30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Darlingowie uwielbiali April z różnych względów, ale przede wszystkim dlatego, że zawsze była dobra dla Teddy. To mogło jednak ulec zmianie, jeśli okazałoby się, że ta ma na nią zły wpływ. Albo złamała jej serce. Mimo ogromnej sympatii, jaką darzyli Finch, z reguły trzymali stronę swojej jedynej córki. Jednocześnie potrafili zwrócić jej uwagę, kiedy popełniała błędy. Na przykład, gdy wiązała się z niewłaściwymi kobietami. Albo podejmowała jakieś durne, ryzykowne decyzje w pracy, które prawie przypłacała życiem.
Sięgnęła po kieliszek, dając wszystkim do zrozumienia, żeby przypieczętować toast. Nie widziała problemu, żeby wrócić do domu Uberem albo faktycznie przenocować w rodzinnym domu. Może niekoniecznie w swoim pokoju, bo tam łóżko było bardzo małe, ale skoro kiedyś dawały z April radę, to teraz tym bardziej mogły leżeć jedna na drugiej.
Och, April — powiedziała Tessa i posłała jej pobłażliwe spojrzenie. Takie samo, jakim czasem obdarowywała ją Teddy, kiedy ta mówiła jakieś głupstwa. — Zaakceptowaliśmy cię już całe wieki temu. I powiem ci w tajemnicy, że razem z Trevorem bardzo ubolewaliśmy nad faktem, że już wtedy nie zdecydowałyście się być razem — wyszeptała z uśmiechem, chociaż co to za sekret, skoro Teddy i tak wszystko słyszała?
Najwyraźniej nie byłam wtedy w jej kręgu zainteresowań. Albo wykraczałam poza jej ligę, jedno z dwóch — wtrąciła strażaczka, ale bez żadnych złośliwości. Jakoś nie było im do siebie po drodze. Przyjaźniły się, a to było na tamten moment najważniejsze. I na każdy innym również. To miłe, że rodzice tak im kibicowali, ale nigdy niczego nie sugerowali. Nawet kiedy wypytywali o April, robili to w taki sposób, żeby nie dać poznać po sobie, jak bardzo chcieliby zobaczyć je razem.
Uśmiechnęła się lekko, czując dłoń ukochanej na policzku. Za to Trevor wyglądał tak, jakby rozważał propozycję Finch. Cmoknął głośno, ale ostatecznie skinął głową i przypieczętował ich umowę toastem. W powietrzu uniósł się stukot szkła.
Zawsze możecie mnie ubezwłasnowolnić — zasugerowała żartobliwym tonem. To naprawdę urocze, że wszyscy tak się o nią martwili, ale pragnęła im, że nie była żółtodziobem i pracowała w zawodzie prawie dekadę, a ryzyko było wpisane w jej pracę. I dobrze zdawała sobie sprawę z tego ryzyka. — A ja... Sama nie wiem. Postaram się nie dać zabić? — zerknęła na ojca, jakby chciała się upewnić, czy to na początek również wystarczy. Trevor nie pozostało nic innego, jak westchnąć ciężko i wziąć porządny łyk wina.
Zdecydowanie powinnyście częściej wyjeżdżać — podłapała Theresa, która odstawiła kieliszek i nawinęła makaron na widelec. — Powinnyście korzystać z życia. Któregoś razu obudzicie się i stwierdzicie, że zmarnowałyście cały ten czas na pracę — dodała i mówiła tak nie bez powodu, bo znała wszystko z autopsji. — Sama wspomniałaś, że też masz dużo pracy — zwróciła się do April, wymierzając w nią widelcem.
Mhm — mruknęła Teddy, ale zanim zdecydowała się kontynuować, musiała najpierw przełknąć to, co miała w ustach. — Nie ma nawet czasu, żeby ponarzekać na moją pracę — puściła do partnerki oczko, jednak nie było w tym żadnych wyrzutów czy wypominania jakichś pojedynczych sytuacji, kiedy Finch kręciła jej aferę o nieodpisywanie na wiadomości.

bez ciebie wszystko było dla mnie tak nieważne
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Masa ciepła i komplementów, jaką dostawa od państwa Darlingów, to było aż za wiele. Wiadomo, kochała pochwały, ale tylko takie od potencjalnych partnerek. Te jednak ją zawstydzały, trudno było jej zareagować na to jak dorosła i odpowiedzialna jednostka. A przecież powinna nią być, skoro chce sobie przysposobić ich córkę! Poczuła, jak szklą jej się oczy. Uniosła głowę do góry, bo nie chciała się popłakać i popsuć całego makijażu. Pomachała dłońmi przy twarzy chcąc się błyskawicznie uspokoić. Dopiero wtedy przypomniała sobie, że lepszą metodą jest spuszczenie głowy w dół, równolegle do podłoża. Za późno. Wzięła po prostu głęboki wdech, żeby wrócić do siebie. Na szczęście jej partnerka nie mogła sobie odmówić durnowatego komentarza, który pomógł jej wrócić na ziemię. Palnęła ją lekko w ramię, żeby się przypadkiem nie rozpędziła w tych pomysłach. Nie będą się przecież kłócić, która i kiedy powinna zrobić pierwszy krok. W ogóle nie powinny się o to kłócić.
— Naprawdę jesteście kochani. No cóż, teraz to już zaklepane. Nie uwolnicie się ode mnie na wszystkich świątecznych spotkaniach — odparła radosnym tonem, kiedy udało jej się powstrzymać wzruszenie. Może nie były jeszcze po ślubie, ale przecież taki był plan. Nie wyobrażała sobie już życia ani bez Teddy, ani bez takich teściów.
— U mnie to jest taki chwilowy spadek formy. Ogarnę go i wrócę do normy — zagwarantowała wszystkim obecnym. Nadal nie była pewna, czy w to wierzy, ale chyba nie miała wielkiego wyboru. Teraz, jak to powiedziała na głos w takim gronie, to musi się tego trzymać. W mniemaniu April jej codzienny pracoholizm był absolutnie normalny i totalnie nieprzekraczający norm, które jej partnerka też brała sobie na barki.
