34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mówię Peach, że idę tylko na moment do Madoxa i zaraz wracam, bo mam super ważną sprawę, która nie może czekać. Głównie dlatego, że już miałem dosyć tego pierdolenia Noriegi i trucia mi dupy trzy razy dziennie, żebym to ogarnął. Już zaczynało mi się śnić po nocach, że idę się wysrać, podnoszę deskę, a tam Madox wyskakuje z pytaniem czy ogarnąłem już rozwód. Niedobrze. W każdym razie zakładam na stopy klapeczki i zamykam za sobą drzwi, po czym ruszam w dół po schodach. Nawet mi się nie chce przebrać, więc mam na sobie swoją starą koszulkę z Nirvaną i krótkie gacie w hawajskie wzory, bo my na mieszkaniu mieliśmy dosłownie gorąco jak w piekle. Peach wiecznie było zimno, ale co się dziwić? Płynęła w niej gorąca hinduska krew, ja, Kanadyjczyk, nosiłem krótki rękaw przy dziesięciu stopniach na dworze, bo przecież to już wiosna. Tak czy inaczej gwiżdżę sobie pod nosem jakąś melodyjkę zasłyszaną w radio i macham wesoło teczką, w której mam przygotowane papiery rozwodowe. Teraz tylko podpisik mój i mojego męża, a potem do sądu i oczekiwanie na rozprawę. Generalnie chcieliśmy to załatwić polubownie, więc powinno pójść gładko, szybkie spotkanie na sali sądowej, albo nawet i nie, przyklepanie przez sędziego i po kolejnych trzydziestu jeden dniach znowu będziemy wolnymi ludźmi. Rozmyślam sobie o tym co zrobię jak zostanę rozwodnikiem, chyba się nawalę ze szczęścia, najlepiej razem z moim byłym już mężem. O, albo może zrobimy ogromną imprezę na dachu kamienicy, gdzie wraz ze wszystkimi znajomymi będziemy świętować odzyskanie wolności. Brzmi nieźle. Po drodze mijam kilku sąsiadów, z którymi się witam i nawet wchodzę w krótką gadkę pod tytułem ładna dziś pogoda, wreszcie trochę ciepełka, generalnie typowy small talk, ale tak to już było jak się znało wszystkich mieszkańców. Poza tym jakby nie patrząc żyliśmy pod jednym dachem, więc warto było zachować jakiekolwiek pozytywne relacje. Albo chociaż neutralne. Już mi wystarczyło to, że jeszcze do niedawna nie mogłem znieść dziewczyny z naprzeciwka, chociaż teraz właściwie chętnie bym do niej zaszedł zobaczyć co robi. Ale najpierw rozwód. Staję przed drzwiami do mieszkania Madoxa i tak jak zresztą zwykle nawet nie raczę zapukać tylko od razu ciągnę za klamkę i od progu się wydzieram - Halo! Mężuś, jesteś?!... - ale zamiast mojego mężusia to na korytarzu wpadam wprost na... Jego narzeczoną. Krzywię się, bo ostatnią osobą, którą chciałem tu spotkać była właśnie Stewart. Już bym wolał to stadko Latynosów, które melinowało u Noriegi po kątach, bo z nimi przynajmniej się normalnie dogadywałem, a z panią policjantką jakoś nie mogliśmy znaleźć wspólnego języka, odkąd wybroniłem typa, którego bardzo chciała władować za kratki. Mierzę ją spojrzeniem od góry do dołu i w drugą stronę, mrużąc przy tym złowrogo ślepia - Cześć, Pilar - syczę przez zęby - Jest Madox? Mam sprawę do niego - rzucam i zerkam jej ponad ramieniem wgłąb mieszkania. Wolałbym uniknąć jej obecności podczas spotkania rozwodowego, ale już chuj, przecież jej nie wyproszę z nieswojego lokum. Szczególnie, że właściwie była tu bardziej na miejscu niż ja, poniekąd. Przez myśl przechodzi mi pytanie czy ona wie, ale znając Madoxa to od razu z tym do niej poleciał, bo nawet jak proponowałem, że wcale nie musi się dowiedzieć, to Noriega od razu, że nie, nie, on Pilar mówi wszystko! Heh, ciekawe czy mu się za to oberwało.

Madox A. Noriega Pilar Stewart
twoja stara
???
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


030.
just sign
the damn papers



Ostatnie dni były p o j e b a n e.
Praktycznie na każdej płaszczyźnie wszystko zdążyło się posypać, chociaż akurat oni jeszcze jakimś cudem trzymali się razem. Nie było łatwo. Nie po tym, co Noriega w końcu postanowił jej powiedzieć. Całe szczęście oboje byli ludźmi, którzy nie poddawali się po pierwszym potknięciu. Walczyli. I również w tym przypadku postanowili podjąć próbę walki. Spróbować urobić Eliota, a do tego przekonać półświatek, że nic ich nie łączyło. Może się uda, może nie. W najgorszym wypadku któreś z nich skończy z kulką w głowie.
Chociaż biorąc pod uwagę to, co właśnie robiła Pilar na samym środku kuchni, można śmiało powiedzieć, że była bliska władowania jej sobie prosto w skroń osobiście. Od bitych piętnastu minut męczyła się z mrożonymi malinami, którymi Riczi kazał jej ozdobić ciasto, bo sam musiał uciekać. Szkoda tylko, że nie powiedział jej jak te maliny odpowiednio odmrozić, bo pierwsze prawie się pocięła próbując je rozbić nożem, potem wysadziła mikrofalówkę próbując je podgrzać, a skończyło się na tym, że mieszała ze sobą te dwie techniki do tego stopnia, że kiedy do mieszkania wszedł nieproszony gość, Stewart wyszła go przywitać cała ubabrana na czerwono, z równie krwistym nożem w ręce, jakby właśnie kogoś poszatkowała. I akurat ś w i e t n i e się złożyło, bo owym gościem był nie kto inny jak William.
