34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, narkotyki
Madox umiał tańczyć, czuł rytm, chociaż może muzyka, która leciała na parkiecie w Shadow różniła się od tej, która na codzień gościła w Emptiness, ale i tak umiał poprowadzić kobietę. Umiał sprawić, żeby zakręciła się na nim, na ciemnym spojrzeniu, tej bliskości i zapachu jego perfum. Aurelia też chyba się na tym zafiksowała. Szkoda tylko, że Noriega zamiast patrzeć na nią, to znowu gapił się na swoją żonę, kiedy Jake szarpnął ją do siebie, kiedy odwrócił do siebie przodem.
Kurwa.
Zepsuje to. Zaraz go popierdoli. Przecież on tego nie wytrzyma, tego, że ten gnojek sobie pozwalał, a Pilar... też mu pozwalała.

I może nawet Madox ruszyłby się z miejsca? Wyrwał do Pilar, pierdolnął Jake'a i wyprowadził stąd swoją żonę, ale Aurelia zaciskała już palce na jego pasku schodząc na nogach niżej, a Noriega poprowadził ją w dół, zadzierając jej głowę do góry, układając palce na jej podbródku. Dziewczyna patrzyła na niego z dołu wbijając paznokcie w jego udo i Madox na moment zawiesił na niej czarne spojrzenie, sięgnął do jej włosów, przerzucając je jej przez ramię. A zaraz... szarpnął ją do siebie, tak, że znowu wpadła mu w ramiona.
- Powinnaś... - zaczął i może chciał ją odesłać do Jake'a? Sam iść mu wpierdolić? A przede wszystkim wyszarpnąć z jego ramion Pilar.
Bo jego żona znowu łasiła się do chłopaka, ocierała się o niego jak dzika kotka. Sunęła paznokciami po jego szyi, a on. No kurwa gdzie te łapy?
Noriega się szarpnął. Spierdoliłby. Spalił misję. I chuj z tym.
Ale Aurelia zacisnęła palce na jego koszulce, wsunęła je pod materiał, przesunęła nimi po jego brzuchu, długimi paznokciami i chłodnymi opuszkami, które kontrastowały z jego gorącą skórą, a zaraz powiedziała to, że wie jak dopierdolić Lunie.
Ciekawe jak? Bo Noriedze to akurat było łatwo, wystarczyło postawić jego żonę przed jakimś dzieciakiem, który się do niej dobierał, a jego krew zalewała.
- Jak? - powtórzył spoglądając na Aurelię.
Dziewczyna spuściła spojrzenie, zawahała się. A Madox sięgnął do jej policzka, musnął gładką skórę wytatuowanymi palcami, oparł je na jej brodzie - nie będzie wiedział, że to ty go zdradziłaś, obie... - nie dokończył, bo Pilar zdzieliła chłopaka w twarz, a potem się od niego odsunęła, ruszyła przed siebie i Noriega też przez moment chciał się do niej wyrwać. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, aż połaskotało odkryte ramiona Aurelii. Miał teraz odpuścić? Kiedy był już tak blisko?
- Obiecuję ci, że o niczym się nie dowie - ciemne oczy wbił w te zielone, błyszczące Aurelii, a kciukiem sięgnął do jej pełnych, gorących warg - o niczym - powtórzył. A Aurelia westchnęła i znowu złapała go za koszulkę, tym razem ściągając z parkietu. Madox jeszcze obejrzał się za Pilar. Powinien jej pilnować. I znowu był między pierdolonym młotem, a kowadłem, z jednej strony miał Aurelię, która mogła mu powiedzieć coś ciekawego. Z drugiej... jego żonę. Widział jak szła w kierunku łazienek.
Chciał iść za nią...
- Znasz Rodrigo? - zapytała Aurelia, kiedy szarpnęła go za sobą mocniej, a on jeszcze się ociągał starając się spojrzeć za Pilar.
Nie no kurwa, skoro chciała mu zdradzić coś na temat Rodriego, który zabił Sombrę, no to przecież nie mógł tego przepuścić.
- Znam - rzucił i dał się pociągnąć brunetce na bok, zawiesił spojrzenie na jej oczach - co z nim? - dopytał, i znowu ją zaczepiał jego wytatuowana dłoń błądziła po jej udzie na granicy materiału jej sukienki.
- Tatuś uważa, że jest już niepotrzebny, chce... - Aurelia urwała, ale Madox pochylił się nad nią, jego oddech zagrał na jej szyi, na wrażliwym miejsce za jej uchem.
- Co? - zapytał znowu. Musiała mu powiedzieć.
- Chce go wrobić, a potem stąd wyjechać, ale ja nie chcę, mam tutaj całe życie, przyjaciół i... - zacisnęła palce na materiale jego koszulki przyciągając go do siebie, jej pełne usta zawisły tuż przy tych jego, tylko wtedy jak na zawołanie pojawiła się Kristin. Jej przyjaciółka.
- Aura widziałaś? Ta laska strzeliła Jake'a w twarz... Powiedział, że jej za to odpłaci, trzeba go pocieszyć, co myślisz? - zagadała Kristin, a Madox się odsunął jakby dawał jej do tego wolną rękę, tylko, że blondynka patrzyła się już na niego. Chyba myślała, że jej przyjaciółka pójdzie do Jake'a, a wtedy Madox będzie jej.
Tylko, że Aurelia nie zamierzała chyba go sobie teraz odpuścić.

Jake też nie zamierzał, bo kilka minut później ruszył za Pilar w kierunku łazienek, wszedł do środka. Do damskiej, kilka dziewczyn popatrzyło na niego, ale Jake pokazał im drzwi. Sam też był już chyba naćpany, źrenice miał powiększone, pociągał nosem. A kiedy Pilar wyszła z jednej z kabin, nie pozwolił jej zareagować, tylko wepchnął ją z powrotem do środka, zakneblował jej usta dłonią, dociskając ją do ściany.
- No i co suko? Chyba jednak dasz mi się... - nie dokończył, bo drzwi od łazienek otworzyły się z hukiem i uderzyły o ścianę. A potem Jake i Pilar mogli słyszeć mieszające się ze sobą głosy Aurelii, Kristin i Madoxa. Jakieś westchnienia i jęki. Przyspieszone oddechy.
- Czekaj, jest kurewsko gorąca... - rzucił Noriega i zaraz dało się słyszeć, że szarpnęli drzwi kabiny obok.
Któraś z dziewczyn jęknęła. Coś pierdolnęło w ściankę kabiny, w której znajdowali się Jake i Pilar.
- Daj spokój, przeleć mnie w końcu... - prosiła się Kristin.
- Nie, najpierw ona... - warknął Madox, a Aurelia pisnęła. Strzeliła klapa od kibla. A potem słychać było szum wody z kranu. Jakieś koronkowe stringi wylądowały na podłodze walających się między kabinami.
- Co ty ku... - zaczął Madox, ale zaraz znowu odezwała się Kristin.
- Zamknij się i zrób to w końcu! - już się nie prosiła, tylko mu kazała, znowu coś walnęła w ściankę dzielącą obie kabiny. I to chyba tym razem był Madox, bo aż stęknął, ale zaraz Aurelia znowu jęknęła.
- Auri... Patrz na mnie... - odezwał się Noriega.
- Nic jej nie będzie... - rzuciła Kristin, ale zaraz pisnęła, a Madox wylądował na kolanach. Jake trochę się zmieszał i Pilar mogła zareagować, spacyfikować go. Bo w zasadzie oprócz tego, że chłopak był naćpany i przez to pobudzony, to nie miał wcale pojęcia o tym jak ją trzymać. Mogła go pewnie rozłożyć na łopatki jednym ciosem.
A kiedy to zrobiła, kiedy zajrzała do kabiny obok, to jej oczom ukazał się popierdolony obrazek. Bo Aurelia siedziała na kiblu ledwo przytomna, Madox klęczał przed nią zaglądając w jej wypierdolone w kosmos oczy, przesuwając palcami po jej twarzy.
- Aura kurwa, nie odpływaj... - nawijał do niej, a rozochocona, napalona Kristin prawie robiła sobie dobrze opierając się o ścianę obok nich.
Chyba niepotrzebnie zajebali ten zajebisty temat. Madox liczył chyba na to, że jeszcze bardziej rozwiąże język Aurelii, sam właściwie niewiele poczuł. Kristin za to była nakręcona do granic możliwości, a córka Luny... kurwa, żebym im tu tylko nie zeszła.

¿Qué carajo está pasando aquí? 🥵❤️‍🔥🫣
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, narkotyki, agresja
Dziwnie jej było.
Nogi miała nienaturalnie miękkie, a klubowe światła rozciągały się przed oczami, jakby nagle nabawiła się astygmatyzmu. Serce również waliło nieodpowienio. Miała wrażenie, że wyjątkowo nierówno. Raz szybciej, raz wolniej, jakby samo nie umiało się zdecydować, co chciało robić. Nie miała pojęcia, co za prochy Jake wtarł jej do nosa, ale zdecydowanie nie był to cukier puder.
Czuła, że powoli traci grunt, dlatego od razu skierowała się do łazienki. Potrzebowała oblać się zimną wodą, wyciszyć na moment głowę i przy okazji dać znać Noriedze, że kiedy tylko skończy to ją stamtąd odebrał. Telefon chłopaka, który zawędziła, od razu wcisnęła do tylnej kieszeni, tuż obok swojego i całe szczęście, bo zaraz ktoś trącił ją ramieniem i gdyby tylko Pilar nie miała obu rąk wolnych, to pewnie zawodowo stoczyłaby się ze schodów. Zamiast tego ostatkami samokontroli przytrzymała się barierki i zeszła w dół do toalet.
Kilka postaci stało przy lustrze, kobiety, dyskutowały o czymś energicznie, a ona nawet nie była w stanie zobaczyć dokładnie ich twarzy. Obraz się jej zamazywał. Kurwa.
Ogarnij się
.
Próbowała przywołać się do porządku. Złapać większe oddechy, oczyścić głowę. Przecież nie mogła wziąć tego aż tak dużo, skoro prochy jedynie musnęły jej nos. Czuła, jak robi jej się cieplo. Jak skóra zaczyna palić, a rany które miała na nogach sprawiały wrażenie, jakby właśnie się otworzyły, a ciepła krew sączyła z nich na dobre, zalewając buty. Chwiejnie podeszła do umywalki. Dwie próby zajęło jej nim odkręciła wodę i ochlapała sobie twarz. Było nieco lepiej, ale wciąż ciężko. Uniosła głowę, gotowa może po prosić któraś z dziewczyn, żeby poszła po jej męża na parkiet, wyjaśnić jak wyglądał, ale wtedy drzwi od łazienki trzasnęły, a ona w odbiciu lustra zobaczyła, jak dziewczyny nagle wychodzą. Wszystkie. Co do kurwa jednej.
A potem poczuła już tylko szarpnięcie.
Męska dłoń zacisnęła się mocno na jej ramieniu, wciągając do jednej z kabin.
I może gdyby to była pierwsza taka sytuacja, gdyby była trzeźwa… może wtedy zareagowałaby inaczej, jednak w momencie, gdy Jake przycisnął ją do ściany, Pilar momentalnie przypomniała sobie o Daltonie. O tym jak sprzedał jej w drinku tabletkę gwałtu. Wtedy też skończyła w łazience, pisząc do Madoxa i pojawił się on. Wyszarpał ją i zabrał do hostelu, a potem było już tylko gorzej… Samo wspomnienie przyprawiło ją o gęsią skórkę. Aż kurwa momentalnie oprzytomniała.