— A plan jest taki, żeby spełniać swoje zachcianki i mieć obrzydliwie wręcz radosne życie, prawda? — Spojrzała na Teddy, wsuwając sobie porcję makaronu do ust. To był wprawdzie plan pochodzący z jej głowy, ale nie widziała powodu, przez który jej ukochana miałaby się nie zgodzić. Przecież świetnie to sobie wymyśliła! Nie byłaby na pewno być w stanie nieszczęśliwa przy Teddy, ale dodatkowo chciała dać jej mnóstwo powodów do drobnych radości. Na pewno więcej niż jej wszystkie poprzednie babska razem wzięte.
— Dobrze, że nie wyszły nam plany z liceum. Wyobrażasz sobie, jak mało miałabym czasu, gdybym była prawniczką i gwiazdą rocka jednocześnie? I chyba miałam jeszcze założyć jakąś fundację, nie pamiętam już. Ale zdecydowanie nie byłam wtedy najostrzejszą kredką w piórniku — prychnęła rozbawiona do tych wspomnień. Ależ ją nagle wzięło na sentymenty. To pewnie przez ten dom! Piętnaście lat to niby nie tak dużo, a jednak okazuje się, że kompletnie potrafi poprzekładać człowiekowi w bani.
— Dużo ci zostało celów? — dopytała Teddy, nawiązując do durnowatych list rzeczy do odhaczenia, kiedy zostaną już dorosłe. Finch nie pamiętała tych spisów aż tak dobrze. Może gdyby nie notowały w połowie na biologii, a w połowie na wspólnym nocowaniu, to łatwiej utkwiłyby jej w pamięci. Albo gdyby wtedy zrobiła sobie jakieś kopie! Ech, nie. Na pewno by je do dzisiaj zgubiła.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ściągnęła lekko brwi, kiedy April pacnęła ją w ramię. Oczywiście, że powinny się kłócić o takie bzdury. O to, która pierwsza skapitulowała i o to, która była bardziej zazdrosna, zanim zaczęły być ze sobą na poważnie. I dokładnie tylko o takie! Po co im inne powody? A jeszcze biorąc po uwagę, że Teddy trzymała się z dala od prawdziwych, dorosłych sprzeczek, to w ogóle Finch powinna zadowolić się tymi małymi, żeby miała jakąś namiastkę awantur, których na pewno jej brakowało.
Rodzice nie wyglądali tak, jakby ubolewali nad faktem, że już nigdy nie uwolnią się od towarzystwa nowej dziewczyny swojej córki. Wręcz przeciwnie, byli tym autentycznie zachwyceni. W ich mniemaniu, nie mogli wymarzyć sobie dla Teddy lepszej partnerki. I Teddy twierdziła dokładnie tak samo. Niby nie wierzyła w przeznaczenie i zrządzenia losu, ale najwyraźniej tak miało po prostu być. I nie piętnaście lat temu, a właśnie teraz.
Musimy ustalić jedną rzecz — zaczęła stanowczo Theresa. — Przynajmniej raz w tygodniu będziecie do nas przyjeżdżać na obiad. Nieważne, który to będzie dzień — dodała, zerkając z ukosa na córkę, jakby chciała uprzedzić ewentualne protesty. — Normalnie zaproponowałabym weekend, bo to najbardziej oczywiste, ale przy grafiku Teddy to właściwie nigdy nic nie wiadomo — machnęła ręką w trochę bezradny sposób, dając do zrozumienia, że dawno pogodziła się z realiami tej pracy i nie zamierza ich kwestionować. Nawet nie próbowała przekonywać córki do zmian, bo wiedziała, że to nie ma sensu. W straży pożarnej wszystko rządziło się własnymi zasadami, a plany prywatne zawsze musiały ustępować nagłym wezwaniom. — Dlatego po prostu ustalmy, że będziecie przyjeżdżać wtedy, kiedy się da. Byle regularnie — podsumowała z uśmiechem.
Teddy automatycznie przytaknęła skinieniem głowy. W teorii brzmiało to wyśmienicie, ale w praktyce było znacznie bardziej skomplikowane. Na pewno będą popołudnia, które będą wolały spędzić w jakiś inny sposób. Szczególnie, kiedy wróci do domu po wyczerpującej zmianie. Nie miała jednak serca odmawiać rodzicom od ręki, skoro teraz tak się cieszyli ich szczęściem. Wszystko wyjdzie w praniu.
Gdy April oznajmiła, że niedługo wróci do siebie, sięgnęła po dłoń partnerki i czule musnęła ją ustami. Tym sposobem próbowała przekazać, że miała jej pełne wsparcie, chociaż Darling niewiele mogła zdziałać. Wykazywała się jednak ogromną cierpliwością i dzielnie znosiła sinusoidę nastrojów.
Tak, to jest bardzo dobry i prosty plan — zgodziła się na wizję wspólnej, obrzydliwie szczęśliwej przyszłości. Będą tak szczęśliwe, że zacznie im to w końcu wyłazić uszami! — Swoje zachcianki, masz na myśli te twoje? — posłała jej rozbawione spojrzenie. Ona sama naprawdę niewiele potrzebowała do wspomnianego szczęścia. April w zupełności jej wystarczała.
Na wzmiankę o tym, co wymyślały w liceum, Teddy aż poczuła ciarki żenady przebiegające wzdłuż kręgosłupa. Czego ona tam nie nawypisywała! Bzdura poganiała bzdurę!
No ja byłabym teraz w kosmosie — parsknęła pod nosem, przypominając sobie o swoich celach. Przed tym, jak zapragnęła zostać strażaczką, chciała być znaną astronautką. — I już dawno powinnam mieć własną markę ubrań — jak widać, obie miały bujną wyobraźnię. Jednak wciąż najbardziej zadziwiające było, że Finch przez moment planowała iść w ślady swoich rodziców. — Czy dużo mi zostało celów? Pewnie większość. Prawie niczego stamtąd nie odhaczyłam — pokręciła z politowaniem głową dla własnej głupoty.
Mama jakiś czas odkładała wszystkie twoje zeszyty do kartonu ze starymi podręcznikami — wtrącił Trevor, opróżniając kieliszek do końca. — Może tam coś znajdziecie? — zasugerował i Teddy doznała nagłego olśnienia. Oczywiście, że to wciąż musiało to gdzieś tutaj być!
Wciągnęła resztkę makaronu i poderwała się z krzesła. Poczekała aż April skończyła jeść, przeprosiła rodziców, zapewniając ich, że za moment wracają i pociągnęła ją za rękę w kierunku schodów prowadzących na piętro.