Mężusia nie ma — mruknęła bezczelnie, wbijając spojrzenie w jego brązowe oczy, przy okazji zaciskając mocniej palce na nożu. Chciała mu tym coś przekazać? Cóż, to już pozostawiła Patelkowi do domysłu. Szybko przeleciała po jego sylwetce spojrzeniem i chociaż na język cisnęło się jej kilka komentarzy na temat hawajskich gaci, które miał na sobie, tak teczka w jego dłoni o wiele bardziej zwróciła jej uwagę. Jeśli to papiery rozwodowe, to może faktycznie powinna go ładniej ugościć i jeszcze nie używać noża. — Zaraz wróci, wyszedł ze śmieciami — dodała, gestem ręki — ku własnemu zaskoczeniu — zapraszając go do środka, a dokładniej do salonu połączonego z kuchnią, gdzie na wielkim stole mógł zobaczyć roz-je-ba-ne owoce, a pośrodku tego wszystkiego ciasto.
Pijesz coś? — nawet jeśli William działał jej na nerwy, szanowała to, że był przyjacielem jej faceta, dlatego zaraz jak na dobra panią domu przystało otworzyła szafeczkę z alkoholem. Bo przecież nie będzie chyba pił wody? — Swoją drogą, nie wiedziałam, że aż tak kręcą ci faceci, Patel — opadła biodrem na brzeg lady, przyglądając mu się uważnie. — Mam kilku singli na komendzie, jakbyś chciał to mogę załatwić ci numery, jak już będziesz po rozwodzie. Tylko wcześniej musisz mi koniecznie dać znać, czy jesteś z tych aktywnych czy pasywnych, bo u facetów to chyba ma znaczenie, nie?

Madox A. Noriega William N. Patel-Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

040.
So… are we divorcing, fighting, or ordering pizza?

trigger warning
przekleństwa
- Może... spróbuj nożem? Albo nie wiem, palcem tak po jednej? - Madox stał za Pilar obserwując jak waliła zamarzniętą paczką malin o blat. Szkoda, że Ricardo nie powiedział jak to zrobić, a oni z gotowania mieli jakiś skill ujemny. W końcu jak Stewart wyjęła bryłę malin na deskę, to Noriega sobie stwierdził, że idzie ze śmieciami, złapał worek i jeszcze machnął na swojego dobermana - Sombra, vamos, vayamos con las perras - Sombra, chodź, idziemy na suki, jeszcze rzucił, a pies już stał przy drzwiach. Madox tylko założył jakieś klapki i zaraz schodził po schodach a pies tuż obok. Co by nie było, to chyba ten zwierzak był najbardziej wyszkolony ze wszystkich mieszkańców Distillery District 13.
Madox wyrzucił śmieci, ale kiedy Sombra poprowadził go do swojej miejscówki gdzie lał, to chwilę tam z nim postał i rzeczywiście pojawiły się jakieś suczki. I Madox trochę w niedowierzaniem stał i patrzył jak jego doberman obwąchuje się z jakimś bichon frise.
Później jeszcze poszedł do sklepu na rogu, ale zaraz już wspinał się do mieszkania, a z nim Sombra, który dostał po drodze parówkę i niósł ją w pysku. Może Madox nie powinien go dokarmiać parówkami, ale przecież dzieci to jadły. A on był akurat tym rozpieszczającym psim tatą. Chociaż Sombra był naprawdę dobrze ułożony, ale to nie zasługa Noriegi, tylko szkoleń.
- Cariño, mira lo que tengo - kochanie, zobacz co mam, zawołał kiedy tylko wszedł do mieszkania i rozrzucał klapki gdzieś przy drzwiach. Doberman poleciał pierwszy i najpierw przywitał Pilar pokazując jej parówkę w zębach, a zaraz podbiegł do Williama i tą parówę zaczął mu pchać pod te hawajskie gatki, obwąchując go...
Madox to czasem był w szoku jak ten pies rozumiał się ze Stewart. Niesamowite.
Noriega wszedł do kuchni akurat w momencie, kiedy Patel i Pilar mierzyli się jakimiś dziwnymi spojrzeniami.
- Deja a Sombra en paz, tú tienes tu salchicha - Sombra zostaw, masz swoją parówkę, machnął na psa odganiając go od Willa, a zaraz jebnął w ramię swojego kumpla - siema, co tam stary? - i go wyminął, żeby położyć przed Pilar na blacie paczkę świeżych malin - nie wiem czemu ten dzban kazał wziąć mrożone, zobacz jakie te są pyszne - oczywiście, że Madox zjadł już kilka po drodze. Zaraz jednak odwracał się do Patela, żeby zmierzyć go spojrzeniem - jak mi powiesz, że przyniosłeś, to otwieram szampana - zdecydowanie chodziło mu o papiery rozwodowe, bo on mu to trzy razy dziennie mówił. A dzisiaj już dwa.