— Spierdalaj — warknęła, próbując mu się wyrwać, jednak na tamten moment to on miał więcej siły. Ona wciąż czuła się chwiejna, mało stabilna, a do tego serce waliło jej jak oszalałe. Ciało wyczuwało zagrożenie, całe się spinając. Nie było nawet kurwa opcji, że pozwoli sobie na powtórkę z rozrywki.
— Nakręciłaś mnie i sobie poszłaś? — warknął Jake, wdzierając się kolanem między jej nogi i dociskając się jeszcze bardziej do ciała Pilar. — Zapłacisz mi za to — dodał, gotowy sięgnąć do zapięcia jej spodni. Nawet szarpnął za duży guzik, tylko wtedy drzwi do łazienki znowu trzasnęły z hukiem, a w pomieszczeniu wybrzmiał stukot szpilek i głośne rozmowy.
Jake może i z początku nie poznał głosu swoich koleżanek, za to Pilar bez problemu poznała ten należący do jej męża. Najbana, naćpana czy nawet w pół przytomna by go poznała. Znała ta barwę na pamięć, śniła o niej po nocach i tęskniła, gdy był daleko. Cała się spięła, a jej ciemne spojrzenie odnalazł oto zielone Jake’a. Otworzyła usta, łapiąc powietrze.
— Mad… — tylko tyle zdążyła z siebie wydusić, nim chłopak nie zakneblował jej ust. Noriega mógł nie słyszeć nawet tych trzech liter, bo po ich stronie ktoś kopnął w kabinę, a potem ktoś inny gadał o pieprzeniu. Pewnie gdyby Pilar nie była właśnie poddawana próbie gwałtu, to przejęłaby się tym jak dwuznacznie brzmiała tamta rozmowa, jednak nie miała na to mocy przerobowych we własnym ciele. Zdążyła jedynie pierdolnąć butem w ściankę, ale to chyba też gówno dało. Jake docisnął rękę jeszcze mocniej do jej twarzy i chociaż bolała ją już cała szczęka, był to też moment, w którym facet tak skupił się na kneblowaniu swojej ofiary, że nawet nie zwrócił uwagi, że zwolnił uścisk na drugiej. I dokładnie w tamtym momencie, gdy Madox kazał Auri na siebie spojrzeć, Pilar sięgnęła w dół po pierwszą, lepszą rzecz, jaką była w stanie złapać i się zamachnęła.
Upierdolone jakimś gównem berło toaletowe, całe przemoczone, wyleciało w powietrze i wylądowało prosto na twarzy gówniarza. Woda chlapnęła tez na nią, ale Pilar nawet się nie przejęła. Docisnęła to jeszcze mocniej do twarzy chłopaka, a on… nie miał szans. Od razu odskoczył z głośnym kurwa na ustach i jeszcze pchnięty przez Pilar, poleciał do szpary pomiędzy kiblem a ścianką kabiny. Noriega wyrwała się do przodu, wypadając przez drzwi i od razu szarpiąc za te od kabiny obok.
— Madox! — tylko tyle zdążyła powiedzieć, zataczając się przy drzwiczkach, nim Jake nie wyleciał za nią.
— Ty pierdolona suko!! — krzyknął głośno, od razu szarpiąc ją za włosy do tyłu, wyciągając ją z kabiny. — Zapłacisz mi za to — odgroził się, sprawiając, że Pilar momentalnie wylądowała na chłodnych kafelkach. Głową huknęła o umywalkę i na moment ją przymroczyło pewnie miała flashbacki z Aaronem. W amoku sięgnęła do góry, wplatając palce we włosy i całe szczęście nie było tam żadnej cieczy. Czyli chociaż łeb cały. Ale czy można było powiedzieć to samo o Jake’u?

:lepa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Kiedy Jake poszedł za Pilar, a Aurelia ściągnęła z parkietu Noriegę, kiedy zaczęła mu opowiadać o Rodrigo, a potem nagle obok nich pojawiła się Kristin, to... zaraz dołączył też William.
A potem wszystko potoczyło się szybko, chłopak sypał grube kreski na jakimś stoliku w rogu sali, poczęstował ich. Pierwsza walnęła Aurelia, która chyba chciała zaimponować Noriedze i wszystko zapodała na jedną dziurkę, od razu powachlowała się ręką, potem Kristin, która podzieliła sobie na dwie, zostawiła odrobinę. Jako trzeci Madox... Jak zwykle kurwa bardzo rozważnie wciągając coś, czego wcale nie znał. Nie miał pojęcia co to było, poczuł w nosie tą chemiczną woń, zdrętwiało mu podniebienie, a potem od razu zrobiło się ciepło, serce ruszyło, zwalniało i waliło szaleńczo, jakby chciało wyczuć odpowiedni rytm. Madox już wiedział czego się spodziewać, William zdecydowanie też, bo zaraz zaczął dostawiać się do Kristin. Tylko blondynka bardziej zainteresowana była Noriegą, sięgała gdzieś do jego karku, zaczepiała jego warkoczyki, podwijała materiał białej koszulki.
Problem jednak stanowiła Aurelia, która wcale, a wcale nie bawiła się dobrze. Oczy miała całe czarne, policzki czerwone, oddech szybki, a serce nie chciało jej się uspokoić. No i przecież, że Madox od razu to wychwycił, miał do takich rzeczy nosa, oko... Ile to już razy Williama wyciągał z bad tripa, albo nawet swoją żonę.
Pomyślał o Pilar, ale zamiast tego zaraz nawijał do Aurelii.
- Hej, wszystko okej? Aurelia... Słyszysz mnie? - nie kontaktowała, łapała w usta łapczywie powietrze, jakby nie potrafiła złapać tchu - chodź - najpierw Noriega chciał ją wyprowadzić na zewnątrz, ale coś go podkusiło, coś go tchnęło i ruszył w kierunku łazienek. Schodkami w dół. Aurelia wisiała mu na ramieniu - Aura kurwa... - dotknął jej policzka, była gorąca. Kurewsko. Kristin poszła za nimi, ale zamiast zająć się przyjaciółką, to ona cały czas dopierdalała się do Madoxa.
Wpadli do kibla, drzwi pierdolnęły o ścianę, Kristin jeszcze jęknęła imię przyjaciółki szarpiąc ją za rękę.
- Czekaj, jest kurewsko gorąca - palce Noriegi znowu przesunęły się po policzku Aurelii, była rozpalona, co nie znaczyło nic dobrego. Za dużo zajebała, Madox to wiedział, ale Kristin jęczała.
- Daj spokój, przeleć mnie w końcu - Noriega spojrzał na nią jak na wariatkę.
- Nie, najpierw ona... - musi się schłodzić, to chciał powiedzieć, ale Aurelia jęknęła i złapała na moment jego spojrzenie, więc Madox szarpnął ją do kabiny, posadził ją na kiblu, odkręcił wodę i umoczył kilka ręczniczków, żeby oprzeć je na karku brunetki. Dotknął jej policzka mokrą, zimną dłonią, ale wtedy Kristin... ściągnęła z siebie majtki, zrzuciła je na podłogę, a zaraz szarpnęła Madoxa, pchnęła go na ścianę, aż wypuścił ciężko powietrze z płuc.
- Co ty ku... - kurwa robisz?, nie dokończył, bo Kristin znowu się do niego dostawiała. Aurelia jęknęła, a Madox wylądował przy niej na kolanach...
A potem usłyszeli to zamieszanie obok, metalowa szczota od kibla uderzyła o posadzkę, a potem do Noriegi dotarło jego imię. Kurwa. Przecież to Madox poznałby wszędzie. Zaraz poderwał się z ziemi, a Aurelia osunęła się lekko opierając łokcie na kolanach. Kristin dopiero się ruszyła, żeby ją przytrzymać. A Madox od razu skoczył do Jake'a, powalił go na ziemię jednym pchnięciem, chociaż chłopak jeszcze mu się szarpnął, ale szybko przestał, kiedy Noriega wbił mu kolano w brzuch, a łokciem wyjebał prosto w skroń. A później środkiem dłoni w nos. Mocno. Tak, że Jake od razu złapał się za nos. Jeszcze może by mu poprawił.
- Leż kurwa! - warknął Noriega, kiedy chłopak próbował się podnieść. Madox poderwał się do góry, zamachnął i prawie sprzedał dzieciakowi kopa, aż musiał odskoczyć, bo mało brakowało. Skopałby go. Ale leżał... posłuchał się go. A Madox zaraz klęczał przy Pilar, wplatał palce w jej ciemne kosmyki i przesuwał nimi po jej głowie. Czarne spojrzenie wbił w jej błyszczące, duże oczy. Za duże.
- Wszystko okej? Jesteś cała? Pilar... - nawijał jej. Powinien za nią iść od razu, a nie znikać z Aurelią. No bo kurwa, przecież jego żona była dla niego najważniejsza. Posadził ją na podłodze - zrobił ci coś? - zapytał jeszcze, ale Jake już przestał się słuchać i zbierał się z ziemi, krew poszła mu z nosa, ale tylko trochę.
- Nawet jej nie dotknąłem, to ona się do mnie dostawiała... Szmata - Madox chciał do tego podejść na spokojnie, tylko go troszeczkę postraszyć, walnąć raz i sobie odpuścić, jak na dorosłego, odpowiedzialnego człowieka przystało...
Ta. Szkoda, że on taki nie był. Wcale. Znowu się poderwał i złapał Jake'a za fraki, przycisnął go do ściany kibla, tak, jak on wcześniej przyciskał Panią Noriega, tylko Madox zrobił to tak, że nawet pomimo tego, że chłopak się szarpał, to nie mógł się uwolnić.
- Co powiedziałeś? Jak ją nazwałeś? - syknął przez zęby i szarpnął Jake'a do siebie, a potem znowu go pchnął tak, że chłopak wyjebał potylicą w ścianę. A Madox poprawił łokciem, łeb dzieciaka odbił się znowu od płytek.
- Ja... - zaczął Jake, a Madox docisnął go do ściany za gardło.
- Masz ją kurwa przeprosić, albo rozpierdolę ci łeb - warknął Noriega i już tym razem szarpał Jake'a w dół. Na kolana, przed Pilar, jak to miał w zwyczaju, trzymał go za łeb. I może dzieciak nawet by przeprosił, tylko...
Zawsze w tych momentach coś musiało się wypierdolić. Nie Jake, bo on nie miał z Noriegą szans. Nie wyrwałby mu się, gotowy był już przepraszać Pilar na kolanach, jego zielone spojrzenie podniosło się na jej twarz.
- Prze... - zaczął, ale wtedy Kristin pisnęła.
- Jezu Aura! - Aurelia zjechała już z kibla na podłogę, była cała blada... A jeszcze przed chwilą czerwona i gorąca. A teraz jakby odpłynęła z niej cała krew. Kiepsko to wyglądało.
Kurwa.

:kop:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, narkotyki
Pilar była silna.
