Szyli na bieżąco.
A przynajmniej ona, kiedy zaczęła Noriedze nawijać o tym, jak to powinno się przywołać jakieś silne wspomnienia związane z ich duetem, przy okazji wyskakując z pocałunkiem. Chociaż osobiście nie chciała tego oglądać, tak akurat mogłoby to rozjaśnić naprawdę wiele, bo nawet gdyby William tylko udawał i chciał ich nastraszyć, sam by się obrzydził i od razu byłoby wiadomo co i jak. Tego jednak nie było im dane sprawdzić, bo pierwszy obrzydził się Madox.
— Co fu?! To twój mąż — czy ona naprawdę użyła tego zdania i to w dodatku bez podłoża sarkastycznego? Na to wyglądało. Aż sama się zdziwiła, chociaż jednak bardziej niż na własne słowa, to na te, które wypowiedział do niej Noriega. — Ja mam go całować? Teraz to ciebie pojebało — nie było nawet takiej opcji. Chociaż gdyby ktoś jej powiedział, że to jedyny sposób, by uratować jego życie, pewnie by to zrobiła, ale w każdych innych okolicznościach wolała od tego stronić.
Zerwała się po lód w momencie, gdy Noriega doskoczył do swojego
Nie wyglądało to dobrze.
Wcześniej w jej głowie wciąż kręcił się scenariusz, że Patel mógł robić sobie z nich jaja, jednak patrząc na to jak źle wyglądał i chwiał się na boki, faktycznie mógł dostać jakiegoś wstrząsu mózgu, a co za tym szło i amnezji częściowej. W takim wypadku pewnie powinni…
— Musimy zabrać go do szpitala — wtrąciła gdzieś pomiędzy tym, że pamiętał swoją mamę i zapach jakiś chwastów. Stewart nigdy nie była z nim blisko, nawet się nie kolegowali, więc nie miała pojęcia, czy te zapaszki dzwoniły w odpowiednim kościele. Na to akurat musiał zareagować Madox, jak i pewnie na pytanie o muzykę, chociaż gdy padło to czy na czymś grał, nie mogła się powstrzymać.
— Profesjonalnie na nerwach — rzuciła, przyglądając mu się z odpowiedniej odległości. Może jak mu trochę pociśnie, to też coś sobie przypomni? Troche łudziła się, że tak, chociaż kiedy z jego ust padło pytanie o to, czy Stewart była jego żoną, oboje z Noriegą popatrzyli po sobie z szeroko otwartymi oczami.
— Vale, es realmente malo — Dobra, naprawdę z nim źle, rzuciła bo Hiszpańsku, żeby nie straszyć Patela. — Puede tener una conmoción cerebral — może mieć wstrząs mózgu, dodała z pełną powagą, bo jak za niedługo mu nie przejdzie, to naprawdę powinni zadzwonić po pogotowie. Odwróciła się z stronę adwokata, malując na ustach ciepły uśmiech i już miała mu oznajmić, że wcale nie była jego kobietą, kiedy on znowu zachwiał się na hokerze, worek z lodem to w ogóle przykładając sobie obok guza, jakby nawet jego ręka miała zeza.
— Nie no kurwa, czekaj — pokręciła głową, zrywając się z miejsca i podchodząc do wyspy. Jak tak dalej pójdzie, to im William wywinie kolejnego orła i wtedy to już albo się przekręci albo na stałe straci pamięć. — Weźmy go na kanapę — poinstruowała Madoxa, sama chwytając Patela za jedną dłoń, a kiedy jego adwokacki tyłek zasiadł ciężko na poduszkach, Pilar przysiadła się tuż obok, chyba coraz bardziej zdając sobie sprawę, że to wcale nie była żadna błahostka.
— Trzeba sprawdzić źrenice — nachyliła się w jego kierunku, chyba bliżej niż kiedykolwiek byli, żeby obejrzeć jego oczy z bliska, nagle przypominając sobie podstawy oględzin w przypadku stwierdzenia krwawienia w mózgu. — Pokaż no — dłońmi ujęła jego policzki, żeby mieć lepsze panowanie nad głową i zaczęła się mu przyglądać. Uważnie, oczywiście wywalając przy tym język na bok, żeby nie wyglądać zbyt normalnie, podczas gdy jej oddech osadzał się na lekko zarośniętych policzkach. — Nie no, nie widzę dużej różnicy. Chyba jest git — pewnie powinna jeszcze sprawdzić, jak reaguje na światło, ale może nie było takiej konieczności? Może zaraz dojdzie do siebie? A może nie, biorąc pod uwagę jak znowu pokracznie trzymał worek z lodem, gdzieś na uchu. — Dawaj to — wyszarpała mu zimną ścierkę jedynym, zwinnym ruchem, a następnie delikatnie przystawiła do miejsca, w którym robił się guz wielkości piłeczki do ping-ponga. — A widzisz dobrze? Nic ci się nie rozmazuje? — dopytała faktycznie przejęta, kompletnie odkładając na bok ich odwieczny spór. Pokłócą się jeszcze nie raz, jak już William wydobrzeje. No chyba, że to nie stanie się już nigdy. A, no i chyba dalej nie powiedzieli mu, że Pilar wcale nie była jego żoną.
jeden Noriega drugi Noriega