Señora Futura Noriega El señor Noriega pronto
34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Pilar wita mnie z nożem w łapie w dodatku cała ubabrana bliżej nieokreśloną cieczą w niepokojącym kolorze, na co mimowolnie przełykam ślinę. I jeszcze to złowrogie mężusia nie ma - czy ja właśnie byłem świadkiem zbrodni? Czy właśnie zostałem wdowcem? Czy Madox właśnie przyznał się do swojego absurdalnego skoku w bok i teraz będzie żył dalej tylko w naszej pamięci? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Zawsze słyszałem, że gliny są popierdolonymi przemocowcami i właściwie byłem gotów w to uwierzyć. Szczególnie, że widzę jak jej palce mocniej zaciskają się na rączce od noża. Waham się, naprawdę się kurwa waham. W głowie mam te wszystkie historie, których się nasłuchałem w pracy - A gdzie jest? - pytam ostrożnie, chociaż na usta ciśnie mi się raczej co z nim zrobiłaś? Mówi, że poszedł ze śmieciami, ale nie do końca mnie to przekonuje - A Riczi jest? Albo Rosa? - dopytuję, ale wchodzę wgłąb mieszkania, czujny jak ptak, gotów się bronić w każdej chwili, gdyby jednak się okazało, że zamierza mnie zwabić dalej i zadźgać. Była policjantką, więc pewnie miała niemałą krzepę w łapach, jednak może udałoby mi się przyjebać jej na tyle mocno, żeby ogłuszyć chociaż na ten moment, w którym uciekam i zawiadamiam sąsiadów. Moje spojrzenie pada na stolik pełen czegoś, co kiedyś było owocami i oddycham z niemałą ulgą - Ciasto robisz? - dziwię się, bo raczej nie wyglądała na perfekcyjną panią domu, ale może takie rzeczy się zmieniają kiedy zostajesz czyjąś narzeczoną. Ja zostałem mężem, tyle że zawsze lubiłem gotować, sprzątać i generalnie zajmować się domem, widać, że w moim wychowaniu dużo więcej udziału miała matka - Ale wiesz, że powinnaś dać im rozmrozić się naturalnie? Bez przykrycia najlepiej, a jak już będzie można to poukładać osobno na talerzu, żeby zachowały kształt, no chyba, że robisz dżem - pouczam ją, chociaż może nie powinienem przynajmniej dopóki wciąż dzierżyła nóż i byliśmy sami - Ta, drinka najlepiej - zaglądam jej przez ramię kiedy otwiera barek - O, albo ten rum, ten o tutaj, miodowy, próbowałaś? Przywiozłem go Madoxowi z Kanarów, to taki ichniejszy trunek - lepsze to niż whiskey na przykład. Chociaż nie czarujmy się, polałaby mi wódkę to wypiłbym wódkę - Patel-NORIEGA jak już - poprawiam ją, tak o, z czystej złośliwości. Na kolejne komentarze uśmiecham się lekko - Sorry, nie zadaję się z glinami, takie mam zasady. Poza tym nie jesteśmy aż tak blisko żebym ci opowiadał o swoim życiu erotycznym. Zapytaj narzeczonego, może ci powie - wzruszam ramionami. Na szczęście Madox wreszcie zaszczyca nas swoją obecnością, a właściwie to najpierw Sombra, który mi chce chyba oddać swoje żarcie, ale go próbuję odgonić - Sombra, weź, nie chcę tego - dobrze, że go Noriega odgania ode mnie bo pewnie nie dałby mi spokoju. Witam się z kumplem - Siemano - posyłam mu uśmiech i unoszę nieznacznie teczkę z naszymi papierami - Ta, mam, prawie gotowe, bo może będziesz chciał coś zmienić, edytować, cokolwiek - wzruszam lekko ramionami, chociaż nie sądzę. Z drugiej strony kto wie? Może będzie miał jakieś swoje uwagi? - Sorry za obsuwę, ale musiałem rozważyć różne opcje i wybrać najlepszą, co nie? To gdzie się mogę z tym rozłożyć? - bo stół zajęty, a potrzebuję blatu żeby nakreślić ewentualne poprawki.

Pilar Stewart Madox A. Noriega
twoja stara
???
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pilar nie lubiła Williama.
Nie był to ani żaden sekret ani cicha nienawiść, którą trzymała jedynie gdzieś głęboko pod sercem, a fakt oczywisty. W końcu jak można lubić kogoś, kto ochraniał pieprzonych zwyroli przed więzieniem, na które przez większość razy naprawdę zasługiwali? Rozumiała, że taką miał robotę i szedł tam, gdzie krzyknęli mu większe stawki, ale w całym tym skurwiałym świecie przydałoby się jeszcze mieć chociaż resztki kręgosłupa moralnego. Jak widać Patel nie miał go za grosz.
Miał za to za przyjaciela jej narzeczonego i czy Stewart chciała czy nie, musiała t o l e r o w a ć jego obecność. Oczywiście nie obligowało to jej to odpowiadania na wszystkiego jego pytania, dlatego kiedy dopytywał czy są Rosi albo Riczi albo czy robiła ciasto, tylko wzruszyła ramionami. Oczy miał? Miał. To sam mógł się rozejrzeć i odpowiedzieć sobie na wszystkie zadane pytania. Chociaż kiedy wchodząc do kuchni zaczął się bezczelnie dzielić swoimi spostrzeżeniami względem sposobu rozmrażania malin, Pilar spojrzała na niego jak na debila. A co on kurwa jakiś doktor habilitowany milinoznastwa?
Nie jestem wystarczająco cierpliwa, żeby czekać aż rozmrożą się naturalnie — rzuciła od niechcenia odrobiną szczerości. Tego akurat mógł się domyślić, biorąc pod uwagę, że była z Madoxem, który był chodzącym impulsem, potrzebującym rzeczy na tu i teraz. — Poza tym, Riczi kazał je ułożyć i dać do lodówki — dodała, przy okazji wyciągając z szafki Rum, który wskazał jej Patel. Próbowała. Tak się składało, że był nienajgorszy, ale przecież nie będzie przyznawać mu racji, dlatego jedynie skinęła głową, wyciągnęła z szafki trzy szklanki i ustawiła na blacie, o mały włos jednej nie przelewając, kiedy William ją poprawił, dodając do swojego nazwiska też to Madoxa.