Umiała strzelać, walczyć, kurwa łamać nosy jednym uderzeniem, kiedy odpowiednio wycelowała. Potrafiła się bronić i nie jednemu silniejszemu facetowi od niej nakopać, jeśli zaszła taka potrzeba. Zawsze radziła sobie sama i to działało. Jednak nie w momencie, gdy w zabawie brały udział narkotyki. Nie kiedy jej głowa i myśli były zamglone a ciało odmawiało posłuszeństwa. Chwiało się niebezpiecznie i traciło kontrole. I ona też ją w tamtym momencie straciła.
Na trzeźwo pewnie położyłaby tego gówniarza w trzech prostych ruchach. Trzymał ją przecież tak nieumiejętnie, że to byłoby łatwiejsze niż nie jeden sparing z chłopakami z komendy na macie, ale w stanie w jakim była, jedyne co dała radę zrobić, to sięgnąć po berło od kibla. Ujebane do tego. Zamachnęła się mocno, celując Jake’owi prosto w twarz, a potem wszystko juz potoczyło się lawinowo.
Pewnie gdyby sytuacja wyglądała inaczej, od razu zastanowiłaby się dlaczego jej mąż klęczał przed córką luny, a Kristin tuż obok nie miała na sobie majtek. Nie na długo, bo przecież Pilar ufała swojemu mężowi. Doskonale wiedziała, że by jej nie zdradził, a już na pewno nie z takimi gówniarami w jakiejś przypadkowej toalecie. Ludzie mogli mówić o nim wiele, robić z niego wielkiego kobieciarza, rozpowiadać plotki, że ruchał pół Toronto i wyrywa laski na lewo i prawo, ale przecież tylko nieliczni wiedzieli, jaki był naprawdę. Jak ważne było dla niego to małżeństwo i ich cała relacja. Jak pielęgnował ją każdego dnia, jak dbał o Pilar, jak kurwa za każdym razem patrzył na nią z troską i przejęciem. Jakby była jego całem światem. Dokładnie tak samo, jak ona na niego.
A teraz ten cały jego świat był szarpany za włosy i targany po podłodze. Nawet nie ogarnęła dokładnie momentu, w którym straciła równowagę i poleciała na kafelki. Huknęła głową o umywalkę, podczas gdy jej mąż od razu doskoczył do Jake’a. Kątem oka widziała, że go powalił, że sprzedał mu jedno, drugie uderzenie, od razu ustawiając do pionu. Z początku nawet chciała się od niego wyrwać, żeby go za bardzo nie okładał, ale Madox sam do niej doskoczył, pytając, czy wszystko okej.
— Chyba okej — sprawdziła jeszcze rękę, którą odsunęła od głowy, czy nie było na niej żadnej cieczy. Całe szczęście wszystko wskazywało na to, że nie uderzyła aż tak mocno. Ciemne spojrzenie Pilar momentalnie podniosło się na czarne oczy Noriegi. — Ale coś mi dał, wtarł do nosa — skrzywiła się, przesuwając dłonią po twarzy. Nie była ekspertką od narkotyków jak Madox, nie potrafiła po smaku rozróżnić jaki to był towar. Ale co się dziwić, jak w swoim życiu ćpała tylko dwa razy i oba razy były pod okiem swojego męża. Jemu ufała, bezgranicznie. Ale tym gówniarzowi? W życiu. Co zresztą sam potwierdził, zarzekając się, że nawet jej nie dotknął, że to ona się do niego dostawiała, s z m a t a. Pilar aż złapała w płuca więcej powietrza, bo przecież wiedziała, jak to się skończy.
Mogła złapać go za przedramie, przytrzymać przy sobie, żeby do niego nie doskoczył.
Ale tego nie zrobiła.
W pełni świadomie pozwoliła mu rzucić się na Jake’a i obłożyć go jeszcze bardziej. Nigdy nie stała za przemocą, zawsze wybierała rozmowę, ale teraz? Po tym wszystkim co przeszłą z Daltonem i co prawie stało się w kabinie? Dla takiego zachowania nie było żadnej taryfy ulgowej. Zaparła się o umywalkę i powoli podniosła, próbując złapać pion, akurat w momencie, w którym Jake leciał przed nią na kolana, poturbowany przez Noriegę. Przesunęła spojrzeniem po jego obitej mordzie i nawet nie było jej go szkoda. Gnojek.
— Następnym razem, jak jakaś dziewczyna powie ci nie, to to kurwa znaczy NIE — warknęła ostro, nachylając się w jego kierunku i lekko chwiejąc. Jake już wcale nie patrzył na nią jak na łakomy kąsek, który przeleciałby na siłę i zostawił. W oczach miał już tylko strach, mieszający się ze złością. Dzieciak pewnie pierwszy raz w życiu dostał w mordę. Kucnęła przy nim, szarpiąc go za fraki. — Jeszcze raz spróbujesz się dobierać do kogoś na siłę, to przysięgam, znajdę cię i osobiście zapierdole — mógł widzieć w jej oczach, że nie żartowała. Pilar zawsze stała murem za kobietami, jednak dopiero kiedy na własnej skórze przekonała się, czym była bezsilność względem mężczyzny stało się to jej triggerem numer jeden. Czułym punktem, który wywoływał w niej tak kurwa wielką agresje, że aż całe ciało zalała fala gorąca. Skóra ją gryzła, serce łomotało w piersi, pewnie będąc efektem uczonym dragów. — A teraz wypierda… — wypierdalaj. To chciała powiedzieć, akruat w momencie, gdy gnojek zmuszony przez Madoxa chciał ją przeprosić. Żadne z nich jednak nie dokończyło swojej wypowiedzi, bo paniczny krzyk Kristin wypełnił pomieszczenie.
Pilar momentalnie odwróciła się w stronę kabiny, Madox pewnie też, a Jake tylko wykorzystał sytuacje, że uwaga przeniosła się obok i w jednym ruchu wyrwał się z uścisku i… spierdolił. Po prostu tchórz dał długą, przerażony pewnie tym wszystkim, co miało miejsce w łazience. I może gdyby nie Aurelia, która zsunęła się na podłogę, jakoś by zareagowali, jednak musieli odpowiednio ustawić priorytety.
— Co z nią? — spytała Pilar, przysuwając się na kolanach do ciała dziewczyny. — Co ona ćpała? — uniosła głowę na swojego męża. Bo przecież chwile temu jeszcze na parkiecie wglądała jak najbardziej okej. Nie w jego odpowiedzialności było, żeby pilnować gówniarę, ale jak mógł pozwolić, żeby w tak krótkim czasie doprowadziła się do podobnego stanu? No kurwa.
— Aura!!!1 Jezus maria, kurwa, kurwa, aura obudź się!!! — Kristin wydzierała się w niebogłosy, też leżąc na ziemi i szarpiąc swoją koleżankę, co bym ostatnim, czego teraz potrzebowała naćpana dziewczyna. — Głupia szmato, weź sobie nie rób jaj!!! Oddam ci moje wszystkie pomadki i są spódnice, która chciałaś, tylko kurwa wstawaj!!
— Ej, przestań! — warknęła w stronę blondyny Pilar, i nawet spróbowała ją odciągnąć, ale ta cała się wierzgała. — Weź ją kurwa odsuń — poprosiła swojego męża. On z ich dwójki miał w łapach zdecydowanie więcej siły, więc bez problemu mógł zabrać Kristin na bok, podczas gdy Pilar nachyliła się spokojnie do twarzy Aurelii, chcąc w pierwszej kolejności sprawdzić, czy oddychała. Ręce całe jej się trzęsły, przez co zajęło jej dłużej niż powinno, to samo z przystawieniem twarzy do ust i nosa gówniary, ale finalnie jakoś się jej to udało.
— Oddycha — odznajmiła po chwili. Chociaż tyle. — Ale jest cała rozpalona — bo chociaż skórę miała bladą, tak poliki po dotknięciu były kurewsko gorące. — Daj zimną wodę, najlepiej na jakiś ręcznik — spróbowała zrobić to sama, ale wciąż była cała niestabilna i klapła ponownie na kafelki. Aurelia ewidentnie odpływała i pytanie tutaj brzmiało ile oni jeszcze w stanie byli zrobić sami? Dlatego kiedy tylko Madox znalazł się obok, Pilar umieściła dłoń na tej jego, zaglądając mu w oczy.
— Ty też ćpałeś? Dzwonimy po pomoc? — bo jeśli wszyscy tutaj mieli w sobie substancje, zdecydowanie kurwa nie powinni.

:pili-madi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, narkotyki
Pilar była jego całym światem, dlatego zaraz poderwał się z kolan, zostawiając Aurelię i skoczył do Jake'a, żeby w pierwszej kolejności powalić go na ziemię, co wcale nie było trudne. Może chłopak był wysoki, trochę pewnie nawet ćwiczył, ale jednak Madox umiał się bić. Dorastał kurwa w Medellin, gdzie pewnie jako dzieciaki tłukli się dla zabawy, dla sportu... No tak, później nawet miał przygodę z tymi walkami w klatce, ale skończył z tym, gdy poszedł na aktorstwo, to jednak nie znaczyło, że przestał trenować. A potem w Toronto... tam to już robił to regularnie. Bo przecież nie raz własne pięści uratowały mu życie. Prowadził klub, zadawał się ze zwyrolami, a prawda jest taka, że zamiast machać pukawką, to on zawsze wolał stare, dobre mordobicie. I to wcale nie dlatego, że strzelcem był kiepskim.
Lubił to uczucie, kiedy adrenalina krążyła w żyłach, kiedy poczuł na knykciach jak zdarta o zęby Jake'a skóra, zapiekła. Kiedy dociskał chłopaka kolanem do ziemi. Czuł jak się pod nim szarpał, ale przecież to na nic, kazał mu leżeć, bo Noriega wyrwał się do swojej żony.
Jednak priorytety, a to ona była dla niego najważniejsza. Upadł obok niej na kolana, palcami sunąc po jej policzkach, wplatając je w czarne kosmyki, żeby obejrzeć jej potylicę, musnąć ją opuszkami.
- Uderzyłaś się? - pytał jeszcze pochylając się do niej, zaglądając w jej oczy, widział jej rozszerzone źrenice - i jak się czujesz? - zapytał, kiedy powiedziała mu o tych narkotykach. I może nawet jeszcze by to sprawdził, nie zostawił jej, tylko wtedy Jake użył tego słowa... Szmata i to w stosunku do jego żony. No przecież Madox nie mógł tak tego zostawić. Poderwał się z ziemi, skoczył jak dziki kot, no bo kurwa, jakby to jego obrażał, to może jeszcze przymknąłby na to oko, ale Pilar...
Nagrabił sobie, najpierw na za dużo sobie pozwalał, potem jeszcze dał jej narkotyki, potem się z nią szarpał, bo przecież Noriega nie wiedział, że chciał ją zgwałcić, jeszcze nie...
Zaraz się dowiedział, kiedy poobijał już chłopaka i trzymając go za łeb, zmusił do tego, żeby padł przed Pilar na kolana. Madox aż wypuścił powietrze przez nos słysząc słowa swojej żony, podniósł na nią na moment czarne spojrzenie, a potem się zamachnął i sprzedał jeszcze Jake'owi lepę w łeb.
- Słyszysz kurwa, co ci powiedziała, nie to znaczy nie - szarpnął go mocniej w kierunku Pilar. A kiedy ona go złapała, to go jej przytrzymał, mocniej zacisnął palce na jego włosach, spiął się, bo w odruchu chciał mu nawet wyjebać kolanem w łeb. Jebany gnojek. Powinien go skopać. Za nią.
