Gdzie: tell me all you know
Opis: To był jakiś ciężki dzień, najpierw jedna z barmanek złamała nogę i to tak tragicznie, że na wierzch wyszła jej kość, na podłodze było pełno krwi, dziewczyna szybko ją traciła i robiła się blada, wezwali pogotowie i Madoxa z jakiejś rozmowy w zacisznym pokoju wyrwał dźwięk syren. Całe szczęście, że kurwa nie policyjnych, ale miał wrażenie, że jego rozmówca i tak obsrał zbroję. Nie dowiedział się wszystkiego co chciał, więc był niezadowolony.
Do tego kiedy zszedł na dół, nikt go nie ostrzegł, i wlazł w tych swoich nowych, eleganckich butach w tę kałużę krwi.
- Kurwa, co tu się stało?
Gdzie: Cherry, don’t look back
Opis: W Emptiness było prawie pusto, bo to był środek tygodnia, z głośników leciała jakaś muzyka latynoska i tylko kilka par tańczyło na parkiecie głęboko zaglądając sobie w oczy. Tak jakby jutra miało nie być, a oni tutaj przyszli tylko po to. Bo tak pewnie było, Emptiness miało całą listę swoich stałych gości. I ona nie była jednym z nich.
Przy barze było równie pusto, dwóch facetów piło piwo rozmawiając głośno. Nikt nie zwracał na siebie uwagi, oprócz niej.
W tej cholernie seksownej, krótkiej sukience, z nogami do samego sufitu i wysoko upiętymi włosami wyglądała jakby przyszła się tutaj zabawić. Ale dzisiaj? Z kim?
To chyba nie był Twój dzień Cherry.
Gdzie: another night, another mess
Opis: W soboty Emptiness pękało w szwach.
Dzisiejszy dzień nie był wyjątkiem, ciężko było znaleźć na parkiecie wolne miejsce. Z głośników leciała klubowa muzyka, DJ, który siedział przy konsoli porywał cały tłum. Muzyka dudniła w uszach i ścianach. Na parkiecie było naprawdę dużo ludzi. Ciało przy ciele.
Dlaczego więc na barze była tylko jedna barmanka? Dziewczyna uwijała się jak mogła, a i tak kolejka do baru wydłużała się.
Przy drzwiach od zaplecza, tych z zakazem wstępu stało dwóch ochroniarzy.
A w środku...
Na podłodze leżało ciało w kałuży krwi, z czarnym workiem na głowie, wciąż jeszcze przywiązane do krzesła.
Gdzie: the wrong Maddie
Opis: Emptiness jak zwykle w weekendy, pękało w szwach. Ludzie bawili się przy dźwiękach muzyki klubowej. DJ porywał tłumy, chociaż puszczał takie hity, które samego Madoxa nie interesowały. Ale przy barze było tyle ludzi, że ważne było to, że hajs się zgadza. Nie zgadzało mu się tylko to, że nigdzie nie mógł znaleźć swojej Maddie. Bo Maddie, to od Madoxa była jego prawą ręką i wizytówką lokalu, zazwyczaj u jego boku jak ten wkurwiający cień, a dzisiaj jakby trzymała się na dystans, to pewnie dlatego, że ostatnio dostało jej się za to, że pije jego whisky, ale już jej to przecież nawet wybaczył, a do tego była mu potrzebna. Miał jej do przekazania ważne informacje, musiał z nią porozmawiać na temat swojego wyjazdu. Chociaż bał się zostawić klub pod opieka Maddie, nawet jeśli to miało być dosłownie kilka dni.
W końcu ją znalazł.
Gdzie: salsa con el diablo en Medellín
Opis: - Te quiero, Pilar… pero no sé qué hacer con eso - powiedział to. A ten głos w głowie cały czas powtarzał, tylko tego nie mów, bo to spierdolisz. Ale Madox to akurat w spierdalaniu wszystkiego miał jakiś mistrzowski pas i naturalny dar do tego. Więc to nawet nie byłoby jakieś dziwne...
Kocham Cię, Pilar… ale nie wiem, co z tym zrobić - bo naprawdę nie wiedział, co się robi z takimi uczuciami. Co się robi z takimi wyznaniami. Chociaż w ich przypadku pewnie najrozsądniej byłoby zostawić je dla siebie.
Zaraz, ale gdzie ten rozsądek? Nie było go.
Już nawet nie było tego cichego głosu.
Gdzie: blame it on the tequila
Opis: Jakaś meksykańska knajpka, dwa lata temu. Randka numer trzy.
- No i on wtedy mu powiedział, że jeśli zaraz stąd nie wyjdzie, to go wyjebie... - powiedział patrząc na brunetkę, opowiadał jej właśnie jakieś bardzo ciekawe zajście z klubu. Namawiał ją, żeby przyszła do Emptiness, ale kategorycznie odmówiła, bo ciężko tam było porozmawiać, a jak Madox jej zapytał gdzie chciała by iść, to powiedziała tylko, zaskocz mnie.
Miał nadzieję, że trochę ją zaskoczył, kiedy zaproponował meksykańską knajpę, chociaż może nie? Może to właśnie była oklepana opcja jeśli chodzi o McDowell, bo może już mu coś wspominała o meksykańskich korzeniach. A może Noriega zgadywał? Lubił w zasadzie zagadki.
