Madox umiał tańczyć, czuł rytm, chociaż może muzyka, która leciała na parkiecie w Shadow różniła się od tej, która na codzień gościła w Emptiness, ale i tak umiał poprowadzić kobietę. Umiał sprawić, żeby zakręciła się na nim, na ciemnym spojrzeniu, tej bliskości i zapachu jego perfum. Aurelia też chyba się na tym zafiksowała. Szkoda tylko, że Noriega zamiast patrzeć na nią, to znowu gapił się na swoją żonę, kiedy Jake szarpnął ją do siebie, kiedy odwrócił do siebie przodem.
Kurwa.
Zepsuje to. Zaraz go popierdoli. Przecież on tego nie wytrzyma, tego, że ten gnojek sobie pozwalał, a Pilar... też mu pozwalała.
I może nawet Madox ruszyłby się z miejsca? Wyrwał do Pilar, pierdolnął Jake'a i wyprowadził stąd swoją żonę, ale Aurelia zaciskała już palce na jego pasku schodząc na nogach niżej, a Noriega poprowadził ją w dół, zadzierając jej głowę do góry, układając palce na jej podbródku. Dziewczyna patrzyła na niego z dołu wbijając paznokcie w jego udo i Madox na moment zawiesił na niej czarne spojrzenie, sięgnął do jej włosów, przerzucając je jej przez ramię. A zaraz... szarpnął ją do siebie, tak, że znowu wpadła mu w ramiona.
-
Powinnaś... - zaczął i może chciał ją odesłać do Jake'a? Sam iść mu wpierdolić? A przede wszystkim wyszarpnąć z jego ramion Pilar.
Bo jego żona znowu łasiła się do chłopaka, ocierała się o niego jak dzika kotka. Sunęła paznokciami po jego szyi, a on.
No kurwa gdzie te łapy?
Noriega się szarpnął. Spierdoliłby. Spalił misję. I chuj z tym.
Ale Aurelia zacisnęła palce na jego koszulce, wsunęła je pod materiał, przesunęła nimi po jego brzuchu, długimi paznokciami i chłodnymi opuszkami, które kontrastowały z jego gorącą skórą, a zaraz powiedziała to, że
wie jak dopierdolić Lunie.
Ciekawe jak? Bo Noriedze to akurat było łatwo, wystarczyło postawić jego żonę przed jakimś dzieciakiem, który się do niej dobierał, a jego krew zalewała.
-
Jak? - powtórzył spoglądając na Aurelię.
Dziewczyna spuściła spojrzenie, zawahała się. A Madox sięgnął do jej policzka, musnął gładką skórę wytatuowanymi palcami, oparł je na jej brodzie -
nie będzie wiedział, że to ty go zdradziłaś, obie... - nie dokończył, bo Pilar zdzieliła chłopaka w twarz, a potem się od niego odsunęła, ruszyła przed siebie i Noriega też przez moment chciał się do niej wyrwać. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, aż połaskotało odkryte ramiona Aurelii. Miał teraz odpuścić? Kiedy był już tak blisko?
-
Obiecuję ci, że o niczym się nie dowie - ciemne oczy wbił w te zielone, błyszczące Aurelii, a kciukiem sięgnął do jej pełnych, gorących warg -
o niczym - powtórzył. A Aurelia westchnęła i znowu złapała go za koszulkę, tym razem ściągając z parkietu. Madox jeszcze obejrzał się za Pilar. Powinien jej pilnować. I znowu był między pierdolonym młotem, a kowadłem, z jednej strony miał Aurelię, która mogła mu powiedzieć coś ciekawego. Z drugiej... jego żonę. Widział jak szła w kierunku łazienek.
Chciał iść za nią...
-
Znasz Rodrigo? - zapytała Aurelia, kiedy szarpnęła go za sobą mocniej, a on jeszcze się ociągał starając się spojrzeć za Pilar.
Nie no kurwa, skoro chciała mu zdradzić coś na temat Rodriego, który zabił Sombrę, no to przecież nie mógł tego przepuścić.
-
Znam - rzucił i dał się pociągnąć brunetce na bok, zawiesił spojrzenie na jej oczach -
co z nim? - dopytał, i znowu ją zaczepiał jego wytatuowana dłoń błądziła po jej udzie na granicy materiału jej sukienki.