- A ja jej pomogę - warknął jeszcze na dzieciaka. A ten popatrzył na nich wielkimi oczami. Chyba rzeczywiście ta wizja wydała mu się straszna. Noriega jeszcze pchnął Jake'a na ziemię, kiedy Pilar chciała mu kazać wypierdalać, zamachnął się i może nawet sprzedałby mu kopa na rozpęd, ale wtedy Kristin pisnęła, a Madox zaraz odwrócił się w jej kierunku. Złapał jeszcze Pilar za rękę i pociągnął do siebie. Może trochę za późno, ale kurwa, chciał mieć ją blisko. Nie powinien w ogóle jej zostawiać...
Ale teraz. No kurwa, chyba powinni zająć się Aurelią.
- Chyba wzięła za dużo... To te prochy, które mieli, pewnie to, co ten gnojek - Madox jeszcze obejrzał się z Jakiem, który spierdolił z kibla, a zaraz chciał też klęknąć przy Aurelii, ale Kristin zaczęła panikować. Może i Madox nie powinien na to pozwolić, ale kurwa... przecież bez niego też by wzięli, chociaż może Aurelia by tak nie poszalała, gdyby nie chciała mu zaimponować. Ale niby czym? Tym, że teraz wyglądała, jakby zaraz miała zejść? Madox złapał Kristin w pasie, odciągając ją na bok, szarpnęła mu się świecąc gołą dupą, a potem znowu chciała się do niego tulić, ewidentnie prochy działały na nią empatgenicznie. Empy wymieszane ze stymulantem, podkręcone fetą, bo na pewno nie koksem...
- Aura, o matko... - wyła Kristin i teraz już wtulała się w klatę Noriegi, ale on zaraz ją od siebie odsunął.
- Zostań - warknął na Kristin, która oparła się gdzieś o zlew patrząc na nich. Madox wbił ciemne spojrzenie w swoją żonę.
Oddycha.
To dobrze. Niedobrze, że była rozpalona, ale...
Przez chwilę Madox chciał z siebie ściągnąć koszulkę i to ją umoczyć w zimnej wodzie, ale zaraz klęknął przy Pilar i to w jej wypierdolone w kosmos oczy zerknął. Kiwnął głową.
- Tak... Wiem, że... Ach - odchylił do tyłu głowę, bo znowu zjebał, nie powinien ćpać z tymi małolatami, ale sobie pozwolił. Jak zwykle kurwa. Zacisnął mocniej palce na dłoni Pilar, ale zaraz pochylił się nad córką Luny - poczekaj... - spojrzał jeszcze na swoją żonę, a potem jego wytatuowana dłoń ze skrzydłami wylądowała na piersi Aurelii, pochylił do niej głowę i przez chwilę coś liczył - wolno bije... Wiesz o co chodzi - wyprostował się i zacisnął palce na ramieniu Pilar - to speed wymieszany, z empatogenem, jeden zwalnia serce, drugi je przyspiesza, oni mówią, że stymuluje... - zerknął na Kristin, która wierciła się niespokojnie i cały czas to wszystko przeżywała - wiem, co trzeba jej dać. Mam to w samochodzie - Noriega zerwał się na równe nogi, a zaraz pociągnął do siebie Pilar, wyciągnął do niej dłoń i ustawił ją do pionu - dasz radę iść? - jeszcze jej dopytał, a Kristin odbiła się od umywalki i stanęła przy nich.
- Pomogę - stwierdziła, pomimo tego, że sama była wystrzelona, to akurat poruszanie się szło jej dobrze, a zaraz nawet zrzuciła z siebie te wysokie szpilki i złapała za rękę Pilar - damy radę - skinęła blond łepetyną. A Madox jeszcze popatrzył na nie, ale zaraz jego ciemne spojrzenie zjechało na Aurelię, no nie mieli za wiele czasu, więc chcąc, czy nie... Złapał ją na ręce opierając sobie na klacie, dziewczyna westchnęła tylko słabo, a Noriega poprawił ją w ramionach. Odwrócił się jeszcze do swojej żony.
- Wy pierwsze, przed lokal - poinstruował je, bo jakby Jake'owi jeszcze coś przyszło do głowy, to przecież musiał je mieć na oku. Kristin szarpnęła Pilar w kierunku drzwi. Nie chwiała się, ale cały czas jej palce przesuwały się po ciepłej, gładkiej skórze Pani Noriega, badała ją opuszkami i... łasiła się do niej, ale to wszystko wina tych prochów, Madox to wiedział.
Aurelia sięgnęła do jego szyi, kiedy szli przez klub, wyglądało to dziwnie? Może trochę, ale to było jebane Shadow, pewnie nie takie rzeczy się tutaj działy i każdy miał na to wyjebane.
Do czasu, bo przy drzwiach...
Za dużo mieli chyba dzisiaj już farta i teraz los postanowił się od nich odwrócić, a na ich drodze postawił... Pająka. Pierdolonego Pająka, który jakby nigdy nic stanął przed Kristin i Pilar.

no te enamores de el.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Za dobrze im szło.
Umowa z senatorem, Luna, jego mieszkanie, córka, klub, telefon Jake’a… wszystko układało się po ich myśli. Wyciągali odpowiednie informacje, łączyli kropki i dowiadywali się rzeczy, które stawiały ich nie kilka kroków przed Benito ale całe k i l o m e t r y. Jednego wieczoru weszli w posiadanie dowodów, za które niektórzy dosłownie byliby w stanie zabić. Złote informacje, zdobyte ich podstępem i odpowiednim planem.
Szkoda tylko, że u nich zawszę musiało się coś spierdolić.
Nigdy nie mogło być za dobrze. Od zawsze trwali w jednej, wielkiej sinusoidzie i kiedy tylko pieli się ku górze, w końcu kurs się zmieniał i spadali z hukiem na samo dno. Zaczęło się od młodocianego gwałciciela, który nie potrafił przyjąć odmowy. Pogodzić się z tym, ze jakaś kobieta mogła mu powiedzieć nie i kazać mu spierdalać. Dwa razy! Trzeba było gówniarza wyjaśnić, ale w tym samym czasie zająć się też Aurelią, z którą wcale nie było dobrze.
Powoli kompletnie tracili z nią kontakt. Osunęła się po toalecie i bez jakichkolwiek sił po prostu runęła na chłodną, brudną podłogę. Pilar nie miała pojęcia, co to za narkotyki miały dzieciaki, ale chyba nie był to zwykły towar, skoro po tak małej ilości ludziom tak odpierdalało? Ona sama ledwo zaciągnęła się proszkiem, a miała problem z koordynacją ruchową.
Całe szczęście zahartowana przez życie miała naturalny instynkt ogarniania, kiedy sytuacja robiła się poważna. Wiele razy kiedy była pijana i ktoś był w niebezpieczeństwie od razu potrafiła postawić się na nogi. Tu co prawda było nieco trudniej — ręce wciąż się jej trzęsły, a serce kołatało — jednak jakimiś resztkami samokontroli była w stanie sprawdzić dziewczynie puls i rozłożyć zadania. A przy tym spytać Noriegę, czy też coś brał.
Oczywiście, że kurwa brał.
Rękę by sobie dała uciąć, że do tego w pełni świadomie.
Aż spojrzała na niego oceniająco bo… kurwa, serio? Z dzieciakami mu się zachciało ćpać? Szczególnie po tym, jak powiedziała mu o sprawie, jaką prowadzili tu z Harrisonem? O dziwnej substancji, którą ktoś sprzedawał a ludzie trafiali do szpitala, jedna laska się przekręciła. Wiedział o tym i wciąż zaćpał. No kurwa idiota. Nic nowego.
Nie było jednak czasu się teraz nad tym roztrwaniać. Mieli dziewczynę na podłodze, która robiła się coraz bardziej blada. Wstrzymała ręce, gdy mąż kazał jej czekać, a potem uważnie obserwowała, jak ten przykłada dłoń do piersi Aurelii i liczy uderzenia jej serca. Zamrugała kilkakrotnie, gdy Madox wyrzucił z siebie całą formułkę jakim połączeniem leków i narkotyków było to, co wzięła. Sama nie wiedziała, czy bardziej powinna być przerażona czy jednak pod wrażeniem, a jej stan wcale w niczym nie pomagał dlatego z jej ust wyleciało jedynie krótkie wow.
Wiem, co jej trzeba dać
— Wiesz? — znowu patrzyła na niego zaskoczona. Zawsze to Pilar była głosem rozsądku, mózgiem planu, który wcześniej zazwyczaj Noriega chrzanił swoją spontanicznością, ale tutaj…. Tutaj była gotowa oddać mu pałeczkę, bo ewidentnie znał się na tym lepiej niż ona. Przez moment patrzyła na niego jakaś dziwnie zaczarowana. Trochę podobnie jak Kristin, ale jednak nieco bardziej poważnie. Skinęła głową, gdy spytał, czy da rade iść.
— No raczej, że dam — mruknęła lekko oburzona, bo co ona była, jakaś kaleka? Poderwała się do góry, jednak to okazał się moment, kiedy nieco przeceniła swoje chęci na zamiary. Nogi się jej ugięły, a w głowie momentalnie zaszumiało. — Okej, może nie dam — zatoczyła się w stronę umywalek, ale w ostatniej chwili przytrzymała się swojego męża. Doskoczyła do niej również Kristin. Pilar podniosła na nią spojrzenie. Ciekawe jak szybko przeszła ze szmaty, która tańczyła z Jakiem, do kobiety, której trzeba było pomóc, bo ona pomagała jej najlepszej przyjaciółce.
Jak widać sytuacja była d y n a m i c z n a.
I równie dynamiczne okazało się ich wyjście z łazienki. Pilar obejrzała się jeszcze z dwa razy za swoim mężczyzną, czy na pewno szedł za nimi i radził sobie z Aurelią. Jakby tak przymknąć jedno oko, to wyglądała po prostu na lekko wstawioną laskę, która wieszała się na swoim facecie. Do puszczenia. Najgorsze okazały się schody, po których trzeba było się wdrapać. Całe szczęście Kristin równo trzymała ją pod ramię i pomagała wtoczyć się do góry. Nie wiedzieć kiedy nawet jej dłoń przesunęła się po nagim brzuchu Pilar. Dałaby przysiąc, że nawet paznokciami zahaczyła celowo o jej nagą skórę, na co Pani Noriega mimowolnie mruknęła. Jakby na to nie patrzeć, ona też miała w sobie ten narkotyk.
Została im już ostatnia prosta do drzwi, a potem tylko przez ulice do auta… gówno.
Nie mogło być za dobrze.
Pilar naćpana czy nie, od razu poznała wielki tatuaż pająka na szyi mężczyzny, który wyrósł przed nimi. Po plecach przeszedł jej chłodny dreszcz i mięśnie mimowolnie się spięły. Kristin też to poczuła, bo spojrzała na nią jakaś zaskoczona. Dopiero po chwili jej zielone oczy jak i te ciemne Pilar osadziły się na twarzy mężczyzny.
Kurwa.
Co on tu robił?
