34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
W zasadzie to co się tutaj odpierdalało, to i tak pewnie była jakaś lajtowa wersja tego, jak wyglądało życie Williama Patela. To które na przykład dzielił z Noriegą zawsze było... szalone. A ta akcja z nożem to był jakiś pikuś.
No i dla samego Madoxa też nie było to w sumie nic wyjątkowego, bo on pewnie nie zliczyłby na palcach obu rąk, nóg nawet, ile razy podobne rzeczy odwalały się w klubie. Noże. Butelki, a czasem to przecież spluwy, wycelowane w niego.
Strzelił oczami na to, że chyba go popierdoliło, bo akurat on w tym towarzystwie to przecież był najnormalniejszy. William w jednym trepku, w jednej skarpecie, siedzi na kanapie i cieszy się, że wie jak się nazywa i że mieszka na górze. Chociaż może Madox też się powinien cieszyć, że to pamiętał?
A Pilar z tym nożem. Wymachuje nim, a przecież ona nawet pomidora nie potrafiła pokroić.
Przesunął palcami po twarzy, ale zaraz... no przecież, wyrwał się do niej, zamykając jej usta w pocałunku. Romantycznym.
Leczącym z zapomnienia może?
Tylko, że on zaowocował też tym... kopniakiem prosto w krocze, co sprawiło, że Madox momentalnie się odsunął i złapał... no za jaja. A z płuc wypuścił ciężko powietrze. Nawet się nie przejął za bardzo tym, że dostał w twarz, bo często dostawał, właściwie ostatnio mniej, ale za czasów swojej świetności, to raz w tygodniu co najmniej zarobił plaskacza.
Kiedy znowu się na niego zamachnęła, to przygotował się, żeby jednak złapać ją za rękę, ale ona złapała jego i szarpnęła do siebie. Przyparł ją do ściany, całując zachłannie, a kiedy oplotła go nogami to już zaciskał palce na jej udach, mocno, do tych pierdolonych siniaków, które zawsze jej robił. Mruknął prosto w jej pełne, gorące usta. Chyba jednak go pamiętała, Madox czuł to, kiedy naparł na nią mocniej i poczuł na torsie serce, które szalało jej w piersi, zupełnie tak, jak to jego. Może gdyby nie William, to by się od niej nie oderwał, i gdyby nie to...
- Kopniak bolał bardziej - skrzywił się, chociaż kiedy dotknęła śladu pod okiem, to też przymknął powiekę, a zaraz sięgał do niej ręką, kiedy uderzyła głową w ścianę - kurwa Pilar, uważaj, bo drugi raz już nie zaryzykuje - zaryzykowałby jeszcze sto następnych razy, ale zaraz postawił ją na ziemi i sam też się obejrzał na Williama, kiedy o niego zapytała. Nie wiedziała, że to jego mąż? Nie musiała chyba wiedzieć? Ale Patel wiedział - przyszedł tutaj podpisać papiery rozwodowe, ale stracił pamięć... I ty też straciłaś - spojrzał najpierw na jedno, potem na drugie, a zaraz sięgnął po ten lód owinięty w szmatkę, żeby jednak przyłożyć go sobie... do krocza - trafiłaś... oba - rzucił i wylądował koło Williama na kanapie klepiąc go po kolanie - a ty co Patelek? Przypomniało ci się coś więcej? Założysz spodnie, czy tak jedziesz do szpitala? - wiadomo, że tam William miał jakieś spodnie, ale dla Madoxa te krótkie szorty to nie były tak naprawdę spodnie - Pilar poradzisz sobie? - bo pewnie by jej pomógł. Williama też nawet poklepał po główce pac pac. A zaraz pospieszył ich oboje - no szybciutko - rzucił i klepnął Willa w plecy, za mocno chyba, bo ten znowu prawie się spierdolił z kanapy, ale Noriega go przytrzymał. Pokręcił głową zerkając na Pilar - jak będziemy kiedyś mieć dziecko, to trzeba zabezpieczyć porządnie ten dom, bo jest niebezpieczny. Chociaż może już wcale nie będziemy mieć - zdjął worek z lodem ze swoich spodni i w końcu wstał - no dawajcie, bo szampan jest otwarty, a w lodówce ciasto - czyli musieli szybko odhaczyć szpital. No musieli, bo jednak zaniki pamięci to nie jest jakiś błahy powód. Ściągnął kurtkę Pilar z wieszaka, a do Williama wystawił swoją. Tylko ciekawe czy on chciał spodnie, bo tak to Madox musiał mu przynieść, bo przecież swoich mu nie da, to znaczy tych z tyłka. Może byli najlepszymi przyjaciółmi, ale jednak... no lepiej jakby obaj pojechali do szpitala w spodniach.