nie wiem, czy jest prawdziwa, czy to tylko wyobraźnia. gdy siedzimy obok siebie, cały świat nas nie ogarnia
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kłócenie się o takie bzdury właściwie mogłoby zrekompensować April brak wybuchów. Zawsze to byłaby jakaś sprzeczka, a ona mogłaby się wyżyć emocjonalnie! Paplać na ten ten temat mogłaby przecież bez końca. A może powinna po prostu, jak zdrowy na umyśle człowiek, zapisać się na jakiś boks? Albo zacząć biegać? Generalnie wyżywać się przez sport? Coś nie mogła się do tego przekonać.
— Postaramy się. — Poczekała cierpliwie aż Teddy wyrazi własną opinię i dopiero wtedy zabrała głos. Nie miała pojęcia, czy takie częste wizyty u rodziców, to nie jest przesada. Strzelałaby raczej, że normalni ludzie nie robią tego aż tak często, ale najwyraźniej się myliła. Teoretycznie wizja spotykania Darlingów tak często brzmiała przyjemnie... ale czy faktycznie tak będzie? Czy jednak się sobą nie przesycą? Nie była w stanie obstawić. Spodziewała się, że raczej się tego nie dowie, bo na pewno nie znajdą tak regularnego czasu, ale chciała się postarać.
— Wiadomo, że głównie moje. — Wzruszyła ramionami, jakby to faktycznie była największa oczywistość, o jakiej kiedykolwiek rozmawiały. Oczywiście jajcowała! Ta mała pranksterka była naprawdę gotowa podzielić się poziomem atencji i skupienia, tylko jej dziewczyna musi po prostu na to pozwolić. I wtedy pójdzie już z górki.
— Ej no, to jest do zrobienia — rzuciła od niechcenia, trudno powiedzieć, na który z tych dwóch celów. Oba na ten moment sprawiały wrażenie absurdalnych, ale przecież Finch była uparta i nie takie rzeczy już z miłości robiła. Nie zdarzyło jej się wysłać żadnej swojej partnerki w kosmos, ale przecież Teddy była wyjątkowa, to może ją warto?
Nie spodziewała się, że wspomniane przez nią pamiątki będą mogły zostać odnalezione. To dopiero zaskoczenie! Tak muszą się czuć archeologowie, jak wchodzą do jakiejś piramidy albo innego chujstwa. Można powiedzieć, że obie były jak Lara Croft. Miały może za małe biusty i za krótkie włosy, ale nad wszystkim da się popracować. Kwestie intelektu po prostu pomińmy.
Ruszyła posłusznie za Teddy, coraz bardziej podekscytowana. Kiedy ostatni raz była w jej pokoju? Nie miała pojęcia. Dawno nie była nawet w tym domu, a co dopiero na piętrze. Wolała sobie po prostu nie przypominać, by mieć przyjemniejszy efekt, jak już dotrą na miejsce. Miała tylko nadzieję, że pokój nie został całkowicie przerobiony na siłownię albo graciarnie.
Weszła za Teddy do sypialni i od razu zaczęła się uważnie rozglądać. Nie wyglądało to na miejsce, w którym ktoś regularnie sypiał, ale na pewno nie była to też żadna spiżarnia albo pokój niespełnionych hobby jej rodziców. Zachowali trochę klimatu, chwila ogarniania i przenoszenia rzeczy i na pewno można tu zamieszkać. Usiadła po turecku na łóżku, czekając, aż jej dziewczyna zsunie pudło z szafy i wygrzebie z niego to, po co tu przyszły. Poczekanie tych kilkudziesięciu sekund to było jednak za dużo. Podniosła się z miejsca i sama zaczęła przerzucać książki i zeszyty spakowane w pudło.
— Mam nadzieję, że znajdę jakiś pamiętnik, w którym będzie mnóstwo wpisów na mój temat. — Spojrzała na nią znad jednego z zeszytów, które się zachowały. To niestety była tylko matematyka, ale za to prowadzona zadziwiająco skrupulatnie. Finch nie czuła się nigdy tak pewnie na przedmiotach ścisłych, jak jej przyjaciółka. Obróciła zeszyt w jej stronę i pokazała jej rysunek drzewa, na którym rosły penisy. Wokół tej niezwykłej rośliny tańczyły patykowate ludziki z dzidami. Pamiętała ten szkic, sama go jej kiedyś zrobiła, gdy Teddy wyszła do toalety. Albo była przy tablicy? No, na pewno nie pilnowała zeszytu.

Byłaś w szkole całej najpiękniejsza i Do dziś mam wszystkie twoje zdjęcia
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sport nie był dla każdego i na początku trzeba zebrać się w sobie, żeby znaleźć odpowiednią motywację. Kiedy April grała w te swoje kampanie rpg, Teddy chodziła na siłownie albo uprawiała jogging. Zdarzało jej się nawet wyskoczyć na zajęcia z taekwondo, a co czwartek ganiała za piłką do kosza z ekipą z jednostki. Zawsze była sportowym świrem, o czym świadczyło pudło z medalami i pucharami, które stało na wspomnianym przez ojca kartonie z zeszytami i które nie chciało się domknąć się od nadmiaru nagród z czasów szkolnych. To niesamowite, że mama dalej nie wyniosła jej rzeczy na strych albo do piwnicy i nie zrobiła z pokoju biblioteczki. Swoją drogą, pluła sobie w brodę, że nie mogła obiecać rodzicom, że będą zjawiać się na obiadach tak często, jak to tylko możliwe, ale nie chciała ich rozczarować. Jej szalony grafik potrafił zmienić się z dnia na dzień, a Teddy nie chciała składać pustych obietnic. Można było jej wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że była gołosłowna!
Nie musisz wysyłać mnie w kosmos — powiedziała, przestawiając na bok pudło ze starymi zdjęciami. — Wystarczy, że jak mnie pieprzysz, to widzę w gwiazdy — rzuciła romantycznie, uśmiechając się przy tym łobuzersko.
Stos starych podręczników piętrzył się na boku. Darling skrzywiła się ostentacyjnie na widok zeszytu od chemii. Chwyciła go ostrożnie między palce, jakby obawiała się, że kontakt z nim może być zaraźliwy albo, co gorsza, że nagle obudzi się w niej powołanie, aby zostać drugą Marią Skłodowską-Curie. O ile matematyka i fizyka przychodziły jej z zaskakującą łatwością, chemia była jej osobistym koszmarem. Jakimś durnym zlepkiem wzorów, reakcji i niezrozumiałych zasad, które zdawały się istnieć tylko po to, żeby uprzykrzyć jej życie.