Szukał Aureli? Luna go wysłał? Czemu oni nie pomyśleli, że młoda mogła mieć obstawę? Skoro ich wiecznie śledzili, to również dobrze Luna mógł mieć ludzi od dbania o bezpieczeństwo swojego ukochanego dziecka. Cóż, szkoda, że ona już była w niebezpieczeństwie, a oni musieli jej pomóc. Pilar nie miała pojęcia, czy pająk znał Aurę i wiedział jak dokładnie wyglądała, ale nie mogli teraz ryzykować. Jedną ręką złapała za biodro Kristin i szarpnęła ją mocno do siebie, a drugą wywaliła do tyłu i machnęła Noriedze, żeby się stąd ulotnił. Kiedy stały w dwie tak blisko siebie, całkiem dobrze zasłaniały pająkowi widok na to, co miały za plecami.
— Suki w Shadow? — prychnął, przyglądając im się uważnie, a dokładniej Pilar. — Tego jeszcze nie widziałem — skwitował bezczelnie, przesuwając wzrokiem po odkrytym brzuchu pani Noriega , a zaraz potem zboczył na piersi Kristin i to jak mocno się przy sobie trzymały. Serce waliło Pilar jak oszalałe, a ochota by się odwrócić była tak kurewsko mocna, że miała wrażenie, że zaraz ją pojebie.
— Ty też nie wyglądasz na faceta, który lubi bawić się z małolatami — wtrąciła równie bezczelnie, unosząc w górę jedną brew i spojrzała na Kristin, jakby faktycznie była jej najlepszą przyjaciółka. Blondynka oczywiście się zaśmiała i zmierzyła pająka od góry do dołu.
— Totalnie nie wyglądasz — machnęła ręką, przysuwając się bardziej w jego kierunku. — Chociaż i tak bym cię... A ten pająk to prawdziwy? Trochę straszny — jednak się cofnęła, niechęcona przerażającym tatuażem, a Pająk tylko przewrócił oczami, bo po chwili wbić je w Pilar.
— Gdzie masz męża? — spytał i już chciał podnieść głowę, żeby rozejrzeć się po klubie, na co Pilar uszczypnęła Kristin w bok. Dziewczyna momentalnie podskoczyła i psiknęła, przez co zwróciła na siebie uwagę mężczyzny. — Zabawiasz się z gówniarami za jego plecami?
— A co zazdrościsz? — wtrąciła od razu, próbując non stop utrzymać jego uwagę na sobie. Nawet przesunęła się tak, by ustawić plecy pająka w stronę drzwi, przez które kątem okaz zauważyła jak Madox już prawie wychodził.
— Masz męża? — zdziwiła się Kristin. — Czy ten go…
— Nie mam, kochanie — weszła jej w pół słowa, jeszcze mocniej ją do siebie przyciągając. Dziewczynie o dziwo spodobała się sceneria, w jakiej się znalazły, bo od razu się uśmiechnęła i nawet wyciągnęła rękę do twarzy Pilar, by pogłaskać ją po poliku. Pani Noriega uśmiechnęła się sztucznie na ten gest, po czym spojrzała na Pająka. — Coś jeszcze, czy możem... — tym razem to ona nie dokończyła, bo jakiś inny facet gwizdnął w stronę Pająka dwukrotnie, a ten jak na zawołanie poderwał głowę. Drugi mężczyzna stał ubrany cały na czarno przy barze. Pilar nie kojarzyła jego twarzy, ale zdecydowanie nie wyglądał, jakby przyszedł tutaj się zabawić. Bardziej komuś upierdolić głowę. Machnął Pająkowi wymownie dłonią, a on tylko zmierzył je spojrzeniem.
— Pilnuj się, Noriega — warknął jeszcze się do niej nachylając. — I swojego męża. Bo jak się dowiem, że coś kombinujecie, to sukienkę na pogrzeb będziesz szukać już na dniach, s u k o — dodał, patrząc jej głęboko w oczy, a potem… odwrócił się i ruszył w stronę barku. A Pilar nie myśląc na razie za wiele, szarpnęła Karistin w stronę wyjścia.

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, narkotyki
Przecież Pilar go znała, jak nikt inny. Zdawała sobie sprawę z tego, że Madox Noriega nie stronił od prochów. Kurwa. On był na zjeździe po koksie, kiedy lecieli do Medellin i jej to powiedział, potem tam w Kolumbii widziała jak jego rodzina bawiła się z kokainą posypaną na złotych tacach.
Madox obracał się w takim środowisku, gdzie czasem odmówienie działki było po prostu nie na miejscu, równało się z brakiem szacunku. Często też przecież ćpał, żeby wyciągnąć z ludzi różne informacje, żeby rozwiązał się im język. Całe szczęście po tych wszystkich przygodach z Patelem Noriega miał do prochów dość mocną głowę, wiedział czego się spodziewać, jak reagować. Nie panikował. W przeciwieństwie do Kristin...
Widział to oceniające spojrzenie Pilar, zdawał sobie sprawę, że spierdolił, ale naprawdę liczył na to, że walną po kreseczce, a Aurelia wyśpiewa mu wszystko co wie, tyle... Bo przecież jakie prochy mogły sobie załatwić takie dzieciaki? A właśnie wychodziło na to, że jakieś nietestowane gówno. Które na każdego działało inaczej, Madox czuł się odrobinę pobudzony, może bardziej doytkalski, ale też mózg pracował na wysokich obrotach, myśli zapierdalały. Kristin ewidentnie była napalona, Pilar zmieszana i nieskoordynowana, a Aurelia... tą poskładało. Tylko, że Madox już wiedział jak na to zareagować, bo to nie pierwsza taka sytuacja. Od razu przypomniało mu się, kiedy...
- Mam w samochodzie, wożę ją odkąd Williamowi uratowała życie - bo przecież Patel też prawie przy nim zszedł i gdyby Noriega nie zareagował, to zamiast tej ich dziesięcioletniej przyjaźni, miałby pewnie ćpuna, który zszedł mu w klubie. I teraz też musieli się pospieszyć, jeśli chcieli pomóc Aurelii.
Madox pociągnął Pilar do góry, a kiedy się zachwiała to oparł ją o siebie.
- Nie dasz... - mruknął i może by się tutaj przekomarzali, dochodzili, ona udowadniałaby mu, że da, a on jej, że nie. Bo przecież uwielbiali sobie pokazywać, które z nich miało rację, ale obok pojawiła się Kristin obciągając króciutką sukienkę, pod którą przecież nie miała majtek.
Madox popatrzył na blondynkę, a potem na Pilar. Dobra. Może we dwie sobie jakoś poradzą? Były dużymi dziewczynkami. Tylko, że obie były naćpane w trzy dupy. Noriega nawet przymknął na moment powieki, pod którymi widział żyłki na swoich oczach, czerwone pulsowanie, poczuł jak krew krążyła mu w żyłach. Nie no kurwa, trzeba ruszyć dupy, bo prochy zdecydowanie mogły im jeszcze dowalić. To chyba jeszcze nie był peak.
Madox złapał Aurę na ręce i już skinął dziewczynom w kierunku drzwi, żeby szły pierwsze, kiedy Pilar zachwiała się na schodach, to oczywiście, że do niej sięgnął, żeby ją przytrzymać, ale Kristin też to zrobiła. Przykleiła się do Pani Noriega jeszcze bardziej. I może gdyby to nie była wina tej dziwnej substancji, która krążyła w ich organizmie, to Madox byłby zazdrosny?
Nie było jednak teraz na to czasu, zwłaszcza, że los postanowił postawić na ich drodze przeszkodę w postaci. No kurwa Pająka. Madox się spiął, od razu chciał wyrwać do przodu, ale Aurelia mruknęła mu gdzieś w szyję, złapał ją mocniej, ale i tak gotowy był wyjść przed dziewczyny, stanąć przed Pająkiem, tylko, że... Pilar machnęła mu, żeby spadał. No kurwa, pojebało ją? Jak on niby miał...
Ja pierdole, jak wcześniej czuł na szyi oddech Aurelii, to teraz był bardzo słaby. Zejdzie i Luna się dowie, a wtedy ich zapierdoli.
Nie mogli tak ryzykować. Ale czy Madox mógł zostawić je tutaj z Pająkiem? Dookoła byli ludzie, ale co z tego? To Shadow, pewnie nawet nikt by nie zareagował... Nie mógł teraz o tym myśleć.
Cofnął się między grupkę jakiś balujących dzieciaków.
- O kurwa... trochę ją poskładało - wypalił jakiś chłopaczek patrząc na Aurelię.
- Ta... ona w ogóle nie ćpa, a to mocny towar - mruknął Noriega i pociągnął nosem, jeszcze obejrzał się na Pilar i Kristin, które przykleiły się do siebie jeszcze bardziej - wyjdę z nią na zewnątrz, żeby się przewietrzyła - i Madox już chciał ruszyć w kierunku drzwi, ale zatrzymał go jeszcze ten dzieciak.
- Ej a masz jeszcze ten towar? - zapytał, jebane ćpuny. Noriega powinien po prostu powiedzieć, że nie, ale zamiast tego... spojrzał w kierunku Pająka.
- Ja nie, ale ten typ z tatuażem pająka go rozprowadza, podchodzisz i pytasz czy ci obciągnie, to takie... hasło bezpieczeństwa - rzucił śmiertelnie poważnie, a dzieciak zrobił wielkie oczy - no wiesz, przecież nie zapytasz go czy ma prochy, to by było pojebane - mniej pojebane było pytanie o obciąganie... Pająka. Ale chłopak skinął głową, że rozumie, a Madox wreszcie skierował się do drzwi. Jeszcze obejrzał się na Pilar, nawet złapał na moment jej spojrzenie, ale zaraz wyszedł na zewnątrz. Chłodne powietrze omiotło ich sylwetki. Na szyi nie czuł już w ogóle oddechu Aurelii, trzeba było działać szybko. Madox od razu ruszył do czerwonego BMW, które stało pod latarnią, otworzył drzwi pasażera i posadził w fotelu Aurelię, nad jej udami sięgnął do schowka, który przegrzebał.
- Kurwa... gdzie on jest - mruknął pod nosem wywalając na podłogę jakieś mandaty, które tam składał i inne rzeczy, a w końcu go znalazł. Zacisnął wytatuowane palce na penie z adrenaliną, strzykawkę otworzył zębami, bo jego dłoń podwijała już sukienkę Aurelii, szorstkie opuszki przesunęły się po gładkiej, rozgrzanej skórze jej uda - gdzie... - jeszcze zapytał sam siebie. Bo może robił to nie pierwszy raz. Drugi... Już raz wtedy na Williamie, to jednak nie miał żadnego medycznego wykształcenia. Dziewczyna była kompletnie bez życia - dobra, chuj - wbił jej w udo strzykawkę z małą igiełką. Były to zastrzyki, które podawało się w razie wstrząsu anafilaktycznego, ale dobrze działały na przedawkowanie. Jako pierwsza pomóc. Testowane na Williamie Patelu.
Aurelia od razu złapała w płuca więcej powietrza, spojrzała na niego wielkimi, zielonymi ślepiami.
- Co... - zaczęła, Madox wystawił do niej rękę, bo chciał ją uspokoić.
- Aura wszystko... - on też nie dokończył, bo dziewczyna rzuciła się na niego, uwiesiła mu na szyi tak, że wywaliła go na chodnik i leżała na nim zanosząc się płaczem.