pastel 🍰ྀི⋆˙⟡ champán °🥂⋆.ೃ🍾࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

To musiało boleć - zarówno kopniak prosto między nogi jak i siarczysty policzek, ale chyba cena warta świeczki, sądząc po scenie, którą mi tu zaraz fundują. Ja w sumie mogę popatrzyć, to mi nawet przypomina o różnych zboczeniach, które mam, między innymi do zamiłowania do orgii. No niestety przedstawienie się kończy zanim zdąży na dobre rozkręcić, więc przesuwam się trochę kiedy Madox opada koło mnie na kanapę - No przypomniało mi się, że z tymi papierami to w sumie musimy jechać do kancelarii, bo ja nie mogę się podpisywać we własnej sprawie - chyba nie było aż tak źle, skoro pamiętałem takie rzeczy, z drugiej strony mogłem być najebany, zmęczony, naćpany, bez pamięci, albo wszystko naraz i to w środku nocy, a jakby mnie ktoś zapytał o którykolwiek artykuł z kodeksu karnego to bym wyrecytował bez zawahania. Prawo miałem wryte w małym paluszku. Ale jak wiadomo ignorantia iuris nocet, natomiast ignorantia facti non nocet. Potrzebowaliśmy pieczątki kogoś innego na naszym dokumencie, ale to chyba nie problem, skoro byłem prawnikiem i pracowałem w kancelarii? Ciekawe w której, swoją drogą - A te są złe? - dla mnie spoko, poza tym w tym mieszkaniu było kurwa gorąco jak w piekle, skoro mieszkali tu sami latynosi przyzwyczajeni do zdecydowanie wyższych temperatur niż w Kanadzie. Madox mnie klepie w plecy, a ja na moment tracę równowagę i dobrze, że mnie łapie w odpowiednim momencie. Jak tylko odkłada od swoich jaj szmatę z lodem to zostaje po niej taka wielka mokra plama dosłownie jakby się zeszczał. I on się niby czepia moich krótkich spodenek? Wywracam oczami, po czym wstaję z kanapy i zbieram papiery rozwodowe do teczki. Potem podbijam do wyjścia i odbieram od Madoxa kurtkę, żeby ją na siebie zarzucić - A masz może jakieś ciemne okulary? Bo mnie razi strasznie - mówię. Rozglądam się po wieszaku, okularów co prawda nie widzę, ale rzuca mi się w oczy czapka tirowca z napisem hot daddy, daszek ma to w sumie może być i trochę też zasłoni tego wielkiego guza na moim czole. Zakładam ją na łeb - Dobra, to dawajcie jedziemy do tej kancelarii, w której pracuję. A znacie adres może? - patrzę to na jedno, to na drugie. Madox może znał, bo mam jakieś takie przebłyski, że mnie czasem podwoził do pracy jak akurat jechał w tamtą stronę.

Pilar Stewart Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox wywrócił oczami, bo on w ogóle nie rozkminił tego, że muszą jechać do kancelarii podpisać dokumenty, no ale nie on tutaj był prawnikiem, tylko William właśnie.
- A może ja się podpiszę za ciebie? Obczaj złożysz potem jakieś pismo o ubezwłasnowolnienie, a potem odwołasz? - to chyba tak nie działało, ale przecież Noriega to z natury lubił kombinować. Dlatego pewnie miał Patelka, który jednak często trzymał go w ryzach i tłumaczył mu te różne rzeczy.
W końcu jednak Madox zgadza się, że mogą jechać do kancelarii po drodze na pogotowie, to załatwią to i to, i z głowy, można świętować. To znaczy kto może, ten może, bo oni po takich urazach mózgu, że potracili pamięć, to nie wiadomo. Madox za to na pewno by mógł, zjeść to ciasto ze śmietaną i popić szampanem.
Zmierzył jeszcze raz Willa spojrzeniem, kiedy zapytał o te gacie.