Wyglądam na taką, co prowadziła pamiętnik? — kąciki jej ust uniosły się w tajemniczym uśmiechu. — I o czym niby miałabym w nim pisać, co? O tym, jak skrycie się w tobie podkochiwałam? — w oczach Teddy zatańczyło rozbawienie. To mogła być prawda, ale wcale nie musiała.
Podniosła spojrzenie znad zeszytu i zerknęła na Finch, która wertowała kartki tego od matmy.
Pamiętasz, jak miałam przesrane za ten rysunek? Niewiele brakowało, a moi rodzice zostaliby wezwani na dywanik do dyrektora — pokręciła głową na samo wspomnienie tej niesprawiedliwości, bo przecież nie zrobiła nic złego. — Nawet wtedy cię nie wydałam. Aż nie mogę się nadziwić, że byłam taką wspaniałą przyjaciółką — teatralne westchnienie dopełniło całości, gdy wróciła do przekopywania się przez kolejne bruliony. Gdzie ta zapyziała bologia?
W pewnym momencie natrafiła na zeszyt od francuskiego. Już miała go odłożyć, kiedy jej uwagę przykuły tylne strony, pokryte ręcznie rysowanymi planszami do gry w statki. Linie były krzywe, a pola pełne zatopionych okrętów i nieudanych strzałów.
Tutaj jesteś, szmatławcu — wcisnęła rękę w głąb pudła i wyciągnęła brulion z pomiętą okładką zdobioną w kolorowe kwiaty. Z nich też zwisały penisy i to na pewno była sprawka Finch. Przekartkowała go aż natrafiła na wspomnianą listę. Odchrząknęła i zaczęła czytać. — Bardzo poważna listów celów — zacytowała. Brzmiało zdecydowanie poważnie. — Zostać astronautką i polecieć w kosmos, w nawiasie, choćby na chwilę, nawet jak będzie strasznie. Mieć własną markę ubrań, ale taką naprawdę fajną, nie jak sieciówki. Nigdy nie pracować w nudnym biurze i tutaj trzy wykrzykniki. Wyjechać gdzieś daleko, najlepiej sama i nie wracać przez rok. Nauczyć się czegoś trudnego, żeby wszyscy byli w szoku. Mieć własne mieszkanie z ogromnymi oknami. Mieć psa. Nie stać się taka jak dorośli, którzy nic nie czują. Kupić sobie kiedyś drogie buty i nie czuć się winna — urwała i przesunęła palcem niżej. — Potem jest dopisek innym długopisem. Serio, nie być nudna. Wykrzyknik, wykrzyknik, krzywa buźka. Być dla kogoś pierwszym wyborem. A potem niżej - albo chociaż nie ostatnim. Zakochać się w jakieś pięknej dziewczynie i żeby ona też mnie kochała. W nawiasie ważne. I tysiąc wykrzykników — skończyła i cmoknęła, mrużąc nieznacznie oczy. No dobra, coś tam się spełniło. Przerzuciła stronę i podała zeszyt April, gdzie znajdowała się jej lista. — Masz tam coś, żeby rozkochać w sobie Teddy? — podniosła się z podłogi i usiadła obok na łóżku, opierając policzek o jej ramię.

jak ona podoba ci się, no to idź się ożeń
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się słysząc jej uwagę. No pewnie, że wystrzeliwała ją poza atmosferę! Że też o tym od razu nie pomyślała. Była w takim razie perfekcyjną dziewczyną, skoro pozwalała jej sięgać gwiazd tak często. Właściwie to miała na tyle ciepłe i wielkie serce, że bez żadnego problemu mogłaby to robić częściej, jeśli tylko Teddy by tego chciała. W głowie się nie mieści, jak wspaniałą partnerką jest Finch. Zdecydowanie muszą polecieć razem w kosmos. Najlepiej na Saturna, z którego jest (durna) Darling.
— Totalnie wyglądasz na taką, która prowadziła pamiętnik! Na pewno w nim do mnie wzdychałaś. — Nie miała zamiaru przyjmować do wiadomości, że było inaczej. Przecież jej dziewczyna tylko zgrywała taką twardzielkę. April wiedziała, że tak naprawdę jest miękkim i słodkim misiaczkiem. Czemu miałaby nie spisywać własnych myśli w jakimś różowym zeszycie? No dobra, może jakimś bardziej neutralnym, na przykład zielonym. Ciekawe, czy April znalazłaby gdzieś w gratach własne dzienniki. To dopiero byłby festiwal żenady.
— I tak by ci nie uwierzyli. — Wyszczerzyła się dumna z własnego licealnego wizerunku. W końcu była wtedy wzorową i spokojną uczennicą. A raczej kompletnie zahukaną i skupioną na głupotach. Ale nauczycielom się to podobało. Doceniali, jaka była posłuszna i spokojna. Powtarzali jej, że na pewno zajdzie tak daleko, jak rodzice. Szkoda, że większość belfrów kompletnie nie znała prawdziwej wersji April, zakopanej gdzieś głęboko w środku, która zaczęła powoli wyłaniać się na światło dzienne właśnie dzięki Teddy. A może przez Teddy? Sama była sobie winna, że ma teraz na głowie takiego czorta.
Usiadła wygodniej i skupiła całą uwagę na swojej partnerce. Odłożyła trzymany w dłoniach zeszyt na bok, bo była pewna, że nie będzie w stanie się skupić, jak zacznie go kartkować, a była naprawdę ciekawa tego, co miała jej teraz do powiedzenia. Trzeba było przyznać, że lista była naprawdę fenomenalna.
— Czekaj, czekaj. Czyli jeszcze raz, co dokładnie się spełniło? — Obróciła kartkę z powrotem, gdy dziewczyna usiadła obok niej. Przemknęła przez cele strasznie szybko, nie dała jej nawet szansy pokomentować, a to przecież było niedopuszczalne. Przesunęła palcem po pierwszym punkcie.