- Myślałam, że... - i znowu nie było jej dane powiedzieć tego do końca, bo stanęła nad nimi Kristin z Pilar. Blondynka od razu opadła na kolana przy Aurelii - jezu Aura, myślałam, że już po tobie - pisnęła przytulając przyjaciółkę. Madox też tak przez chwilę myślał, na ostatniej prostej do auta, kiedy nie czuł na szyi jej oddechu. Kiedy posadził ją w samochodzie kompletnie nieprzytomną, bez życia. Może dał jej adrenalinę w ostatnim momencie?
Kiedy dziewczyny przytulały się do siebie, to Noriega podniósł się z ziemi, stanął obok Pilar, a jego ciemne spojrzenie odszukało jej piękne, duże oczy.
- To był Pająk? Jak go spławiłaś? - zapytał.
Kristin jęknęła, że to on uratował Aurelii życie, bruneta też podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć. A Madox tylko wzruszył ramionami, bo przecież każdy na jego miejscu by tak zrobił. Pewnie nie. Pewnie nie każdy też wiedziałby co zrobić. Umiał zachować zimną krew i odpuścić, kiedy jego żona stała przed tamtym zwyrolem. On też przecież się zawahał... a może gdyby wystartował wtedy do Pająka, gdyby Pilar go nie odesłała, to byłoby za późno?
Dużo rzeczy pewnie złożyło się na to, że pomogli Aurelii. Mieli farta. W tym całym pierdolonym pechu. Klawa babki Camren Sandiego nie zawiodła.

y suerte otra vez °❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Mogło się nie udać.
Pająk nie był głupi. Jako prawa ręka Rodrigo i jego człowiek od zadań specjalnych miał solidne doświadczenie z kłamcami. Umiał z pewnością zwęszyć podstęp na kilometr, szczególnie, że tutaj również zapewne nie pojawił się przypadkiem. Pilar nie była pewna, czy szukał córki Luny, miała nadzieje, że nie, jednak prawdopodobieństwo, że został wysłany, by zapewnić jej bezpieczeństwo było dość wysokie. A to zaś znaczyło jedno: pod żadnym pozorem nie mógł zobaczyć Madoxa z Aurelią na rękach.
Dziewczyna była praktycznie nieprzytomna, schodziła na ich oczach, przedawkowała i wystarczyło dorobić do tego zaledwie krótką historię, jak to oni mieli w tym udział, a pewnie oboje skończyliby w piachu. Jedno polecenie Luny — tyle by wystarczyło, że ich odstrzelili i już pewnie nikt by się nie bawił z Noriegą w żadne Negocjacje, tylko wysłali ich prosto pod ziemie.
Nie mogli ryzykować.
Dlatego Pilar musiała wystąpić do przodu i przejąć inicjatywę.
Miała pełną świadomość, ze tym samym się wystawiała. Że sama była kurwa naćpana i to do końca nie wiadomo czym, że Pająk mógłby ją szybko ściągnąć, ale w tamtym momencie nie widziała nie mieli innego wyjścia. Ona musiała grać, a Madox musiał jej zaufać. Wierzyć w to, że tym razem da radę, że pójdzie jej lepiej niż z Jakiem, podczas gdy on ruszy do auta uratować tą dziewczynę.
Nikłe szanse na powodzenie, a jednak jakimś cudem się udało.
Pająk popierdolił swoje, pokrzywił się, a potem tracił ja ramieniem, gdy odchodził do mężczyzny przy barze. Pilar odprowadziła go wzrokiem. Przez moment obserwowała, jak z kimś dyskutuje, a potem jak podchodzi do niego jakiś gówniarz, który o coś pyta. Za nic nie słyszała co, ale widziała jak Pająk strzela mu lepe prosto w łeb, wiec z pewnością nie było to nic wartego uwagi. Pani Noriega wykorzystała jednak ten moment do tego, by pociągnąć Kristin do drzwi.
Wyleciały przez nie jak oparzone, lekko zataczając się do przodu, jednak zacznę szczęście Pilar wolną ręką przytrzymała się barierki. Zbiegły po schodach i potem już tylko przez ulicę. Widziały z daleka, jakieś poruszenie przy czerwonej furze Madoxa, jednak z takiej odległości nie było jeszcze nic wiadomo, szczególnie, że Aurelia zdawała się leżeć na podłodze. Na nim?
— Kurwa — mruknęła pod nosem Pilar, przez moment myśląc, że jemu również coś się stało. Szarpnęła za różowy materiał sukienki Kristin jeszcze mocniej i dosłownie zaciągnęła ją pod auto z taką silą, że finalnie aż odbiłī się od karoserii. Dopiero wtedy obie mogły zobaczyć, że… nic im nie było. Ani jemu, ani jej.
Pilar przytrzymała się drzwi, opierając o nie cieżko i czując, jak serce łomocze jej w piersi. Wszystko się w niej grzało. Czuła, jak skóra pali żywym ogniem, jak oddech jest cały nierówny i ten strach, który przez kilka sekund o niego czuła… on też nie chciał jej opuścić, chociaż przecież miała Madoxa obok siebie. Widziała, że wszystko było dobrze. Ale to wcale nie powstrzymało jej, by sięgnąć do jego koszulki i przyciągnąć mocno do siebie.
Wtuliła się w niego jak dziecko. Mocno. Głowę ułożyła na jego piersi, czując, jak serce pod piersią również szybko biło. Zaciągnęła się znanym zapachem, a dłonie mimowolnie powędrowały na jego plecy, przesuwając się rytmicznie po całej długości. Dała sobie chwile. Dopiero gdy spytał o pająka, odsunęła się delikatnie, kiwając głową.
— Pająk — powtórzyła po nim. — I jeszcze jakiś inny typ, nie wiem, czy jej nie szukają — dodała ciszej, dyskretnie wskazując podbródkiem w stronę dziewczyn na ziemi, które się tuliły i przeżywały co to był za okropny towar. Pilar w tym czasie spojrzała w ciemne oczy swojego męża. — Trzeba je jakoś odesłać do domu — przecież nie mogły wrócić na imprezę. Po pierwsze było tam zbyt niebezpiecznie, biorąc od uwagę, jakby ludzie się tam kręcili, po drugie fakt, że Pilar i Madox faktycznie imprezowali tam, gdzie one mógłby dojść do Luny, a po trzecie i najważniejsze Aurelia zdecydowanie nie była w stanie ani humorze na imprezowanie. — My nie możemy ich odwieźć — Luna znał samochód Noriegi aż za dobrze, nie mogli ryzykować, że ktokolwiek ich razem zobaczy. Zostawała więc tylko jedna opcja…
— Zamówimy wam taksówkę — powiedziała już głośniej, odwracając się w stronę dziewczyn, które w końcu postanowiły zebrać się z półogi.
— Co? Nie no ja mogę prowadzić — wtrąciła się Kristin, głaszcząc przyjaciółkę po głowie. — Już wytrzeźwiałam.
— Chyba cię pojebało — warknęła pani Noriega, nawet nie mając zamiaru z nią dyskutować. — Nie wsiądziesz za kółko w takim stanie — pokręciła głową i od razu pchnęła biodrem Noriege, żeby też się odezwał. Może przynajmniej jego ktoś w tym towarzystwie posłucha. Aura przez cały ten czas milczała, chyba cały czas przerażona, chociaż kiedy jej spojrzenie zawiesiło się na Pilar, ściągnęła do siebie brwi.
— A ty co tu robisz? — warknęła ewidentnie niezadowolona. Chyba w całym tym poprzednim amoku wcale nie ogarnęła, że to Pilar tańczyła z Jakiem i była z nim wtedy w toalecie.
— Dupę ci ratuje, nie widać? — z nią tez nie miała zamiaru się teraz przekomarzać. Szczególnie, że jacyś ludzie zaczęli wychodzić z klubu. To uświadomiło ją, że musieli działać jak najszybciej, bo pewnie była to kwestia czasu, kiedy wyjdzie przed lokal i pająk. A tego z pewnością chcieli uniknąć. — Weź ty im to wytłumacz, a ja zamówię taksówkę — rzuciła do swojego męża i chwiejnym krokiem odeszła kawałek na bok. Niezdarnie sięgnęła po telefon, klikając coś na wyświetlaczu. Ciężko szło jej używanie aplikacji przez małe, rozmazane ikonki, dlatego finalnie zadzwoniła na pierwszy lepszy numer, zamawiając podwózkę pod lokal. Całe szczęście nie musieli długo czekać, bo kierowca okazał się być tuż za rogiem. I chwała kurwa Bogu, bo akurat kiedy załadowali dziewczyny do środka i zapłacili za nie z góry, drzwi od Shadow ponownie się otworzyły, a z nich wyszedł… pierdolony Pająk. Dosłownie zdążyli w ostatnim momencie. Państwo Noriega też czym prędzej załadowali się do BMW, próbując wtopić w siedzenia, a potem z piskiem opon odjechali w stronę centrum.
— Nie wierze, że łyknął to, ze przyszłam tu powyrywać dupy — wtrąciła, gdy już jechali, dopiero teraz nawiązując do jego pytania jak go spławiła. — Całe szczęście Kristin była tak naćpana, że ciągle się do mnie lepiła i chyba przez to uwierzył — nawijała, sama wcale nie będąc w lepszym stanie, bo zgarnęła do siebie rękę swojego męża i chociaż z początku tylko bawiła się jego pierścionkami i przeplatała ich palce ze sobą, tak po chwili położyła ją sobie na udzie i przeciągnęła aż na nagi brzuch, mrucząc pod przyjemnym doznaniem. — Chciała mi wsadzić łapska pod bluzkę — pożaliła się, przesuwając szorstkie palce swojego męża dokładnie tam. Na piersi. Co prawda na razie przez koszulkę, ale nawet to było tak intensywnie przyjemne, że Pilar aż zaczęła wiercić się na fotelu. Zdecydowanie była jeszcze pod wpływem. — Bezczelna — przeliterowała słowo, wędrując palcami swojego męża z powrotem w stronę pępka i niżej, gdzie zaczynały się spodnie. Wzrok miała wbity bezpośrednio przed siebie, obserwując jak światła nikną za oknem, podczas gdy jej maż prawie wślizgnął się…
No właśnie prawie, bo nagle, gdy oni sami pędzili ponad stówkę miasto zgasło.
Okna dookoła wysokich wieżowców przestały rzucać poświatę na drogę, a sygnalizacja świetlna po prostu umarła. Ciemność. I tylko jedno żródło światła, z samochodu nadjeżdżającego po ich prawej stronie na skrzyżowaniu, równie rozpędzonego, które sprawiło, że serce Pilar podeszło pod samo gardło, a ona ostatkami sił była w stanie krzyknąć:
— Madox!

:pupkabubka:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox zawsze wierzył w Pilar, była najtwardszą babką, jaką on znał. Nie z takimi jak Pająk sobie radziła, ale dzisiaj była nietrzeźwa. A do tego nie wiadomo w jakim celu był tu sam Pająk, a może znowu miał ich nastraszyć? Może Luna go na nich nasłał? Na nią...
Dlatego Madox się zawahał.
Jego żona była dla niego priorytetem, była najważniejsza, ale kurwa... Aurelia schodziła mu na rękach. I może tym razem też odezwało się jego dobre serce, w które on zupełnie nie wierzył? Wierzyła w nie za to zawsze Pilar.
