatych list rzeczy do odhaczenia, kiedy zostaną już dorosłe. Finch nie pamiętała tych spisów aż tak dobrze. Może gdyby nie notowały w połowie na biologii, a w połowie na wspólnym nocowaniu, to łatwiej utkwiłyby jej w pamięci. Albo gdyby wtedy zrobiła sobie jakieś kopie! Ech, nie. Na pewno by je do dzisiaj zgubiła.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rodzice nie wyglądali tak, jakby ubolewali nad faktem, że już nigdy nie uwolnią się od towarzystwa nowej dziewczyny swojej córki. Wręcz przeciwnie, byli tym autentycznie zachwyceni. W ich mniemaniu, nie mogli wymarzyć sobie dla Teddy lepszej partnerki. I Teddy twierdziła dokładnie tak samo. Niby nie wierzyła w przeznaczenie i zrządzenia losu, ale najwyraźniej tak miało po prostu być. I nie piętnaście lat temu, a właśnie teraz.
— Musimy ustalić jedną rzecz — zaczęła stanowczo Theresa. — Przynajmniej raz w tygodniu będziecie do nas przyjeżdżać na obiad. Nieważne, który to będzie dzień — dodała, zerkając z ukosa na córkę, jakby chciała uprzedzić ewentualne protesty. — Normalnie zaproponowałabym weekend, bo to najbardziej oczywiste, ale przy grafiku Teddy to właściwie nigdy nic nie wiadomo — machnęła ręką w trochę bezradny sposób, dając do zrozumienia, że dawno pogodziła się z realiami tej pracy i nie zamierza ich kwestionować. Nawet nie próbowała przekonywać córki do zmian, bo wiedziała, że to nie ma sensu. W straży pożarnej wszystko rządziło się własnymi zasadami, a plany prywatne zawsze musiały ustępować nagłym wezwaniom. — Dlatego po prostu ustalmy, że będziecie przyjeżdżać wtedy, kiedy się da. Byle regularnie — podsumowała z uśmiechem.
Teddy automatycznie przytaknęła skinieniem głowy. W teorii brzmiało to wyśmienicie, ale w praktyce było znacznie bardziej skomplikowane. Na pewno będą popołudnia, które będą wolały spędzić w jakiś inny sposób. Szczególnie, kiedy wróci do domu po wyczerpującej zmianie. Nie miała jednak serca odmawiać rodzicom od ręki, skoro teraz tak się cieszyli ich szczęściem. Wszystko wyjdzie w praniu.
Gdy April oznajmiła, że niedługo wróci do siebie, sięgnęła po dłoń partnerki i czule musnęła ją ustami. Tym sposobem próbowała przekazać, że miała jej pełne wsparcie, chociaż Darling niewiele mogła zdziałać. Wykazywała się jednak ogromną cierpliwością i dzielnie znosiła sinusoidę nastrojów.
— Tak, to jest bardzo dobry i prosty plan — zgodziła się na wizję wspólnej, obrzydliwie szczęśliwej przyszłości. Będą tak szczęśliwe, że zacznie im to w końcu wyłazić uszami! — Swoje zachcianki, masz na myśli te twoje? — posłała jej rozbawione spojrzenie. Ona sama naprawdę niewiele potrzebowała do wspomnianego szczęścia. April w zupełności jej wystarczała.
Na wzmiankę o tym, co wymyślały w liceum, Teddy aż poczuła ciarki żenady przebiegające wzdłuż kręgosłupa. Czego ona tam nie nawypisywała! Bzdura poganiała bzdurę!
— No ja byłabym teraz w kosmosie — parsknęła pod nosem, przypominając sobie o swoich celach. Przed tym, jak zapragnęła zostać strażaczką, chciała być znaną astronautką. — I już dawno powinnam mieć własną markę ubrań — jak widać, obie miały bujną wyobraźnię. Jednak wciąż najbardziej zadziwiające było, że Finch przez moment planowała iść w ślady swoich rodziców. — Czy dużo mi zostało celów? Pewnie większość. Prawie niczego stamtąd nie odhaczyłam — pokręciła z politowaniem głową dla własnej głupoty.
— Mama jakiś czas odkładała wszystkie twoje zeszyty do kartonu ze starymi podręcznikami — wtrącił Trevor, opróżniając kieliszek do końca. — Może tam coś znajdziecie? — zasugerował i Teddy doznała nagłego olśnienia. Oczywiście, że to wciąż musiało to gdzieś tutaj być!