Gdzie: when old flames speak
Opis: - Widzę... Ciebie Cherry - mruknął prosto do jej ucha, bo tym razem to on pochylał się w jej kierunku, jego ciepły oddech omiótł jej szyję, ale za chwilę Madox wyprostował się i oparł o bar - na co masz ochotę Charity? - zapytał i przysunął do siebie swoją szklankę, żeby podnieść ją do ust, żeby wypić z niej dwa spore łyki. Wciąż mu nie smakowało, ale i tak już nie miał o to na kogo krzyczeć, bo barman wciąż nie wrócił.
- Może zaczniemy od drinka? - zapytał, a tę zimną szklankę odstawił tuż obok jej dłoni opartej na ladzie, tak żeby ją poczuła na ciepłej skórze.
Madox chciał, czy nie, to musiał jednak przejść za bar, żeby tego drinka Cherry przygotować. Chociaż prawda jest taka, że wolał to nawet zrobić sam, niż zlecać temu nieudolnemu barmanowi.
- Co pijesz? - zapytał i tym razem pochylił się w jej kierunku przez ladę, tak że te łańcuszki z jego szyi opadły na jej ręce oparte na kontuarze, mogła to poczuć.
Gdzie: this is gonna hurt
Opis: Kto by się spodziewał, że po urlopie w Kolumbii, w pięknym, intensywnym Medellin, Madox wyląduje w szpitalu i to jeszcze przed gabinetem Aislynne Lennox?
On na pewno na to nie liczył, bo po tym wyjeździe oczekiwał czegoś zgoła innego, raczej odpoczynku, jakiegoś takiego spokoju. Tego, że wróci z naładowanymi bateriami, a później przez rok będzie mógł sobie wspominać ten udany urlop. Bo co tam mogło pójść nie tak?
A no właśnie wszystko. Wszystko cały czas szło nie tak, do tego stopnia, że w pewnym momencie Noriega dostał w łeb metalową tacką, tak, że skończył na pogotowiu z wstrząsem mózgu. Tylko, że Madox wcale nie miał czasu tam leżeć na obserwacji, bo był właśnie świadkiem na bardzo intensywnym, wielkim, kolumbijskim weselu, więc od razu się wypisał na własne żądanie, kiedy tylko zrobiło mu się lepiej, kiedy tylko w głowie przestało się kręcić. Chociaż później pewnie kręciło mu się w niej jeszcze kilka razy, ale to już może za sprawą pewnej brunetki.
I teraz też mu się zakręciło, kiedy do swojego gabinetu zaprosiła go, ale blondynka. Tylko, że to była akurat taka dobrze mu znajoma blondynka. Czemu on tego nie skojarzył, kiedy skierowali go na konsultację do doktor Lennox?
Gdzie: just in time
Opis: Zatrzymał się jednak w pół kroku, kiedy wymierzyła cios. Widział lepsze, takie które od razu te nosy łamały, ale Cyra włożyła w to chyba trochę za mało siły, skoro facet tak szybko się jej odwinął.
Madox przez moment się zawiesił, bo jego myśli nagle odpłynęły gdzieś do Kolumbii, bo w normalnych warunkach, to on by nawet nie pozwolił Carter chwycić za gardło. A on się tak łatwo rozproszył i znowu reagował za późno, a to chyba tylko sprawiło, że się jeszcze bardziej wściekł. Skoczył do przodu jak dziki kot, i jak już był przy gościu, to nawet go nie ostrzegł, wystarczyło jedno spojrzenie na jego rękę, na to jak jest ustawiony. Zanim gość zdążył się nawet obejrzeć, to już dostał prosto w szczękę, krótki sierpowy z boku, co zaowocowało tym, że puścił Cyrę. I może Madox na tym powinien zaprzestać, ale to był Madox. A do tego był wściekły, bo siedziało z nim tyle emocji. Złych przede wszystkim, że zanim pomyślał, to szarpnął gościa za koszulę i wyprowadził cios kolanem w śledzionę, a potem, jeszcze proste pchnięcie w nos, tak, żeby facet zalał się krwią, bo jednak Madox wiedział jak uderzyć, pchnął gościa na ziemię. Może jeszcze by go skopał, ale ochroniarze już stali obok, całe szczęście, bo czasami to Noriegę trzeba było odciągać, ale dzisiaj obyło się bez tego. Sam się odsunął.
Gdzie: things just got super weird - it's my time to shine
Opis: Bo Madox był wściekły, i jakiś rozkojarzony, bo chociaż starał się skupić na tym, co się wydarzyło w Emptiness, jakoś to wszystko ułożyć w głowie, to jego myśli wciąż wracały do pewnej brunetki, która spędziła z nim te intensywne trzy dni w dzikim Medellin.
Tylko, że kiedy on w końcu wszedł do salonu, kiedy dotarł do niego dźwięk telewizora, a spojrzenie zatrzymało się na kanapie, na której... leżała zupełnie inna brunetka. To telefon aż wysunął mu się z ręki, zsunął po szyi na tors i Madox chciał go złapać, ale zamiast tego zrobił jakiś niekontrolowany ruch i ten telefon kopnął... prosto w kanapę, na której siedziała Debbie. Całe szczęście, że nie w nią.