- Jakbyś szedł na basen to spoko, ale do szpitala... - zaczyna Madox, ale już machnął na to ręką - dobra, chuj, spoko są - on to w ogóle powinien się przyzwyczaić do tego, że nie każdy wygląda tak jak on i tak jak on odpierdala się, gdy idzie nawet do warzywniaka na dół. Dzisiaj też oczywiście obwieszony błyskotkami, tylko ta mokra plama na spodniach, jakby się zesikał, trochę mu ujmowała. Ale Madox to nawet nie zauważył, bo już daje kurtkę Pilar, a Williamowi swoją, sobie też wziął jakąś skórę, że wygląda trochę jakby to on tutaj stosował wobec nich jakąś przemoc, a nie oni po prostu sami się obijali... Bo William wciąż myśli, że sam sobie strzelił korkiem w głowę. I bardzo dobrze.
- Spoko ta czapka - nawet poklepał Williama po ramieniu, że okej. No i schodzą do samochodu. Will jak zjeb, w tych szortach, kurtce z kożuchem i czapce tirowca, a no i w jednym bucie i skarpecie, bo nikt tego nie zauważył. Pilar nawet normalnie, tylko cała jakaś potargana od tego jak jej Madox lód przykładał do głowy. A Noriega na czarno, w skórze, z obszczanymi gaciami.
Wsiadają do BMW, bo wiadomo, do Jaguara nie zmieścili by się we troje, zresztą Pilar jeszcze nawet nie dała Madoxowi się przejechać - ja wiem gdzie to jest - oczywiście, że Noriega wie gdzie jest kancelaria Williama, bo go tam podwoził, a czasem tam wpadał z jakimiś dokumentami, naglącymi sprawami, czy coś. Kancelaria, w której pracuje Patel to jest może pięć minut jazdy od ich domu, jeszcze jak Madox przycisnął beemkę, to zaraz byli na miejscu. A tam w szyldzie wcale nie ma Patel, za to jak już weszli do środka i stoją przy kontuarze w poczekalni to na jednych ze szklanych drzwi jest taka tabliczka Patel-Noriega i Madox patrzy na swojego jeszcze męża zmrużonymi oczami. Bo on się wszystkim tak chwali tym...
- Noriega, jesteśmy tu umówieni z jakimś... Jeffem? - przedstawił się tej babeczce za biurkiem, bo William mu w samochodzie mówił jeszcze, że przy podpisaniu dokumentów będzie Jeff. Dziewczyna się ożywiła i pyta to pan, już pewnie ma nawijać o tym ślubie, ale Madox się odwraca - to moja narzeczona - pokazał na Pilar, ale oni z Williamem to stoją gdzieś z tyłu i patrzą na siebie, jakby się pierwszy raz w życiu na oczy widzieli, może jest gorzej?
Trzeba to szybko podpisać i jechać do szpitala.

Pilar Stewart William N. Patel-Noriega
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wbijamy do kancelarii i daję Madoxowi mówić, żeby to załatwił, a ja tylko ściskam kurczowo teczkę z naszymi dokumentami i rozglądam się dookoła. No, nawet nieźle to wygląda, musi to być naprawdę prestiżowa kancelaria, sądząc po tych szklanych drzwiach, wybłyszczonym kontuarze i uśmiechniętej pani na recepcji - Z Jeffem? - powtarza, chociaż pewnie chciałaby poruszyć inny temat - No dobrze, już dzwonię do niego, że jesteście - kiwa głową i wtedy zza szklanych drzwi opatrzonych moim nazwiskiem wychodzi jakaś mega laska w eleganckiej, czarnej garsonce, w wysokich szpilkach od Louboutina, usta ma pociągnięte czerwoną szminką i długie paznokcie w tym samym kolorze - Sue, będę potrzebować - zaczyna, ale jak nas widzi to nagle staje jak wryta i otwiera szerzej oczy. W pierwszej chwili nie mam pojęcia kto to jest, jednak ten głos... Znam go aż zbyt dobrze, a przed oczami przelatują mi kadry z naszych wspólnych zmian, bo to przecież moja sekretarka Jane, którą mniej więcej raz w tygodniu chciałem zwolnić, bo mnie wkurzała, ale potem sobie przypomniałem, że lepszej nigdy nie miałem i mieć nie będę, bo rzeczy niemożliwe załatwiała w jakieś pół godziny - A ty co, kurwa? - syczy do mnie przez zęby, mrużąc złowrogo ślepia - Znowu się