Aj tak, wybacz! — stuknęła się w środek czoła wolną dłonią, podchodząc do Willa i stawiając przed nim drinka, malując na twarzy bezczelny uśmiech. — Zapomniałam, że musiałeś ućpać faceta, żeby się z tobą ohajtał. Na trzeźwo nie było chętnych? — dopytała, zaglądając w jego ciemne oczy i robiąc przy okazji zatroskaną minę. Ale oni byli wobec siebie uprzejmi. Normalnie materiał na najlepszych przyjaciół. Szkoda, że po chwili do mieszkania wrócił Noriega, bo jeszcze by się pozabijali polubili.
Tu abogado rata está aquí twój adwokacki szczur tu jest, mruknęła, dając mu znać, że mieli gościa, a kiedy tylko Madox wszedł do kuchni i postawił na blacie świeże, porządne maliny, Stewart aż westchnęła głośno. — No kurwa, nie można było tak od razu? — zgarnęła kilka do ust, przy okazji kręcąc głową. Teraz przynajmniej będzie można je ułożyć po ludzku na cieście. Chciała nawet w geście miłosierdzia przesunąć pudełko w stronę Willa, żeby się poczęstował, ale Sombra jak na dobrego psa przystało, postanowiła podarować mu coś, co Patelki lubiły najbardziej.
Jak to nie chcesz? — zaśmiała się głośno, obserwując reakcje adwokata. — Chyba lubisz parówy? Ta za mała? — rzuciła jeszcze ostatnią złośliwością, a potem odwróciła się do blachy, w której znajdowało się ciasto i kiedy oni rozprawiali o papierach, Pilar szybko wyłożyła maliny na wierz masy, a następnie władowała ciasto do lodówki. Normalnie pewnie od razu wzięliby się za jedzenie, ale gościa mieli, tak? W dodatku gościa, który ledwo co przyszedł, a już się panoszył.
Cała wyspa jest wolna — wskazała gestem reki blacik i nawet przetarła go dla Patela, żeby zaraz nie było, ze dokumenciki mu się upierdoliły. Podczas gdy oni rozsiedli się wygodnie przy hakerach, Stewart wskoczyła na blat obok, w odpowiedniej odległości żeby nie rozszarpać Williama przeszkadzać, ale wszystko słyszeć, chociaż kiedy Patel wspomniał o edytowaniu dokumentu, musiała wtrącić swoje cztery gorsze. — Madox dostanie jakieś alimenty za to, że go wykorzystałeś? Jakieś zadośćuczynienie? — spytała z uśmiechem, a potem władowała kilka malin które się ostały prosto do ust.

Głupi i głupszy
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Rata abogada? - oczywiście, że Madox powtórzył po Pilar, bo jak to brzmiało, i zaraz parsknął śmiechem, ale też od razu wiedział o kogo chodzi. Zaraz zresztą witał Willa, tylko zanim zainteresował się teczką to stawiał na blacie maliny, bo przecież Noriega był z siebie cały zadowolony, że wpadł na taki genialny pomysł, żeby je kupić - pewnie Ricz myślał, że w Kanadzie nie ma malin, ostatnio kazał mi kupić mrożone mango, rozumiesz to? Mro-żo-ne - dla Madoxa to było świętokradztwo jakieś, żeby mango zamrozić, chociaż i tak te kanadyjskie były bez porównania do kolumbijskich, aż westchnął jakoś tak ciężko, sięgając do malin i zjadł jeszcze trzy. Nawet chciał Williama poczęstować, ale Pilar przesunęła je już do ciasta i zaczęła układać, a zresztą Patel pokazał mu tą teczkę.
- O kurwa stary! No wreszcie - już się wyrwał do Williama, żeby złapać od niego teczkę, ale podszedł do niego pies, a Madox to zaraz kucał do niego i go tarmosił za uszami - no pokaż co masz... Co? A co bym miał tam zmieniać? Mam nadzieję, że zapisałeś mi pół swojego majątku? - zadarł głowę do góry i roześmiał się, bo wiadomo, że sobie żartował. Niby William im ostatnio pokazywał ile miał tych zer na koncie, ale jednak Madox więcej miał pewnie pod samą podłogą, na której teraz stali. Znowu się pochylił do dobermana, żeby go pogłaskać - Sombra, dame tu salchicha o William te la quitará - Sombra, dawaj tę parówkę, bo William ci zabierze, oczywiście wskazał Patela, a pies spojrzał na niego podejrzliwie, poprawił kiełbasę w zębach i poszedł do swojego posłania, żeby ją zjeść, jakby rozumiał słowa Pilar o tym, że William lubi parówy, Madox za to prawie parsknął śmiechem, no ale może nie powinien się śmiać, skoro mieli podpisać te papiery?
Wyprostował się i wyciągnął rękę po teczkę.
- No i jaka jest najlepsza? - zapytał, ale Patel zaraz, gdzie on się może z tym rozłożyć, a Madox spojrzał na wyspę z której Pilar zabierała ciasto i chowała do lodówki - czemu schowałaś? - bo on oczywiście myślał, że zaraz będą je jeść, nie to, że Ricz im kazał schować jeszcze na kilka godzin. Kto się takimi rzeczami przejmuje? Maliny były, to według Madoxa było gotowe.
Usiadł sobie przy kuchennej wyspie na wysokim stołku, tak, żeby jednak siedzieć między Pilar, a Williamem i czekał, aż Patel się rozłoży, ale zaraz sięgnął po jedną ze szklanek, które stały na blacie.