— Kosmos mamy poniekąd z głowy. Z przyjemnością wystrzelę cię dzisiaj na inną orbitę i obiecuję, że nie będzie strasznie. — Obróciła głowę i pocałowała ją w policzek, przypieczętowując tę uroczą obietnicę. To się nazywa bardzo dobry początek. Pierwszy punkt i już zaliczone. Chciałaby oczywiście zafundować jej taką wycieczkę, na jakiej była ostatnio Katty Perry, ale wolała też, żeby Darling nie odjebało do reszty, jak piosenkarce.
— Nie masz jeszcze marki ubrań, ale przynajmniej świetnie się ubierasz. Kwestię biurowej pracy pozwolę sobie przemilczeć. Wyjechać sama na rok? To akurat możesz wykreślić, nie wydarzy się. — Kolejne podpunkty nieco przygasiły entuzjazm, bo już nie szło z nimi aż tak gładko. Miała jeszcze szansę na zostanie projektantką, a Finch mogłaby jej udowodnić, że praca przy biurku może być naprawdę ciekawa, ale przecież nie będzie jej zmuszać. O porzuceniu jej na rok nawet nie chciała słuchać.
— Ja na przykład jestem ciągle w szoku, ile rzeczy potrafisz. No przecież ta deska ostatnio? Mega hot — pochwaliła ją, uśmiechając się na samo wspomnienie. Znów obróciła głowę, by móc zaczepnie przygryźć skórę na jej policzku. Za dużo rozmawiały o tych kosmosach, przez co jej myśli zaczęły mknąć coraz szybciej w jedną stronę. Pewnie przez to, że pozwoliła sobie na zdecydowanie zbyt długi post.
— Okna w lofcie są wielkie. I w naszym domu też będą. Pies też jest w planach. Nie ma opcji, żebyś stała się kiedykolwiek jak dorośli, którzy nic nie czują. Buty to najmniejszy z tych wszystkich problemów, mogę cię wziąć na zakupy w każdej chwili — komentowała dalej, wodząc palcem po kolejnych słowach. Cieszyła się, że na dobre wróciły do pasma sukcesów. Chciała przecież, żeby Darling była najszczęśliwsza, jak to możliwe.
— A to wszystko możemy policzyć podwójnie. Jesteś antonimem nudy i masz piękną, kochającą dziewczynę, dla której jesteś pierwszym, drugim i piętnastym wyborem. — Odłożyła na moment zeszyt na łóżko i obróciła się przodem do strażaczki. Ujęła jej twarz w dłonie, wpatrując się w te niesamowite, jasne oczy z totalnie niemierzalną dawką miłości i czułości.
— Nie mogę objąć rozumem, jaki z ciebie słodziak. I to bardzo szczęśliwy słodziak, większość celów się przecież spełniła. — Pogłaskała kciukami jej ciepłą skórę zanim jeszcze złożyła na jej wargach stos drobnych pocałunków. Warto było odgrzebać ten zeszyt, żeby spojrzeć na nią z tej perspektywy, którą przecież doskonale znała. Wypuściła ją z objęć niechętnie i sięgnęła znowu po listę, żeby tym razem przeanalizować własną część.
— Mieć zabawnego męża i trójkę dzieci — przeczytała punkt pierwszy. Spojrzała na Teddy, totalnie zażenowana własną głową. Cóż, a czego innego się tutaj spodziewała? Wiedziała, że to nie będzie lekka przeprawa.
— Skończyć studia prawnicze z wyróżnieniem. Być najlepszą specjalistką od praw człowieka albo zwierząt. Zawsze trzymać się z siostrami i rodzicami... dobra, weź, kurwa, co to są za głupoty — mruknęła niezadowolona, że jest coraz gorzej i gorzej. Miała nadzieję, że na pierwszych miejscach znajdzie coś dużo odważniejszego. Chyba miała o starej sobie za dobre zdanie.
— Zwiedzić Hiszpanię, Włochy i zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Wydać płytę, a w nawiasie, mogę być też one hit wonder. Pójść na koncert Davida Gilmoura, póki jeszcze żyje. Przefarbować włosy na różowo. Posłuchać na żywo konkursu Chopinowskiego – w nawiasie – wziąć ze sobą do Polski Teddy. — Podniosła rozbawione spojrzenie na partnerkę. To właściwie można było zaliczyć do tego rozkochania jej w sobie, bo jak inaczej miałaby ją zaciągnąć na stary kontynent tylko po to, by słuchała z nią ludzi grających na fortepianie?
— Założyć fundację ratującą okaleczone krowy. Nauczyć się grać na gitarze elektrycznej. O, to jest ołówkiem. To w ogóle moje pismo? Zapisać się na zajęcia teatralne do pani Richards? Ach, okej. Pamiętam panią Richards — prychnęła wreszcie rozbawiona. Pamiętała doskonale, jak robiło jej się gorąco, gdy tylko młoda nauczycielka przeszła obok niej na korytarzu. Jakim cudem Finch wmawiała sobie wtedy te wszystkie historie o mężach?
— No i ostatnie, mniejszym druczkiem. Zakochać się, ale jak w Endless Love — dokończyła, kręcąc głową z rozbawieniem. Widać tamtego dnia piętnaście lat temu Diana Ross i Lionel Richie rezonowali z nią w jakiś szczególny sposób. Fakt, że ten punkt był wpisany dokładnie na drugim końcu listy niż ten o mężu trochę zmiękczył jej serce i odrzucił na bok niepotrzebną złość na młodą April. Miała wtedy swoje momenty, chociaż była strasznie pogubiona i mocno niezdecydowana.

Więc wyceniam Cię na miljon, Dla mnie miljon to jak biljon prawie
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może Teddy prowadziła pamiętnik albo dziennik. Ale tylko może! Nie wzdychała w nich jednak do April, bo przecież wtedy Finch usilnie wmawiała jej, że jest hetero. Wzdychała za to do innych dziewczyn i do nauczycielki matematyki. Co się stało z tymi wszystkimi zapiskami? Pewnie poszły z dymem, kiedy płonął warsztat ojca. Tak, to akurat całkiem prawdopodobne, bo Darling zostawiała swoje rzeczy gdzie popadnie.
Westchnęła pod nosem. Oczywiście, że nikt nie uwierzyłby jej, że to właśnie April była sprawczynią tych oryginalnych malunków. Ktoś, kto miał rodziców z taką reputacją, w życiu nie posunąłby się do czegoś podobnego! Wtedy Finch zgrywała taką grzeczną i niewinną. Dopiero potem wyszło prawdziwe szydło z worka. Czy to sprawka Teddy? Czy to ona, w pewnym sensie, stworzyła takiego potwora?