A Madox znowu je pokazał ratując życie córki Luny, po adrenalinie ocknęła się od razu, skoczyła na niego, a on nawet nie zdążył zareagować, serce w piersi wciąż tłukło mu się w tym nienaturalnym rytmie, szybko, a potem wolniej. Rzeczywiście to czym handlowali w Shadow, to było jakieś gówno, Noriega wcale się nie dziwił, że gówniarzom się podobało, bo samo odczuwanie było wzmocnione, czuł na sobie gorąc bijący od Aurelii i każdy jej dotyk, ale kurwa czuł też jak obciążało to organizm. Wzmagało skrajne odczucia, z jednej strony spokój, z drugiej pobudzenie, czucie wszystkimi zmysłami. Pojebane.
- Spoko Aura, już wszystko okej - rzucił, a kiedy Pilar i Kristi dopadły do samochodu, to zaraz zadzierał głowę, żeby na nią spojrzeć, na swoją żonę, sprawdzić, czy jej też nic nie było. Blondynka praktycznie ściągnęła z niego swoją przyjaciółkę, ściskając ją mocno i zawodząc jak bardzo się o nią bała, a Madox zebrał się z ziemi. Doskoczył do Pilar.
- Wszy... - nawet nie zdołał jej zapytać, czy wszystko jest okej, bo już szarpnęła go do siebie, a on zamknął ją w swoich ramionach, przytulił mocno do siebie, wplatając wytatuowane palce w ciemne kosmyki, głaszcząc ją po plecach. Wypuścił powietrze z płuc w jej głowę.
Sto rzeczy chciał jej powiedzieć, bo sto ich teraz kłębiło mu się w głowie. Przeprosić ją za to, że zostawił ją z Jakiem. I z Pająkiem. Zapytać, czy na pewno jest okej, bo przecież... no kurwa miała trochę powtórkę z rozrywki, z akcji z Daltonem. Może jeszcze chciał jej nawijać czego się dowiedział. Albo jak się o nią bał, i jak do tej pory serce zapierdala mu w piersi. Ale zapytał o Pająka, spojrzał w kierunku klubu, gdzie przed lokal wyszedł ten dzieciak, któremu Noriega kazał pytać Pająka o obciąganie, miał obitą mordę, a Madox schował się za Pilar. Ups...
No ale taki był Madox, tam gdzie się pojawiał siał chaos. To było jego środowisko, jego powietrze, przesiąknięte zamętem.
Dopiero gdy Pani Noriega podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć, to on też te ciemne, duże oczy wbił w jej twarz.
- Rodrigo? - dopytał Madox, ale spodziewał się, że nie. Luna chciał wrobić Rodriego, Noriega nie wiedział jeszcze w co, ale była to kurewsko ważna informacja. Rodrigo był ważny, on był łącznikiem Luny z półświatkiem, był jego ambasadorem, a ten chciał go wypierdolić.
Madox zerknął w kierunku dziewczyn, kiedy Pilar na nie wskazała.
- Podrzucimy je... - zaczął, ale jego żona już mówiła, że oni nie mogą tego zrobić. Miała rację. Tylko Madox w jednej chwili myślał trzeźwo, umiał zachować zimną krew, pokazać, że ma łeb na karku, a w drugiej już zupełnie abstrakcyjnie. Z tym swoim jakoś to będzie. Tylko może już dzisiaj nie powinni ryzykować. I tak w ogólnym rozrachunku dowiedzieli się w chuj, uratowali dwa życia, bo senatora i Aurelii i nie stracili swoich. Byli na plus.
Kiedy Pilar zaproponowała, że zamówią im taksówkę, to Madox wystąpił do przodu, ale wciąż obejmował ramieniem swoją żonę.
- Pojebało cię Kristin - powiedział to praktycznie równo z Pilar, czyli jednak mieli resztki instynktu samozachowawczego - jak ty jesteś trzeźwa, to ja jestem kurwa DiCaprio - no jednak dużo mu brakowało do DiCaprio, Kristin aż nabrała w płuca powietrze, a Madox zrobil krok do przodu marszcząc brwi, jak srogi ojciec, z którym się nie dyskutuje. Pokręcił głową - wsiadacie do taksy i jedziecie prosto do domu - jeszcze brakowało, żeby pogroził im palcem, ale tego nie zrobił. Kristin się pokrzywiła, ale zaraz pokiwała głową zgadzając się z nimi, bo chyba miała na dzisiaj dość wrażeń. Aurelia za to odzyskała kolory i jak się okazało to zaraz też język w gębie.
- Gdyby nie ona, to Pająk rozpierdoliłby mi łeb za to, że cię ućpałem i zeszłabyś na klubowej podłodze - Madox pokręcił głową patrząc w te wielkie, zielone oczy Aury, ale nie puścił Pilar. Dziewczyna spojrzała na nią znowu, a potem na Kristin, która pomachała głową, że tak było.
- Nie ućpałeś mnie - fuknęła Aura krzyżując ręce na piersi obrażona.
Madox wywrócił oczami.
- Ale nie powinienem wam pozwalać tego ćpać - czyli jednak dało się przyznać do błędu, wyciągnąć jakąś lekcję, czego nauczyć? Skinął głową, kiedy Pilar kazała mu im to wytłumaczyć, a sama poszła zamawiać taksę. Jeszcze obejrzał się za swoją żoną, ale zaraz stanął nad dziewczynami i to on krzyżował ręce na piersi, patrzył na nie z góry groźnie. Oho, chyba szykowała się pogadanka - nie możecie kurwa brać pierwszych lepszych prochów, które ktoś wam daje, a których nie znacie - i to powiedział Madox Noriega, który wiecznie to robił, ale one nie musiały tego wiedzieć, zresztą... jego ledwo połaskotało - a jakby to się skończyło gorzej? Jakby ktoś was zgwałcił? - spojrzał na Kristin, a ona obciągnęła w dół króciutką sukienkę, bo chyba ta wizja jej przeszła przez głowę - albo jakby mnie nie było i nikt by nie pomógł Aurelii? - tu wbił spojrzenie w córkę Luny, ale ona znowu do niego doskoczyła, sięgnęła mu ręką do szyi, a drugą do klaty. Madox trochę się cofnął.
- Ale byłeś i mnie uratowałeś, mój bohaterze - i znowu patrzyła na niego tymi wielkimi, wyjebanymi w kosmos ślepiami, a Madox się odsunął.
- Ale nie jestem twoim ojcem, ani jakimś pierdolonym aniołem stróżem, miałaś farta, że tu byłem - pokręcił głową Noriega, obejrzał się znowu na Pilar, bo... już miał fuchę anioła u innej brunetki.
- A może jesteś? - Aura zadarła znowu głowę do góry wciąż na niego patrząc, a Madox wywrócił ciemnymi ślepiami.
- Chodzi mi o to, że musicie bardziej na siebie uważać dziewczyny, na to z kim balujecie i w ogóle... - oczywiście, że miał na myśli tego spierdolonego Jake'a. Aurelia ewidentnie chciała jeszcze się buntować, ale Kristin ją uspokoiła i zgodziła się z Madoxem. Wróciła też Pilar informując dziewczyny, że podwózka już jedzie. Aura jeszcze patrzyła za Noriegą, ale on oparł się o samochód obok swojej żony. Uratował córce Luny życie, ale to przecież nie tak, że chciał za to coś w zamian, na pewno nie od niej. Jej zielone spojrzenie ciągle uciekało do niego, a kiedy Pilar rozmawiała z kierowcą, a Kristin tłumaczyła mu gdzie ma je zawieźć, tak, żeby jednak ojciec Aury ich nie przyczaił, to pociągnęła Madoxa na bok.
- Daj mi swój numer, jak będę wiedziała coś o ojcu, to dam ci znać - powiedziała, a Madox się zawahał. No bo kurwa chyba nie powinien małolacie dawać swojego prywatnego numeru? Ale z drugiej strony jeśli rzeczywiście mogła mu pomóc? Odpłacić się za uratowanie życia?
Podyktował go jej, a Aurelia szybko wpisała go w swoim telefonie. Dziewczyny zapakowały się do taksy, a Noriegowie wrócili do beemki. W odpowiednim kurwa momencie, bo kiedy tylko wsiedli to... Pająk zaczął kręcić się pod klubem. Madox zjechał z krawężnika zasłaniając Pilar ramieniem i odjechał z piskiem opon.
- Uwierzył, że przyszłaś tu wyrywać dupy? - Noriega uniósł jedną brew zerkając na swoją żonę, a zaraz parsknął śmiechem - może wyglądasz na taką, co lubi napalone małolatki? - mrugnął do niej zaczepnie jednym okiem, ale zaraz trochę spoważniał - straszne gówno to jest, te prochy, cały czas czuję, jak napierdala mi pikawa - może nawet sięgnął by do niej, żeby oprzeć dłoń swojej żony na swojej piersi, gdzie rzeczywiście czuł ten nierówny rytm, ale ona zrobiła to pierwsza, zaczęła się bawić jego pierścionkami, a Madox zerknął na nią z ukosa. Bo to zawsze był wstęp do poważnych rozmów... ale chyba nie dzisiaj. Przesunął palcami po jeansowym materiale, po udzie Pilar, a potem szorstkie opuszki musnęły jej odkryty brzuch. Znowu parsknął śmiechem.
- No co ty? Gówniara pchała ci łapy pod bluzkę? Może jednak powinienem jej strzelić dłuższą pogadankę? - zacisnął palce na jej piersi, mocno, tak jak oboje lubili - b e z c z e l n a - powtórzył po Pilar, a ciemne spojrzenie uciekło na jej twarz, na te pełne usta i wciąż rozwalone oczy - przecież te cycki są moje - szarpnął się do niej, żeby dziabnąć ją w ramię. Może nie powinni robić takich rzeczy podczas jazdy, ale kurwa Madox był dobrym kierowcą, jechał prawie trzy stówki po autostradzie, kiedy Pilar mu obciągała. Miał podzielną uwagę, jeździł jakby urodził się za kółkiem. Przesunął wytatuowanymi palcami po rozgrzanej skórze na jej brzuchu, w dół, tam gdzie go poprowadziła, do guzika od jej spodni. Szarpnął go i już chciał zejść niżej, ale...
Nagle miasto zgasło.
Zapadła pierdolona ciemność, z latarnii odpłynęło światło i drogę oświetlały jedynie światła samochodów. A do tego wyjebało sygnalizację. To nie tak, że Madox wjechał na skrzyżowanie na czerwonym, bo miał zielone, widział, ale zaraz czarne. Czarne też na pewno miał gość po ich prawej stronie. Po twarzach mignęły im reflektory z prawej strony. A Noriega... dał gazu i odbił, tak, że nadjeżdżający z prawej samochód przypierdolił im w tył. To był odruch. Pierwsza myśl, żeby tylko nie jebnął w Pilar i nawet mu się to udało. Jebany kurwa fart. Albo znowu czuwał nad nimi jakiś anioł?
Dźwięk tłuczonego szkła i gniecionej blachy wymieszał się z jego imieniem, z piskiem opon, i tym trzaskiem, który jeszcze przez chwilę wisiał w powietrzu. Pierdolony trzask. Szkła posypały się z tylnej szyby, drzwi wygniotły się do środka. A ciężki Pickup wbił się w beemkę. Madox od raz się szarpnął, odpiął pas sięgając do swojej żony.