- To dla mnie? - podniósł spojrzenie na Pilar, żeby przesunąć palcami po jej udzie, a kiedy skinęła głową, to wziął sobie szklankę - Will to za rozwód, żebym cię nie puścił z torbami, ani ty mnie, nie? - stuknął się z Patelem, a potem jeszcze ze Stewart i do niej to nawet mrugnął jednym okiem. Napił się łyka miodowego rumu, a zaraz się skrzywił - o kurwa to ten... - syf chciał powiedzieć, ale ugryzł się w język, bo Will się tak jarał, że pyszny ma dla niego rum. Ale kto normalny dodaje miód do rumu? Według Madoxa no nikt, rum to musiał być ostry, a nie jakieś słodkie gówno. Odsunął szklankę i zaraz wstał - dobra, wiecie co? Otworzę tego szampana... - bo już lepszy szampan niż to, a jak odpowiednio ich zakręci to potem podmieni ten miodowy chłam na rum z Medellin. Sięgnął do lodówki, bo tego szampana, bo już go chłodził od przyjazdu z Vegas, żeby oblać rozwód, ale Patelowi trochę jednak zeszło.
Noriega wyjął butelkę z szampanem, tylko zamiast ją od razu otwierać, to najpierw ją wstrząsnął dla lepszego efektu, zdjął folię, a ten korkowy korek wyglądał... jakby zaraz miał wypierdolić.
I kiedy tylko Madox zdjął z niego koszyczek to tak się stało. Noriega nie zdążył przytrzymać go ręką, a korek pierdolnął prosto w czoło... Williama.
- O kurwa... - wyrwało się Madoxowi, a jak William padł na ziemię jak długi, to zaraz lizały go po gębie Churros i Burritos.

churros i burritos
34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Jeśli Riczi tak kazał, to wzruszam tylko ramionami, bo akurat jemu ufam. Znał się na dobrym jedzeniu. Przyglądam się jak Pilar sięga po rum, a kiedy mi zarzuca, że ten ślub to moja wina to unoszę nieznacznie jedną brew - Ja musiałem ućpać Madoxa? - powtarzam, po czym przez moją twarz przebiega jakiś taki dziwny uśmieszek, który ciężko rozgryźć - Skoro taka jest wersja wydarzeń to okej, najwidoczniej musiałem - ponownie wzruszam nieznacznie ramionami i na całe szczęście w mieszkaniu pojawia się wreszcie nasz współmałżonek. To znaczy mój mąż i jej narzeczony. Rzucam Stewart ostatnie spojrzenie, zanim zaczniemy wymieniać uprzejmości. Patrzę to na jedno to na drugie kiedy rozprawiają o malinach oraz mango, a jak Noriega zwraca się w moją stronę to na nim zawieszam wzrok - No nie wiem, może będziesz miał jakieś uwagi. Nooo jeżeli chodzi o nasz wspólny majątek to podzieliłem po pół - wykręciliśmy ładną sumkę w kasynie, razem, więc uznałem, że sprawiedliwie będzie podzielić się fifty-fifty. Nawet nie komentuję parówkowych złośliwości tylko wzdycham teatralnie i wywracam oczami, że niby takie żenujące (chociaż tak naprawdę to trochę śmieszne). Chrząkam głośno i powracam spojrzeniem do Madoxa - Wiesz co, myślałem żeby unieważnić to małżeństwo, ale to by się wiązało z większą ilością spraw, większymi kosztami, świadkami i tak dalej, po prostu rozwiedziemy się polubownie i wsio, jesteśmy wolni - kiwam głową. Czekam aż pani domu wytrze nam blat i nawet uśmiecham się lekko, pierwszy raz tak po prostu, z pewną dozą wdzięczności, bo moje pedantyczne zapędy zostały właśnie zaspokojone. Rozsiadam się z papierami i wyciągam po kolei instruując męża żeby sprawdził swoje dane, czy czasem nie walnąłem jakiegoś była, chociaż chyba nie, ale przecież lepiej dmuchać na zimne niż się poparzyć. Otwieram usta żeby gadać dalej, ale Stewart znowu wcina mi się w pół zdania więc marszczę groźnie brwi, rzucając kąśliwie - Musicie strasznie słabo zarabiać w tej policji, skoro liczysz na alimenty, Pilar - dobrze, że Madox siedzi między nami, bo mógłbym za to oberwać w pysk. To znaczy wcale bym się nie zdziwił gdyby jej się omsknęła pięść. Niemniej chwytam za szklankę z rumem i stukam w szkło Noriegi, potem Stewart, a potem upijam spory łyk - Za rozwód - powtarzam, ponownie unosząc trunek do ust. Pada propozycja otwarcia szampana, więc kiwam głową, że okej, po czym opieram się nonszalancko o blat czekając aż Madox zacznie czynić honory. Obserwuję z uśmiechem jak potrząsa butelką i chociaż widzę, że korek sam wyrywa się z szyjki to zanim zdążę powiedzieć żeby uważał, ten strzela prosto w moją stronę z taką siłą, że dosłownie spadam z krzesła. Aż mi klapek zleciał ze stopy i zrobił kilka obrotów w powietrzu zanim opadł z hukiem na kuchenną wyspę. A ja leżę jak długi na ziemi, bo na moment mnie zamroczyło. Właściwie budzi mnie dopiero lizanie po twarzy. Powoli uchylam powieki, czując pulsujący ból głowy, głównie w okolicach miejsca uderzenia. Podnoszę się do siadu i wciąż trochę nieprzytomnie rozglądam dookoła. Przykładam dłoń do czoła - Ała - przesuwam palcami po miejscu, gdzie odbił mi się korek i cicho syczę z bólu, po czym wbijam mętne spojrzenie w dwójkę ludzi, którzy wydają mi się jacyś znajomi, ale nie wiem, tak jakby nie do końca - Ajajaj - lamentuję jeszcze przez moment zanim ponownie się odezwę - Cześć wam. A co to jest za miejsce? - pytam, bo niby coś mi dzwoni, ale nie wiem dokładnie w którym kościele. Ciężko mi się skupić na czymkolwiek i zebrać myśli, powiedzieć, że jestem w tym momencie w opór rozkojarzony to jak nie powiedzieć nic. Mrużę lekko ślepia, bo wszystko wokół wydaje mi się jakieś straszne jasne.