Chcesz wysyłać mnie w kosmos, kiedy moi rodzice będą spać za ścianą? — poruszyła wymownie brwiami. — To bardzo odważne — stwierdziła, chociaż Darlingowie zdążyli się już wystarczająco nasłuchać, gdy ich córka sprowadzała na noc koleżanki. Wolała myśleć, że było inaczej, ale czasami mina mamy mówiła sama za siebie.
April miała rację, większość się spełniła. Nie siedziała za biurkiem i umiała robić rzeczy, których wiele osób robić nie potrafiła. Nawet ten wyjazd na rok można odhaczyć, bo przecież szkoliła się w OFC w Gravenhurst, z dala od domu! Poza tym Finch naprawdę wystrzeliwała ją na inną orbitę, a Teddy była szalenia zakochana. Czego chcieć więcej? Na buty akurat było ją stać, ale żal jej było kasy. Poza tym miała mnóstwo innych par! Dom i pies... Do tego jeszcze dojdą! No i może faktycznie nie była aż taka nudna, jak dotychczas myślała? W gruncie rzeczy cele młodej Darling były całkiem przyziemne. Nie wymyśliła nic szczególnie oderwanego, oprócz tej własnej marki ubrań, której teraz już nawet nie chciała.
Dziękuję za dogłębną analizę, prze pani. W zamian pozwolę wypierdolić się na inną planetę — uśmiechnęła się prosto w usta April, kiedy ta na moment odwróciła głowę.
A potem zamieniła się w słuch. Minęło tyle lat, że praktycznie nie pamiętała, co Finch zdążyła tam powymyślać. Początek był kiepski, co Teddy podsumowała krótkim parsknięciem. Ale potem było już tylko lepiej!
David Gilmour ciągle żyje — zaczęła od dupy stroną, ale szybko pokręciła głową. — Czekaj, jeszcze raz. Zacznijmy od tego męża. Zmieńmy go po prostu na żonę. Liczba dzieci pozostaje bez zmian — dodała, bo już o tym rozmawiały. Obie chciały mieć dużą rodzinę, więc to nie podlegało dyskusji. — Skończyłaś inne studia i poszło ci świetnie. Trzymasz się z siostrami, to ważne. I jesteś specjalistką od wszystkiego. Samozwańczą, ale to nie ma znaczenia — zaznaczyła, bezpiecznie omijając temat rodziców. Jak było z Finchami, każdy wiedział. Przed April jeszcze długa droga, żeby mieć z nimi jakikolwiek kontakt.
Zamyśliła się nad dalszymi kwestiami. Nie było tam nic, czego nie dało się nie zrobić. I czego jej partnerka już nie zrobiła.
A to nie tak, że widziałaś już niektóre z tych miejsc? Musisz nagrać jakiś kawałek i wrzucimy go do spotka. Nie obiecam, że to będzie hit, ale będziesz miała swoje pięć minut! Przefarbowałaś włosy na różowo pod koniec liceum. Pamiętam, bo twój ojciec strasznie się wściekł i nie mogłaś pójść ze mną na domówkę do Dylana, a tam bardzo podobała mi się Hazel, ta z równoległej klasy... — urwała. Boże, jak ona kochała się w tej Hazel! — Z tobą pójdę nawet do piekła — powiedziała pewnie z myślą o Polsce. W punkt, co nie?
Prawda była taka, że Teddy była wystarczająco zdeterminowana, żeby wysłuchać z ukochaną każdego koncertu. Mógł to być nawet chopinowski. Nie przepadała za muzyką klasyczną, ale jeśli to miałoby uszczęśliwić April, była skłonna do wielu poświęceń. Chyba sama Finch nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielu.
Jeszcze nie założyłaś fundacji, ale zaadoptowałaś dla mnie krowę, a to już mały krok! Potrafisz grać na każdym instrumencie, chociaż na gitarze akustycznej idzie ci lepiej niż na elektrycznej. Co z tymi zajęciami teatralnymi? Zapisałaś się wtedy na nie, czy stchórzyłaś? — zerknęła na nią z rozbawieniem. Teddy widziała, jak Finch patrzy na panią Richards, ale przecież ta zarzekała się, że to nic takiego.
Two hearts, two hearts that beat as one — zanuciła cichutko przy jej uchu, a potem ujęła jej twarz swoje dłonie i wpiła się w jej usta. Pocałunek był długi i zachłanny, i Darling dopiero po dłuższej chwili odsunęła się, aby móc spojrzeć April prosto w oczy. — Jak to możliwe, nie zakochałam się w tobie już wtedy? — pokręciła głową ze szczerym niedowierzaniem. Głupia była jakaś, czy co?

że znajdę cię na końcu świata i już się z tobą nie rozminę
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Okej, poczekasz sobie do jutra — jęknęła zażenowana myślą, że mogłyby robić cokolwiek z jej rodzicami za ścianą. Nie była aż tak wyposzczona. Nie po to umierała ze stresu przed przyjazdem tutaj i nie po to nazbierała się komplementów od Darlingów, żeby zniweczyć to jedną nocą. Muszą im wystarczyć pocałunki. To przecież w tym pokoju nie była dla nich pierwszyzna.
Cieszyła się, że Teddy nie oprotestowała żadnego fragmentu jej analizy. Na pewno by nie odpuściła. Walczyłaby o swoje zdanie jak lwica i wmówiłaby jej, że jest szczęśliwa, czy tego chce, czy nie. Ale to nie będzie konieczne. Właśnie dzięki temu, że była aż tak szczęśliwa! No i przyczepiła się tak kurczowo tego kosmosu. Chyba też zdążyła się stęsknić za ciałem swojej partnerki, co oczywiście April podbudowało, ale też utrudniło dalsze skupienie się na listach marzeń.
— Dla Gilmoura każda minuta może być ostatnią, ale oprócz tego w sumie by się zgadzało. — Doceniała, że jej dziewczyna starała się nagiąć zasady i dopasowywać cele tak, by wyglądały na odhaczone. Z jej pomysłami było prościej, od zawsze była dużo bardziej świadoma tego, czego chciała. April miotała się w sobie strasznie długo. Nic dziwnego, że na ten moment lista wydawała jej się taka dziwaczna. Pewnie gdyby odnalazły podobne artefakty z kolejnych lat byłoby na nich kompletnie coś innego. Wyzierałaby z nich inna wersja Finch. Oby nieco lepsza od tej piętnastoletniej.