- Kurwa Pilar - zaczepił palcami o jej brodę podnosząc do góry jej głowę - cała jesteś? - obojczyk i brzuch piekły w miejscach, w których wbił się w nie pas, ale wyjebane. Madox przesunął palcami po szyi swojej żony, a zaraz sięgnął też do jej pasa. Kurwa. Mało brakowało, a przecież jebnąłby w nią. Noriega naprawdę się tego bał. Gdyby znowu przez niego coś jej się stało... Gdyby. kurwa ją stracił... Gdyby...
- Pilar, możesz się ruszyć? - pytał zaglądając jej w oczy, pochylając się do niej. Jego dłoń sięgnęła do jej policzka. Dookoła już pozatrzymywały się inne samochody, powysiadali ludzie, zaglądali do nich do środka. A potem...
Pisk. Jakaś blondynka, która zajrzała do Pickupa zaczęła piszczeć. I dopiero wtedy mogli zobaczyć, że kierowca samochodu obok miał mniej szczęścia, jemu poszła przednia szyba, walnął na wprost, a po twarzy spływały mu strugi krwi.
Ja pierdole.
I do tego ta wszechogarniająca ciemność. Wszędzie dookoła. Jedynie światła samochodowych reflektorów, których nie pogasili inni kierowcy rozświetlały otoczenie.
- Co jest kurwa? - Madox dopiero teraz rozejrzał się dookoła, światła w budynkach też pogasły. Wszędzie. A po środku tego jebanego armagedonu oni. Znowu sięgnął do Pilar - możesz wysiąść? - zapytał i ponad jej udem sięgnął do drzwi, ale były zablokowane. Musiała przejść do jego strony.
- Niech Pan się nie rusza! Boże on się wykrwawi! Pomocy! - krzyczała blondyna, bo facet za kierownicą Pickupa zaczął panikować jeszcze bardziej zalewając się krwią.
Kurwa.
- Zostań - Madox rzucił do Pilar, ale przecież wiedział, że ona i tak go nie posłucha... Sam wysiadł z samochodu... Powinien iść do tego gościa, ale on zamiast tego się rozejrzał po tym czarnym jak noc Toronto, a zaraz sięgnął do samochodu, żeby podać rękę swojej żonie, pomóc jej przejść nad skrzynią biegów i wysiąść. Czyli tyle by było z jego zostań. Sam skapitulował już na stracie, ale chciał mieć ją blisko. Przy sobie, gdyby... znowu coś się wypierdoliło. Bo to jeszcze chyba nie był wcale koniec tego pojebanego dnia. Nie zapowiadało się. A mieli już po prostu wrócić do domu. Ale przecież ich plany zawsze wypierdalały się w ułamku sekundy.

Pilar, ¿estás bien? ᥫ᭡.ִֶָ𓂃
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Jechali zgodnie z przepisami.
Wszystko było pod kontrolą.
Dopóki miasto nie zgasło.
W przeciągu zaledwie jednej chwili centrum Toronto pogrążyło się w ciemności. Zgasły latarnie, jasne, ledowe szyldy ze sklepów i wszystkie światła w oknach wysokich wieżowców, które zazwyczaj oświetlały całe dzielnice. Ciemno. I tylko to pieprzone światło z prawej strony, które pędziło prosto na nich.
To działo się tak szybko, że Pilar nawet nie zdążyła się nad czymkolwiek zastanowić. Kilka marnych sekund, w przeciągu których jedynie krzyknęła imię swojego ukochanego i… o mały włos, byłoby to ostatnim, co powiedziała. Bo przecież gdyby Madox nie dodał gazu i nie odbił kierowcą, maska pickupa wbiłaby się bezpośrednio w miejsce pasażera. W nią. A wtedy nie byłoby już nawet co zbierać. Całe szczęście i jakimś kurwa pieprzonym fartem, gość przywalił im jedynie z tył samochodu. Impet był tak mocny, że BMW od razu zarzuciło, odbierając Noriedze kompletnie panowanie nad kierownicą. Okręciło ich, szarpnęło, szkło się posypało, a Pilar tylko słyszała jak trzeszczy jej w uszach. Rozlewający się, kurewsko nieprzyjemny trzask odbijał się jej echem w głowie, bo przecież wszystko stało się po jej stronie.
Serce waliło jej jak oszalałe.
Zdecydowanie szybciej niż normalnemu, zdrowemu człowiekowi. Był to wynik stresu, adrenaliny ale też narkotyków, które przecież wciąż kręcily się w jej ciele. Poddawanie się tak skrajnym emocjom z tym gównem w organizmie z pewnością nie było zalecane i przez moment naprawdę ją odcięło. Nie mogła oddychać, ciało odmawiało jej posłuszeństwa, a szok do tego sprawiał, że kiedy Noriega już do niej sięgał, mówił jej imię w akompaniamencie soczystego kurwa, ona jeszcze nie komunikowała. Dopiero kiedy szarpnął ją za brodę, spojrzał na nią swoimi pięknymi, zmartwionymi oczami, lekko się ocknęła. Ciężko łapała powietrze, a klatka piersiowa unosiła się w nierównych ruchach.
Cała jesteś?
— Chyba? — odpowiedziała, sama nie będąc pewna. Aż musiała spojrzeć w dół, by sprawdzić, czy była w jednym kawałku, bo naprawdę nie miała kontaktu z ciałem. Nic ją nie bolało, nic nawet nie czułą. Taki stanę też chyba nie był za dobry, szczególnie, że na jej odkrytym brzuchu mogli zobaczyć, jak wielkie spustoszenie sprawił pas, który nie tylko wbił się w skórę ale też kompletnie ją rozdarł, prawie do krwi. Nie ważne, bo w tym samym czasie pewnie uratował jej życie. Na kolejne pytanie męża, tym razem, czy może się ruszać, skinęła głową i lekko się wyprostowała. Poruszała nogą, ręką… wszystko było okej. Średnio czułą mięśnie, ale ciało się ruszało, wiec chociaż styki nie do końca jeszcze się komunikowały, to działały.
Ludzie zaglądali do środka, ktoś stukał im w szybę, na zewnątrz panował już kompletny chaos, krzyki, trąbienie, kolejne mniejsze stłuczki… a do niej jakby dopiero teraz doszło, co się stało. Dopiero wyrwała się do niego, tym razem swoją dłonią sięgając do jego policzka i klatki piersiowej.
— Madox, a ty? Jest okej? — zatrzęsła się na samą myśl, że mogło nie być, chociaż wyglądał okej. Cały. Dłonie przesunęła na jego ramiona, wciąż błądząc po męskim ciele i pewnie sprawdziłaby je tak na całej długości, gdyby nagle nie usłyszeli głośnego, przeszywającego się krzyku. Oboje odwrócili się w stronę hałasu. Dochodził z okolic auta, które w nich wjechało. Gość przywalił im od frontu, więc z pewnością wyglądało to o wiele gorzej niż w ich przypadku.
— Chodź — mruknęła, chcąc wypchać go z pojazdu. Drzwi od strony kierowcy były jedynymi, przez które dało się wyjść, a przez nią już przemawiał naturalny instynkt potrzeby pomocy. Chuj, że sama miała chyba jakiś wstrząs mózgu połączony z prochami, Pilar musiała działać. Dlatego kiedy Madox rzuci kto Zostań, spojrzała na niego jak na wariata. — Nie ma takiej opcji — warknęła i to już nawet nie chodziło o sam fakt, że musiała tam wyjść i pomóc, ale tez nie było opcji, że oni teraz się rozdzielą. Nie mieli pojęcia, co działo się na zewnątrz, a dzisiejszy dzień dobitnie pokazał, że każda ich rozłąka przynosiła jeszcze więcej złego i problemów niż faktycznych benefitów.
Przeniosła jedną nogę nad skrzynią biegów, przytrzymując się kierownicy, a zaraz potem drugą, wspomagana już dłonią własnego męża, dzięki czemu poszło o wiele łatwiej. Wyszarpał ją z pojazdu, a Pilar momentalnie wpadła w jego ramiona. Wciąż lekko się chwiała, w dodatku nogi miała miękkie jak z waty. Kurwa, aż strach myśleć, co by było, gdyby nie silna adrenalina, która trzymała ją w ryzach. Spojrzała jeszcze na swój brzuch, na którym odznaczała się wielka, czerwona szrama, a potem już na miasto. Tu wyglądało to jeszcze gorzej niż zza okna samochodu. Dookoła była kurwa ciemno. Jedna, wielka plama. W dodatku w samym centrum miasta. Może nawet coś by powiedziała w tym temacie do Noriegi, ale kobieta przy drugim aucie znowu krzyknęła, a oni ruszyli w tamtą stronę. Głosy robiły się roraz głośniejsze z każdym krokiem. Kilka osób się przekrzykiwało, jedyni mówili, że trzeba dzwonić na pomoc, inni, że koleś zaraz się wykrwawi, a zaraz jeszcze ktoś rzucił świetnym pomysłem, żeby wyciągnąć poszkodowanego z pojazdu.
— NIE! — krzyknęła tym razem ona. Tak głośno, że aż jej w uszach zapiszczało, wyciągając przy okazji rękę do przodu w kierunku dwóch mężczyzn, który już chcieli odpinać poranionego kierowcę. — Zostawcie go — warknęła ostro, bo czy oni kurwa mózgi pogubili gdzieś po drodze? Nie wiedzieli, w jakim stanie był ten koleś, a auto nie płonęło. Nie było realnej potrzeby, żeby go na razie wyciągać i ryzykować pogorszeniem jego zdrowia. — Dzwonił ktoś już na pomoc? — spytała bardziej w eter, a jakaś babeczka oderwała głowę od telefonu.
— Cały czas dzwonie ale linia jest zajęta, ciągle mnie rozłącza — poinformowała cała zestresowana, przechodząc z nogi na nogę i zagryzając paznokcie. Pilar westchnęła. Skoro wyjębało prąd w całym mieście to nic dziwnego, że linie są przeciążone albo w ogóle nie działają. Pewnie nie tylko na tym skrzyżowaniu działo się podobne piekło.
— To próbuj cały czas — skinęła na nią głową, zaciskając mocniej palce na dłoni swojego męża i pociągnęła go w stronę pickupa. Całe szczęście, że inna auta pozostawiały zapalone światłą, bo chociaż dzięki temu, mogli zobaczyć kompletnie zakrwawioną twarz mężczyzny. Szkło miał rozsypane po całym ciele i na siedzeniu obok. Kilka drobinek wbiło mu się w policzki, ale to z pewnością nie było źródłem krwawienia. Nie myśląc za wiele, sięgnęła ostrożnie do głowy poszkodowanego. Czuła to ciepło pomiędzy włosami. Czuła jak ciecz sączy mu się gdzieś stamtąd.
— Rozwalił sobie głowę — rzuciła na jednym oddechu. Serce wciąż waliło jej na najwyższych obrotach, pewnie na ostatnim półmetku przed kompletną eksplozją, przez co i ręce jej się trzęsły jak u starej baby. — Trzeba to czymś zatamować — dodała szybko, podnosząc spojrzenie na ludzi dookoła, w tym też swojego męża. Akurat w tym miał wprawę jak nikt inny.

:panik:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”