naćpałeś? Mówiłam ci żebyś nie przychodził tak do biura, Bradford jest w kancelarii, jak cię zobaczy w takim stanie to obydwoje wylecimy. Albo co gorsza mnie przeniosą do FREDA - rzuca, po czym łapie mnie mocno za przedramię i ciągnie w stronę szklanych drzwi - Ej, ej, ej! Ale poczekaj bo my jesteśmy umówieni z Jeffem, mam ze sobą papiery rozwodowe!... - macham tą teczką, a ona patrzy na mnie jak na debila dosłownie - Wy? - dopiero teraz mierzy krótkim spojrzeniem Madoxa, a potem Pilar i macha na nich głową, żeby w takim razie też szli. Po drodze mówi dalej - Z Jeffem, cymbale, byłeś umówiony na JUTRO, miałeś ogarnąć te papiery, a on ci miał tylko podbić pieczątkę, co ty? Pamięć straciłeś czy jak? - krzywi się. Właściwie trafiła w sedno. W każdym razie zamyka za nami te szklane drzwi i wspiera ręce na biodrach, patrząc na każdego po kolei - Aaaa, to ja nie wiedziałem, że tak można - pewnie nie można, ale jak się jest prawnikiem to może wtedy jednak pozwalają na więcej - No w sumie to trochę straciłem - unoszę nieznacznie czapkę, żeby jej pokazać tego ogromnego guza, a ona znowu wytrzeszcza oczy - Co to kurwa jest? Czy ktoś mi może wytłumaczyć czemu on wygląda jak zjeb, on ma oszczane spodnie, a ona... Ona w sumie jest całkiem hot. Ty to pewnie Noriega? Tak? A ty? - tu się zwraca bezpośrednio do Pilar akurat, ale ja w zasadzie i tak bym nie był w stanie jej wytłumaczyć o co tu w zasadzie chodzi - Dobra, zresztą nie ważne, dzwonię po Jeffa, módlcie się żeby jeszcze nie wyszedł, a wy podpisujcie te papiery - kiwam głową i wyjmuję je z teczki układając na biurku, a Jane chwyta za słuchawkę wewnętrznego telefonu i wykręca numer, po kilku sygnałach odzywa się męski głos - Tak?... - Jeff? Bill tu jest z papierami i swoim mężem, wpadniesz do nas? - Coooo? A dlaczego dzisiaj? Ja się dzisiaj spieszę, moja córka ma - Ale nasze biuro i tak masz po drodze, a to zajmie tylko dwie minuty, poza tym okazja żeby zobaczyć męża Patela na żywo się już nie powtórzy, więc zbieraj dupę w troki i widzę cię tu za trzydzieści sekund - zanim Jeff zdąży zaprotestować, ona odkłada słuchawkę - No dalej, podpisujcie te papiery - pogania nas, więc chwytam za długopis i składam swój podpis, potem instruuje Madoxa, że tutaj ma podpisać. Faktycznie za niecałą minutę w drzwiach staje kolejna postać, jak mniemam Jeff, rzeczywiście musiał się spieszyć, bo ma już na sobie płaszcz, a włosy czesane pędem - Cześć, podpisaliście? Dobra to ja przybijam, bo się spieszę, moja córka ma dzisiaj - zaczyna, ale Jane znowu nie pozwala mu skończyć - Tak, tak, brzmi świetnie, przybijaj, pieczątkę możesz mi zostawić to ci odniosę do biura - Jeff kiwa głową, po czym składa również swój podpis i przybija pieczątkę, do sądu dostarczymy sobie sami. W międzyczasie zwraca się jeszcze do Madoxa - A pan jest Noriega, tak? Miło mi poznać, jest pan u nas legendą - śmieje się, wbijając w niego spojrzenie.

Madox A. Noriega Pilar Stewart
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Łeb ją bolał.
Skroń pulsowała.
Wcale nie chciała nigdzie jechać.
Przez moment nawet miała zaproponować, żeby Madox sam pojechał z Williamem, a ona za ten czas zrobi sobie drzemkę, tylko zaraz jej narzeczony zaczął się mądrzyć, że po takim urazie głowy nie można było iść spać, bo już mogła się nie obudzić, a poza tym, trzeba było jechać od razu po podpisaniu do szpitala, żeby jej i Williamowi zrobili prześwietlenie. Na początku chciała się z nim kłócić i stawiać na swoim, jednak widząc jego spojrzenie — uległa. Skinęła głową, zbierając z wieszaka pierwszą lepszą kurtkę, a widząc jak Madox wciąż się krzywi, złapała również za worek z lodem.