Pilar Stewart Madox A. Noriega
twoja stara
???
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wciąż nie rozumiała, jak można było naćpać się do tego stopnia, żeby wziąć ś l u b. Że oboje byli w stanie powiedzieć sakramentalne tak przed jakimś Shrekiem z Temu, a żaden z nich nie ruszył łbem na tyle, żeby pomyśleć, że to mógł być głupi pomysł. Miała na ten temat jeszcze naprawdę wiele do powiedzenia, jednak patrząc na to, jak świetnie szły jej dyskusje z Williamem, finalnie postanowiła się zamknąć i dać mu pracować.
Oczywiście do czasu.
Bo gdy z ust Patela wybrzmiał komentarz o słabych zarobkach policji, Stewart momentalnie się wyprostowała i zgromiła go wzrokiem. I to nawet nie chodziło o fakt, ze wytykał jej, ile zarabiała, ale William wszedł na bardzo wrażliwe terytorium.
Faktycznie to przykre, że więcej hajsu można wyciągnąć na wyciąganiu ZWYROLI z tarapatów niż wsadzanie ich za kratki za zbrodnie, których się dopuścili — warknęła, nawet nie próbując gryźć się w język. Aż tak smakowały mu te pieniądze bogatych agresorów i gwałcicieli? Czerpał satysfakcję z tego, że swoimi czynami pozwalał takim ludziom chodzić po pierdolonym Toronto i dalej czuć się bezkarnym? Stewart miała pierdolca na punkcie sprawiedliwości i mało jaki argument był ją w stanie przekonać, że to tylko taka praca. Gówno prawda. To był świadomy wybór kogo brał na klientelę. I chociaż nie miała do tego prawa — miała to Williamowi za złe, co zresztą można było zobaczyć na załączonym obrazku, jak gromiła go spojrzeniem. Tylko po chwili Madox oznajmił, że trzeb wznieść toast. I może nawet dobrze, bo jeszcze powiedziałaby o dwa słowa za dużo.
Za rozwód — zawtórowała im. — Żeby już więcej wam nie odjebało — dodała pod nosem, chociaż na tyle głośno, że oboje mogli spokojnie usłyszeć jej słowa. Według niej rum, który przywiózł Patel wcale nie był najgorszy. Jasne, nie miał podjazdu do tego z Medellin, ale w końcu alkohol do alkohol, tak? Ważne, żeby kopał. Madox jednak był innego zdania i oznajmił, że będą teraz pić szampana. Jak dla niej wszystko było obojętne, dlatego zeskoczyła z blatu i sięgnęła do szafki po kieliszki, kiedy gdzieś za plecami wybrzmiał huk otwieranego korka. A zaraz po nim jeszcze jeden, jakby szafa pierdolnęła o podłogę.
Tylko szybko okazało się, że to nie szafa, a sam William.
A temu co? — spytała, kompletnie zdezorientowana, co się właśnie stało. Dopiero wielka, czerwona kropka na czole Patela, dała jej do myślenia, że musiał dostać kotkiem prosto w łeb. — Nie wystarczyło, że już w Vegas stracił dla ciebie głowę? — ot tak, rzuciła żarcikiem, bo tych nigdy za mało, szczególnie w kierunku Noriegi, ale zaraz okazało się, że Patel wcale nie wstawał, a do tego psiaki zaczęły świntuszyć go po twarzy. — Klapka stracił — zauważyła po chwili, wskazując miejsce, w którym wylądował laczek adwokata. — Podobno jak z butów wypierdala, to już śmierć — a przynajmniej tak zawsze mówiło się w przypadku wypadków samochodowych i to wcale nie tylko w filmach. Pilar nie była pewna, jak to się dokładnie miało do korków w czoło, ale Patel wcale nie wyglądał dobrze, chociaż przynajmniej odzyskał przytomność… z podejrzanym skutkiem.
No już nie udawaj, że nie wiesz, gdzie jesteś, Patel — mruknęła, przerwacając oczami. Faktycznie ŚMIESZNE. Porobić sobie jaja z najlepszego kumpla, ze straciło się pamięć. Chuj, że Pilar w Meksyku zrobiła to samo. — Bardzo boli? — podeszła bliżej i wyciągnęła do niego dłoń, żeby pomóc mu wstać. Nie lubiła go, ale przecież to nie znaczyło, że nie chciała mu pomóc, kiedy stała mu się krzywda. Przytrzymała go za twarz, żeby przyjrzeć się ranie, ale sam fakt, że William jej nie odepchnął był faktycznie alarmujący. Odskoczyła szybko i szarpnęła Madoxa za koszulkę.
A może jemu faktycznie coś się stało? — zrobiła wielkie oczy, spoglądając na zmianę na swojego narzeczonego i jego jeszcze—męża. — Ja pierdole, trzeba mu przywołać jakieś silne wspomnienia, tak zawsze mówią w filmach — odezwała się ekspertka, przy okazji przeczesując nerwowo włosy. — Weź go może pocałuj czy coś — no bo skoro byli małżeństwem, to sobie nagle przypomni? Albo obrzydzi do tego stopnia, że od razu jego mózg zmobilizuje się do powrotu na właściwe tory.