- Debbie? Co Ty tutaj kurwa robisz? - rzucił od razu, jeszcze zanim zrobił krok w jej kierunku, uniósł jedną brew. Chyba była ostatnią osobą, której by się tutaj spodziewał, zwłaszcza, że ostatnio wywaliła go z mieszkania w samych bokserkach, na śnieg... Chociaż litościwie wyrzuciła mu wtedy ciuchy przez okno.
Gdzie: no good answers
Opis: Wszedł powoli do tego pokoju przesłuchań i od razu skierował się do tego niewygodnego krzesełka przy metalowym stoliku, na który odstawił papierowy kubek z kawą i bajgla. Zupełnie jakby nie był tu po raz pierwszy, bo nie był. Skrzyżował ręce na piersi, tak, że te jego tatuaże były jeszcze bardziej widoczne, ale kiedy Nick zaczął o nie pytać, kiedy zaczął zadawać różne pytania, to Madox rzucił tylko.
- Nie będę nic mówił bez mojego prawnika - no cóż, chyba nie chciał współpracować. Ale to tylko jeszcze gorzej nakręcało Nicka, który wyszedł z sali, żeby sprawdzić, czy na miejsce dotarł już adwokat Noriegi. Madox sam miał nadzieję, że Mel zaraz się pojawi, zerknął na złoty zegarek na nadgarstku, miał nadzieję załatwić to szybko, bo musiał wracać do klubu, tylko on sam nie za bardzo wiedział jak rozmawiać z tym całym Nickiem. Liczył skrycie, że wystarczą piękne oczy Melanie, żeby jednak ta rozmowa przebiegła... przyjemniej.
Gdzie: cuba libre & bad decisions
Opis: Zasypał szklanki lodem, wlał odpowiednią ilość rumu, dopełnił to colą, sok z limonki, a później tylko zamieszał długą łyżeczka wprawiając w taniec te duże kostki lodu. Na koniec umieścił na szklance po połówce plasterka limonki, bo jednak Madox nie byłby sobą, gdyby tego nie dopieścił. Akurat w jego towarzystwie, to kobiety i drinki były... dopieszczone właśnie.
Przesunął jedną ze szklanek do Erica, a drugą złapał i wylazł wreszcie zza lady, na co barmanki odetchnęły z ulgą. Madox oparł się plecami o kontuar, tuż obok Stonesa i rozejrzał po klubie. Podniósł swoją szklankę, żeby upić z niej łyk, a właściwie to wychylił połowę za jednym razem, bo on dzisiaj to naprawdę potrzebował tego rumu.
- Bo tutaj to dzisiaj jakaś padaka, wszyscy czegoś ode mnie chcą - westchnął ciężko odchylając do tyłu głowę. Ale taka była prawda, jak nie Maddie, to policja, Madox cały czas wisiał na telefonie, miał już dość.
Gdzie: and the speakers played latino
Opis: Ruszył na zaplecze i nie było go kilka minut, ale wrócił jako zwycięzca, z dwoma doniczkami ze świeżą miętą.
- I co? Mówiłem, że jest... - mruknął i schylił się, żeby odstawić ją za barem, a kiedy wyjrzał zza lady, to już wcale nie stała przed nim ta blondynka od mohito, tylko jakaś Azjatka. Madox uniósł jedną brew.
- Ty chciałaś mohito? - zapytał, ale no przecież kurwa wiedział, że nie, oparł łokieć na ladzie pochylając się w jej kierunku - chyba coś mi się pojebało, co dla ciebie? - zapytał. Chociaż liczył, że mohito, bo już w zasadzie zaczął je tworzyć, w wysokiej szklance, która przed nim stała. Ale jak nie będzie chciała, to sam wypije, bo w końcu musiał sobie zrobić przerwę. Należała mu się.
Gdzie: la ciudad nos separó. esta noche nos junta
Opis:Tydzień. Cały pierdolony tydzień jej nie widział.
A wydawało mu się, jakby jakąś wieczność. I on naprawdę by do niej przyjechał. Już dwa razy przecież parkował na jej ulicy, już dwa razy wszedł do jej kamienicy z jakąś uroczą staruszką, a raz z listonoszem, ale nie zapukał. Sam nawet nie wiedział dlaczego.
Dlatego, że mu nie pozwoliła? A od kiedy Madox się takim czymś przejmował? No przecież on wiecznie łamał jakieś zasady, nie przestrzegał żadnych reguł, a teraz się tak jej posłuchał i nie przyjechał. Przyjechał, ale jej nie zobaczył.
A później jeszcze te smsy, w które wszedł chyba dwadzieścia razy. I dziesięć nawet miał napisać coś więcej niż to żałośne ok, które tak naprawdę nie wiadomo do czego się odnosiło. Do tego, że nie przyjedzie? Albo do tego, że znajdzie sobie kogoś na pocieszenie?
Ale to już nawet rum nie działał, nawet ta słaba kokaina z Toronto. Jedynie tylko ta praca, to głośne Emptiness działało jakoś tak, że zajmowało myśli. Kiedy w głośnikach znowu leciała salsa, a na parkiecie tańczyło więcej takich loca chica jak Pilar. Tylko, że żadna nie miała tej pierdolonej czerwonej sukienki.