Była już kilka razy zarówno w Europie, jak i w Stanach. Nie zobaczyła jeszcze wszystkiego, o czym marzyła jej młodociana głowa, ale faktycznie trochę miała za sobą! Włochy bardzo się jej spodobały i ciągle żałowała, że nigdy nie miała okazji posiedzieć w Los Angeles nieco dłużej. W końcu w sercu była gangsterką z West Coast, pora było ten mental porządnie wchłonąć.
— Najpierw musiałabym wrócić do regularnego grania. Ale masz rację, na piosenkę zawsze jest czas. Hm. Pamiętam, że dostałam opierdol i to chyba faktycznie było za włosy... Chciałaś zrobić ze mnie niesamowicie cool skrzydłową, tak? — dopytała w kwestii tej całej Hazel. Jakoś nigdy nie pojmowała fascynacji tą dziewczyną, Teddy miała kiedyś dużo gorszy gust. Dobrze, że teraz ma taki dobry! No i dobrze, że wtedy z nią nie poszła, bo jakby Hazel zobaczyła z jakimi fajnymi dziewczynami buja się Teddy, to na bank z miejsca by się w niej zakochała i kto wie, czy teraz nie siedziałaby tutaj zamiast April.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością na deklarację pójścia z nią do piekła. To na szczęście nie było konieczne. Wolała pojawiać się w przyjemnych miejscach, w końcu była tą dużo bardziej wygodnicką. Ale liczy się gest! Musi zapamiętać, że przy następnej edycji konkursów powinna posadzić dziewczynę obok siebie na kanapie i zmusić ją do wspólnego obejrzenia całości. No dobrze, może niech zaczną od samych finałów. Co za dużo, to nie zdrowo.
— Poszłam na jedne zajęcia. Wcisnęła mi jakąś rolę, w której musiałabym się całować z Nelsonem Snyderem. Próbowałam się wycofać i wkręcić się do ekipy technicznych, ale tego samego dnia zrzuciłam z drabiny puszkę z farbą, brudząc siebie i podłogę. Unikałam jej potem na korytarzu chyba z miesiąc. — Przymknęła oczy i potarła nasadę nosa, starając się jakoś przeboleć to przykre wspomnienie. Zarówno twarz Nelsona, jak i sytuacja z farbą, natychmiast stanęły jej przed oczami. Nie miała nic do Snydera, to był fajny facet, który zresztą po latach okazał się gejem. Ale wtedy obściskiwanie się z nim na scenie przekraczało jej możliwości wstydu. A ta farba? Szkoda gadać. Za zniszczone ubrania też dostała potem opierdol od rodziców.
Na szczęście kompromitacje sprzed lat nie miały znaczenia, a potencjalny romans z nauczycielką byłby wysoce nieetyczny. Teraz miała na wyciągnięcie ręki kogoś znacznie lepszego i zupełnie legalnego. Teddy była niesamowita i całowała lepiej niż doskonale.
— Pomyślałam teraz dokładnie o tym samym. — Dobrze, że były takie głupie obie. Pasowały do siebie. Wiedziała od początku, że doskonale się uzupełniają, ale pisząc te listę w życiu nie wpadłaby na to, jak skończy się ich znajomość.
— Trzeba było mnie wtedy tak całować. Zakochałabym się od razu — szepnęła, podnosząc się tylko po to, by móc zaraz na niej usiąść. Umościła się wygodnie na jej udach, zarzucając jej ręce na szyję i od razu wróciła do zachłannych pocałunków. Takich rzeczy też wtedy nie miała w myślach.
— Wiesz, że nie ma cię na tej liście tylko przez to, że wtedy nawet do głowy by mi nie przyszło, że może spotkać mnie aż takie szczęście? — Wtuliła się w nią mocno, ukrywając twarz w jej włosach, delikatnie zawstydzona tym ogromem dobra, jakie na nią spadło. Była kiedyś strasznie durnym dzieciakiem.

Nie, nie żartuję, bardzo tęsknię i czuję, Że bez Ciebie umieram, powietrza mi brak
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wcale nie chciała czekać do jutra! Wystarczyło tylko być cicho, co samo w sobie stanowiło ogromne wyzwanie. Ale pokój Teddy, chociaż zachował echa dawnych pocałunków, nie widziały jeszcze wszystkiego! Ale dobrze, lepiej to tak zostawić, nie chciała przecież narażać ukochanej na wstyd, kiedy będzie musiała rano spojrzeć Darlingom w oczy. Będą grzeczne i będą trzymać ręce przy sobie, wedle życzenia Finch.
Zawsze zazdrościła jej tych podróży. Sama nie była w zbyt wielu miejscach. Jakoś nigdy się nie złożyła. Dopiero w zeszłym roku udało jej się zabrać rodziców na wymarzoną podróż do Paryża. Poza tym kiedyś spędziła wakacje u ciotki w Nebrasce. I w sumie to byłoby na tyle. Za to Kanadę zwiedziła wzdłuż i wszerz, gdy wysyłano ich na akcje do innych prowincji. Trudno było nazwać to zwiedzaniem, bo musiała ratować płonące lasy, ale coś tam zobaczyła! Coś, poza ogniem i smugami czarnego dymu. Na przykład umorusaną sadzą twarz Jetta.
To wróć do grania. Zamiast tyle pracować, nagraj dla mnie piosenkę — mruknęła, muskając ustami jej szyję. A potem zaśmiała się cicho, bo i bez pomocy April udało jej się wyrwać wspomnianą Hazel. Wprawdzie trwało to całą wieczność, ale Teddy potrafiła być bardzo uparta, kiedy coś ubzdurała sobie w głowie. — Dokładnie tak. Wiesz, że po tej domówce nocowała tutaj? Dobrze się złożyło, że jednak nie mogłaś pójść — zerknęła wymownie na łóżko, na którym siedziały. Nie chciała, żeby Finch zrozumiała jej źle, ale wtedy pewnie wróciłyby razem do domu i nie zaliczyłaby Hazel Montgomery!
Historia z zajęciami teatralnymi wywołała na twarzy Teddy szeroki uśmiech. Potrafiła to wszystko sobie wyobrazić, łącznie z próbą sztuki, na której Finch próbuje uniknąć pocałunki z Nelsonem Snyderem. Nelson to był naprawdę fajny gość, podobał się wszystkim dziewczynom! April narobiłaby sobie mnóstwo wrogów, gdyby jednak zagrała i obściskiwała się z nim na scenie na oczach całej szkoły.