Madox A. Noriega William N. Patel-Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- A ten wspólny to jest ten z Vegas? - zapytał jeszcze dla pewności, bo miał nadzieję, że nie ten, który on zarobił już po Vegas, czyli cztery miliony schowane pod podłogą. Właściwie to było przed Vegas, przed Meksykiem nawet, no i połowa była Peach… Ale na razie to w ogóle nikt o tym nie wiedział. Madox też w ogóle nie wiedział za bardzo o czym mówił Patel, bo on się na rozwodach nie znał. To był jego pierwszy - no ty jesteś moim prawnikiem bebe - powiedział i na moment się zawiesił, bo może nie powinien tak mówić do Patelka przy Pilar? Ale z drugiej strony on tak zawsze do niego mówił. A do Stewart i tak nie mówił, bo tak to tylko się zwracał do jakiś lasek w klubie, które nic dla niego nie znaczyły.
Wziął papiery i zaczął je przeglądać, właściwie spojrzał tylko na te dane, bo jak Pilar i Will zaczęli sobie dogryzać, to aż podniósł głowę.
- Ale wiecie, że tak właściwie to oboje jesteście po stronie dobra, tylko William jest do tego chciwą świnią, ale ile on spraw przeprowadził pro bono, to nawet sobie nie wyobrażasz cariño - bo Madox to akurat wiedział, czasem sam mu podrzucał takie sprawy, a czasem sam za nie płacił. Zwłaszcza jeśli chodzi o Latynosów, to Noriega zawsze pomagał.
Zaraz już wznosili toast, a Madox znowu popatrzył na swojego przyjaciela, a zaraz na narzeczoną, bo on to kompletnie nie rozumiał czemu się nie lubili. Chociaż on sam nie lubił na przykład tego miodowego rumu, a Pilar i William pili go ze smakiem, to już mógł być jakiś pierwszy krok do ich przyjaźni, ale Madox zadecydował, że otwierają szampana.
Tylko zrobił to tak... pojebanie, że korek wystrzelił prosto w środek czoła Patela. Mocno. Bo zaraz piana buchnęła z butelki i Noriega jakimś cudem nakierował ją do zlewu, a nie na te papiery. Uf...
- To... nie wiem jak to się stało - rzucił Madox do Pilar, no bo nie wiedział, liczył, że korek puknie i tyle, a nie że rozpierdoli łeb jego najlepszego kumpla. Na kolejne słowa Stewart to aż strzelił oczami - daj spokój, jak go zabiłem to co... - i już miał mówić, to co z rozwodem, ale wtedy był wdowcem i heja, jeszcze szybciej poszło. Tylko trzeba by było jakoś upozorować wypadek. No właściwie to był wypadek. Przecież on nawet nie celował w Willa. Trochę może...
W końcu Madox wylądował koło Patelka na kolanach na ziemi, a ten się pyta głupio co to za miejsce, a Noriega aż się obejrzał na Pilar, bo co on kurwa pierdoli? A Madox to oczywiście łyka wszystko jak pelikan, jak Stewart uwierzył w Meksyku, to teraz Wiliamowi też. I co on miał zrobić?
Oprzeć mu rękę na sercu i powiedzieć, że nawet jeśli głowa nie pamięta, to serce zawsze będzie? Tylko o ile jego biło szybciej do Pilar, a jej do niego, to to Patelowe przy Madoxie najczęściej było w jakimś stanie przedzawałowym od prochów. Może lepę mu powinien sprzedać na otrzeźwienie? Nawet się zamachnął, ale wtedy Pilar go odciągnęła na bok.
Zmarszczył brwi słuchając jej i pokiwał głową, że może to jakiś sposób, chociaż jak powiedziała o tym całowaniu, to Madox zaraz się skrzywił.
- Fuu, nie - no bo on nawet w Vegas nie chciał się z Wiliamem całować, to Patel całował się z barmanem z Emptiness, a Madox to nie chciał nawet ze Shrekiem - ty go pocałuj - odpalił od razu, bo to też może byłaby jakaś trauma, jak oni się nie lubili? Chociaż zaraz pokręcił głową - nie no nie, lepiej nie - bo wtedy to już na pewno by mu się odwinął. Zamiast tego to Madox klęknął przy Williamie i wyciągnął rękę, żeby dotknąć jego czoło. Kurwa. Ale guzior, już był wielkości jajka.
- Ej William, to ja Madox, pamiętasz mnie? Jestem twoim mężem... - zaczął trochę niepewnie. A zaraz znowu obejrzał się na Stewart - może daj lód Pilar, albo trzeba zabrać go na pogotowie? - tylko trzeba będzie wkręcać kit... - otwierałeś tego szampana i strzeliłeś sobie w czoło, nie pamiętasz Will? - no właśnie taki. Chociaż może Madox nie powinien tak ściemniać, bo wtedy jeszcze gorzej namiesza Patelowi w bani? - Co pamiętasz Billy? - zwrócił się do niego tak jak Peach zawsze, bo może chociaż swoją współlokatorkę sobie przypomni? - bardzo cię boli bebe? - jeszcze tak, jak on zawsze się do niego zwracał, może to mu coś rozjaśni? Może jeszcze powinien mu zrobić pac pac po główce? Ale to czoło Patela to już wyglądało, jakby samo miało wybuchnąć. Okropnie.