Gdzie: dirty santa
Opis:- Ja pierdole... - wyrwało się Noriedze, na co te wszystkie dzieci w kolejce zaczęły wskazywać na niego paluchami. Ale to nie było najgorsze, bo najgorsze było to, że ta matka świątecznego sweterka zaraz złapała Latynoskę za włosy i szarpnęła.
I wtedy to już w ogóle zaczęła się wojna, bo Madox to aż nie mógł utrzymać tej niby matki swojego dziecka, które tak naprawdę nim nie było. A tamta druga ciągnęła ją za włosy.
Jednak na szczęście wtedy wkroczył gość w tym swoim czerwonym wdzianku, czyli sam Święty Mikołaj.
Tylko, że facet wkroczył tak pechowo, że dostał kopniaka od tej kobiety, z którą szarpał się Noriega, a potem jeszcze z liścia dostał od niej właśnie Madox. Tylko, że to już akurat umknęło Świętemu, bo jak ten się pozbierał po tym kopie, to nawet się nie zastanowił, tylko rzucił się na Madoxa i oni razem polecieli na jakiś stolik, przy którym właśnie gorącą czekoladę sobie piła jakaś śliczna blondynka. Ups.
Gdzie: santa wasn’t invited
Opis:Ruszył do wejścia i akurat w momencie, w którym stanął przed drzwiami, to dogoniła go jakaś miła staruszka, z którą Madox też zamienił dwa słowa. Zapytała go do kogo przyszedł, ale on odpowiedział jakoś tajemniczo, że do swojej dziewczyny, na co staruszka zacmokała tylko i zapytała, czy ma dla niej coś dobrego. Ale Madox nie miał, bo wcale o tym nie pomyślał, więc od razu powiedział to babci, która wrzuciła mu do tego pudła z ozdobami lukrowane pierniczki, które podobno sama upiekła i rozdawała koleżankom, z którymi grała w bingo, ale jedna nie przyszła i trochę ich jej zostało. Noriega nie chciał, ładnie podziękował, ale babcia była uparta, więc finalnie, to on stanął przed drzwiami Pilar z choinką, torbami, pudełkiem z ozdobami i jeszcze lukrowanymi pierniczkami, które pachniały tak intensywnie, że czuł ten zapach nawet w tej swojej kominiarce, aż mu kiszki marsza zagrały.
Nacisnął na dzwonek i schował się za drzewkiem, żeby nie widziała go przez judasza. Mogła zobaczyć tylko te zielone gałązki, a kiedy otworzyła, bo liczył na to, że jednak otworzy, to dopiero wyjrzał zza tej choinki, chociaż w tej swojej kominiarce mógł wyglądać jak jakiś bandyta. Bandyta o intensywnie brązowych oczach, które od razu spoczęły na jej twarzy.
- Musze do Ciebie przychodzić częściej... - rzucił od razu i zanim zdążyła coś powiedzieć to on już stał przy niej i wkładał jej w ręce ten karton, żeby móc jeszcze rozejrzeć się na boki, a później to już szarpnąć tę swoją kominiarkę i ją zdjąć.
Gdzie: small talk, big secret
Opis:Dopiero po chwili jego brązowe tęczówki przesunęły się po sylwetce kobiety, na która tak bezczelnie wlazł, tak, on na nią wlazł. Zatrzymał spojrzenie na jej twarzy i przez chwilę to nie mógł uwierzyć w to co widzi, bo kogo jak kogo, ale jej się tutaj nie spodziewał. W ogóle nie spodziewał się, że jeszcze stanie twarzą w twarz z Beaumont. Przecież tak sprawnie jej unikał w klubie, w ogóle Toronto to takie duże miasto, mogli się mijać, z powodzeniem robili to przez tyle lat, a tu dzisiaj, proszę, stanęli przed sobą. Twarzą w twarz.
To jakiś świąteczny cud? A może jakiś żart od losu?
Madox obstawiał to drugie, bo w cuda to on wcale nie wierzył. Nawet obejrzał się przez ramię, jakby liczył, że zaraz ktoś mu powie, że to jakaś ukryta kamera. Ale wszystko biegło swoim normalnym torem, baristka parzyła kolejną kawę, a oni stali tak po środku, na przeciwko siebie, Noriega z tą kawą kapiąca z jego koszuli na podłogę.
- Anais... - zaczął, bo przecież doskonale pamiętał jej imię, ją, jakby widzieli się wczoraj, a nie kupę lat wstecz. Sięgnął do jakiegoś stolika obok nich, żeby wyrwać z serwetnika kilka chusteczek i wytrzeć nimi trochę tę kawę ze swojej koszuli, ale nie za wiele to dało. Jego brązowe oczy znowu spoczęły na twarzy blondynki.
Gdzie: champagne isn’t his thing
Opis:Madox zupełnie tutaj nie pasował.
