Pilar jako policjantka może i była po serii kursów z pierwszej pomocy, może wiedziała jak się zachować w wielu sytuacjach, jednak na żadnym z tych szkoleń nie mówiono co zrobić, kiedy ktoś dostanie z korka w czoło i popierdoli mu się w mózgu. Z pewnością był to case jeszcze nie do końca rozpracowany przez lekarzy, więc jakim prawem oni mogli wiedzieć co robić? Nie mogli i nie wiedzieli.
Szyli na bieżąco.
A przynajmniej ona, kiedy zaczęła Noriedze nawijać o tym, jak to powinno się przywołać jakieś silne wspomnienia związane z ich duetem, przy okazji wyskakując z pocałunkiem. Chociaż osobiście nie chciała tego oglądać, tak akurat mogłoby to rozjaśnić naprawdę wiele, bo nawet gdyby William tylko udawał i chciał ich nastraszyć, sam by się obrzydził i od razu byłoby wiadomo co i jak. Tego jednak nie było im dane sprawdzić, bo pierwszy obrzydził się Madox.
—
Co fu?! To twój mąż — czy ona naprawdę użyła tego zdania i to w dodatku bez podłoża sarkastycznego? Na to wyglądało. Aż sama się zdziwiła, chociaż jednak bardziej niż na własne słowa, to na te, które wypowiedział do niej Noriega. —
Ja mam go całować? Teraz to ciebie pojebało — nie było nawet takiej opcji. Chociaż gdyby ktoś jej powiedział, że to jedyny sposób, by uratować jego życie, pewnie by to zrobiła, ale w każdych innych okolicznościach wolała od tego stronić.
Zerwała się po lód w momencie, gdy Noriega doskoczył do swojego
przyjaciela męża i zaczął mu nawijać o tym wszystkim, co się stało oraz dopytywać czy pamiętał gdzie i kim był. Pilar miała szczerą nadzieje, że będzie, bo kurwa, jeszcze tego im brakowały w tym całym stosie problemów — prawnik z jebaną amnezją. Przerzuciła kilka kostek do ścierki i doskoczyła do
Billiego.
Nie wyglądało to dobrze.
Wcześniej w jej głowie wciąż kręcił się scenariusz, że Patel mógł robić sobie z nich jaja, jednak patrząc na to jak
źle wyglądał i chwiał się na boki, faktycznie mógł dostać jakiegoś wstrząsu mózgu, a co za tym szło i amnezji częściowej. W takim wypadku pewnie powinni…
—
Musimy zabrać go do szpitala — wtrąciła gdzieś pomiędzy tym, że pamiętał swoją mamę i zapach jakiś chwastów. Stewart nigdy nie była z nim blisko, nawet się nie kolegowali, więc nie miała pojęcia, czy te zapaszki dzwoniły w odpowiednim kościele. Na to akurat musiał zareagować Madox, jak i pewnie na pytanie o muzykę, chociaż gdy padło to
czy na czymś grał, nie mogła się powstrzymać.
—
Profesjonalnie na nerwach — rzuciła, przyglądając mu się z odpowiedniej odległości. Może jak mu trochę pociśnie, to też coś sobie przypomni? Troche łudziła się, że tak, chociaż kiedy z jego ust padło pytanie o to, czy Stewart była jego żoną, oboje z Noriegą popatrzyli po sobie z szeroko otwartymi oczami.
—
Vale, es realmente malo —
Dobra, naprawdę z nim źle, rzuciła bo Hiszpańsku, żeby nie straszyć Patela. —
Puede tener una conmoción cerebral —
może mieć wstrząs mózgu, dodała z pełną powagą, bo jak za niedługo mu nie przejdzie, to naprawdę powinni zadzwonić po pogotowie. Odwróciła się z stronę adwokata, malując na ustach
ciepły uśmiech i już miała mu oznajmić, że wcale nie była jego kobietą, kiedy on znowu zachwiał się na hokerze, worek z lodem to w ogóle przykładając sobie obok guza, jakby nawet jego ręka miała zeza.
—
Nie no kurwa, czekaj — pokręciła głową, zrywając się z miejsca i podchodząc do wyspy. Jak tak dalej pójdzie, to im William wywinie kolejnego orła i wtedy to już albo się przekręci albo na stałe straci pamięć. —
Weźmy go na kanapę — poinstruowała Madoxa, sama chwytając Patela za jedną dłoń, a kiedy jego adwokacki tyłek zasiadł ciężko na poduszkach, Pilar przysiadła się tuż obok, chyba coraz bardziej zdając sobie sprawę, że to wcale nie była żadna błahostka.
—
Trzeba sprawdzić źrenice — nachyliła się w jego kierunku, chyba bliżej niż kiedykolwiek byli, żeby obejrzeć jego oczy z bliska, nagle przypominając sobie podstawy oględzin w przypadku stwierdzenia krwawienia w mózgu. —
Pokaż no — dłońmi ujęła jego policzki, żeby mieć lepsze panowanie nad głową i zaczęła się mu przyglądać. Uważnie, oczywiście wywalając przy tym język na bok, żeby nie wyglądać zbyt normalnie, podczas gdy jej oddech osadzał się na lekko zarośniętych policzkach. —
Nie no, nie widzę dużej różnicy. Chyba jest git — pewnie powinna jeszcze sprawdzić, jak reaguje na światło, ale może nie było takiej konieczności? Może zaraz dojdzie do siebie? A może nie, biorąc pod uwagę jak znowu pokracznie trzymał worek z lodem, gdzieś na uchu. —
Dawaj to — wyszarpała mu zimną ścierkę jedynym, zwinnym ruchem, a następnie delikatnie przystawiła do miejsca, w którym robił się guz wielkości piłeczki do ping-ponga. —
A widzisz dobrze? Nic ci się nie rozmazuje? — dopytała faktycznie przejęta, kompletnie odkładając na bok ich odwieczny spór. Pokłócą się jeszcze nie raz, jak już William wydobrzeje. No chyba, że to nie stanie się już nigdy. A, no i chyba dalej nie powiedzieli mu, że Pilar wcale nie była jego żoną.
jeden Noriega drugi Noriega