cariño bebe
34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Potwierdzam, że chodzi o ten hajs z Vegas, w majątek zgromadzony przed naszym ślubem nie zaglądam, bo i po co? Akurat siana mi nigdy nie brakowało, poza tym szczerze mówiąc nie chciałem wiedzieć ile banknotów Madox chowa po kątach. Im mniej wiesz tym spokojniej śpisz. Otwieram usta, żeby dalej kłócić się z Pilar, ale Noriega wcina nam się w wymianę zdań z bardzo trafną uwagą, więc odpuszczam. No właśnie, każdy medal miał dwie strony i jasne, nie mogę zaprzeczyć, że broniłem czasem ludzi, którzy płacili krocie ale tak naprawdę wcale na to nie zasługiwali, jednak z drugiej strony tylko ja wiedziałem ilu niewinnych wyciągnąłem z tarapatów, ilu kobietom pomogłem odejść od przemocowych mężów, zostawiając tych okropnych facetów z kwitkiem i ilu aktywistów walczących o lepszy świat uchroniłem przed wyrokami, nawet jeśli groziła im tylko grzywna, roboty społeczne albo krótki pobyt w areszcie. Nie potrzebuję się tłumaczyć w tej kwestii. Moja moralność była wątpliwej jakości, ale była, poza tym żyliśmy w bardzo dziwnych czasach, w których nic nie było czarno-białe. Za to już za moment mam dosłownie czarno przed oczami, a potem w sumie biało, bo jak tylko uchylam powieki to oślepia mnie jakiś blask, może bijący od tego faceta, który klęczy koło mnie. Albo od dziewczyny, która już za moment znajduje się gdzieś za jego plecami. Ich wymiana zdań w ogóle do mnie nie dociera, to znaczy słyszę pojedyncze słowa, ale w zasadzie nie jestem w stanie ogarnąć sensu wypowiadanych zdań. Najpierw bolało mnie głównie czoło, miejsce, w które oberwałem, potem czuję jakby mózg mi się wyrwał z rdzenia i obijał o czaszkę, a w uszach jeszcze przez moment huczy. Skupienie się na czymkolwiek graniczy z cudem - Bardzo boli - odpowiadam dziewczynie i wbijam w nią spojrzenie, kiedy patrzy prosto w moją twarz. Jedną źrenicę mam rozjebaną jak po emce, a drugą malutką dosłownie jak główka od szpilki. Potem zezuję na dłoń chłopaka, która zbliża się do mojego czoła i kiedy dotyka guza wielkości jajka to znowu syczę z bólu - Nie ruszaj! Ała - odtrącam jego rękę. Za to chwytam tą, którą wyciąga do mnie kobieta, żeby pomóc mi wstać - Dzięki - mimo jej chęci pomocy strasznie ciężko mi stanąć na nogi, chwieję się od razu i przytrzymuję najbliższego blatu, a potem opadam na wysokie, barowe krzesełko. Próbuję myśleć, tylko idzie mi strasznie słabo, nawet jeśli pierwsza fala przejmującego bólu zdążyła już trochę zelżeć - Madox? - powtarzam i marszczę w skupieniu brwi, próbując uporządkować w głowie te wszystkie strzępki wspomnień, które przelatują mi przed oczami. Faktycznie, teraz jak o tym pomyślę to przypominam sobie jak całujemy się przed obliczem Szreka i wymieniamy pierścionkami - Tak, tak, pamiętam, racja - brzmi sensownie, za to otwieranie szampana? Zero wspomnień z tego momentu - Nie, tego nie pamiętam - ani tego jak się tutaj znalazłem - A ja tu mieszkam, czy coś? - dopytuję, bo przy dłuższych oględzinach sam lokal też wydaje mi się dziwnie bliski. Poza tym jeśli ten tutaj był moim mężem to chyba logiczne, że mieszkamy razem? - Billy? Hmmm, to też coś mi mówi - potwierdzam, słyszę nawet konkretny głos, ale nie potrafię dopasować go do żadnej twarzy - Noooo, boli, o tutaj - przesuwam dłońmi po całej głowie. Wciąż jednak zastanawiam się nad zadanym pytaniem - co pamiętasz? W zasadzie coś pamiętam, tylko wszystko strasznie mi się miesza - czasy dziecięce z życiem dorosłym, a życie dorosłe z czasami nastoletnimi. Strzępki wspomnień, które wydają mi się całkiem absurdalne i jakieś mało realne, jakby dziwaczne sny, chociaż może tak właśnie wyglądało moje życie? Jak szalony, barwny sen, gdzie nic nie miało logicznego sensu? - Moją mamę - mówię w końcu, bo tę radosną, kobiecą twarz pamiętam bardzo dokładnie, a uczucia, które we mnie wywołuje są wyjątkowo przyjemne i ciepłe. Musi być naprawdę wspaniała - I jeszcze - próbuje się skupić bardziej, ale to ciężkie kiedy każda kolejna myśl sprawia, że czuję pulsowanie neuronów pod czaszką - Hmm, zapach? Kwiatów, chyba bzu? Albo inny, taki... Orientalny, trochę waniliowy - ładny, chociaż wzbudza we mnie dziwne emocje, trochę skrajne szczerze mówiąc. Co jeszcze? Skup się bardziej! - I jeszcze muzykę? - wersy ulubionych piosenek. Unoszę nieznacznie jedną rękę i próbuję złapać w powietrzu kilka akordów, tutaj akurat działa bardziej pamięć mięśniową więc tak, jestem w stanie to zrobić - Chyba gram, nie? - szukam potwierdzenia patrząc to na jedno, to na drugie, na dłuższy moment zawieszając spojrzenie na dziewczynie - A ty kim jesteś w sumie? Może moją żoną? Fajnie by było - stwierdzam, w sumie niezła jest, ładna. To chyba trochę nienormalne żyć w trójkącie, ale w zasadzie nie przeszkadza mi szczerze mówiąc. W każdym razie dalej próbuję zbierać kłęby myśli w jakąś konkretną całość, nawet jeśli ta całość wydaje się strasznie... Dziwna. Musiałem mieć ostro pojechane życie.

Pilar Stewart Madox A. Noriega
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”