Wciągnęła resztkę makaronu i poderwała się z krzesła. Poczekała aż April skończyła jeść, przeprosiła rodziców, zapewniając ich, że za moment wracają i pociągnęła ją za rękę w kierunku schodów prowadzących na piętro.
nie wiem, czy jest prawdziwa, czy to tylko wyobraźnia. gdy siedzimy obok siebie, cały świat nas nie ogarnia
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Postaramy się. — Poczekała cierpliwie aż Teddy wyrazi własną opinię i dopiero wtedy zabrała głos. Nie miała pojęcia, czy takie częste wizyty u rodziców, to nie jest przesada. Strzelałaby raczej, że normalni ludzie nie robią tego aż tak często, ale najwyraźniej się myliła. Teoretycznie wizja spotykania Darlingów tak często brzmiała przyjemnie... ale czy faktycznie tak będzie? Czy jednak się sobą nie przesycą? Nie była w stanie obstawić. Spodziewała się, że raczej się tego nie dowie, bo na pewno nie znajdą tak regularnego czasu, ale chciała się postarać.
— Wiadomo, że głównie moje. — Wzruszyła ramionami, jakby to faktycznie była największa oczywistość, o jakiej kiedykolwiek rozmawiały. Oczywiście jajcowała! Ta mała pranksterka była naprawdę gotowa podzielić się poziomem atencji i skupienia, tylko jej dziewczyna musi po prostu na to pozwolić. I wtedy pójdzie już z górki.
— Ej no, to jest do zrobienia — rzuciła od niechcenia, trudno powiedzieć, na który z tych dwóch celów. Oba na ten moment sprawiały wrażenie absurdalnych, ale przecież Finch była uparta i nie takie rzeczy już z miłości robiła. Nie zdarzyło jej się wysłać żadnej swojej partnerki w kosmos, ale przecież Teddy była wyjątkowa, to może ją warto?
Nie spodziewała się, że wspomniane przez nią pamiątki będą mogły zostać odnalezione. To dopiero zaskoczenie! Tak muszą się czuć archeologowie, jak wchodzą do jakiejś piramidy albo innego chujstwa. Można powiedzieć, że obie były jak Lara Croft. Miały może za małe biusty i za krótkie włosy, ale nad wszystkim da się popracować. Kwestie intelektu po prostu pomińmy.
Ruszyła posłusznie za Teddy, coraz bardziej podekscytowana. Kiedy ostatni raz była w jej pokoju? Nie miała pojęcia. Dawno nie była nawet w tym domu, a co dopiero na piętrze. Wolała sobie po prostu nie przypominać, by mieć przyjemniejszy efekt, jak już dotrą na miejsce. Miała tylko nadzieję, że pokój nie został całkowicie przerobiony na siłownię albo graciarnie.
Weszła za Teddy do sypialni i od razu zaczęła się uważnie rozglądać. Nie wyglądało to na miejsce, w którym ktoś regularnie sypiał, ale na pewno nie była to też żadna spiżarnia albo pokój niespełnionych hobby jej rodziców. Zachowali trochę klimatu, chwila ogarniania i przenoszenia rzeczy i na pewno można tu zamieszkać. Usiadła po turecku na łóżku, czekając, aż jej dziewczyna zsunie pudło z szafy i wygrzebie z niego to, po co tu przyszły. Poczekanie tych kilkudziesięciu sekund to było jednak za dużo. Podniosła się z miejsca i sama zaczęła przerzucać książki i zeszyty spakowane w pudło.
— Mam nadzieję, że znajdę jakiś pamiętnik, w którym będzie mnóstwo wpisów na mój temat. — Spojrzała na nią znad jednego z zeszytów, które się zachowały. To niestety była tylko matematyka, ale za to prowadzona zadziwiająco skrupulatnie. Finch nie czuła się nigdy tak pewnie na przedmiotach ścisłych, jak jej przyjaciółka. Obróciła zeszyt w jej stronę i pokazała jej rysunek drzewa, na którym rosły penisy. Wokół tej niezwykłej rośliny tańczyły patykowate ludziki z dzidami. Pamiętała ten szkic, sama go jej kiedyś zrobiła, gdy Teddy wyszła do toalety. Albo była przy tablicy? No, na pewno nie pilnowała zeszytu.