Nawet teraz kiedy stał w tym swoim dobrze dopasowanym smokingu, który przecież wypożyczył na tę okazję, a spod którego wciąż widoczne były te jego tatuaże, nikogo by nie oszukał, że on tutaj pasuje, że on tutaj w ogóle dobrze się czuje. Bo nie czuł się wcale, wręcz przeciwnie miał dziwne wrażenie, że ta muszka pod szyją zaciska się coraz mocniej na jego szyi, uniósł wydziaraną dłoń, żeby ją poprawić, poluzować, przejechał palcami po tych krótkich, jasnych włosach, które on teraz przecież posiadał. Nie chciał się dzisiaj rzucać w oczy, a i tak chyba to robił. A przede wszystkim to wcale nie chciał tutaj być, już prawie się wykręcił, ale Winston nalegał, a tak się składa, że facet zostawiał pokaźne sumy w klubie Noriegi. Zawsze zamienili te kilka słów, no i Madox też częstował go rumem prosto z Kolumbii, w zamian dostając te wszystkie drogie butelki, które mógł sobie później ustawiać za barem razem z podarunkami od Debbie.
Chciał to odbębnić i się stąd zwinąć, wznieść jakiś toast tym drogim szampanem, może wypić ze trzy kieliszki, a później się ulotnić. Zniknąć. Złoży życzenia Winstonowi i będzie mógł stąd uciekać, jechać do Stewart, jeśli mu pozwoli, albo do klubu. Wracać do siebie, do swojego brudnego świata.
Gdzie: we’re fine. probably.
Opis:- No i on wtedy powiedział, że nie kojarzy mojej gęby i musieli mnie wypuścić - Madox żywo gestykulował, kiedy opowiadała to swojemu adwokatowi nad wysoką szklanką cuba libre. Zbyt żywo jak na to, żeby był trzeźwy, bo prawie spadł przy tym z wysokiego stołka, a kiedy zatoczył się na jakiegoś faceta obok, który chciał sobie zamówić piwo, to kazał mu wypierdalać. Typowy Madox.
- Weź kurwa, jeszcze sprawę prowadzi... Nie wiem jak to nazwać, były mojej obecnej? Albo nie wiem, gość, który uważa się za gliniarza con huevos - z jajami - a chodzi w swetrze. No i mnie kurwa nienawidzi - tłumaczył Williamowi tę całą sprawę, która wydarzyła się w Emptiness pod jego nieobecność. A mianowicie to Nick Dalton złapał tutaj wtedy jakiegoś gnoja, który sprzedawał prochy, a on zeznał, że na zlecenie gościa z tatuażem lwa. A co Madox miał na klacie? No wielkiego lwa właśnie, a Billy mógł go widzieć, bo przecież nie raz, nie dwa, to Noriega zrzucał z siebie koszulę, jak był wyćpany przy nim w trzy dupy. Dzisiaj był trochę, wiercił się na tym wysokim, barowym stołku i był nabuzowany.
Gdzie: how much for that?
Opis:Dopiero, kiedy przed nim na ladzie wylądował ten worek z mango, to odchylił się na wysokim stołku do tyłu, prawie z niego spadając, chwycił wytatuowaną dłonią za blat i poprawił kolorową koszulę, którą miał na sobie.
- Ja pierdole... - zaczął a jego ciemne tęczówki spoczęły na postaci, która obok stanęła. Zmierzył ją wzrokiem zaglądając pod daszek czapki. Oczywiście, że poznał te jej duże, błyszczące oczy, ten zadarty nosek i te czarne kudły.
- Kurwa Peach - rzucił może trochę zbyt głośno niż powinien, bo zaraz w mózgu doszło do zwarcia i się kapnął, że ona w tych wielkich okularach przeciwsłonecznych i czapce, to chyba chce tutaj być incognito, czy coś - a ja powinienem się obrazić, że ani razu nie wysłałaś mi filmików z tych waszych zajęć jogi, czy tam pilatesu, miałaś wysyłać - aż odłożył telefon na blat i go wygasił, a potem sięgnął po to swoje okropne, wygazowane piwko - kiedy wróciłaś?
Gdzie: champagne was a bad idea
Opis:Właśnie przy takich balonikach, w jakimś sklepie na dole, stał sobie Madox, gdy zobaczył Pilar…
Nie, to wcale nie była Stewart, tylko jakaś podobna do niej dziewczyna, nie tak piękna, żeby nie było, ale całkiem miła, bo zaraz Madox się jej pytał, czy nie mogłaby na przykład go podrzucić do domu, a ona się nawet zgodziła. I to mógł być początek jakiejś nowej, pięknej historii miłosnej, ale nie był.
Z jednej strony dobrze, bo jeszcze jedna taka popierdolona historia miłosna Madoxa wciąż trwała. No i kiedy on wychodził z tego szpitala z wcale nie Pilar, to właśnie trafił na prawdziwą Stewart, nawet w tej czapce z pomponem, którą już widział. Szczerze się ucieszył na jej widok, naprawdę. Bo ta jego nowa koleżanka była jakaś dziwna. Zwłaszcza, kiedy on już stał przy prawdziwej Pilar, a tamta zatrzymała się obok i jakoś dziwnie na nich patrzyła.
- Ja pierdole Pilar ale masakra - wyrzucił z siebie na jednym oddechu, a potem mu się zapomniało, że przecież mieli udawać, że się nie znają, albo nawet nienawidzą i chciał się do niej przytulić, łasić jak kot, tylko że tamta dziewczyna, która miała mu robić za podwózkę, zrobiła krok w ich kierunku i Madox się zawiesił.