Kiedy zeszli na parking, Patelka władowali na tylne siedzenie, a Pilar zajęła miejsce z przodu. Po pierwsze bo Madox chciałem mieć ją blisko, ale również, żeby po drodze do kancelarii jeszcze pookoładać mu lodem miejsce, w które dostał kopniaka. Nachyla się więc coraz niżej jego krocza, żeby odpowiednie przestawić worek przez całą drogę, aż na światłach jakaś baba ich strąbiła, chyba myśląc, że Stewart obciągała kierowcy, a to przecież niebezpieczne. Pewnie też nie mogło to, żeby kiedy Pilar się podniosła i na nią spojrzała, przy okazji oblizała usta i się uśmiechnęła. Chciała być miła, ale baba oburzona odjechała z piskiem opon.
W kancelarii wcale nie było bardziej sympatycznie. Atmosfera, która tam panowałą była równie napięta, szczególnie kiedy na horyzoncie pojawiła się asystentka Williama i zaczęła się po nim wydzierać. Swoją drogą fascynujące to było, jak każdy dookoła traktował go jak największego ćpuna, nawet ludzie z jego pracy. Pewnie gdyby Pilar była nieco bardziej trzeźwa na umyśle nawet zrobiłoby się jej szkoda Willa, może nawet zastanowiła by się skąd to się brało i jak on się z tym czuł, ale nie mogła, bo Jane już stała tuż przed nią, wbijając wielkie ślepia prosto w te Pilar, pytając kim była.
Pilar — przedstawiła się kulturalnie, a potem wskazała na Madoxa. — Jego narzeczona — wyjaśniła po krótce, chociaż Jane wyglądała, jakby te wyjaśnienia kompletnie nie kleiły się jej z rzeczywistością, jaką znali od Patela. Spojrzała na Sue, potem na każdego z nich jeszcze raz, aż podsumowała to jednym, wielkim…
Pojebani jesteście — i wzruszyła ramionami. Cóż, coś w tym było i nie było argumentu, który negowałby ten celnie rzucony fakt.
Kiedy okazało się, że Jeff był umówiony dopiero na jutro, Stewart już odwracała się do chłopaków, żeby powiedzieć im, że w takim razie nic tu po nich i powinni już jechać, bo naprawdę chciało jej się s p a c, ale zaraz jednak wyszło, że Jeff jest w drodze. Przeszła za wszystkimi do mieszczenia, w którym Jane kazała małżonkom podpisać odpowiednie papiery, próbując ignorować to, jak wszyscy tutaj patrzyli na Madoxa z dziwna fascynacja. W tym Jeff, który przyszedł, przybił pieczątkę, a potem rozwodził się nad tym, że był legendą.
Nie no, ale serio, widzieliśmy filmiki — przerwał Noriedze, kiedy ten zaczął nawijać, że to nic takiego, tylko rozwód. — William nawet podłączył telefon do wielkiego rzutnika z konferencyjnej i całej kancelarii pokazywał wasze… wyczyny w Vegas — Jeff poruszał dwuznacznie brwiami, a Pilar tylko się zastanowiła, jaki cudem wszyscy widzieli jakieś filmiki z ich wyjazdu a ona nie? Cóż, może dlatego, że nie rozmawiała z Williamem na codzień? Nawet miała zapytać się Jeffa co na nich było, ale ten zgarnął co trzeba i nim ktokolwiek zdążył powiedzieć cokolwiek typa juz nie było.
Oni zresztą też szybko się po nim zwinęli i tym razem skierowali wesoły autobus do szpitala. Na SORze kolejka ciągnęła się w nieskończoność, więc w poczekalni spędzili jakieś dobre dwie godziny, w których działy się... dziwne rzeczy. Po pierwsze Pilar namówiła Williama, żeby pokazał jej filmiki z Vegas za to, że pomasuje mu guza, Madox trzy razy chował się za krzesłem, kiedy obok nich usiadła rodzina karłów, a na koniec jeszcze okazało się, że chociaż z głową Pilar było okej, William autentycznie doznał wstrząsu mózgu i musiał zostać jeszcze do wieczora na obserwacji. Dali mu do tego jakieś maści na guza i kazali mu wiązać czoło przez dwa dni bandażem, żeby przypadkiem sobie tego nie uszkodził.
Ale chuj z tym, najważniejsze, że papiery rozwodowe w końcu zostały podpisane!
koniec
Madox A. Noriega William N. Patel
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”