Byłaś w szkole całej najpiękniejsza i Do dziś mam wszystkie twoje zdjęcia
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie musisz wysyłać mnie w kosmos — powiedziała, przestawiając na bok pudło ze starymi zdjęciami. — Wystarczy, że jak mnie pieprzysz, to widzę w gwiazdy — rzuciła romantycznie, uśmiechając się przy tym łobuzersko.
Stos starych podręczników piętrzył się na boku. Darling skrzywiła się ostentacyjnie na widok zeszytu od chemii. Chwyciła go ostrożnie między palce, jakby obawiała się, że kontakt z nim może być zaraźliwy albo, co gorsza, że nagle obudzi się w niej powołanie, aby zostać drugą Marią Skłodowską-Curie. O ile matematyka i fizyka przychodziły jej z zaskakującą łatwością, chemia była jej osobistym koszmarem. Jakimś durnym zlepkiem wzorów, reakcji i niezrozumiałych zasad, które zdawały się istnieć tylko po to, żeby uprzykrzyć jej życie.
— Wyglądam na taką, co prowadziła pamiętnik? — kąciki jej ust uniosły się w tajemniczym uśmiechu. — I o czym niby miałabym w nim pisać, co? O tym, jak skrycie się w tobie podkochiwałam? — w oczach Teddy zatańczyło rozbawienie. To mogła być prawda, ale wcale nie musiała.
Podniosła spojrzenie znad zeszytu i zerknęła na Finch, która wertowała kartki tego od matmy.
— Pamiętasz, jak miałam przesrane za ten rysunek? Niewiele brakowało, a moi rodzice zostaliby wezwani na dywanik do dyrektora — pokręciła głową na samo wspomnienie tej niesprawiedliwości, bo przecież nie zrobiła nic złego. — Nawet wtedy cię nie wydałam. Aż nie mogę się nadziwić, że byłam taką wspaniałą przyjaciółką — teatralne westchnienie dopełniło całości, gdy wróciła do przekopywania się przez kolejne bruliony. Gdzie ta zapyziała bologia?
W pewnym momencie natrafiła na zeszyt od francuskiego. Już miała go odłożyć, kiedy jej uwagę przykuły tylne strony, pokryte ręcznie rysowanymi planszami do gry w statki. Linie były krzywe, a pola pełne zatopionych okrętów i nieudanych strzałów.
— Tutaj jesteś, szmatławcu — wcisnęła rękę w głąb pudła i wyciągnęła brulion z pomiętą okładką zdobioną w kolorowe kwiaty. Z nich też zwisały penisy i to na pewno była sprawka Finch. Przekartkowała go aż natrafiła na wspomnianą listę. Odchrząknęła i zaczęła czytać. — Bardzo poważna listów celów — zacytowała. Brzmiało zdecydowanie poważnie. — Zostać astronautką i polecieć w kosmos, w nawiasie, choćby na chwilę, nawet jak będzie strasznie. Mieć własną markę ubrań, ale taką naprawdę fajną, nie jak sieciówki. Nigdy nie pracować w nudnym biurze i tutaj trzy wykrzykniki. Wyjechać gdzieś daleko, najlepiej sama i nie wracać przez rok. Nauczyć się czegoś trudnego, żeby wszyscy byli w szoku. Mieć własne mieszkanie z ogromnymi oknami. Mieć psa. Nie stać się taka jak dorośli, którzy nic nie czują. Kupić sobie kiedyś drogie buty i nie czuć się winna — urwała i przesunęła palcem niżej. — Potem jest dopisek innym długopisem. Serio, nie być nudna. Wykrzyknik, wykrzyknik, krzywa buźka. Być dla kogoś pierwszym wyborem. A potem niżej - albo chociaż nie ostatnim. Zakochać się w jakieś pięknej dziewczynie i żeby ona też mnie kochała. W nawiasie ważne. I tysiąc wykrzykników — skończyła i cmoknęła, mrużąc nieznacznie oczy. No dobra, coś tam się spełniło. Przerzuciła stronę i podała zeszyt April, gdzie znajdowała się jej lista. — Masz tam coś, żeby rozkochać w sobie Teddy? — podniosła się z podłogi i usiadła obok na łóżku, opierając policzek o jej ramię.
jak ona podoba ci się, no to idź się ożeń