- No to jedziemy czy nie? - zapytała, ale Noriega to już stracił wątek gdzie. Chociaż... chyba do niego. Podwieźć go miała, czy coś takiego.
Właściwie Madox już wcale nie był pewny co on jej nagadał.
Gdzie: no statements tonight
Opis:Madox był ciekawski, sentymentalny mniej, a jednak ostatnio czasami wracał myślami, do tej jego dziwnej przygody sprzed prawie dziesięciu lat.
Zszedł na dół, a potem wlazł za bar. Ostatnio często to robił, wcześniej mu się nie zdarzało, a teraz on stawał za barem raz za razem, teraz też oparł się o kontuar tuż obok Eviny, żeby zaraz te ciemne tęczówki zawiesić na jej twarzy.
- Czyli jednak wpadłaś na drinka, fajnie, bo spodziewałem się, że to takie wiesz gadanie... Tak przyjdę Madox... Nigdy - przecież każdy to czasem robił, coś obiecywał, od razu nawet mając w głowie myśl, że to nigdy się nie wydarzy, a tu proszę. Swanson siedziała sobie przy barze, a Noriega miał jej chyba zrobić tego obiecanego drinka?
- Na co masz ochotę? - zapytał, ale już w ręce trzymał butelkę z rumem, bo Emptiness oprócz tego, że psy piły tu za darmo, a gangusy płacili podwójnie, ale nie za drinki, za inne rzeczy, to słynęło też z tego, że mieli tutaj najlepszy rum w całym Toronto, sprowadzany z Medellin. Jakby ktoś zapytał Madoxa, to wszystko co było z Kolumbii było jakieś dwieście razy lepsze niż tutaj w Toronto.
Gdzie: two clubs, one conversation
Opis:Jak będzie tutaj stał i się zastanawiał, to niczego się nie dowie, zrobił sobie cuba libre, wygładził kolorową koszulę, którą miał na sobie, palcami przeczesał jasne, krótkie włosy, które od jakiegoś czasu były jego znakiem rozpoznawczym, a przecież zmienił fryzurę dla niepoznaki, żeby nie rzucać się w oczy. Rzucał się jeszcze bardziej. Ale kiedy on tego nie robił? Charakterystyczne tatuaże, charakterystyczne pstrokate koszule, a teraz jeszcze te włosy.
Przysiadł się do niej bez żadnego pytania, odsunął sobie krzesło na przeciwko, a jego drink spoczął na stoliku, na teksturowej podkładce z logo klubu.
- Cześć Darcy, co słychać? - oparł łokcie o stolik i wbił w nią spojrzenie ciemnych tęczówek, jakby to rzeczywiście było jakieś spotkanie towarzyskie, miła rozmowa. Ale chyba nie w ich wydaniu.
Trochę im brakowało do kumpli, przyjaciół, którzy spotykają się bezinteresownie na drinku.
- Po co przyszłaś? - wypalił od razu, ale Madox nigdy nie lubił owijania w bawełnę, podchodów i gierek, zawsze był raczej... bezpośredni.
Gdzie: between obsession and control
Opis:Jeszcze kilka razy próbował się do niej dodzwonić, ale tym razem ona nie odbierała.
Kurwa.
Jeśli chciała mu napędzić stracha za to co on jej odwalił wczoraj, to jej się udało. Modlił się w duchu, żeby tak było. Albo, żeby po prostu Pilar wypiła za dużo i właśnie skończyła w toalecie z głową zawieszoną nad muszlą klozetową.
Zaparkował pod barem, a już po chwili wszedł do środka, naciągnął na głowę kaptur bluzy, bo jeśli ona jest w kiblu i uda mu się ją przechwycić, to raczej nie powinien się rzucać w oczy. Pierwsza opcja to oczywiście były łazienki, najpierw damskie, a później nawet jeszcze męskie. Ale jej nie było. Jeszcze kilka razy próbował dzwonić, tylko to też na nic.
Rozejrzał się po barze szukając jej, ale też Daltona, tylko, że jego również nigdzie nie było. A to sprawiło, że w głowie zapaliła mu się jakaś czerwona lampka.
Kurwa. Kurwa.
No przecież nie będzie się o nią wypytywał. Bo ich nic nie łączy, tak? Chociaż może powinien?
Stanął przy barze i ściągnął kaptur z głowy, bo to był koniec jego akcji incognito i wtedy do jego uszu dotarła ta rozmowa. Oczywiście, że od razu wychwycił jej imię.
Gdzie: i swear, i'm fine
Opis:Spędził tu niecałą dobę, a już miał dość, już zagadywał wszystkich po kolei, kiedy on będzie mógł stąd wyjść. A w odpowiedzi dostawał, że jak wszystko będzie z nim w porządku. No przecież było, chociaż wciąż jeszcze ładowali w niego jakieś kroplówki wzmacniające, wciąż jeszcze rozgrzewali podwójnymi kocami, a Maddie przyniosła mu jakieś ubrania, w które kazała mu się przy niej ubierać, grube i ciepłe i te skarpetki w jakieś kociaki. Paskudne.
Ale poubierał to wszystko, dla świętego spokoju.