Tę puszkę zrzuciłaś specjalnie, żeby jakoś się z tego wymigać. Przyznaj się — popatrzyła na nią z rozbawieniem, bo to akurat było bardzo prawdopodobne. Jej przyjaciółka była wtedy zdolna do wszystkiego! Teraz też, ale na tamten moment to było takie w jej stylu. Z drugiej strony, to mógł być niefortunny wypadek, w końcu obie uchodziły za straszne pierdoły.
Teddy objęła ją mocno, kiedy ta wgramoliła się na jej kolana. Wypuściła cicho powietrze w rozchylone usta i odwzajemniła kolejny, żarliwy pocałunek.
Chcesz mi powiedzieć, że całowałam cię wtedy inaczej? — mruknęła, zaczepnie pociągając zębami za dolną wargę. — Gorzej? W takim razie świetnie się składa, że nabyłam piętnastoletnie doświadczenie. Nauka nie poszła w las i teraz przynajmniej cię nie rozczaruję — tak tylko się z nią droczyła, choć faktycznie przez ten czas smakowała ust wielu dziewczyn. Regularne ćwiczenia i konsekwencja prowadzą do biegłości i perfekcji w danej dziedzinie!
Żadna z nich nie pomyślała, żeby umieścić tę drugą na swojej liście. Ani z założeniem, że kiedyś będą razem, ani w związku z przyjaźnią. Poza tym Teddy znalazła się na liście April w połączeniu z koncertem chopinowskim, a Darling nie uwzględniła jej ani w marce ubrań, ani nawet z zakupie drogich butów. Ale to tylko dlatego, że dla niej to było oczywiste, że będą przyjaźnić się już zawsze!
Nie ma mnie na tej liście, bo miałaś mieć męża — trąciła nosem jej policzek. — A ja miała być obrzydliwe zakochana w Hazel Montogomery. Bardzo cieszę się, że jednak nie masz męża. Nie chciałabym być powodem waszego rozwodu — westchnęła teatralnie, odgórnie zakładając, że przyczyniłaby się do rozpadnięcia małżeństwa Finch, która w końcu straciłaby dla niej głową, porzucając rodzinę.

gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, w innym sadzie, w innym lesie, może by inaczej zaszumiał nam las, wydłużony mgłami na bezkresie
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiwnęła głową na znak, że przemyśli kwestię pisania dla niej piosenki. Niech sobie nie myśli, że może dostawać utwory na każde zawołanie! No dobrze, Finch z chęcią wypluwałaby z siebie hity szybciej niż niejedna wytwórnia, ale po prostu miała wrażenie, że brakowało jej do tego talentu. Kiedyś próbowała pisać piosenki, ale jak teraz je wspomina, to robi się jej niedobrze. Cholera wie, czy to wyłącznie bycie nastolatką, czy po prostu na zawsze pozostanie przeciętniakiem jak jakaś Taylor Swift.
— W ogóle tego nie pamiętam! Pewnie mi nie powiedziałaś. — Dźgnęła ją w żebra, tak profilaktycznie. Bardziej prawdopodobne było to, że Finch po prostu wyparła ten fakt z pamięci, ale to nic! Nie przyzna się za nic w świecie. A jak się jednak okaże, że miała rację, to Teddy się ten cios należał.
— Niestety nie, błam po prostu żałosną łamagą — odpowiedziała, uśmiechając się do przesady słodko. Chciałaby być taka sprytna i wymiksować się z tej sytuacji, zanim do niej w ogóle doszło. Ale nie. Po prostu zapatrzyła się na nauczycielkę, zamiast skupić się na podawaniu puszki koleżance stojącej na podłodze. Dobrze, że nie walnęła jej tą puchą w łeb, to by dopiero było smutne. Zaciekawiło ją, jak po tylu latach trzyma się pani Richards. Na bank się pięknie zestarzała.
— Wtedy wydawało mi się, że najlepiej na świecie — dodała, zaczesując jej włosy za uszy. Przesunęła palcami między kosmykami, złapała po jednym paśmie każdą dłonią i zaczęła okręcać sobie jej włosy wokół palca. Przyglądała się temu procederowi z zainteresowaniem, znów na krótką chwilkę zatapiając się we wspomnieniu. Pierwszy pocałunek z Teddy wstrząsnął jej światem, obrócił wszystko do góry nogami. Jakby pocałowała ją wtedy tak, jak teraz, pewnie by tego nie przeżyła.
— Wydawało mi się, że to przez to, że byłaś pierwszą dziewczyną, z którą się całowałam. No wiesz, słyszałam dziesiątki historii o tych prawdziwych pierwszych pocałunkach, które otwierały ludziom oczy, że tamte z płcią przeciwną były jakimiś nieudanymi podróbkami. Ale to raczej kwestia tego, że byłaś akurat tą dziewczyną. — Podniosła w końcu wzrok znad własnych palców. Od razu się rozpromieniła. Ta myśl ewidentnie właśnie wpadła jej do głowy i stała się z automatu oczywistością. Może jednak ta miłość do Teddy siedziała w niej bardzo długo, ale ona z jakiegoś powodu ją przesuwała na później? Dobrze, że przestała.
— Ale pomyśl, jakie miałybyśmy wygodne życie z połowy jego majątku. — No pewnie, że miałaby bogatego męża. Rodzice w końcu namówiliby ją do spiknięcia się z jakimś prawnikiem czy innym nudziarzem. I to takim z ich półki – minimum. Aż szkoda, że nie mogła go oskubać z tego wszystkiego!
— Pokaż mi lepiej jeszcze coś kompromitującego, zanim wrócimy na dół. Chciałabym jeszcze móc zobaczyć choćby okruszki po tych babeczkach. — Przeniosła na moment wzrok na drzwi, zastanawiając się, czy państwo Darling opędzlowali już całe pudło. Miała nadzieję, że zostawili im chociaż po jednej, w końcu byli tacy kochani. Skupiła się z powrotem na Teddy. Słodycze muszą poczekać. Najpierw chciała się pośmiać ze swojej ukochanej.

Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że może być serce. Rozetnij żebra, częstuj się, bierz co chcesz
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”