-
Tatuś uważa, że jest już niepotrzebny, chce... - Aurelia urwała, ale Madox pochylił się nad nią, jego oddech zagrał na jej szyi, na wrażliwym miejsce za jej uchem.
-
Co? - zapytał znowu. Musiała mu powiedzieć.
-
Chce go wrobić, a potem stąd wyjechać, ale ja nie chcę, mam tutaj całe życie, przyjaciół i... - zacisnęła palce na materiale jego koszulki przyciągając go do siebie, jej pełne usta zawisły tuż przy tych jego, tylko wtedy jak na zawołanie pojawiła się Kristin. Jej przyjaciółka.
-
Aura widziałaś? Ta laska strzeliła Jake'a w twarz... Powiedział, że jej za to odpłaci, trzeba go pocieszyć, co myślisz? - zagadała Kristin, a Madox się odsunął jakby dawał jej do tego wolną rękę, tylko, że blondynka patrzyła się już na niego. Chyba myślała, że jej przyjaciółka pójdzie do Jake'a, a wtedy Madox będzie jej.
Tylko, że Aurelia nie zamierzała chyba go sobie teraz odpuścić.
Jake też nie zamierzał, bo kilka minut później ruszył za Pilar w kierunku łazienek, wszedł do środka. Do damskiej, kilka dziewczyn popatrzyło na niego, ale Jake pokazał im drzwi. Sam też był już chyba naćpany, źrenice miał powiększone, pociągał nosem. A kiedy Pilar wyszła z jednej z kabin, nie pozwolił jej zareagować, tylko wepchnął ją z powrotem do środka, zakneblował jej usta dłonią, dociskając ją do ściany.
-
No i co suko? Chyba jednak dasz mi się... - nie dokończył, bo drzwi od łazienek otworzyły się z hukiem i uderzyły o ścianę. A potem Jake i Pilar mogli słyszeć mieszające się ze sobą głosy Aurelii, Kristin i Madoxa. Jakieś westchnienia i jęki. Przyspieszone oddechy.
-
Czekaj, jest kurewsko gorąca... - rzucił Noriega i zaraz dało się słyszeć, że szarpnęli drzwi kabiny obok.
Któraś z dziewczyn jęknęła. Coś pierdolnęło w ściankę kabiny, w której znajdowali się Jake i Pilar.
-
Daj spokój, przeleć mnie w końcu... - prosiła się Kristin.
-
Nie, najpierw ona... - warknął Madox, a Aurelia pisnęła. Strzeliła klapa od kibla. A potem słychać było szum wody z kranu. Jakieś koronkowe stringi wylądowały na podłodze walających się między kabinami.
-
Co ty ku... - zaczął Madox, ale zaraz znowu odezwała się Kristin.
-
Zamknij się i zrób to w końcu! - już się nie prosiła, tylko mu kazała, znowu coś walnęła w ściankę dzielącą obie kabiny. I to chyba tym razem był Madox, bo aż stęknął, ale zaraz Aurelia znowu jęknęła.
-
Auri... Patrz na mnie... - odezwał się Noriega.
-
Nic jej nie będzie... - rzuciła Kristin, ale zaraz pisnęła, a Madox wylądował na kolanach. Jake trochę się zmieszał i Pilar mogła zareagować, spacyfikować go. Bo w zasadzie oprócz tego, że chłopak był naćpany i przez to pobudzony, to nie miał wcale pojęcia o tym jak ją trzymać. Mogła go pewnie rozłożyć na łopatki jednym ciosem.
A kiedy to zrobiła, kiedy zajrzała do kabiny obok, to jej oczom ukazał się popierdolony obrazek. Bo Aurelia siedziała na kiblu ledwo przytomna, Madox klęczał przed nią zaglądając w jej wypierdolone w kosmos oczy, przesuwając palcami po jej twarzy.
-
Aura kurwa, nie odpływaj... - nawijał do niej, a rozochocona, napalona Kristin prawie robiła sobie dobrze opierając się o ścianę obok nich.
Chyba niepotrzebnie
zajebali ten zajebisty temat. Madox liczył chyba na to, że jeszcze bardziej rozwiąże język Aurelii, sam właściwie niewiele poczuł. Kristin za to była nakręcona do granic możliwości, a córka Luny... kurwa, żebym im tu tylko nie zeszła.
¿Qué carajo está pasando aquí? 