Dla świętego spokoju też, zawrócił na korytarzu, kiedy tuż przed drzwiami do sali Stewart spotkał pielęgniarkę, która oznajmiła mu, że ona śpi.
Znowu śpi.
Będzie próbował jutro, jutro zamieszka w jej sali, jeśli będzie trzeba, żeby w końcu się z nią zobaczyć. Z tymi myślami on też postarał się usnąć i nawet mu to wyszło.
Nawet mu się coś śniło, chociaż ten sen zaraz odpłynął od niego, kiedy poczuł dotyk na swoim policzku, zanim jeszcze otworzył oczy, to sięgnął do jej ręki.
- Pilar! - wypalił i zerwał się tak, że prawie wyrwał sobie kroplówkę, ale bardzo się tym nie przejął, bo zaraz rzucił się na nią, prawie ją zrzucając z łóżka. Nie zrzucił jej, przytrzymał przy sobie.
- Ja pierdole, myślałem, że masz śpiączkę, co do ciebie zaglądałem, to ty spałaś.
Gdzie: take this ramen
Opis:Madox naprawdę się go nie spodziewał i w pierwszej chwili to się zerwał z tego łóżka, jakby robił coś niedozwolonego, a przecież grzebał tylko w telefonie.
- O kurwa... - ładnie go przywitał - cześć młody - zreflektował się zaraz i poprawił na łóżku - już po badaniach, właź - machnął na niego ręką i zaraz mu wskazuje fotel obok łóżka, żeby sobie usiadł, ale Stones zaczął mu coś wyciągać na stolik, więc Madox uniósł jedną brew, ale jak usłyszał, że coś do jedzenia to się od razu podniósł -oja, a akurat jestem taki głodny - i od razu sięgnął po ten ramen - dzięki - dodał jeszcze, a potem patrzy na Erica - to co? Jemy? - bo jak przyniósł dwa, to sobie pewnie razem zjedzą? Madox od razu swój otworzył, pachniał zajebiście, aż mu w brzuchu zaburczało.
- A co? Podrywałeś pielęgniarki? - zapytał i poruszył śmiesznie brwiami, a potem to nawet nie czekał na jakieś słowa aprobaty, tylko wziął się ze swoją zupę. Bo wreszcie jakieś normalne jedzenie, a nie galaretki o smaku suszonej śliwki. Hatfu.
- Zajebiste... - rzucił jeszcze z pełną buzią, ale serio takie było, musiał pochwalić. No i też od razu mu się cieplej zrobiło. Takie jedzenie mu powinni dawać, to by się zaraz rozgrzał, a nie jakaś paćka z zielonego groszku, która mroziła krew w żyłach. Fuj.
Gdzie: przyjaciół poznaje się w biedze
Opis:W końcu stanęli przed drzwiami Wiliama i Madox zapukał, a ten wygląda na nich jak jakiś chory pojeb i zaraz wciąga Madoxa do środka, tylko Noriega złapał też za ramię Ricardo i już są obaj, w mieszkaniu Williama.
- Naćpałeś się znowu, czy co? - zapytał, kiedy on im tak szybko kazał zamykać drzwi, podrapał się po karku. Ale Patel już się rzuca, że nie przyszedł sam, a on ma...
- Co masz? - Madox uniósł jedną brew, ale zaraz rozkłada ręce - to ja spierdalam - już się odwrócił do drzwi, ale William do niego doskoczył i go łapie za kurtkę. Nie chciał się znowu mieszać w jakieś trupy.
Ale jak widział to spojrzenie kumpla, te jego wielkie, błyszczące oczy, to jak miał mu odmówić?
- Jakiego trupa? Pokaż mi - powiedział Madox znawca trupów. No i już wchodzi w głąb mieszkania, jeszcze się odwrócił i wskazał Ricziego.
- To jest Pablito, to znaczy Riczi, mój kuzyn, a to William mój... swój chłop - dobrze, że nie powiedział mój chłop, bo byłoby dziwnie. Rozsunął kurtkę, bo jak miał oglądać zwłoki, to przecież nie będzie się tutaj grzał, a atmosfera była jakaś gorąca, zwłaszcza, jak jego ciemne spojrzenie padło na tą laskę w samej bieliźnie na kanapie.
- Co jej zrobiłeś? - spojrzał na Wiliama podejrzliwie.
Gdzie: rum ain't gonna fix it
Opis:Madox chyba wkroczył w odpowiednim momencie, a za nim dwóch jego goryli, aż tłum się rozstąpił, a muzyka jakby przycichła? A może to rzeczywiście ten DJ ją przyciszył, widząc co się tam odpierdala, a przede wszystkim, kto przyszedł. Najpierw klasnął trzy razy w dłonie...
- Pięknie... - zaczął, a jego spojrzenie najpierw padło na Maddie, która już trzymała w ręce blond kosmyk włosów, wyrwała go tej dziewczynie? A może były doczepiane?
- No pięknie... - ciemne tęczówki przeniósł na Pilar i to do niej wyciągnął rękę podchodząc do stolika. Wszyscy się na nich gapili, chociaż Maddie już się ogarnęła, poprawiła i rozganiała po kolei towarzystwo.
- Potańczyłaś sobie? - nie zwracał w ogóle uwagi na te dwie laski, które zostały z Pilar na stole, które już coś tam marudziły, że psuje im zabawę. A kiedy jedna z nich chciała mu powiedzieć, że ma wypierdalać, to ochroniarz Madoxa chwycił ją za nadgarstek i ściągnął ze stolika. Nie delikatnie. Oni nie mieli być delikatni, tylko skuteczni. I skutecznie dziewczyna pewnie zaraz opuści klub. Druga sama zamierzyła się do zejścia. I to chyba byłby koniec świetnej zabawy, chociaż Stewart wciąż stała na stole.
Gdzie: paperwork has a way of bringing people together
Opis:To miał być spokojny dzień, Eliot siedział w swoim biurze, pił już drugą syfiastą kawę tego dnia. Smakowała jak lura, ale jakoś mu to nie przeszkadzało, przywykł do tego gorzkiego posmaku na języku, brakowało mu tylko fajki. Nie palił w gabinecie, właściwie od jakiegoś czasu rzucił papierosy, ze względu na zdrowie, na serce. Lekarz twierdził, że to fajki, on śmiał się z nim sprzeczać, był pewny, że to lata spędzone w szturmówce. I chociaż już dawno nie robił na tej pierwszej linii ognia, to teraz jeszcze wciąć goiła mu się rana na udzie, którą zarobił wchodząc do tej chaty. Dobrze, że to tylko udo, a nie głowa. Ale Eliot nie roztrząsał takich rzeczy, nie zastanawiał się nad tym, wiele razy na akcji mógł zginąć. Ta nie była wcale pierwsza, a biorąc pod uwagę fakt, że dotyczyła jego koleżanki z pracy, jednej z nich, to przecież była jeszcze poważniejsza.
Wciąż nie mógł przetrawić tego, że zdradził Nick Dalton, chłopak, którego on traktował jak syna, który siadał z nim przy jednym stole, zaproszony do nich na kolację wigilijną, na obiad. Gryzło go to, ale o tym też starał się nie myśleć. Skupić na robocie.
Dzisiaj miał umówione spotkanie ze Stewart, a później z Noriegą. Jakoś źle mu to wyglądało, że oni znowu pojawią się tutaj razem. Nie był głupi wiedział co ich łączy, czuł to, ale nie popierał. Chociaż z drugiej strony kim on był, żeby mówić im co mają robić, jak żyć?
Gdzie: past on the dancefloor
Opis:I to nie tak, że nie lubił Haddie. On kiedyś ją przecież...
Ale dzisiaj chciał to jakoś szybko odbębnić, szybko załatwić i jechać do domu. Do niej.
Ostatnio nie miał głowy do pracy, do niczego nie miał. Obejrzał się przez ramię, czy mógł się jeszcze zmyć? Może jeszcze go nie zauważyła? Ale wtedy jedna z barmanek głośno, dobitnie, wypowiedziała jego imię.
- Madox, se suponía que ibas a ayudar, maldita sea - Madox miałeś pomóc do cholery, no miał. Od policji też miał się trzymać z daleka, a jakoś za specjalnie dobrze mu to nie wychodziło. Niebieskie tęczówki blondynki zatrzymały się na jego twarzy. Czyli jednak chyba zauważyła.
Czy niegrzecznie będzie jeśli się nawet z nią nie przywita?
Podejrzewał, że tak. Bardzo. Ale czy on musiał być grzecznym chłopcem? Już od dawna nie był.
A jednak stanął przed nią, a jednak ciemne ślepia przesunęły się po jej sylwetce, po dekolcie, na twarz, na te oczy.
- Cześć Haddie, jak się masz?
Gdzie: tequila con muerte
Opis:Nie zdążyli się pogodzić.
Madox wrócił późno, później niż chciał, i to wcale nie dlatego, że prosił go o to Ricardo, tylko jak zwykle w klubie coś się sypało, kiedy on zamierzał...
To nie miał wcale być urlop, nie lecieli tam na wakacje. Miał zidentyfikować ciało swojej zmarłej rzekomo matki. Jak można taki wyjazd porównywać do wakacji?
Chociaż on odrobinę porównywał, a patrząc na jego bagaż, w którym miał te swoje same kolorowe koszule, to można tak było o tym myśleć. Chociaż miał też czarny garnitur, w razie czego, gdyby jednak musiał tam pochować swoją rodzicielkę. Nie myślał nawet o tym, żeby sprowadzać jej ciało. Gdzie do Kolumbii, skoro ona stamtąd uciekła? A może do Kanady, ale po co, kiedy jej stopa nigdy nawet tutaj nie postanęła. Nie postanie pewnie już.
Na lotnisko zawiózł ich Ricardo i to on nawijał całą drogę o tym, że przyjechała tu jego żona, Rosario, i jak on to przeżyje bez nich, skoro ona już pierwszego dnia chciała go zatłuc. Dziwił się, że chciała to zrobić, skoro uciekł jej w trakcie miesiąca miodowego? Madoxa to nie dziwiło, ale też nie chciał oceniać kuzyna, tylko mu powtarzał, że jakoś da sobie radę, że ma Florę i psa. Zawsze może w razie czego wyjść na spacer z Sombrą.
Nie porozmawiali w samochodzie.